18.04.2021

„Duszpasterstwo koło Lodowca” Halldór Laxness


Islandzki biskup wysyła młodego teologa w okolice lodowca Snæfellsjökull, by sprawdził, ile prawdy zawierają plotki krążące o tamtejszej parafii. Czy rzeczywiście opiekujący się nią pastor Prymus utracił wiarę, nie odprawia nabożeństw i pochował zwłoki na Lodowcu? I jaki jest właściwie jego stan cywilny? Biskup życzy sobie, by młody inspektor stenografował, nagrywał, ale nie podejmował żadnych działań. I wysłannik tak robi – ogranicza się do sporządzenia sprawozdania, nie komentuje, choć nieraz czuje się zdumiony i zdezorientowany tym, co widzi i słyszy. 

A widzi i słyszy rzeczy niezwykłe. Kościół jest brudny, zdemolowany. Trudno do niego wejść, bo ktoś gwoździami przybił drzwi do futryny. Jeszcze gorsze wrażenie sprawia wielebny Prymus, który zamiast wykonywać duszpasterskie obowiązki, podkuwa konie i zachowuje się tak, jakby szydził z chrześcijaństwa. Mówi, że po śmierci wejdzie w głąb Lodowca, a kiedy trzeba odmówić modlitwę za zmarłego, wyjaśnia, że już dawno wyrósł z odmawiania modlitw. Jego sutanna jest wyblakła, podziurawiona przez myszy. Kawę nalewa do słoika i miesza gwoździem. Tutejsi mieszkańcy nie zgłaszają pretensji, zadowala ich taki pastor. Wszyscy zresztą  zachowują się kuriozalnie. Trudno się z nimi porozumieć, bo choć mówią dużo, to nie na temat. Na przykład na pytanie, dlaczego tuż przy kościele stoi dziwaczna, ogromna budowla, odpowiadają, że słowo „dom” nie zawsze oznacza dom. Czyżby tym ludziom brakowało piątej klepki? A może to bliskość Lodowca, legendarnego środka świata, tak źle na nich wpływa? Pastor twierdzi, że „Jeśli obserwuje się Lodowiec dostatecznie długo, wówczas słowa przestają znaczyć cokolwiek”[1].

Pośród licznych osobliwości opowiadanych przez tutejszych ludzi uwagę zwraca historia o ni to realnych, ni baśniowych kobietach, które nigdy nie śpią, nie jedzą i się nie myją, a mimo to zawsze wyglądają rześko i pociągająco. Czyżby jedna z tych istot została żoną Prymusa? 

Przybysz z Reykjaviku ma dwadzieścia pięć lat, jest skromny, uważa się za „zwykłego współczesnego osła”. Pracował kiedyś w radiu jako asystent, umie więc stenografować i nagrywać mowę, co wyróżnia go spośród innych teologów. Wykonując powierzoną mu misję, nie zraża się ani zimnem, ani głodem – bo tak się składa, że miejscowi częstują go tortami i dziesiątkami różnorakich ciastek, podczas gdy on rozpaczliwie marzy o zwyczajnym jedzeniu. 

„Duszpasterstwo koło lodowca” to powieść zabawna, z dużą ilością absurdu i uwagami o społeczeństwie Islandii, a także pięknymi opisami Snæfellsjökull. Ma ciekawą formę sprawozdania, które niekiedy przeradza się w powieść. Młody inspektor raz pisze o sobie w trzeciej osobie, raz w pierwszej. Proszony był o rzeczowy raport, jednak ma problemy z oddzieleniem wiadomości istotnych od błahych, opisuje chociażby wygląd Lodowca i ptaków siedzących na wybrzeżu. Można też wyczuć, że w miarę upływu dni staje się coraz bardziej zdezorientowany i mniej logiczny, traci umiejętność odróżniania prawdy od fantazji, słowem – bliskość Lodowca na niego też zaczyna wywierać destrukcyjny wpływ.

Dwa cytaty:
„Bogu dzięki, że nieszczęścia się zdarzają. Dopiero wtedy poznaje się Boga”[2].
„Nowocześni ludzie myją zęby, zamiast odmawiać wieczorną modlitwę”[3].
---
[1] Halldór Kiljan Laxness, „Duszpasterstwo koło lodowca”, przeł. Karol Sawicki, Wydawnictwo Poznańskie, 1978, s. 64.
[2] Tamże, s. 158.
[3] Tamże, s. 114.

45 komentarzy:

  1. Islandia to moja pasja. Czytałem kiedyś, jednak nie pamiętam szczegółów. Czy w końcu ten delegat zjadł coś oprócz ciastek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. W końcu się najadł. Pastor poczęstował go chlebem z masłem, a nawet suszonym halibutem. :)

      Usuń
  2. Zarówno Islandia to moja terra incognita, jak i jej literatura i sztuka. Ale książka pełna zabawnych, czy nawet absurdalnych opowiastek może być miłą alternatywą na dzisiejsze mało zabawne czasy. Choć swoją drogą, czy one kiedyś były zabawne? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałaś bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że my, ludzie, zawsze uważamy, że żyjemy w trudnych czasach. Dopiero kiedy patrzymy na nie z perspektywy czasu, zaczynamy dostrzegać, że wcale nie były takie złe. A książka mogłaby się Ci spodobać. To powieść dla osób, które mają cierpliwość do czytania klasyki i zrozumienie dla niej. :)

      Usuń
  3. Dziękuję za komplement. :) A z tymi czasami to rzeczywiście nie doceniamy tego co mamy. Jakże ja żałuję, że jak mogłam nie podróżowałam więcej, nie spacerowałam więcej, nie robiłam różnych rzeczy więcej, których mi teraz brakuje. Oczywiście obiecuję sobie, że jak tylko się skończy, jak się zaszczepię, to zacznę korzystać. A jak będzie to czas pokaże. Na szczęście możemy czytać bez ograniczeń i przeszkód, no chyba, że w głowach mamy blokadę. Ta u mnie na szczęście już przeminęła. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróżować w naszych czasach nie warto, ale spacerować moim zdaniem można bez żadnego ryzyka. Co do szczepionki, trzeba pamiętać, że niestety nie chroni ona przed wszystkimi odmianami koronawirusa. Osoby zaszczepione też powinny na siebie uważać. Fajnie, że nie masz blokady. Ja też nie i czytam z przyjemnością. :)

      Usuń
  4. Północ, zimno, lód, lekki realizm magiczny - chyba to lubię :D Wrzucam na listę zakupową, ale widzę na Allegro, że będzie ciężko o egzemplarz w dobrym stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tytuł wydano ponad czterdzieści lat temu, trudno więc będzie zdobyć egzemplarz w dobrym stanie. :) Rok temu kupiłam na Allegro pakiet książek z tej serii i niestety wszystkie okazały się mocno zniszczone.

      Usuń
    2. Będę szukał raczej na OLX (dziś nie ma), bo tam większa szansa na książkę w dobrym stanie. Choć ostatnio się wkur..., bo kupowałem Bykowa "IŻ", książkę nową w twardej oprawie, a przyszła w zintegrowanej i naddartej. Już mi się nawet nie chce negatywa wstawiać (tak, OLX wprowadził system oceny sprzedających).

      Usuń
    3. Wrrr, literówka - "ŻD" Bykowa kupowałem :D

      Usuń
    4. Kupowanie przez internet zawsze wiąże się z ryzykiem. Niestety. :)

      Usuń
  5. Tym razem książka „Duszpasterstwo koło Lodowca” do mnie nie trafiła i wątpię, że się z nią zapoznam.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ta książka jest staroświecka i specyficzna, chyba mało kto będzie chciał ją czytać.

      Usuń
  6. Mam zamiar poszerzać swoje horyzonty czytelnicze poza autorów angielskich, amerykańskich czy polskich, więc książka napisana przez osobę z Islandii bardzo mnie zaciekawiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry zamiar, bo ciekawe książki powstają nie tylko w Anglii i Stanach. :)

      Usuń
  7. Laxness kojarzy mi się z różnymi rzeczami, ale nie z humorem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam odwrotnie, nie umiem wyobrazić sobie poważnej powieści napisanej przez Laxnessa. Na razie czytałam tylko tę jedną jego książkę. Humoru w „Duszpasterstwie” jest całkiem sporo. Najbardziej rozbawiły mnie opisy poczęstunków. :)

