06.08.2016

Czerwony Kapturek musi płakać


Bardzo żałuję, że polski wydawca nie zdecydował się nadać tej powieści tytułu będącego dosłownym tłumaczeniem z oryginału. Przecież „Czerwony Kapturek musi płakać” działa na wyobraźnię czytelnika o wiele mocniej niż nijakie „Milczenie”. I bardziej pasuje do treści. Malwina, trzynastoletnia bohaterka tej książki, wcale nie chciała milczeć. Próbowała skarżyć się rodzicom i rodzeństwu, tyle że nikt jej nie chciał słuchać.

Akcja powieści toczy się współcześnie w Niemczech. Ojciec Malwiny jest despotycznym nauczycielem. Matka ma problemy psychiczne, bo całymi dniami leży w łóżku, nie ubiera się, nie interesuje niczym. Na wszelkie próby rozmowy reaguje histerycznie, twierdzi, że boli ją głowa. Malwina, która nigdy nie usłyszała dobrego słowa od rodziców, otrzymuje mnóstwo czułości od dziadka. Ale nie cieszy się. Boi się go, czuje, że relacje pomiędzy nimi nie są takie, jak być powinny. Bo dlaczego starszy pan całuje ją w usta? Dlaczego zmusza ją do wspólnych kąpieli i – goły – żąda, by ona siadała mu na kolanach? W chwili, gdy zaczyna się akcja powieści, dziadek udaje chorego. Matka każe Malwinie zanieść mu koszyk z jedzeniem i butelką wina. Dziewczynka, niczym współczesny Czerwony Kapturek, idzie tam, gdzie nie jest bezpiecznie. Spotyka osobę będącą odpowiednikiem myśliwego oraz kogoś, kto zachowuje się jak podły, przebiegły wilk. Nawiązania do baśni spisanej przez Charlesa Perraulta są bardzo widoczne. 

Książka ma formę pamiętnika. Malwina opowiada w nim o chłopaku, którego nazywa Wariatem, o przyjaciółce, o zabawach w przeznaczonej do wyburzenia willi i oczywiście o kontaktach z dziadkiem. Ten ostatni wątek czyta się z wielkim niepokojem. Boimy się o Malwinę, która jest mniej przebiegła od swego prześladowcy. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce jej pomóc? I czy będzie umiała tę pomoc przyjąć? 

Spośród postaci drugoplanowych najciekawsza wydała mi się pani Bitschek. To Polka. Ma ona pięcioro dzieci, ohydne, żółte zęby, wychodzi z domu z wałkami na głowie, posypuje solą progi mieszkań sąsiadów, wierzy w magię. Idiotka? Ależ nie! To mądra, przemiła osoba, gotowa pomóc każdemu, kto znajdzie się w potrzebie. Przy okazji wątku pani Bitschek autorka pokazała nienawiść niektórych Niemców do cudzoziemców. 

Uważam, że Beate Teresa Hanika napisała dobrą, poruszającą książkę o molestowaniu. Malwina to postać bardzo wiarygodna. Czytając o jej losach, dowiadujemy się, jak działa pedofil i jaki dramat przeżywa jego ofiara. Co ważne, powieść nie jest tak pesymistyczna, jak „Tylko nie mów mamie” Toni Maquire, „Dobranoc, słonko” Heidi Hassenmüller czy „Abonent czasowo niedostępny” Ewy Ostrowskiej. Jeżeli sięgnie po nią dziecko wykorzystywane, znajdzie podpowiedź, co robić. Ponieważ adresatami są osoby od dwunastego roku życia, autorka postanowiła nie opisywać zbyt szczegółowo przemocy seksualnej. Ale to nie znaczy, że „Milczenie” nie przeraża. 

Na zakończenie uwaga dotycząca przekładu. Malwina uczyła się w Gymnasium. Anna Wziątek przetłumaczyła to jako „liceum”. Trochę niefortunnie, bo polski czytelnik, szczególnie ten w wieku Malwiny, może poczuć się zdezorientowany, a nawet posądzić autorkę o błąd – wszak u nas trzynastolatki nie chodzą do liceum.

---
Beate Teresa Hanika, „Milczenie” (oryg. „Rotkäppchen muss weinen”), przeł. Anna Wziątek, Nasza Księgarnia, 2010. Liczba stron: 216.

16 komentarzy:

  1. Nie zawsze jest możliwym przetłumaczenie dosłownie tytułu, ale tym razem taka możliwość, jak pokazujesz istniała więc faktycznie szkoda, że tego nie wykorzystano...
    Twoja opinia zachęca do sięgnięcia po nią, chociaż to trudny temat.
    Ja z tych co wymieniłaś znam tylko książkę Ewy Ostrowskiej.
    Wydawało by się, że to niemożliwe, by pedofil mógł tak niezauważalnie działać a jednak tak jest....i to tylko dlatego, że nie jesteśmy bystrymi obserwatorami tego co się z dziećmi dzieje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat trudny, ale przedstawiony z taktem, bez zarzucania czytelnika drastycznymi szczegółami. Rodzice bohaterki książki byli wyjątkowo ślepi i obojętni. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, by nie reagować w sytuacji, kiedy dziecko mówi, że ktoś je dotyka w niewłaściwy sposób. Im więcej takich historii czytam, tym bardziej wierzę w to, że zboczeńcy wcale nie działają potajemnie. W wielu przypadkach przynajmniej jedna osoba – żona, matka, siostra – wie o ich przestępstwach, ale z jakichś niezrozumiałych powodów ukrywa prawdę. Pedofil z tej książki też miał taką pomocnicę.

      Szkoda, ze wydawnictwo namieszało z tytułem, bo Beate Teresa Hanika bardzo ciekawie i w wielu miejscach nawiązała do historii Czerwonego Kapturka. Warto byłoby uszanować wolę autorki. To straszne, że wydawcy zmieniają tytuły, dopisują podtytuły... Poza tym mamy w Polsce sporo książek o tytule „Milczenie”, po co jeszcze jedna?

      Usuń
  2. Ha, przekład tytułu obcojęzycznej powieści to wbrew pozorom całkiem trudna sprawa, a nierzadko wręcz wyzwanie. Ale nie ma żadnych wątpliwości, że owo przedsięwzięcie staje się zdecydowanie łatwiejsze, kiedy przeczyta się książkę, której tytuł zamierza się przetłumaczyć. W opisywanym przez Ciebie przypadku można mieć wątpliwości czy osoba odpowiedzialna za tytuł polskiego wydania zdobyła się na wysiłek lektury :)

    A sama książka wydaje się b. wartościowa tym bardziej, że nie miałem jeszcze okazji czytać żadnej powieści, która poruszałaby temat molestowania seksualnego. To przerażające, że dzieci są tak narażone na krzywdę ze strony dorosłych, i to nawet tych najbliższych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, właśnie nie jestem pewna, czy ta osoba uważnie przeczytała książkę. Bo raz, że tytuł niezbyt pasuje, dwa: nie pasuje też hasło reklamowe „gdy krzywdy nie da się opisać, zapada milczenie”. Bardziej odpowiednie byłoby: „gdy rodzice nie chcą słuchać, zapada milczenie”. W książce jest jasno powiedziane, że zamknięcie się w sobie Malwiny nie wynikało z tego, że krzywdy nie da się opisać, tylko z niechęci rodziców do usłyszenia prawdy.

      To koniecznie trzeba jakąś przeczytać! Polecam „Tylko nie mów mamie” Toni Maquire albo „Dobranoc, słonko” Heidi Hassenmüller.

      Usuń
  3. O, właśnie zanim doczytałam odpowiedni fragment w Twoim tekście, mnie również przyszła na myśl książka Hassenmuller. bardzo przejmująco napisana. Co do tytułu - zgadzam się, wydawca powinien pozostać przy oryginalnym, no ale trudno... Dobrze wiedzieć, że to, co się pod nim kryje, jest dobre i wartościowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest bardziej optymistyczna niż „Dobranoc, słonko”. Tej drugiej raczej nie dałabym gimnazjalistkom. „Milczenie” jest ciekawe i wartościowe, bo podpowiada ofiarom, jak mają się zachować w przypadku kontaktu ze zboczeńcem, i uczy szacunku do ofiar przemocy. Kilkunastoletni czytelnik dowie się, by nie odrzucać koleżanek, które zrobiły się drażliwe i skryte, bo może spotkało je to, co Malwinę.

      Usuń
  4. Trudna tematyka, nie stronię od niej, ale o molestowaniu nie mam ochoty obecnie czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, trzeba mieć odpowiedni nastój na taką smutną książkę.

      Usuń
  5. Podoba mi się oryginalny tytuł. I podobnie jak Ty, nie lubię, gdy rodzimi wydawcy kombinują z własnymi. O ile się da (język jest na tyle plastyczny, że w większości wypadków nie powinno być problemu), powinno się uszanować zamysł twórcy.
    Z książek, które dotychczas czytałam, najbliższa tematyki "Milczenia" jest przejmująca powieść Joyce Carol Oates pt. "Tatulo". Napisana z chłodnym - mrożącym krew w żyłach! - dystansem, który tylko pozornie nie pasuje do powagi tematu. Robi naprawdę wstrząsające wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, po co te zmiany tytułów. Jeśli autor nazwał książkę tak a tak, powinno się uszanować jego wolę. „Tatula” jeszcze nie znam, nawet nie wiedziałam, że porusza on tematykę przemocy seksualnej. W takim razie rozejrzę się za nim. Oates jako autorka bardzo mnie interesuje. Pisze przejmująco, starannie, pięknym językiem. Na razie czytałam tylko dwie jej książki, „Bestię” i „Nadobną dziewicę”, ale mam w planach kolejne.

      Usuń
  6. Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej ze wspomnianych przez Ciebie książek o tej niełatwej i bolesnej tematyce. Jeśli kiedyś przeczytam to zapewne wrócę do wpisu, aby skomentować. Teraz daję jedynie znać, że jestem i przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie dziękuję za przeczytanie! Cieszę się, że dramat krzywdzonych dzieci ukazywany jest w literaturze i omawiany w szkołach. Jeszcze kilkanaście lat temu był to temat tabu.

      Usuń
  7. Faktycznie wierne tłumaczenie tytułu chyba wyszłoby tej książce na zdrowie. Brzmi on bardziej chwytliwe.
    Trudna tematyka mnie nie odstrasza, więc będę miała tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, bo to przemyślana, wartościowa książka. Bohaterka nie miała szczęścia do dziadków... ani do rodziców.

      Usuń
  8. Rzeczywiście, jest tu dość podobnie do mojej. Rodzice są tragiczni, beznadziejni.
    Podobno w oryginalnym " Czerwonym Kapturku" dziewczynka uprawiała seks z wilkiem, dopiero potem złagodzono tę wersję dla dzieci.


    Też czytałam "Dobranoc, słonko ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, podobne. Dziewczynka molestowana przez starego faceta. Masz rację co do Czerwonego Kapturka. Dopiero niedawno dowiedziałam się, jaka była pierwotna wersja. Tak, baśń ma podteksty seksualne.

      Usuń