29.09.2015

„Między prawem a sprawiedliwością” Paweł Pollak


W zbiorku pt. „Między prawem a sprawiedliwością” Pawła Pollaka znajdują się cztery rozbudowane opowiadania kryminalne z akcją w Nowym Jorku. W „Zarażonej” widzimy kobietę, która wróciła z pracy i chce wejść do swojego mieszkania, lecz nie może, bo przed drzwiami leży czarnoskóry mężczyzna. Kobieta z wściekłością wymierza intruzowi kopniaka i dopiero wtedy zauważa, że kopnęła trupa. Kto go zabił i dlaczego? „Wykluczony” zaczyna się dramatycznie, bo od opisu pożaru kamienicy. Strażakom udaje się uratować wszystkich ludzi oprócz starszego mężczyzny, który wypadł z balkonu. Mężczyzna ten ma zmiażdżone palce u rąk, może więc wcale nie wypadł, tylko został wypchnięty? Akcja „Dawcy” rozpoczyna się w szpitalu. Evan chce odwiedzić swojego sparaliżowanego przyjaciela Luke'a, jednak okazuje się, że ten nie żyje. Lekarz twierdzi, że Luke wcale nie był tak silny i radosny, jak uważają inni pacjenci, bo nocami często płakał i prosił o eutanazję. Może więc ktoś litościwy pomógł mu umrzeć? W ostatnim utworze, „Złodzieju trumien”, pojawia się najbardziej odrażający zbrodniarz, jakiego tylko można sobie wyobrazić, a ofiar jest więcej niż we wszystkich pozostałych opowiadaniach razem wziętych. 

Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że prawo to bestia bez serca, pożerająca osoby niewinne, a winnym pozwalająca odejść wolno. W opowiadaniach Pawła Pollaka często tak właśnie jest: przestępcom udaje się uniknąć kary dzięki lukom w przepisach, nieudolności prokuratora lub błędom popełnionym przez policjantów. Ci policjanci nie są zresztą zbyt rozgarnięci i potrafią zachowywać się bardzo niekompetentnie. Pewnego razu na ich oczach snajper strzelił do kobiety. Nasi policjanci uznali tę kobietę za zmarłą, położyli na trawie i odjechali, nie wezwawszy ani innego radiowozu, ani karetki pogotowia, a przecież tylko lekarze mają prawo stwierdzić zgon; w przypadku zgonu mogliby też pobrać narządy do przeszczepów. Poza tym policjanci czasami zapominali, że dowodów przestępstwa nie wolno zdobywać bez nakazu, gdyż sąd je odrzuci; z ich winy nie udało się skazać pewnego mordercy. I wreszcie śledztwo dotyczące śmierci inwalidy prowadzili wręcz karykaturalnie.

W opowiadaniach ważne jest nie tylko to, dlaczego osoba A zabiła osobę B, ale też w jaki sposób prokurator starał się doprowadzić do skazania winnych. Autor zadbał o urozmaicenie poruszonych tematów i sylwetek zabójców, bo niektórzy są skrajnie niemoralni, inni zaś działali pod wpływem rozgoryczenia i wzbudzają raczej współczucie niż odrazę. Mocne punkty opowiadań to świetny, plastyczny język, intrygujące początki, ciekawa akcja i błyskotliwe dialogi prowadzone przez stróżów prawa. 

Wymieniłam zalety, więc teraz wspomnę o wadach. Autor ma lekkie kłopoty z realiami, gdyż z tego, co napisał, wynika, że w stanie Nowy Jork wykonuje się karę śmierci, strażnik-mężczyzna ma prawo robić kobiecie rewizję osobistą, a niebezpieczny morderca może odpowiadać przed sądem bez skutych rąk, pilnowany jedynie przez zaspanego woźnego. W sumie te wymysły niespecjalnie mi przeszkadzały i trzy opowiadania uważam za udane, tylko „Dawcy” nie jestem w stanie zaakceptować. W żaden sposób nie mogę uwierzyć, że kiedy w szpitalu leżał chłopak z porażeniem czterokończynowym, nikt z personelu, pacjentów i odwiedzających przez dwa tygodnie nie zauważył, że potajemnie wycięto mu nerkę – a taką właśnie sytuację opisał Paweł Pollak. Wprawdzie podał jakieś tam wyjaśnienie, ale uważam je za naiwne i nieprzekonujące. Poza tym nie zostałam poinformowana, dlaczego lekarz, który zajmował się tym sparaliżowanym przez dziewięć lat, nie znał jego matki (tak wynika ze sceny na str. 190). Miałoby to sens jedynie wtedy, gdyby matka nie interesowała się synem, ale przecież bardzo go kochała. 

