17.04.2014

„Po prostu miałam szczęście” Irena Ciosińska


O wspomnieniach lekarki Ireny Ciosińskiej zatytułowanych „Po prostu miałam szczęście” nie znalazłam w internecie ani jednej opinii. A szkoda, bo to bardzo wzruszająca książka, opisująca pobyt autorki w więzieniu oraz w różnych obozach i podobozach na terenie III Rzeszy. Ciosińska zaliczyła Ravensbrück, Oranienburg, Sachsenhausen, Genthin. Przenoszono ją z obozu do obozu, gdyż potrzebowano lekarek. Niemal przez cały czas od uwięzienia do wyzwolenia organizowała rewiry i leczyła więźniów, a czasami nawet esesmanów. 

Z książki można się dowiedzieć, jak wyglądała praca lekarki w obozie koncentracyjnym. Do rewiru codziennie zgłaszały się więźniarki z połamanymi kończynami, z ranami, bólami reumatycznymi, chore na tyfus, anginy, dur brzuszny, bronchity, ropowice, czerwonkę. A Ciosińska niewiele mogła im pomóc, gdyż nie dysponowała aparaturą diagnostyczną, środkami przeciwbólowymi i odkażającymi, sterylną gazą, sterylizatorem, mydłem, słuchawkami ani skalpelem. Płuca osłuchiwała za pomocą własnego ucha, tętno mierzyła na wyczucie. Jak w takich warunkach przeprowadzała zabiegi chirurgiczne? „Krajałam bidulki na żywo, nie pisnęła żadna. Po każdym zabiegu drżałam z obawy przed powikłaniami po moich nieudolnych działaniach”[1]. Obowiązki lekarza polegały nie tylko na zajmowaniu się chorymi, ale też na przynoszeniu ciężkich kotłów z herbatą i obozową zupą, myciu naczyń, sprzątaniu i codziennym szorowaniu podłóg, gdyż Niemcy mieli obsesję na punkcie czystości. Przy tym lekarka musiała uczestniczyć w apelach. 

Tytuł książki brzmi „Po prostu miałam szczęście”. Ciosińska uważa, że w porównaniu z losem innych więźniów jej był dosyć łagodny. Więźniarką stała się dopiero w roku 1944, kiedy warunki w obozach były o wiele lepsze niż na początku wojny, nie musiała uczestniczyć w marszach śmierci. W pewnym więc sensie miała wiele szczęścia. Ale ja podczas czytania myślałam sobie: jakie to szczęście! Torturowano ją w więzieniu. Z Krakowa do Ravensbrück wieziono ją przez kilka dni w koszmarnych warunkach, bez wody pitnej. Przez kilka tygodni pracowała katorżniczo w fabryce produkującej części do samolotów. Omal nie zginęła podczas bombardowania Oranienburga, bo Amerykanie zrzucali na obóz bomby fosforowe, nie bacząc na to, że zabijają nie tylko Niemców, ale też więźniów. Jeśli wierzyć autorce, zginęło wtedy 60 więźniarek, a 120 zostało rannych. 

Swoją opowieść Ciosińska rozpoczyna od marca 1944 roku, kiedy to gestapo wpadło na trop jej działalności konspiracyjnej, a kończy w momencie powrotu do Krakowa. O życiu prywatnym i o wcześniejszych latach wojny nie napisała prawie nic. Wszystko – i pobyt na Montelupich, i miesiące w lagrach, i dramatyczne dni poprzedzające wyzwolenie – przedstawiła w sposób niezwykle ciekawy i rzeczowy. Starała się nie oceniać ludzi (choć da się wyczuć, że nie lubiła Rosjanek – te, które poznała w obozie, były wyjątkowo leniwe, kłótliwe i agresywne). Napisała o okrucieństwach, ale także o aktach miłosierdzia ze strony Niemców, na przykład o tym, jak pewna niemiecka nadzorczyni pomagała pracującym w fabryce więźniarkom dźwigać ciężkie skrzynie. Robiła to z własnej chęci, ale tylko wtedy, gdy inni Niemcy jej nie obserwowali. 

A na koniec fragment o czytaniu książek w obozie:
„Czasem Fryda, rewirowa auzjerka, przynosiła książkę beletrystyczną i pilnując mnie, bym nie robiła czegoś niezgodnego z regulaminem obozowym, czytała. Widocznie żądza drukowanego słowa promieniowała ze mnie silnie, skoro czasem Fryda, w przystępie dobrego humoru, pożyczała mi książkę do poczytania, byle tego nikt nie widział. Czytałam oczywiście nocą. Jakież to były szmiry, pożal się Boże, ale i na nie rzucałam się jak narkoman na morfinę. Na nic się zdały moje usiłowania, by we Frydzie rozbudzić zamiłowanie do pięknej literatury niemieckiej. Podawałam autorów, tytuły książek, wszystko na próżno. Nadal brukowce i ja na nie skazana”[2]. 
Jeśli ktoś ma wątpliwości – czytać czy nie czytać wspomnienia Ciosińskiej, podpowiem: czytać! Czytać koniecznie. 

