Powieść Ja, pani woźna należy do słabszych pozycji w dorobku Ewy Ostrowskiej. Główną bohaterką jest opuszczona przez męża Katarzyna, która pewnego dnia traci dobrą pracę i po wielu staraniach obejmuje posadę woźnej w łódzkiej szkole z wynagrodzeniem 800 złotych miesięcznie. Poziom życia Katarzyny gwałtownie się obniża, dochodzi do tego, że kobieta nie ma do jedzenia nic oprócz suchego chleba. Do syta najada się jedynie w ciągu weekendów spędzanych u przyszywanej babci. Czuje się tak głodna, że pożera po cztery kotlety w czasie jednego posiłku; skusiłaby się i na piąty, gdyby syn nie przywoływał jej do porządku. Chudnie w zastraszającym tempie. Ale nie rozczula się nad sobą, bo jej motto życiowe brzmi: ja mogę głodować, jednak synusiowi niech niczego nie zabraknie. Ani najnowszych gier, ani doładowań do komórki, ani markowych ubrań. A syn jest rozczarowany i rozwścieczony nową pracą matki, czuje się zdegradowany społecznie, obwinia też ją o odejście ojca.