Moja ocena: 4/6.

---
Paweł Pollak, „Między prawem a sprawiedliwością”, Oficyna Wydawnicza Branta, 2010.

18 komentarzy:

  1. Lubię kryminały, więc może przeczytam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wycinanie narządów od pacjentów kojarzy mi się z "Comą" R. Cooka. Nie będę zdradzać szczegółów fabuły, rzeknę jedynie, że ta powieść to klasyka gatunku (thriller medyczny) i serdecznie ją polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykle rzadko czytam thrillery... Ale skoro polecasz :-)
      Opowiadanie o kradzieży nerki nie zadowoliło mnie (jako jedyne z tego zbiorku, pozostałe mi się podobały), więc chętnie sprawdzę, jak z tym tematem poradził sobie inny pisarz.

      Usuń
  3. Ojej. Autor na blogu wykazuje się tak zaawansowaną poprawnością językową i logiczną, że aż trudno uwierzyć w takie rażące błędy. Lub raczej, jak napisałaś, 'kłopoty z realiami',hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, lekkie kłopoty z realiami - tak to nazwałam. Kiedy czytałam o zwyrodnialcu pilnowanym podczas rozprawy sądowej tylko przez chrapiącego woźnego i o sparaliżowanym człowieku, który przez dwa tygodnie leżał sobie w szpitalu z wielką, świeżą raną, niezauważoną przez nikogo, czułam zażenowanie, bo jak to, superinteligentny pisarz i takie coś??? Przecież sprawdzenie tych rzeczy to kwestia kilku kliknięć, o ile ktoś tego nie wie sam z siebie. Zresztą uważam, że autor wiedział. W takim razie dlaczego nie zastosował tej wiedzy w praktyce? Trudno zgadnąć. Jeżeli zachciało mu się pisać o karze śmierci i o okrutnych mordercach, którym nie zakłada się kajdanek na czas rozprawy sądowej, powinien umieścić akcję nie w Nowym Jorku, tylko w jakimś fikcyjnym mieście, czyli gdzieś, gdzie wszystko byłoby możliwe :-)
      I niestety, ale przy czytaniu "Dawcy" coś się we mnie zbuntowało, nie byłam w stanie uwierzyć w opisaną historię. A szkoda, bo temat eutanazji bardzo mnie interesował. Co do języka, i na blogu, i w książce jest on na najwyższym poziomie.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, mam własne przemyślenia na różne tematy i czytaną książkę odbieram po swojemu, a nie według tego, jak życzy sobie autor, po drugie, lubię teksty tego pana, więc mogę przeczytać. Mam jednak pytanie: czy autor upoważnił Pana do wypowiadania się w jego imieniu i kopiowania tego kursu? Bo na kopiowanie całości tekstu trzeba mieć zgodę autora.

      Usuń
  5. 1) Odpowiadam na zarzuty słowami samego autora, który wyjaśnia obecne u wielu czytelników błędne rozumienie charakteru powieści.
    2) Proszę usunąć tekst albo zgłosić nadużycie Pawłowi Pollakowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunęłam, bo obawiam się, że ten pan mógłby mieć mi za złe, że trzymam na swoim blogu teksty będące jego własnością.

      Usuń
  6. Koczowniczka pisze: "(...) mam własne przemyślenia na różne tematy i czytaną książkę odbieram po swojemu, a nie według tego, jak życzy sobie autor".

