7.09.2026

„Opowieść księgarki z Tokio” Nanako Hanada

 
„Opowieść księgarki z Tokio” to książka autobiograficzna. Autorka, Nanako Hanada, opisuje w niej, jak spędziła rok 2013, czyli przełomowy rok w swoim życiu. Ma wówczas 33 lata i wyprowadza się od męża. Nie wie, co robić – czy definitywnie się z nim rozstać, czy jeszcze poczekać. Czy zmienić pracę, która przestała ją satysfakcjonować, czy może jednak nie. Pogrążona w tych rozterkach i pozbawiona przyjaciół, zakłada konto na portalu randkowym. I jest to strzał w dziesiątkę. Nasza bohaterka zaczyna spotykać się z mnóstwem ludzi, wypija z nimi kawę, zamienia kilka słów, a na koniec poleca im lektury. Zdaje sobie oczywiście sprawę, że większość rozmówców ich nie przeczyta, ale tym już się nie martwi – sama przyznaje, że rekomenduje je głównie dlatego, żeby się wyróżnić z gromady uczestników portalu X. Poleca aby polecać, ot, taka sztuka dla sztuki. Podczas pierwszych spotkań jest spięta, ale szybko nabiera odwagi i drażniącego przekonania, że jest ekspertką od ludzkich dusz, umiejącą po półgodzinnej pogawędce zaprzyjaźnić się absolutnie z każdym.

Nanako nie czuje potrzeby, żeby się do kogoś przywiązywać czy czegoś dorabiać. Pytana o plany na przyszłość, wpada w popłoch, zaczyna się bać, że jest inna, dziwna. Zawsze udaje, że dobrze sobie ze wszystkim radzi. Odniosłam też niestety wrażenie, że jest niezdolna do głębszych uczuć i pozbawiona empatii, co widać chociażby w wątku śmierci dziadka. Rodzina prosi o przyjazd na ceremonię czuwania, lecz ona nie jedzie, bo woli w tym czasie polecać obcym ludziom książki. „Dobrze zrobiłam, to jest słuszne, albo raczej postaram się, żeby okazało się słuszne, zorganizuję imprezę, na której wszyscy będą się dobrze bawić” (s. 161). I kiedy opisuje to spotkanie, można odnieść wrażenie, że czuła się wesoła i szczęśliwa, a dziadek, do którego rzekomo była bardzo przywiązana, dziwnie szybko wyleciał z jej pamięci. 

Z portalu X nie korzystają ludzie zadowoleni z pracy i życia rodzinnego, tylko samotni, zabiegani, a także szukający przygód erotycznych. Nanako czuje się oburzona i zniesmaczona, gdy jej pierwsi rozmówcy wyraźnie zaznaczają, że zrezygnują ze spotkań, jeśli w grę nie będzie wchodził seks. Przyznam, że nie rozumiem tego jej oburzenia – w opisie podała się przecież za seksowną pracownicę księgarni, poza tym dodała taki komentarz: „Wpisałam zagadkę nawiązującą do seksu: Co to jest: im większe H, tym twardsze? Chcę się spotkać z osobą, która zna odpowiedź” (s. 37). Jeśli się wypisuje takie rzeczy, to przecież logiczne, że na spotkanie przyjdą poszukiwacze romansów, a nie miłośnicy literatury.

„Opowieść księgarki z Tokio” stała się w Japonii bestsellerem. Cóż, najwidoczniej Japończycy lubią płytkie historyjki z księgarniami (albo kotami) w tytule. Mnie dzieło Hanady nie przypadło do gustu, bo jest powierzchowne, nijakie, bardziej przypomina bezsensowną paplaninę i zlepek króciutkich wpisów z bloga niż dobrą literaturę. Żaden temat nie został rozwinięty, o wszystkim autorka pisze w dwóch, trzech zdaniach. Na początku na przykład wyznaje, że po rozstaniu z mężem spała w noclegowni, superłaźniach albo w hotelach kapsułowych. Byłoby ciekawie, gdyby podała jakieś szczegóły, lecz ona natychmiast przeskakuje na inny temat, nie zaspokajając ciekawości co bardziej dociekliwego czytelnika. Są w książce i lepsze fragmenty, na przykład opis księgarni w Kioto, lecz giną pod natłokiem tych niewiele niewartych. 