---
[1] Ciosińska Irena, „Po prostu miałam szczęście”, Wydawnictwo Literackie, 1989, str. 57.
[2] Tamże, str. 79.

32 komentarze:

  1. Przeczytam. Już sprawdziłam, że jest w mojej bibliotece. W liceum czytałam dużo wspomnień obozowych, ale to było... dawno. Teraz rzadko sięgam po takie książki, ale mnie zachęciłaś. :-) Także tym fragmentem o czytaniu książek w obozie, za ten cytat dziękuję szczególnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z lepszych książek o obozach i aż serce boli, że tak rzadko ktoś po nią sięga...
      Ten fragment to mój ulubiony :)
      Jest jeszcze fragment o czytaniu gazet w obozowej toalecie, bo tylko tam w nocy paliło się światełko, pięciowatowa żaróweczka :)
      W rewirze światła na noc wyłączano. Bywało, że lekarka po ciemku pielęgnowała chorych.

      Usuń
    2. Mnie też zaciekawił i dodatkowo zmotywował do poszukania książki. :-)

      Usuń
    3. Kiedy czytam wspomnienia z lat okupacji, zawsze się przyjemnie dziwię, że kiedyś ludzie tak bardzo łaknęli książek :)

      Usuń
    4. To prawda, wydaje mi się jednak, że to także wpływ czasów, w których żyli... może szukali w książkach zapomnienia i dystansu wobec okupacyjnej rzeczywistości?

      Usuń
    5. Tak, pewnie tak było. Kiedy człowiekowi jest bardzo ciężko, próbuje przenieść się choćby na kilkanaście minut do innego świata, znaleźć zapomnienie.

      Usuń
    6. Tak, ja też tak myślę.

      Usuń
    7. Właśnie. Książki to bardzo dobry sposób na odseparowanie się od niemiłej rzeczywistości.

      Usuń
  2. Mamy szczęście do wyszukiwania "niekochanych", a ważnych lektur. Pod wpływem twojej recenzji nabyłam "Wspomnienia oświęcimskie". Nie chciał ich czytać nikt w Ożarowie Maz., jak wynika z pieczątki. Obozowa rzeczywistość niewielu interesuje. Lektura bardzo na dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cieszę się z tego, że "Wspomnienia oświęcimskie" znalazły przytulny dom i nie będą obrastać kurzem :)
      Wspomnienia z niemieckich obozów niewielu interesują, ale jeszcze mniej osób interesuje się gehenną osób wywiezionych w czasie wojny do łagrów. Nie wiem, czy czytałaś książkę Julii Kłusek pt. "Za mało, by żyć, za dużo, by umrzeć". Jeżeli nie czytałaś, bardzo polecam, bo wydaje mi się, że by Cię zainteresowała. Są to wspomnienia kobiety, która w chwili wybuchu wojny mieszkała na Wołyniu. Wraz z dziećmi wywieziono ją do łagru. W książce poczytasz o straszliwej nędzy, o głodowej śmierci niezliczonej liczby kobiet i dzieci, o polowaniu na kota, o tym, jak Żydzi przywłaszczali sobie żywność przeznaczoną na pomoc dla umierających z głodu ludzi... Czytałam tę książkę przez kilka miesięcy po kawałeczku, bo to bardzo wstrząsająca rzecz. A internet o niej milczy.

      Usuń
    2. No nie znam! Półka z literaturą łagrową pęka w szwach, a tej nie mam. Czytam z wewnętrznego nakazu, ale te z krzywdą dzieci i cierpieniem kobiet zostają mi w zakamarkach i uwierają dożywotnio. Internet milczy o wielu książkach. Teraz wybitnie nie jest nikomu na rękę pisanie i czytanie czegokolwiek złego o sąsiadach wszelakich:(
      Dzięki, dopisuję:)

      Usuń
    3. Ostatnio zauważyłam, że wielu blogerów uważa, że ktoś, kto czyta książki o obozach, jest niewrażliwy. Pod recenzjami książek obozowych widziałam takie komentarze: "Ja nie dam rady tego czytać, jestem zbyt wrażliwa", "Dziwię się osobom, które to czytają, bo ja nie mogę". I ktoś, kto czyta o gehennie naszych przodków, kreowany jest na pozbawione uczuć dziwadło.
      Przy tym osoby wygłaszające takie komentarze zaczytują się krwawymi kryminałami.

