14.02.2014

„Po prostu Johannes” Eeva Joenpelto


Bohater powieści Eevy Joenpelto pt. „Po prostu Johannes” to wiejski kupiec, bardzo spokojny i nieśmiały. Zawsze żył pod dyktando matki, która zmuszała go do pracy w sklepie i nie pozwalała spotykać się z kobietami. Przełykał łzy, ale nie odważył się sprzeciwić. Teraz, kiedy matka umarła, czuje się samotny, zagubiony i nie umie walczyć o swoje. Zauważa to Lyyli – osóbka kłamliwa, zachłanna i despotyczna. Choć wygląda atrakcyjnie, żaden z licznych mężczyzn, z którymi romansowała, nawet ojciec jej córki, nie zechciał się z nią ożenić. Lyyli nie ma nic swojego, tuła się po obcych kątach i za grosze pracuje jako masażystka. Johannes ze swoim sklepem, gospodarstwem, koniem, krową i kurami wydaje się jej dobrą partią, zaczyna więc uśmiechać się do niego i uwodzić go. Planuje, że kiedy już zostanie jego żoną, przejmie sklep i wprowadzi swoje porządki. 

Lyyli jest tak pusta, wyrachowana i denerwująca jak Izabela Łęcka z „Lalki” Prusa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że któryś czytelnik mógłby tę osobę polubić. O wiele więcej sympatii wzbudza Johannes, ale i on może denerwować, bo jest wyjątkowo nieporadny i czasami jakby zapomina o tym, że sklep oraz gospodarstwo należą nie do Lyyli, tylko do niego, są spuścizną po jego rodzicach, którzy przez wiele lat ciężko pracowali, by zabezpieczyć byt jedynego syna. Czasami jego zachowanie wydaje się nie tyle szlachetne, co po prostu głupie. 

Najładniejsze wątki tej książki przedstawiają kontakty małej Meeri z ojczymem oraz miłość Johannesa do ziemi i zwierząt. Mężczyzna potrafi wstawać po kilka razy w ciągu nocy tylko po to, by poić chorego konia i masować mu bolący brzuch. Nocne wizyty w stajni są dla niego ważniejsze niż przebywanie w komorze razem z Lyyli. Opiekuje się swoimi zwierzętami nawet wtedy, gdy nie przynoszą żadnego zysku. Lubi ciszę, drzewa, pracę na roli. Są lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku, a on nie chce zamienić konia na samochód ani wprowadzać żadnych unowocześnień.  

Eevie Joenpelto udało się pokazać, że człowiek podły, ale pełen wdzięku jest przez innych bardziej lubiany niż ten dobry, ale nieśmiały i małomówny. Johannes zawsze dawał sąsiadom towar na kredyt, rozczulał się nad ich ubóstwem i nie domagał zwrotu długów, a jednak wieśniacy nie lubią go i uważają za skąpca. Lyyli nie potrafi ulitować się nad nędzarzem, bez skrupułów wykupuje na licytacji łóżka i ulubione sprzęty sąsiada, bije córkę, a mimo to cieszy się we wsi dużym szacunkiem. 

Powieść tę zaliczam do lepszych pozycji z Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Czytałam ją z ciekawością, ale też z uczuciem przygnębienia, bo przy opisach, jak dobry człowiek tłamszony jest przez taką kłamczuchę i miernotę jak Lyyli, trudno zachować obojętność. 

---
Joenpelto Eeva,, „Po prostu Johannes” („Johannes vain”), przeł. Lewandowska Cecylia, Wydawnictwo Poznańskie, 1978.

12 komentarzy:

  1. Ta seria miała jak widać sporo perełek.
    Zainteresowałaś mnie, zaraz sobie pisarza zapiszę.
    Tematyka książki nie zestarzeje się nigdy, bo coś mamy jako ludzie w sobie, że pociąga nas zewnętrzność osób, stąd dobro często przegrywa ze złem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisz sobie E.Joenpelto, bardzo namawiam, bo to naprawdę ładna książka, pokazująca prawdziwą ludzką naturę. Ciekawa jestem, czy Lyyli będzie Cię gniewała tak mocno jak mnie i czy znajdziesz jakieś usprawiedliwienie dla jej zachowania :-)

      Usuń
    2. Już sobie zapisałam i przeczytałam na LC, że jest jego druga książka, która jest uważana, za jedną z najlepszych fińskich powieści.

      Usuń
    3. O, a ja nie wiedziałam, że wydano u nas jeszcze inną książkę :) Będę szukać.

      Usuń
  2. Oj, tak - Łęcka była straszna!!! Chętnie bym ją przeczytała. Przygnębiająca, ale dość interesująca lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie cierpię Izabeli, jest to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie bohaterek książkowych. Na początku próbowałam ją usprawiedliwiać, jednak z każdą kolejną kartką traciłam do niej sympatię.
      Ale faktem jest, że książki z tak podłymi bohaterkami są ciekawe i podnoszą ciśnienie krwi, nie trzeba kawy pić :-)

      Usuń
  3. Juz nawet teraz, czytajac Twoja recenzje zaczelam rozczulac sie nad tym Johannesem; to prawda czesto cisi, spokojni ludzie zupelnie nie maja sily przebicia i nimi sie nikt nie przejmuje :> no ale podobno ostatni maja byc pierwszymi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Johannesa było mi ogromnie żal... Trudno pogodzić się z faktem, że gadatliwym i wesołym ludziom wybaczane są różne podłości, a ci dobrzy i szlachetni rzadko są docenieni.

      Usuń
  4. Lubię sięgać po literaturę skandynawską:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc zachęcam do przeczytania książki o Johannesie. Mnie się ona bardzo podobała.

      Usuń
  5. Uwielbiam powieści, które koncentrują się na relacji zaborczy rodzic - uległe dziecko. Najbardziej fascynujące są zachowania pociech, gdy następuje śmierć rodziciela. Klatka zostaje otwarta, ale jak zareaguje deformowany przez lata umysł i czy uda mu się odnaleźć w społeczeństwie?

    Po raz kolejny prezentuje literaturę skandynawską od jej mniej znanej strony - bardzo cieszy mnie ta alternatywa dla mroźnych kryminałów :)

    P.S. Izabela Łęcka - ciężki typ osobowości, oszałamiający wręcz duchową pustką i nieczułością. Ja niedawno miałem styczność ze zgoła innym, ale chyba równie negatywnym portretem kobiety - za sprawą "622 upadków Bunga" autorstwa Witkacego poznałem demoniczną kobietę - zaborczą manipulantkę ze skłonnościami do nimfomanii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej powieści relacja despotyczny rodzic-uległe dziecko została zaledwie zasygnalizowana. Kiedy poznajemy Johannesa, jest już po pogrzebie matki. I tak jak napisałeś - klatka została otwarta, ale ptaszek nie umie wyfrunąć, nadal prowadzi sklep, robi to, czego nie lubi i nie umie poznać się na ludziach. Przy tym Johannses nie jest człowiekiem młodym. Nie przypominam sobie w tej chwili, ile miał lat, ale było sporo starszy od Lyyli, która dochodziła do trzydziestki. Lyyli uważała go za starego dziada.

      Czytałam Twoją recenzję :) Bohaterkę książki opisałeś tak plastycznie, że od razu poczułam do niej wielką niechęć. Ale książkę Witkacego przeczytam pomimo niechęci do bohaterki :-)

      Usuń