    Wyobraźmy sobie sytuację
    Nr 1: Czytelnik pisze: "Autor podał, że na I piętrze na korytarzu w przychodni X w Warszawie nie ma krzeseł, a przecież od lat krzesła są. Autor ma lekkie kłopoty z realiami".
    Czy czytelnik ma prawo odbierać książkę po swojemu? Ma. Czy zarzut jest słuszny? Pytanie retoryczne.

    Nr 2: Czytelnik pisze: "Autor podał w powieści historycznej, że bohater (na początku XVI w.) zabił kogoś półtorakiem. A przecież nazwę tą rozpropagowano w XX w., a pojawiła się ona w II poł. XVI w. Autor ma lekkie kłopoty z realiami".
    Czy czytelnik ma prawo odbierać książkę po swojemu? Ma. Czy zarzut jest słuszny? Pytanie retoryczne.

    Trzeba by zmieszać z błotem całą trylogię Sienkiewicza, bo przecież język, jakim ją napisał, nie był językiem, jakim posługiwano się w czasach, które autor opisał.

    Podając artykuł P. Pollaka, przedstawiłem, czym jest powieść jako taka, aby wyprostować skrzywione spojrzenie blogerki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam "skrzywione spojrzenie", bo dostrzegam, że autor czasami ma lekkie kłopoty z realiami? Ciekawa teoria :-)

      Ad.1. Co innego krzesła, a co innego kara śmierci w Nowym Jorku, sprawa z nerką sparaliżowanego czy zjadanie metalowej puszki przez więźnia. Tu trzeba mieć wyczucie, by odróżnić, co wolno wymyślić, a co nie. Jeżeli autor wymyśla w drobiazgach, to niech mu będzie, powieść to istotnie nie reportaż, ale jeśli wymyśla w sprawach ważnych albo zafałszowuje fakty, licząc na to, że czytelnik tego nie zauważy - jest to niedopuszczalne. Czytelnik może poczuć się zlekceważony, obrażony, może też pomyśleć, że autor to jakiś ignorant albo leń. Ja oczywiście o Pawle P. tak nie pomyślałam, bo wiem, że jest on bardzo pracowity i inteligentny, ale ktoś inny mógłby. I jeszcze dodam, że najlepsi pisarze pisali w taki sposób, by mogli ich szanować i przeciętni czytelnicy, i ci nieprzeciętni.

      Ad.2. Nie sformułowałabym zarzutu w ten sposób, bo tu ważne jest, w jaki sposób słowo "półtorak" pojawiłoby się w powieści. Jeśli użyłby go narrator wszystkowiedzący, to tak, miałby do tego prawo i nigdy nie powiedziałabym, że to błąd pisarza. Jeżeli użyłby tego słowa narrator pierwszoosobowy albo gdyby wystąpiło ono w dialogu, wtedy byłoby to błędem. Trzeba mieć wyczucie, by odróżnić, co jest błędem, a co nie.

      "Dla powieściopisarza rzeczywistość nie jest punktem odniesienia. Punktem odniesienia jest wiedza przeciętnego czytelnika". A to chyba żart. Miałoby liczyć się nie to, co jest prawdą, tylko wiedza przeciętnego czytelnika?! W takim razie Aleksander Sowa albo Marta Grzebuła mogliby powiedzieć: "I co z tego, że zrobiliśmy błędy? Przecież punktem odniesienia nie jest rzeczywistość (czyli w tym przypadku słowniki), tylko wiedza przeciętnego czytelnika, a przeciętny czytelnik naszych błędów nie dostrzega, o czym świadczą liczne pochwalne recenzje, więc odczepcie się z tą swoją krytyką" :-)

      A o trylogii nie mogę się wypowiedzieć, gdyż nie dałam rady jej przeczytać.