      Usuń
  3. Kolejna ważna książka. Jak to się stało, że wcześniej o niej nie słyszałam? Przerażająca historia (oczywiście nie mogłaby być inna, skoro takie właśnie mamy dzieje), a równocześnie wygląda jak zapis usilnych prób pozostania człowiekiem w tak nieludzkich warunkach. Jesli jest w mojej bibliotece, na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka tej książki ani na chwilę nie zapomniała o swoim człowieczeństwie i o tym, że jest lekarzem, nie umiała odmówić żadnemu potrzebującemu bez względu na jego narodowość.
      Przeczytaj, przeczytaj koniecznie!

      Usuń
  4. nie znałam tej powieści, ale zaciekawiłaś mnie. Temat holocaustu, obozów koncentracyjnych bardzo mnie 'cieakwi'. Czytam relacje ludzi którzy przeżyli i nie mogę uwierzyć że człowiek może być aż tak okrutny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy ludzie są niestety niestrudzeni w wymyślaniu tortur, jakie można zadać innemu człowiekowi.
      Jeśli uda Ci się zdobyć tę książkę, przeczytaj!

      Usuń
  5. Ciekawa wypowiedz. Miałam sczęscie, że mnie zagazowano, brrr
    Przypomina mi się Zofia Nałkowska i "Medaliony","Proszę państwa do gazu", szok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W latach wojny słowo "szczęście" rozumiano inaczej niż dziś. Wtedy ktoś, kto przeżył, uważał się za wielkiego szczęściarza.
      O, "Medaliony" i opowiadania Borowskiego to ogromnie szokujące utwory.

      Usuń
  6. Zapisałam sobie tytuł tej książki. Uwielbiam czytać publikacje, które poruszają tematykę życia w obozach koncentracyjnych lub łagrach. To przykre, że ,,Po prostu miałam szczęście"" jest mało znaną publikacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie!
      Na szczęście okazało się, że książka nie jest całkiem nieznana, czytała ją autorka bardzo ciekawego bloga pt. "To przeczytałam" :)

      Usuń
  7. Coś podobnego!!! W tym samym czasie czytałyśmy tę samą książkę, która w dodatku nie jest żadną nowością (bo wtedy nie byłoby to nic dziwnego), pochodzi sprzed 25 lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś podobnego! Co za niezwykły przypadek telepatii czytelniczej! Książka pochodzi sprzed wielu lat i na żadnym blogu ani w żadnym serwisie książkowym nie było do tej pory o niej opinii! :)
      Zaraz biegnę do Ciebie, by poznać Twoje wrażenia :)

      Usuń
  8. Oj bardzo chciałabym przeczytać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. Myślę, że książka Cię nie rozczaruje.

      Usuń
  9. Wiesz co? Ona naprawdę miała szczęście!
    Musze to przeczytać.

    Wesołych, pogodnych, smacznych i mokrrrrych świąt xxx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porównaniu z niezliczoną ilością osób, które zginęły albo zostały kalekami, Ciosińska istotnie miała szczęście.
      Basiu, dziękuję za życzenia i Tobie również życzę tego samego.

      Usuń
  10. W okresie licealnym zaczytywałem się w literaturze obozowej, ale na tę pozycję akurat nie trafiłem. Książka wydaje się b. wartościowa, szczególnie, że narratorem jest obozowa lekarka.

    A co do szczęścia - jakież to względne pojęcie i jak zmienia się jego definicja w zależności od okoliczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szczęście to pojęcie bardzo względne i zależy od sytuacji. Ci, którzy przeżyli obóz, często musieli tłumaczyć się innym, jak to się stało, że przeżyli. Książka Ciosińskiej jest trochę inna od typowych pozycji obozowych. Bardzo polecam!

      Usuń
    2. O właśnie - przeżycie to kolejna interesująca kwestia. Ci którzy przetrwali często borykali się z poczuciem winy (przy czym często tym poczuciem ich obciążano), że im się udało w przeciwieństwie do całej rzeszy pozostałych. To również ogromne obciążenie psychiczne - życie ze świadomością, że uchowałem własne życie podczas gdy tak wielu zginęło. No i nierzadko to piętno społeczne - skoro żyje to znaczy, że musiał albo wydać innych, albo kolaborować, albo, albo, albo...

      Usuń
    3. ... Albo wyjadał żywność przeznaczoną dla wszystkich. W tej książce podany został przykład złodziejstwa. Autorka przyłapała pewną kobietę na przywłaszczaniu sobie margaryny przeznaczonej dla więźniarek. Kiedy Ciosińska zwróciła jej uwagę, że jej zachowanie jest nieetyczne, ta odrzekła bezczelnie: "Nieetycznie, ale za to zdrowo"...

      Usuń
  11. I znów pozycja dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń