09.10.2021

„Musica” Finn Alnæs

 


Jest rok 1973. Dwudziestoczteroletni kadet Dyre powraca do rodzinnego domu, by zastanowić się, czy chce robić karierę jako pianista, czy też wojskowy. Może i by wybrał muzykę, ale jego ojciec, autorytatywny pułkownik Gjard, twierdzi, że już za późno na osiągnięcie technicznej perfekcji. Dyre rozmyśla więc nad wyborem zawodu, a w międzyczasie przesiaduje w knajpach i umawia się z kobietami. Wkrótce zakochuje się i dochodzi do wniosku, że „Kantata nie może zastąpić ani jednej sekundy, w której skóra dotyka skóry, gdy łączą się zmysły”[1]. Tytułowa muzyka staje się dla niego czymś więcej niż tylko nutami i dźwiękami; to także miłość, pożądanie, sposób odczuwania. 

Dyre pochodzi z bardzo znanej rodziny – w Lestad istnieje nawet ulica ochrzczona imieniem jego dziadka generała. Ich wielki dom, nazywany Gjardheim, jest pełen nut, trofeów myśliwskich i militariów. Każda osoba z tego rodu muzykuje, jednak żadna zawodowo. Dyre ma aż ośmioro rodzeństwa. Wszyscy jego bracia  z wyjątkiem  Eigila, który za odmowę służby wojskowej trafił kiedyś do więzienia, mają stopnie oficerskie i po domu muszą chodzić w mundurach. Dlaczego? Ano dlatego, że tak życzy sobie obłąkany wuj Simon. Ten weteran wojny zimowej i obrony Berlina nie rozumie, że czasy jego ukochanego Hitlera już dawno minęły. Zdarza sie, że woła:  „Nazizm jest nieśmiertelny! Adolf Hitler był największym wodzem, jakiego widział świat!”[2].

Tak, Simon walczył po stronie Hitlera. Po powrocie z frontu nie był już tym człowiekiem, co wcześniej. Stracił nogę, oko, nos, palce u ręki i jakby tych nieszczęść było mało, stracił także rozum. Z początku pułkownik Gjard okazywał mu niechęć, ale teraz się tego wstydzi. Mówi: „Tych młodych chłopców, którzy przeszli przez ocean bólu i cierpienia, my przyjęliśmy ze wstrętem i pogardą; trwało to latami”[3]. Dziś uważa, że byłym nazistom trzeba okazywać miłosierdzie, bo wielu z nich słabo orientowało się w polityce i uległo propagandzie. Obecnie zwariowanego brata kocha bardziej niż swoje dzieci. Pozwala mu chwalić Hitlera, chodzić na zwiady wokół posiadłości, bawić się bronią palną, ba, pozwala mu nawet przekształcić piwnicę w celę więzienną i zamykać w niej swoją córkę Hildę, która Simonowi przypomina radzieckiego szpiega. 

Hilda jako jedyna z rodzeństwa nie ulega tyranii emerytów i otwarcie mówi, że Simon jest niebezpieczny, że może kogoś zastrzelić lub podpalić dom – nikt jej jednak nie słucha. Bracia nie liczą się ze zdaniem kobiety, i to jeszcze takiej jak ona, czyli rozwódki, feministki. Ojciec nieraz przygaduje Hildzie, by wracała do męża, a Dyre ze złością zauważa, że „po trzecim dziecku doznała objawienia”[4] – zaczęła się kształcić, wypowiadać w kwestiach kobiecych, uciekać od garów. Jego zdaniem skoro siostra nie chce spędzać życia w kuchni, to nie powinna wychodzić za mąż i rodzić dzieci. 

W powieści pojawia się też inna kobieta, Vaiva, wychowana w patriarchalnym domu i dopiero po ślubie zaczynająca studiować, uniezależniać się od mężczyzn. Przypomina ona nieco lady Chatterley – jest piękna, niezaspokojona seksualnie, ma sparaliżowanego męża, który zachęca ją do szukania kochanka. Zaczyna więc spotykać się z młodym, zdrowym mężczyzną, a owe spotkania autor opisuje z tak męczącą dokładnością, że można to uznać za wadę powieści.  

Kolejny słaby punkt to koturnowe dialogi. Przykładowo Dyre mówi do swojej ukochanej: „Ty jesteś czymś więcej niż fugą Bacha. Ponieważ jesteś nie tylko duchem, lecz także ciałem i krwią. Ty żyjesz. Najważniejsze zaś jest ciało i krew, ożywione przez fugę Bacha”[5]. Jego brat zwraca się do dziewczyny w ten sposób: „Przemień święto w zwykły dzień, moja pulchna”[6]. Podobnych przykładów można by wypisać mnóstwo. Bohaterowie często zachowują się dziwacznie, na przykład pracownica opieki społecznej widząc, że jej podopieczny pan Es-dur krępuje się przyjąć zapomogę, proponuje Dyremu, by w takim razie on wziął te pieniądze. 

„Musica” ma więc wady, ale też mnóstwo zalet. Najciekawszy wątek dotyczy życia pod jednym dachem z kombatantami wojennymi, z których jeden był nazistą, ale przed kapitulacją Niemiec zdążył zmienić poglądy, drugi zaś nadal wywrzaskuje słowa poparcia dla Hitlera. Ponieważ jednak jest kaleką i nie odróżnia wspomnień od rzeczywistości, traktuje się go ulgowo. Emeryci usiłują przemienić dom w twierdzę, przygotowują się na atak Rosjan i tyranizują młodsze pokolenie. Ich zachowanie z jednej strony jest komiczne, a z drugiej przerażające. Kolejny ciekawy wątek to małżeństwo mężczyzny na wózku ze zdrową kobietą. Sparaliżowany nalega na rozwód, ale czy naprawdę tego chce? Czy odejście ukochanej nie popchnie go do desperackiego czynu? 