      Usuń
  7. Pisanie powieści historycznych może wcale nie pociągać za sobą stylizacji językowej. Jeśli jednak autor stosuje stylizację w powieści historycznej, to OCZYWIŚCIE, że w 100% nie posługuje się słowami używanymi w danej epoce. Ba, stylizacja obejmuje drobną tylko część słów i wyrażeń w danej powieści czy opowiadaniu - może 2 czy 5%, 10% to już będzie chyba b. dużo. Dlatego właśnie jest to STYLIZACJA, a nie wierne odwzorowanie mowy naszych przodków; stylizacja to taki umowny, "oszukańczy" trik, to naśladowanie, nie niewolnicze odwzorowywanie.

    Piszesz, że nie cierpisz grafomanii, ale sama nie znasz konwencji rządzących pisaniem książek (a także klasyki - vide Trylogia), co ogromnie umniejsza wartość i wiarygodność Twoich recenzji.

    Wypowiadanie się przez Ciebie w tej kwestii jest jak, nie przymierzając, pisanie recenzji płyt metalowych przez osobę, która nie zna takiej klasyki, jak "Show No Mercy" Slayera, "Kill'em All" Metalliki czy "Altars of Madness" Morbid Angel.

    Skoro chociażby Sienkiewicz lub Kraszewski stosowali masę anachronizmów językowych, to jak możesz czynić zarzut z (hipotetycznego) używania słowa "półtorak" przez bohatera powieści opisującej życie z I połowy XVI w.?

    PS Wielu autorów mija się z realiami nie celowo, tylko z ignorancji. I żeby nie było niejasności: nie bronię tu autora "Między prawem..." w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pierwszym akapitem się zgodzę.

      Z drugim - nie do końca. W porównaniu do innych blogerów klasyki czytam całkiem dużo i choć nie przebrnęłam przez Trylogię, to znam innych pozytywistów: Orzeszkową, Dygasińskiego, Prusa, który był przecież o wiele lepszym pisarzem niż Sienkiewicz. A Sienkiewicza odrzuciłam nie z powodu niechęci do klasyki, tylko dlatego, że nie podoba mi się jego brak wrażliwości na los chłopów, przekonanie o niższości kobiet, tony patriotyczne i dużo innych rzeczy. Poza tym weź pod uwagę, że jestem kobietą i nie dam rady czytać o bitwach, Krzyżakach itd.
      Poza tym niekoniecznie trzeba znać konwencje rządzące pisaniem książek, by rozpoznać grafomańskie płody. Wystarczy trochę intuicji, dobrego gustu i znajomości polszczyzny, by zauważyć, że jakiś autor nie potrafi wyrazić swoich myśli, w każdym zdaniu robi błąd gramatyczny i tworzy tzw. humor zeszytów.
      Moje recenzje wydają Ci się mało wiarygodne i niefachowe? Trudno, nic na to nie poradzę. Ale przynajmniej piszę je szczerze, czyli zgodnie z moją wiedzą i uczuciami. Nigdy nie chwalę książki tylko dlatego, że dostałam ją od kogoś, że lubię jej autora i odwrotnie - nie skrytykuję jakiejś książki tylko dlatego, że jej autor mi czymś podpadł :-)

      Przedostatni akapit. W sumie nie znam się na powieściach historycznych, rzadko je czytam. Wydaje mi się jednak, że słownictwo używane w szesnastym wieku jest na tyle dobrze udokumentowane, że autor - dla większej wiarygodności - nie powinien posługiwać się słowami wymyślonymi w czasach późniejszych. A nazwa "półtorak" powstała przecież całkiem niedawno, wymyślili ją kolekcjonerzy. Co innego, gdyby chodziło o epoki dawniejsze. Nie wiemy, jak ludzie wtedy mówili, pisarz więc może, a nawet musi w tej kwestii trochę pozmyślać.

      Usuń
    2. Ostatni akapit. Praktyka twórców dobrych powieści historycznych przeczy Twojej tezie, ale cóż, w końcu Ty wiesz lepiej: jesteś autorką siedemnastu bestsellerów, z których czerpią wzory powieściopisarze krajowi, jak i zagraniczni.

      Usuń
    3. Nie siedemnastu, tylko osiemnastu. Bardzo proszę nie pomniejszać moich osiągnięć :)

      Usuń
    4. Mea maxima culpa, kajam się w popiele :*

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń