Po co tworzyć nową wersję książki, skoro stara podobała się czytelnikom i zajęła jakieś miejsca w ich sercach? Gdyby zmiany dotyczyły poprawek stylistycznych, mogłabym to zrozumieć. Ale Ewa Ostrowska ze swoją powieścią „Co słychać za tymi drzwiami” zrobiła coś, czego zaakceptować nie mogę: pierwszoplanowym postaciom nadała nowe imiona, przeniosła akcję z PRL do dwudziestego pierwszego wieku, przeinaczyła ważne wydarzenia. Siostry znane z poprzedniego wydania jako Bronia i Marynia stały się teraz Majką i Kingą. Ich matkę zza lady sklepu autorka przeniosła za biurko w Urzędzie Skarbowym. Takich zmian jest wiele.