      Usuń
  8. Witam serdecznie ♡
    Wspaniała recenzja! Chętnie poznałabym bliżej tę książkę, tym samym pióro autora. Nie do końca jestem pewna czy to mój styl, ale okazać się to może tylko po przeczytaniu :)
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo. Powieść jest specyficzna, trudno przewidzieć, komu przypadnie do gustu, a komu nie. :)

      Usuń
  9. Brzmi niezwykle! Zupełnie inna sceneria, ale kojarzy mi się z filmem "The Wicker Man" z 1973 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zaciekawiłaś mnie, bo nie słyszałam o takim filmie. Zaraz sprawdzę, o czym jest. :)

      Usuń
  10. Brzmi ciekawe. Lubię podobne historie, może kiedyś przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ha, Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich to bardzo zacna seria. Można w niej znaleźć niezwykle ciekawe dzieła i to, o którym piszesz z pewnością zalicza się do tych bardziej intrygujących. Jak tylko biblioteki zostaną otwarte, ruszam na łowy. Pociągają mnie niezmiernie ten absurd i kuriozalność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Duszpasterstwo” warto przeczytać także i dlatego, że autor dostał Nagrodę Nobla. Zanim sięgnęłam po tę książkę, myślałam z niechęcią, że ma wydźwięk religijny, tymczasem bardzo się myliłam. :)

      Usuń
  12. Widzę, że to taka specyficzna książka, ja jednak lubię takie czytać, więc chętnie się z nią zapoznam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo specyficzna, o ludziach, którzy sprawiają wrażenie nieco szalonych, z akcją w niezwykłym miejscu. :)

      Usuń
  13. Jedna z moich ulubionych książek.:)
    Nawet o niej przed chwilą u siebie wspomniałem.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma coś w sobie. A fragmenty o jedzeniu są bardzo zabawne.:)

      Usuń
  14. Zaintrygowałaś mnie :) Poszukam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z lepszych części serii skandynawskiej. :)

      Usuń
    2. Wśród słodkości jest i pumeks w czekoladzie, czyli nasze wafelki Pince Polo, do dziś tam bardzo lubiane...
      Urocza, absurdalna, jakże islandzka rzecz, kiedyś zresztą sfilmowana przez córkę Autora.
      Laxness to ciekawy pisarz, o bardzo zróżnicowanym dorobku; każda jego książka jest inna. To twórca do szpiku kości islandzki, opowiadający o Islandii i jednocześnie śmiejący się z niej. To był przeuroczy i zabawny człowiek. I chyba właściciel jedynej w Islandii willi z basenem.:)
      Swego czasu był u nas bardzo lubiany. I rozpoznawany. Szalenie go kiedyś ucieszyło, jak pani recepcjonistka w krakowskim Hotelu Francuskim na jego widok zaraz zawołała,: Ach, to przecież pan Laxness!...
      Chętnie bym zobaczył go znowu na księgarskich półkach. W anglojęzycznych krajach mają więcej szczęścia, bo tam jego twórczość przeżywa od jakiegoś czasu renesans.:)

      Usuń
    3. Pumeks w czekoladzie to świetna nazwa. :D O tych batonikach Laxness wspomniał chyba aż trzykrotnie, nazwał je jedynym luksusem gastronomicznym, na jaki pozwalają sobie Islandczycy, odkąd w ich kraju zapanował dobrobyt i mogą pozwolić sobie na lepsze jedzenie niż mięso z wielorybów.

      W książce jest wiele opisów słodkości, ale jakoś żaden z tych opisów nie sprawił, bym zapragnęła zjeść kawałek tortu czy ciastko. Żal mi było biednego Debiego – on był tak straszliwie głodny, a pani Tora-tłuczek bezlitośnie serwowała mu kawę i torty. :)

      Seria skandynawska została reaktywowana, może więc doczekamy się wznowień książek Laxnessa.