Książka Hanady jest dowodem na to, że miłość do czytania nie zawsze idzie w parze z głębokim życiem wewnętrznym, nie zawsze wzbogaca słownictwo. Autorka posługuje się banalnym językiem, tworzy prościutkie zdania, nie umie pogłębić tekstu, nadać mu żadnej indywidualności. Szkoda, że nie zdradza, ile czasu poświęca na czytanie i w jakich okolicznościach poznała polecane przez siebie lektury. A wymienia ich całkiem sporo, lecz są to głównie tytuły japońskie, nieprzetłumaczone na polski. Z tych niejapońskich i przetłumaczonych jedną nawet czytałam i bardzo lubię – jest to „Witaj, smutku” Françoise Sagan. 

—
Nanako Hanada, „Opowieść księgarki z Tokio”, przeł. Barbara Słomka, Grupa Wydawnicza Relacja, 2024 

16 komentarzy:

  1. Absolutny hit w mojej bibliotece. Książka tak popularna, że nie sposób uświadczyć jej na półce - ZAWSZE jest w obiegu.
    Cóż, mnie nigdy nie pociągała. Okazuje się, że miałam dobre przeczucia.
    Za recenzję pięknie dziękuję. Ten tytuł ciekawił mnie właśnie przez tę swoją imponującą poczytność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie poleciła ją pani bibliotekarka, mówiąc, że czytelniczki mogą w bohaterce zobaczyć bratnią duszę. Cóż, ja nie dostrzegłam w autorce bratniej duszy. Owszem, łączy nas zamiłowanie do czytania, ale nic poza tym. Zdumiało mnie, że tak łatwo pogodziła się ze śmiercią dziadka, i wiele innych rzeczy. Pomysł na książkę jest dobry, lecz wykonanie powierzchowne, byle jakie. Jest to najsłabsza z moich sierpniowych lektur.

      Usuń
  2. Nie zawsze rekomendowane książki okazują się dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta nie jest dobra. Ale niektórzy lubią takie powierzchowne książki...

      Usuń
  3. Te wszystkie minusy sprawiają, że wiem, że książka mnie nie zachwyci i szkoda na nią czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma wiele dobrych recenzji i spodziewałam się, że spędzę z nią miły wieczór. Jednak w ogóle nie przypadła mi do gustu.

      Usuń
  4. Po paru własnych doświadczeniach (nie pamiętam, dwóch, może trzech) z "okrzyczanymi" współczesnymi bestsellerami japońskimi już po nie nie sięgam. Byłam ciekawa, co napiszesz o tym tytule, no i proszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku nie miałam szczęścia i jeszcze nie natrafiłam na pasjonującą japońską książkę. Bo tak w ogóle to lubię literaturę azjatycką, ale nie taką jak „Wczorajsze curry, jutrzejszy chleb” czy „Opowieść księgarki z Tokio”... :)

      Usuń
  5. Dobrze, że wskazujesz konkretnie, co Cię rozczarowało: powierzchowność, urwane wątki i brak emocjonalnej głębi. Nie każda książka o książkach automatycznie staje się dobrą książką… szokujące, wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nie każdy, kto kocha książki, umie o nich ciekawie pisać. :)

      Usuń
  6. Ooo, widzę, że nie tylko ja mam problem z blogspotem - u Ciebie też od tygodnia nie aktualizuje listy blogów o nowe notki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba u wszystkich tak jest. I niestety nikt nie naprawia tych usterek...

      Usuń
  7. O, na pewno sięgnę, ale głównie z racji na te wymieniane w książce tytuły. Swego czasu czytałem powieść "Moje dni w antykwariacie Morisaki", która także nie była zbyt błyskotliwa czy wciągająca, ale przewinęło się w niej mnóstwo ciekawej literatury. To dzięki niej sięgnąłem po "Flowers of Grass" oraz, niedawno, po "Grass for My Pillow". Liczę, że w "Opowieściach księgarki z Tokio" znajdę podobne perełki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może znasz którąś z wymienionych przez autorkę książek, bo przecież czytasz po angielsku. :) Ja czytałam tylko „Witaj, smutku”. A z książek japońskich wkrótce będę czytać „Gabinet doktora Spinozy”.

      Usuń