Kiedy poznajemy Védís, ma ona dziewiętnaście lat i mieszka z dwuletnim synkiem w wynajętym domu „w nadmorskim miasteczku na północnych krańcach oceanu” (s. 17). Któregoś wieczoru otrzymuje informację o śmierci ojca, znanego islandzkiego dramatopisarza. Nie była z nim zbyt zżyta, bo już dawno porzucił rodzinę, a kiedy jeszcze mieszkali razem, często upijał się i wszczynał awantury, jednak ojciec to ojciec i strata jest ogromna. Bohaterka nie dopuszcza do siebie smutku, lecz gdy po około roku doznaje kolejnego nieszczęścia, zaczyna mieć problemy ze zdrowiem psychicznym.
Jaka jest Védís? To poetycka dusza. Nie interesuje się prozą życia, czyli na przykład zarabianiem pieniędzy, chce pisać wiersze. Od zawsze tłumi negatywne emocje i nawet kiedy jest wykluczana i prześladowana, udaje, że nic się nie stało. Lubi balangi, używki i swobodę seksualną. Na trzeźwo jest małomówna i zdystansowana, kiedy zaś spożyje alkohol, staje się wylewna, zaczyna ściskać ludzi i recytować wiersze; raz nawet zdradza ukochanego Kjartana.
Powieść została opatrzona mottem „Światu już tyle uczyniono”. W powieści podobne słowa padają z ust matki, która mówi do chorej, przerażonej Védís: „Tyle już rzeczy światu zrobiono” (s. 139). Ta matka nie pozwala sobie nic wytłumaczyć, często bez powodu czuje się urażona albo wpada we wściekłość. Jest jedyną osobą, która mogłaby pocieszyć osieroconą przez ojca bohaterkę, a mimo to nie zdobywa się na żaden cieplejszy gest.
Osobliwa rzecz, że na pierwszej stronie powieści pojawia się jej streszczenie, więc nawet najmniej uważny recenzent nie zdoła tej książki zaspojlerować. Jej treść można podzielić na trzy bloki tematyczne: reakcja bohaterki na śmierć ojca, miłość do Kjartana oraz początki choroby psychicznej. Pierwsza część okazała się jednak zbyt ogólnikowa i chaotyczna, by mi się podobać, a druga nieznośnie egzaltowana. „Widziała w oczach gwiazdy, czuła gorąco w piersiach, motyle w brzuchu, pożar w biodrach, ucisk w talii, prąd w waginie, o, o, o, drżenie kolan” (s. 42) – pisze na przykład autorka. I dopiero trzeci wątek, czyli opis powolnego popadania w chorobę psychiczną, mnie zaciekawił.
Podsumowując, jest to powieść o życiu w Reykjavíku oraz osadzie rybackiej pod koniec lat osiemdziesiątych oraz o tym, co się może stać z człowiekiem, który latami tłumi smutki i zmienia się w sopel lodu. Książka otrzymała jakąś tam nagrodę i mnóstwo pochwał od recenzentów, głównie za poetycki język, mnie jednak ten język drażnił, bo często jest albo egzaltowany, albo nieporadny. Kilka cytatów:
„Zachowywała się, jakby to się nie wydarzyło. Sprytna metoda. Może człowieka zajść od tyłu, jeśli człowiek jest w stanie wyczyniać różne rzeczy, dopóki nie zostanie zepchnięty do narożnika, bez drogi ucieczki, i wreszcie musi schować się w kąt, paznokcie zakrwawione z wysiłku” (s. 57).
„Wydawało się, że nie ma żadnych poglądów na życie, podobnie jak człowiek ateistą, musi wierzyć, bez jutro wzejdzie słońce” (s. 32)
„Zwykle zawierała dwie myśli w jednej i musiała między nimi wybierać, co zajmowało bardzo dużo czasu” (s. 53).
Moja ocena: 3/6.