      Usuń
    4. No i jeszcze ten biedny cielak, co też dostawał ciastka i kawę... Na szczęście pod koniec opowieści doszedł do siebie...
      Ja się, muszę przyznać, szalenie lubuję w absurdach, a Islandia dość często wcale nie tak bardzo odbiega od opisywanych tu rzeczy... Wśród narodów skandynawskich Islandczycy tworzą bardzo wyjątkową grupę, z pewną niedbałością i bez nudnej napinki...:)

      Usuń
    5. I bardzo lubią pisać książki oraz muzykować. Podobno w żadnym kraju nie ma tak wielu pisarzy jak w Islandii. :)
      A tak, pamiętam biednego cielaczka, który od jedzenia starych, rozmoczonych w kawie ciastek cierpiał na bóle brzucha i nie dał rady nawet zaryczeć... Wracając jeszcze do słodkości, pod koniec książki była mowa o tym, że delegat wstąpił do baru, który wyglądał jak współczesny raj na ziemi, a w którym do jedzenia były tylko cukierki. :)

      Usuń
    6. Muzykują na potęgę. I od zawsze piszą książki. To naród książki. I jedyne ich zabytki to właśnie książki. I kto żyw jest tam poetą. Mają to we krwi, wszak to ojczyzna skaldów i ich poezji, pod względem formalnym najbardziej skomplikowanej w świecie, niemal nie do przetłumaczenia... Szczęśliwie Snorri Sturluson żył tuż po wikingach, i ocalił tę skarbnicę poetycką, pozwalając nam i dziś ją rozumieć... Może klimat sprawił, że zawsze mieli ciągoty do opowieści, i stąd chyba język islandzki jest najbardziej literackim językiem ze wszystkich - jego bogactwo jest przedziwne. I dzięki temu też wiemy w ogóle coś o wierzeniach dawnych Germanów. I o historii Skandynawii, tej najdawniejszej...
      Boże drogi - kiedy u nas nagryzmolono jakieś kretyńskie: Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj, na Islandii, w języku ojczystym, tworzono literaturę rozrywkową, nowele i całe powieści przygodowe,kryminalne, sądowe - jakby z amerykańskich filmów...
      Ta kryminalna literatura skandynawska - pierwsze były sagi, w dalekim średniowieczu... A gdy się je czyta dziś... Jacy bliscy są nam tamci bohaterowie, jakże żywi!... (Czasem mi się zdaje, że niektóre partie sam Strindberg pisał) I sceneria - równie dzika dziś, jak wtedy😃 Te wszystkie duchy są tam tak obecne!:)
      Tylko że te lodowce znikają. Pęka mi serce, jak o tym myślę... Laxness pięknie potrafił o nich pisać. A lud się ich zawsze bał, bo to od zawsze siedlisko najfantastyczniejszych istot. Gdy do cna stopnieją, islandzkie baśnie stracą sens...

      Usuń
    7. Bardzo podziwiam to podejście Islandczyków do czytania i osób piszących. U nas kiedy dziecko brzdąka sobie na gitarze czy czyta książki, to jest OK, ale niech tylko dorosły spróbuje w ten sposób spędzać czas, to zaraz usłyszy, że jest infantylny, nieodpowiedzialny, marnuje pieniądze, mógłby w tym czasie zrobić coś pożytecznego. :)

      Tak, lodowce znikają, rzeki wysychają, i chyba topnienia pokrywy lodowej nie uda się zatrzymać. Aż strach myśleć, jak to będzie wyglądało za kilkadziesiąt lat czy nawet kilkanaście lat, jak niewiele cudów natury zostanie do oglądania dla następnych pokoleń.

      Usuń
  15. Powieści z dużą dozą absurdu i akcją na Islandii nie czytałam jeszcze. To może być ciekawe doświadczenie czytelnicze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że warto odwiedzić opisaną w książce parafię. :)

      Usuń
  16. Ta książka może mi się spodobać i będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest to książka niebanalna. Myślę, że warto ją poznać. :)

      Usuń
  17. Zdecydowanie wolę umyć wieczorem zęby ;) Sprawdziłam i widzę, że w bibliotecznych filiach są raptem cztery sztuki i to daleko ode mnie. Za to na Allegro wypatrzyłam egzemplarze po ok. 9 zł. Poczytam więcej na temat autora i być może się skuszę. Recenzja mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należysz do ludzi, którzy wolą myć zęby, zamiast odmawiać wieczorne modlitwy? :) Ja też. W książce jest wiele takich błyskotliwych stwierdzeń. Ciekawa jest postać pastora, który przestał wierzyć w Boga i dopuścił do tego, by jedyny kościół w parafii zarósł kurzem i pleśnią.

      Usuń
  18. Sporo humoru, absurdu i ironii. Potwierdzam i mogę polecić. Warto ją poczytać.

    Mój blog: https://elektrobebny.com.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja lubię ludzi, co czytali mojego kochanego Laxnessa!:)

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.