Bohaterowie rozmawiają o sytuacji Norwegii, flircie Norwegów z nazizmem, o feminizmie i wielu innych sprawach. Powieść jest bardzo muzyczna: autor wielokrotnie wspomina o muzyce, co więcej, skonstruował tę powieść na wzór koncertu Bacha. Składa się ona z trzech części: vivace, largo i allegro. Pierwsza przedstawia powrót Dyrego do domu oraz narodziny namiętnej miłości. W drugiej akcja zwalnia, czytelnik zostaje zarzucony mnóstwem szczegółów o rodzie Gjardów, życiu seksualnym Dyrego, koncercie, zwiedzaniu Domu Żołnierskiego. Część trzecia dla odmiany jest surowa i gwałtowna, dochodzi w niej do wydarzeń budzących grozę i smutek. 

Książkę tę Finn Alnæs zadedykował Sigurdowi Evensmo, autorowi „Uchodźców”.

---
[1] Finn Alnæs, „Musica”, przeł. Anna Marciniakówna, PIW, 1989, s. 277.
[2] Tamże, s. 275.
[3] Tamże, s. 50.
[4] Tamże, s. 293.
[5] Tamże, s. 246.
[6] Tamże, s. 16.

12 komentarzy:

  1. Wyciągasz prawdziwe skarby, a z pewnością książki, po których długo się myśli i zastanawia nad poszczególnymi wątkami. Koturnowe cytaty mnie rozbawiły, zwłaszcza ten drugi, o pulchnej. Nie wiem, czy taka była ich rola, ale rozbroiły mnie :)

    Czuję, że mocno irytowałabym się tym, jak bohaterowie traktują Hildę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor raczej nie chciał rozbawić czytelnika, chyba nie wiedział, że dziewczyny nie uważają takich słów za komplement. :)

      Mnie właśnie irytowało, jak męscy bohaterowie traktują Hildę. To mądra, przenikliwa osoba, tymczasem oni jej zupełnie nie słuchają. Nauczeni są, by opiekować się kobietami, ale nie traktować ich poważnie. I taka ciekawostka – główny bohater podczas pierwszego kontaktu erotycznego z ukochaną boi się, by nie poczuła ona przyjemności i nie wydała z siebie jakichś dźwięków, bo wtedy przestałby ją kochać...

      Usuń
    2. Ten hałas, który właśnie usłyszałaś, to była moja opadająca szczęka...

      Chociaż i dzisiaj znaleźliby się tacy, co dzielą kobiety na żony/matki swoich dzieci i dziwki. Więc cóż ja się tak dziwię :/

      Usuń
    3. O tak, i dziś niemało jest takich mężczyzn. A męscy bohaterowie „Musiki” mogą irytować. Irytujący jest nie tylko ich stosunek do kobiet, ale też fakt, że słuchają się zwariowanych staruszków.

      Usuń
  2. Kolejna ciekawa książka, którą muszę dopisać do swojej listy. Dzięki Twoim recenzjom mam na niej sporo tytułów, które pewnie nie zwróciłyby mojej uwagi, a po Twoich wpisach bardzo mnie zaintrygowały. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedna z tych książek, które mają wiele wad, a mimo to czyta się je z ciekawością i dobrze wspomina.

      Usuń
  3. Przeczytałem tę książkę w 2019 roku i lekturę wspominam całkiem miło, mimo podkreślonych przez Ciebie słabostek, dziwactw oraz kontrowersji. Mnie najbardziej spodobał się sam pomysł kompozycji powieści na wzór muzycznego dzieła. No i zaintrygował mnie wątek nazistowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też intrygował wątek nazistowski. Za to wątek miłosny nieszczególnie mnie ciekawił. Jeśli chodzi o dziwactwa, w jednym miejscu narrator stwierdza, że należąca do Gjardów broń palna jest tak piękna, że „nadawałaby się jako ozdoba do jakiegoś drewnianego kościółka”. Nigdy nie słyszałam o tym, by kościoły ozdabiano bronią palną. Ale może ja się nie znam, może w Norwegii jest taki zwyczaj?...

      Też wspominam tę książkę miło. :)

      Usuń
    2. Czyli "Kolosa" zamierzasz przeczytać? To druga z przetłumaczonych na j. polski powieści tego pisarza :)

      Usuń
    3. W najbliższych planach mam wprawdzie starsze książki skandynawskie, ale raczej napisane przez innych autorów. A teraz kończę czytać „Kobietę w Fioletowej Spódnicy”, najnowszą powieść z Serii z Żurawiem. :)

      Usuń
    4. Ok, dzięki za odpowiedź. Ja o "Kolosie" pamiętam, ale też nie planuję go czytać w najbliższej przyszłości :)

      A jak wstępne wrażenia z lektury "Kobiety w Fioletowej Spódnicy"? Mam tę książkę na oku, bo opis był bardzo zachęcający.

      Usuń
    5. Wrażenia są bardzo dobre. Ze względu na bohaterkę mającą problemy w kontaktach z ludźmi i z zarobieniem na swoje utrzymanie ta powieść trochę kojarzyła mi się z „Dziewczyną z konbini”. :)

      Usuń