Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kienzler Iwona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kienzler Iwona. Pokaż wszystkie posty

28.02.2015

„Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica” Iwona Kienzler










Sięgnęłam po tę książkę, bo interesuję się życiem pisarzy, ale szkoda było mojego czasu. „Rozwydrzona bezbożnica” napisana została językiem bardzo nieestetycznym i stanowi zlepek fragmentów z innych biografii, przy tym Iwona Kienzler korzysta nie tylko z prac poważnych twórców, takich jak Szypowska i Magnone, ale też powołuje się na słowa Krzysztofa Tomasika, autora „Homobiografii”. Kienzler najbardziej interesują takie sprawy jak orientacja seksualna Konopnickiej, jej kochankowie i problemy z dziećmi, o twórczości zaś wspomina rzadko. Czyta się to lekko, bo Kieznler nie wymaga od czytelnika żadnego wysiłku umysłowego i w kółko powtarza te same informacje. 

Trudno zrozumieć, dlaczego autorka uważa Konopnicką za „rozwydrzoną” i dlaczego tak jej nie lubi - a da się wyczuć, że nie lubi. Na światło dzienne wyciąga liczne grzeszki Konopnickiej – ucieczkę od męża, niezapraszanie wnuków do dworku w Żarnowcu, wnoszenie przez nią do sądu w Krośnie licznych skarg na okolicznych chłopów, niechęć do kościoła, nierówne traktowanie dzieci (przy tym córka Helena, która kradła, awanturowała się, zachodziła w ciążę jako panna i na wszelkie inne sposoby przynosiła wstyd rodzinie, przedstawiona została jako niewinna ofiara nieczułości matki), niepozwalanie najmłodszej córce Laurze na zdobycie zawodu aktorki – i wreszcie tajemnicza przyjaźń z malarką Dulębianką, do której Konopnicka zwracała się per „Pietrek”. Cóż, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, co naprawdę łączyło obie kobiety, choć śledząc ich losy jakoś trudno oprzeć się wrażeniu, że ich wzajemne relacje przekraczały granice przyjaźni[1] – pisze Kienzler. 

W ostatnim rozdziale przytoczone zostały fragmenty tekstu napisanego przez Grzegorza Gaudena, któremu się zamarzyło, by Konopnicka i Dulębianka patronowały związkom partnerskim: Spłacając dług kilku pokoleń Polaków wobec Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki i spełniając marzenia obu kobiet, Sejm PR uchwala ustawę o związkach partnerskich[2] – napisał on. Ale o jakie marzenia chodzi? Jeżeli Konopnicka istotnie żyła z Dulębianką w związku homoseksualnym, ukrywała to przecież, jak więc można twierdzić, że wywlekając na światło dzienne jej tajemnicę, spełnia się jej marzenie? Jest to niesprawiedliwe i po prostu głupie. 

„Rozwydrzona bezbożnica” została napisana bardzo niechlujnym językiem, mnóstwo w niej źle powstawianych przecinków i dziwnych tworów językowych. Iwona Kienzler uważa, że dwudziesta piąta rocznica pracy pisarskiej i rocznica dwudziestopięciolecia pracy pisarskiej[3] oznaczają to samo i że można kontynuować wykształcenie[4], a nie kształcenie. Zdarzają się i takie zdania: Maria wróciła do łoża umierającego syna, gdy ten był w agonii[5] – a to przecież pleonazm. Gimnazjalista, który takim językiem pisałby wypracowania, miałby zeszyt ozdobiony jedynkami. I jeszcze drobna uwaga: Kienzler pisze, że w roku 1903 postanowiono w szczególny sposób uhonorować poetkę, fundując jej, podobnie jak wcześniej nobliście Sienkiewiczowi, dworek[6]. Stop, w roku 1903 Sienkiewicz nie był jeszcze noblistą, Nobla otrzymał dopiero dwa lata później! 

Moja ocena: 2/6.

---
[1] Iwona Kienzler, „Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica”, Bellona, 2014, str. 186.
[2] Tamże, str. 182.
[3] Tamże, str. 222. 
[4] Tamże, str. 143.
[5] Tamże, str. 134.
[6] Tamże, str. 223.