16.10.2014

„Nie ma kto pisać do pułkownika” Gabriel Garcia Marquez


Naiwny, niezaradny, dumny i uparty – takimi przymiotnikami można by określić siedemdziesięciopięcioletniego pułkownika, który wraz z chorą na astmę żoną mieszka w skrajnej nędzy w jakimś kolumbijskim miasteczku. Odkąd zabito ich jedynego syna Augustyna, staruszkowie nie mają żadnych środków do życia. Renta, którą pułkownik powinien otrzymać przed wielu laty, wciąż nie nadchodzi. Zatrudniony dawno temu prawnik niczego nie umie załatwić i tłumaczy, że trzeba jeszcze czasu. Pułkownik czeka więc i czeka...

Opowiadanie „Nie ma kto pisać do pułkownika” jest poruszające i ponure. Marquez sportretował w nim człowieka wierzącego w mrzonki, którego jedynym zajęciem jest bezsensowne czekanie. Opisy codzienności bohaterów bardzo przygnębiają, a zachowanie pułkownika, ceniącego nade wszystko własną godność, może niektórych czytelników irytować. Bo czy ten idealista rozumie, że żona zmęczona jest jego niepraktycznością i żądaniami, by ukrywać biedę? Kiedy nie ma co włożyć do garnka, ona musi gotować kamienie, by żaden z zaglądających przez drzwi sąsiadów nie domyślił się, że nie mają co jeść. Staruszek upiera się też, by hodować koguta – jedyną spuściznę po zmarłym synu. Wierzy, że to wynędzniałe zwierzę, które nieraz przez dwa kolejne dni nie dostaje żadnego jedzenia, zwycięży w kogucich walkach. Co ciekawe, o koguta troszczy się bardziej niż o własną żonę.

W utworze zauważyć można elementy realizmu magicznego. Zawsze w październiku we wnętrznościach bohatera rosną grzyby, które potem gniją, przysparzając mu wielu cierpień. Jego żona podczas leżenia w łóżku w ogóle nie zajmuje miejsca, a kiedy się porusza, sprawia wrażenie, jakby przenikała przez ściany. Te dziwne rzeczy opisane zostały tak, jakby były normalnością.

Moja ocena: 5/6.

---
Gabriel Garcia Marquez, „Nie ma kto pisać do pułkownika” („El coronel no tiene quien le escriba”), Wydawnictwo Literackie, 1973.

8 komentarzy:

  1. Aj, Márquez to jeden z wielu moich czytelniczych wyrzutów sumienia. Cały czas nie znam twórczości tego pana, chociaż proza południowoamerykańskich pisarzy nie jest mi obca.

    Prezentowane opowiadanie wydaje się b. interesujące. Niekiedy obserwuję u siebie podobną tendencję, którą przejawiał główny bohater (chociaż staram się z nią walczyć) - zdecydowanie łatwiej jest być biernym i liczyć na to, że otrzymamy to, co się nam należy, niż wykazać się inicjatywą i głośno się tego domagać. Z mojego doświadczenia wynika, że bardziej niż o dumę chodzi o wstyd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marqueza musisz koniecznie poznać :) Każde spotkanie z twórczością tego pisarza jest dla mnie dużym przeżyciem. Każdą z przeczytanych książek Marqueza chciałabym przeczytać ponownie i mieć na własność.

      Oczywiście, że łatwiej być biernym, ale w opisanej sytuacji szkoda mi było żony pułkownika, bo to na niej spoczywał ciężar utrzymania gospodarstwa domowego. Mężczyźni często mówią "ugotuj" i nie mają pojęcia o tym, ile trzeba pieniędzy, by kupić produkty do tego gotowania. Pułkownik okazywał czasami żonie dezaprobatę, a w zakończeniu... Ale nie będę zdradzać zakończenia, by nie psuć nikomu przyjemności czytania :)

      Usuń
  2. Kiedyś czytałam Sto lat samotności i byłam pod wrażeniem, potem -nie tak dawno temu Złą godzinę, którą chyba w złą godzinę przeczytałam, bo zmęczyła mnie duszną atmosferą, twoja recenzja zachęca, może ta książka będzie następną. Już tytuł mnie zaciekawił, bo ostatnio wchodzę na pocztę mailową i widzę kilkadziesiąt wiadomości, a żadna nie jest tą na którą czekam (że o poczcie tradycyjnej nie wspomnę). Ludzie dziś nie pisują listów, a nawet emaili. Bardzo mi tego brakuje, choć oczywiście nie znajduję się w takiej, jak pułkownik sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Sto lat samotności", "Kronikę zapowiedzianej śmierci", "Miłość w czasach zarazy", "Opowieść rozbitka" i "Szarańczę". "Złej godziny" jeszcze nie znam i teraz nie będę się do tej książki śpieszyć :)
      Istotnie, dziś nie pisują ludzie listów, jedyne listy, jakie znajduję w swojej skrzynce pocztowej, to zaproszenia na jakieś prezentacje albo rachunki do zapłacenia.
      Tytuł tego opowiadania jest przygnębiający, zanim zaczęłam czytać, przewidywałam, że będzie to bardzo pesymistyczna historia. Pułkownik i jego żona mają okropną starość. Żadnej renty, zasiłku, nic. Jedyny syn został zabity, w domu nie ma nic, co można by sprzedać...

      Usuń
  3. Czytałam tylko jedną książkę Maqueza, ale zrobiła ona na mnie na tyle dobre wrażenie, że postanowiłam przeczytać wszystkie inne. Szkoda, że ta lista jest już zamknięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda... Ja też mam zamiar przeczytać więcej książek tego autora, daruję sobie tylko "Złą godzinę" :)

      Usuń
  4. Lubię czytać powieści tego pisarza, tej jeszcze nie czytałam i na pewno to nadrobię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marquez to wspaniały pisarz i cieszy mnie to, że jest lubiany przez wiele osób :)

      Usuń