—
Elísabet Jökulsdóttir, „Chłód kwietniowego słońca”, przeł. Jacek Godek, GlowBook, 2024

Ależ te cytaty mnie rozśmieszyły. Chyba jestem kiep, bo tego ze strony 32 mimo dwukrotnego odczytania za .. nie zrozumiałam.
OdpowiedzUsuńA konkluzja aby nie dusić w sobie emocji, nie udawać silnej bardzo mi się spodobała. Sama mam pewien rodzinny zonk, który często pozbawia mnie sił i chęci do życia, popełniam błędy, miotam się, wkurzam, a okazuje się że to trochę dobrze, bo takie duszenie w sobie źle się kończy
Ja też nie zrozumiałam. :) Nie da się zrozumieć, bo to po prostu bełkot. Mocno się zdziwiłam, gdy wyczytałam w recenzjach, że ten język jest uznawany za poetycki.
UsuńTak, wiele mądrych osób mówi, że nie warto dusić w sobie emocji, bo nie skończy się to niczym dobrym. Ta powieść jest na poły autobiograficzna, autorka też zaznała emocjonalnego chłodu i wpadła w chorobę psychiczną.
"Jest to powieść o życiu w Reykjavíku oraz osadzie rybackiej pod koniec lat osiemdziesiątych" - poczułam się zaintrygowana, ale... na krótko. Zawierzę Twojej opinii i powiem "pas".
OdpowiedzUsuńZa recenzję pięknie dziękuję!
Nie polecam, bo język taki, jak widać w cytatach, a postacie głównie piją i imprezują. Poza tym powieść wydała mi się nieco za płytka. Na przykład narrator często twierdzi, że główna bohaterka rozmyśla nad sensem życia, ale ani razu nie poznajemy tych myśli.
UsuńNie mam jej w planach, tym bardziej, że język jest ciężki w czytaniu. Zawsze zastanawiam się w takich przypadkach, dla kogo tacy autorzy piszą swoje dzieła.
OdpowiedzUsuńTak, ten język nie jest zachwycający. Ale książka ma wiele dobrych recenzji, niektórym osobom taki styl pisania się podoba.
UsuńNiewiele się ukazuje na polskim rynku powieści islandzkich. Szkoda, że ta okazała się mocno średnia.
OdpowiedzUsuńWedług mnie nie jest za ciekawa. Zaczęłam czytać z dobrym nastawieniem, bo mam słabość do literatury skandynawskiej, ale jakoś nie umiałam się nią zachwycić.
UsuńAle że co, że cała książka jest pełna takich "smaczków" jak te cytaty? Myślałem, żeby ją sobie wypożyczyć w bibliotece, ale chyba się zawaham, stojąc u półki :-)
OdpowiedzUsuńNie cała, ale trochę ich jest. :) Wypożyczyć można, bo jednak jest to powieść z Islandią w tle, ale kupować moim zdaniem nie warto.
UsuńWypożyczyłem więc i zabieram się za lekturę. :-)
UsuńO, to jestem ogromnie ciekawa, jakie będą Twoje wrażenia, czy Ci się spodoba, czy nie. Może tylko mnie ta książka wydała się niezbyt dobra?... :)
Usuń"Widziała w oczach gwiazdy, czuła gorąco w piersiach, motyle w brzuchu, pożar w biodrach, ucisk w talii, prąd w waginie, o, o, o, drżenie kolan” - to brzmi prześmiewczo, nie taka była intencja autorki?
OdpowiedzUsuńMimo Twoich zastrzeżeń poczułam się zaintrygowana i chyba dam szansę książce.;)
Odniosłam wrażenie, że to było napisane na poważnie. Ale oczywiście mogę się mylić. I naprawdę chętnie bym poznała Twoją opinię. :) Książka jest krótka, raptem sto czterdzieści stron, więc nawet jeśli się nie spodoba, strata czasu będzie niewielka.
Usuń