23.05.2015

„Speranza” Sven Delblanc

„Speranza” to książka w formie dziennika pisanego pod koniec osiemnastego wieku przez dziewiętnastoletniego hrabiego von Pitbus. Młodzieniec ten zdenerwował swoich rodziców, bo po pierwsze chciał ożenić się z ubogą córką zakrystiana, a po drugie głosił, że wszyscy ludzie, bez względu na pozycję społeczną i kolor skóry, powinni być sobie równi. Ojciec postanowił więc wysłać go na rok do Duńskich Indii Zachodnich, gdzie ich krewny był gubernatorem. Wkrótce rozgoryczony chłopak wyruszył w niechcianą podróż, podczas której doszło do komplikacji, skutkiem których znalazł się na statku o nazwie Speranza. A był to statek bardzo, bardzo dziwny. Z jego ładowni buchał straszliwy odór. Na pokładzie młody hrabia zauważył czarnoskórą, piękną, całkiem nagą kobietę. Wkrótce z przerażeniem dowiedział się, że Speranza należy do handlarzy niewolników...

Dziennik napisany został językiem pasującym do naiwnego, uczuciowego młodzieńca. Wiele w nim wykrzykników, wielkich słów, młodzieńczej egzaltacji. Hrabia uważał, że jego dziennikiem zainteresuje się wielu ludzi, toteż starał się wiernie rejestrować swoje obserwacje, a także myśli i odczucia. Autoanalizy i zapisy rozmów z cyniczną załogą Speranzy zajmują wiele miejsca, zaś sceny z niewolnikami rzadko są przybliżone bezpośrednimi opisami. Nawet kiedy narrator wspomina o przymusowym karmieniu, gwałtach czy zabijaniu, robi to w sposób pozbawiony szczegółów. Prawie wszyscy więźniowie zlewają mu się w brzydko pachnącą, prześladowaną, godną współczucia masę. Spośród czarnoskórych postaci odróżnia właściwie tylko dwie: piękną Evę (to ją widział nagą na pokładzie) oraz Rustana, który był jego towarzyszem lat dziecinnych i wraz z nim przybył z nim na Speranzę. Z wiadomych względów boi się o bezpieczeństwo Rustana, którego kapitan statku mógłby przecież dołączyć do niewolników. 

Wydaje mi się, że fabuła w powieści Svena Delblanca jest mniej ważna od analizy uczuć człowieka, który znalazł się w ekstremalnej sytuacji. Pozbawiony przesądów, przepełniony ideałami wolnościowymi młodzieniec dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności uzyskał możliwość wprowadzenia swoich planów w życie i opowiedzenia się po stronie uciskanych. Słowa już nie wystarczą, sytuacja, w jakiej się znalazł, wymaga stanowczego działania. Nie może milczeć i udawać, że niczego nie widzi, bo straciłby szacunek do samego siebie i stałby się współodpowiedzialny za tragedię niewolników. Śledzenie zachowania i wzburzonych myśli tego idealisty to proces ciekawy, a zarazem pełen grozy i zaskoczeń. Nie wszystkie odczucia hrabiego są jednoznacznie szlachetne i przewidywalne przez czytelnika. Bohaterowi przychodzi na przykład do głowy, że on jako jedyny biały pan na statku nie może korzystać z ciała pięknej Evy. Inni mężczyźni gwałcą ją bez skrupułów, on zaś - pragnąc równości dla niewolnicy – nie może tak się zachować i przez to jest jakby poszkodowany, ukarany za swoją dobroć.

„Speranza” to powieść alegoryczna, niepokojąca i niejednoznaczna. Pokazana została w niej tragedia niewolników, rasizm oraz atmosfera końca osiemnastego wieku. Książka stanowi też ciekawe studium młodzieńca, który w swojej młodości jest zapalczywy, porywczy i właściwie nieobliczalny. Bohater niczego dobrze nie przemyślał, ulega chwilowym nastrojom i w wielu sprawach się myli. Na Speranzie dowiaduje się rzeczy, które każą mu inaczej spojrzeć na swoją matkę, na obecność Murzyna w domu, na swojego guwernera i przede wszystkim na siebie. 

---
Sven Delblanc, „Speranza”, przeł. Zygmunt Łanowski, Czytelnik, 1986.

6 komentarzy:

  1. Młodość bywa nieobliczalna. Powieścią historyczną jestem zainteresowana, a tematyka niewolnictwa nie jest mi obca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po książki o tematyce niewolnictwa sięgam raczej rzadko, bo bardzo mnie przygnębiają. Sięgając po "Speranzę" nie spodziewałam się, że ta powieść porusza aż tak poważne tematy (tekstu na okładce nie czytałam). Nie przypominam sobie, bym wcześniej czytała książkę z wątkiem niewolnictwa napisaną przez Skandynawa.

      Usuń
  2. A co z tytułową Nadzieją, czy pojawia się w końcu? Paradoks w nazwie statku wiozącego niewolników wydaje się głęboko ironiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w tej powieści jest bardzo pesymistyczne. Nazwa statku jest, tak jak napisałaś, bardzo, bardzo ironiczna. Na nadzieję nie ma liczyć...

      Usuń
  3. Ależ perełka! Młody hrabia - bohater od razu skojarzył mi się z protagonistami powieści Witkacego. Tam także często pojawiają się młodzi arystokraci, których aparat percepcyjny nie jest jeszcze w pełni wykształcony. Bardzo ciekawy wydaje mi się także wątek rasistowski - to naprawdę szokujące, że ludzie są w stanie wyrządzać sobie takie krzywdy pod byle pretekstem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo i bez pretekstu... Ciekawe i straszne są rozmowy, jakie prowadzi bohater z handlarzami niewolników. Wśród tych handlarzy jest duchowny, który uważa, że działa dla dobra niewolników, bo dzięki niemu niewolnicy zostaną zbawieni. Bardzo pokrętny jest sposób myślenia tych ludzi.
      Witkacego jeszcze nie czytałam, ale mam w planach.

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.