21.06.2024

„Sekrety antykwariusza. Czy w raju pachnie kurzem?” Stanisław Karolewski

„W moim rodzinnym domu książki się czytało. Pasjami. Godzinami. Na krześle, przy stole, biurku, komodzie, w fotelu, czasem na parapecie lub podłodze. Przy jedzeniu i w kąpieli”[1] – wspomina  Stanisław Karolewski, autor „Zapisków antykwariusza”. Nieraz brakowało pieniędzy, ale kolejne tomy wciąż jakimś cudem przybywały. Kiedy ktoś po raz pierwszy wchodził ich do mieszkania, wołał „Boże, ile książek!”. Te książki były w ciągłym ruchu – sięgali po nie domownicy, znajomi. Karolewski od dziecka nie tylko je czytał, ale i z pasją zbierał. A w roku 2006 założył antykwariat o nazwie Szarlatan. I choć wróżono mu rychłe bankructwo, sklep istnieje do dziś. Można do niego zajść, pobuszować na półkach albo w kartonach z przeceną, coś sobie wybrać. Mieści się przy ulicy Szczytnickiej we Wrocławiu.  

„Zapiski” powstały w roku 2020 jako polska odpowiedź na „Pamiętnik księgarza” Shauna Bythella (Karolewski dostał od prezydenta Wrocławia stypendium na ich napisanie), ale która z tych pozycji jest lepsza, nie mam pojęcia, bo wspomnień szkockiego bibliofila jeszcze nie czytałam. W każdym razie „Zapiski” pochłonęłam z wielką przyjemnością. Jest to ciekawa opowieść o miłości do czytania i grzebania w starociach, o tym, jak szanowano książki w czasach PRL-u, a jak się je lekceważy teraz, o pracy, która choć jest ciężka, to jednak przynosi niesamowitą radość. Uprawianie tej profesji to nie tylko obcowanie z białymi krukami, ale też zajmowanie się księgowością, naprawianie uszkodzonych tomów, dźwiganie ich, ustawianie na półkach, czasochłonne wprowadzanie do katalogu, odpowiadanie na maile i telefony od osób zainteresowanych zbiorami, szykowanie paczek do wysyłki, liczne wyjazdy do domów osób, które chcą sprzedać swoje biblioteczki albo jakąś starą porcelanę czy płyty winylowe. Autor opisuje te wizyty, wspomina, jak ludzie go traktują, w jakich warunkach przechowują swoje zbiory, czy łatwo się z nimi rozstają, czy nie.  

Sporo miejsca zajmują scenki pokazujące klientów odwiedzających antykwariat. Są wśród nich i znani intelektualiści, i kulturalni bibliofile, i niestety wandale, którzy zwalają tomy z półek, bałaganią, niszczą. „Nie ma nic gorszego niż znaleźć książkę dla zamawiającego online opisaną i sfotografowaną w stanie idealnym, a zmienioną przez «klientów» w podarte barachło”[2]. Jedni próbują oszukać antykwariusza i złoszczą się, kiedy to się nie udaje, inni grożą, że jeśli nie dostaną pieniędzy za przyniesione książki, wylądują one na śmietniku, jeszcze inni chcieliby wejść z psem. Jednemu z właścicieli czworonogów ktoś zaproponował, że popilnuje zwierzaka. 

„Klient trochę się foczy i mówi:
– Wie pan, ile taki pies kosztuje?
Jednak zostawia go w obcych rękach i rusza w półki. Przynosi dwie książki z działu «erotyka». Warto
było zaryzykować utratę psa”[3].

Karolewski nie żałuje dowcipnych komentarzy. I dobrze, bo gdyby opisywał dziwactwa klientów ze śmiertelną powagą, sprawiałby nieprzyjemne wrażenie. Humor w tej książce jest wszechobecny, widać go nie tylko w scenkach pokazujących codzienną pracę antykwariatu. Bardzo przyjemna, pouczająca lektura, zawierająca mnóstwo ciekawostek, a także porad dla osób, które chciałyby pójść w ślady autora. 

---
[1] Stanisław Karolewski, „Zapiski antykwariusza”, Biblioteka Słów, 2024, s. 12
[2] Tamże, s. 165.
[3] Tamże, s. 183.

10 komentarzy:

  1. To musi być bardzo ciekawa książka, zaintrygowałaś mnie swoją recenzją.
    Lubię buszować w antykwariatach, niestety, coraz mniej mam ku temu okazji, bo i antykwariatów coraz mniej. Pamiętam zawód, jaki przeżyłam, kiedy kilka lat temu ostatni antykwariat w moim mieście zamienił się w dużej części w sklep... ze sztuczną biżuterią.
    W każdym razie bardzo dziękuję za trop. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam z dzieciństwa, że antykwariatów było o wiele więcej niż teraz. Rozumiem Twoje rozczarowanie, bo niedawno sama przeżyłam podobne, odkrywszy, że antykwariat, w którym jako nastolatka kupowałam książki, zmienił się nie do poznania – połowę półek zajmują nowe podręczniki i czytadła, a nawet kredki, drugą połowę książki używane, ale w przesadnie wysokich cenach. Nic nie kupiłam.

      Usuń
  2. To interesujący temat. Praca antykwariusza na pewno skrywa ciekawe historie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antykwariusz ma też możliwość poznania ciekawych ludzi, chociażby pisarzy, którzy zachodzą do antykwariatu. I tu ciekawostka: autorzy często kupują w antykwariacie książki, które sami napisali. :)

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że książka wpisuje się w mój komfort czytelniczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy, kto lubi czytać, uważa antykwariat za magiczne miejsce. Chciałabym, by podobne wspomnienia napisał pracownik biblioteki. Z chęcią bym je przeczytała. :)

      Usuń
  4. Widziałam zapowiedzi tej książki i byłam jej ciekawa! Cieszę się, że Twoja opinia o niej jest pozytywna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki o książkach i ich miłośnikach to jest to, co my bibliofile lubimy bardzo. Niestety moja biblioteka nie ma w swoich zbiorach. A chętnie bym przeczytała. Łapię się na tym, że książka mi się podoba, jeśli choć jeden z bohaterów lubi czytać:) Do Szarlatana zajdę podczas kolejnej we Wrocławiu wizyty. A byłam niedaleko tego miejsca, tyle, że o nim nie wiedziałam. Zawsze wchodzę między półki z nabożnym szacunkiem uważając, aby niczego nie zrzucić, bo są tam całe stosy książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, lubimy! Żałuję, że takie książki częściej nie wpadają w moje ręce. Ja też w Szarlatanie nigdy nie byłam, a chętnie pobuszowałabym na półkach oraz w tych kartonach stojących na podwórku, w których leżą książki po 3 zł. Na szczęście nigdy nie widziałam takiego wandalizmu jak zrzucanie z półek książek.

      Usuń