07.10.2016

Mało kto jest na tyle dobry, a może szalony, by wiązać się kaleką, czyli kilka słów o „Z kim płaczą gwiazdy” Ewy Barańskiej


Z kim płaczą gwiazdy Ewy Barańskiej to powieść dla młodzieży. Główni bohaterowie nazywają się Weronika i Michał. Mają po siedemnaście lat. Zakochali się w sobie, jednak ich szczęście nie trwało długo: chłopak skoczył do wody na główkę i złamał kręgosłup na odcinku C5. Momentalnie jego ciało stało się bezwładne. Utonąłby, gdyby koledzy go nie wyciągnęli. W szpitalu dowiedział się, że o odzyskaniu władzy w nogach i samodzielności może tylko pomarzyć. Jak większość osób w podobnej sytuacji, poczuł się zrozpaczony. Przyjemność sprawiały mu jedynie spotkania z Weroniką, ale i one zaprawione były lękiem: czy dziewczyna nie odejdzie? Przecież mało kto jest na tyle dobry, a może szalony, by wiązać się z niepełnosprawnym. Czy wreszcie można od niej wymagać, by kochała kogoś, z kogo właściwie została tylko głowa?

Barańska poruszyła bardzo trudne i bolesne tematy, takie jak pierwsza miłość, paraliż, depresja, sens życia, cierpienie, prawo do popełnienia samobójstwa. Bohaterowie zastanawiają się nad granicami poświęcenia, egoizmem, hipokryzją. Dostrzegają, że osoby, które mają na ustach mnóstwo frazesów o pomaganiu bliźnim, pierwsze umywają ręce, gdy zobaczą obok siebie kogoś skrajnie nieszczęśliwego. Weronice mówi się, że jest za młoda, by decydować o swoim życiu i wiedzieć, co to miłość, że nie warto poświęcać swoich planów dla chłopaka, którego ciało uległo zniszczeniu. Owszem, można dać mu trochę pieniędzy, ale żeby z kimś takim się wiązać?... Tę obłudę oraz potępianie osób, które chcą być z niepełnosprawnym, autorka pokazała bardzo dobrze.

Dla porządku muszę wspomnieć, że podczas czytania „Z kim płaczą gwiazdy” kilkakrotnie odniosłam wrażenie, że Ewa Barańska pisze zbyt powierzchownie i lekko. Zwróciłam też uwagę na nienaturalność dialogów. Bohaterowie często wyrażają się w sposób książkowy. Matka Weroniki wydała mi się postacią przerysowaną. Drugą połowę powieści uważam za o wiele ciekawszą od pierwszej. Od sceny wypadku robi się dramatycznie i bardzo smutno. Ewa Barańska umie wzruszyć i dać do myślenia. A skoro tak, to może warto przymknąć oko na pewne niedoskonałości warsztatowe.

Jak zachowa się Weronika, wybierze życie łatwe i przyjemne czy też pójdzie trudniejszą ścieżką? Co wygra: miłość, a może wygoda? Czy Michał zrezygnuje z planów samobójczych? Czy wreszcie mamy prawo zmuszać niepełnosprawnych do życia, skoro i tak niewiele im pomagamy? Takie mniej więcej myśli będą towarzyszyły czytelnikowi, który sięgnie po tę książkę. 
„Możesz żyć jak świnia w chlewie, możesz skazać na poniewierkę własne dzieci, tłuc codziennie żonę, oddać matkę do przytułku, możesz być pasożytem, hipokrytą, oszustem lub inną mendą społeczną, jednak nigdy nie wzbudzisz większego oburzenia niż wtedy, gdy zechcesz skrócić swoje cierpienia. Nic tu nie ma do rzeczy biblijne przykazanie, nie zabijaj, bo możesz wymordować tysiące osób pod warunkiem, że w słusznej sprawie. Będziesz wtedy chodził w glorii bohatera, a nawet świętego. Jeśli jednak zabijesz wyłącznie siebie, żeby bodaj o minutę wcześniej uwolnić się od bólu, zostaniesz przeklęty na wieki wieków za życia i po śmierci, a twoja rodzina będzie żyła z piętnem hańby”*. 
---
* Ewa Barańska, „Z kim płaczą gwiazdy”, Telbit, 2008, str. 182. 

12 komentarzy:

  1. Czytałam to wiele, wiele lat temu :) ale egzemplarz mam, więc może do niego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja pierwszy raz zetknęłam się z tą autorką, nawet nie wiedziałam, że istnieje ktoś taki jak Ewa Barańska. :)

      Usuń
  2. Mocny cytat. I chyba prawdziwy ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem bardzo prawdziwy. W tej książce są jeszcze inne ciekawe spostrzeżenia. Żałuję, że dopiero teraz po nią sięgnęłam. Miałam ją na półce, ale nie czytałam, bo zraziła mnie bardzo krytyczna recenzja zamieszczona na Biblionetce. Ta książka to nie arcydzieło, ale przeczytać można. :)
      I zapomniałam napisać wcześniej, że ma bardzo nietypowe zakończenie.

      Usuń
  3. Tematyka ciekawa, trudne wybory i nietypowe zakończenie zachęca mnie do sięgnięcia po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie nietypowe. Ujęło mnie. :)

      Usuń
  4. Ale wspaniała książka. Lubię takie trudne tematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka porusza wiele trudnych, ciekawych tematów, dlatego warto przymknąć oko na niedociągnięcia. Można powiedzieć, że ta książka jest pożyteczna, bo zwraca uwagę na nieszczęście osób takich jak Michał. :)

      Usuń
  5. Mnie osobiście nie podoba się to rozumowanie jakie autorka zawarła w cytacie. Argumenty w nim zawarte są dla mnie nie do przyjęcia.
    Jedyne co z tej książki wynika to to, żeby nie skakać na główkę.
    O tym by tego nie robić w miejscach niedozwolonych mówi się i pisze wciąż a ofiar tej brawury co roku jest sporo.
    A co do Weroniki. Miłość siedemnastolatków to raczej zauroczenie sobą, które przeważnie mija o młodzi się rozstają, gdyż są po prostu za młodzi na podejmowanie ważnych decyzji w takim wieku a decyzja o pozostaniu w związku z osobą o takim stopniu kalectwa wymaga uczucia głębokiego....po prostu prawdziwie wielkiej miłości. Więc trudno byłoby od niej wymagać podejmowania w tym wieku tak poważnych decyzji. W takiej sytuacji czasu potrzebują wszyscy w tym przede wszystkim dotknięty kalectwem, by móc jak tylko to jest możliwe pogodzić się z sytuacją. A w tej akurat sytuacji najważniejsi są najbliżsi i przyjaciele, bo to ich będzie potrzebował najbardziej. Chyba zbyt prostym rozwiązaniem byłaby tu jednak decyzja o samobójstwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrażenie swojego zdania. To prawda, wciąż się przestrzega przed skakaniem na główkę, jednak ludzie nie słuchają. Kara za tę głupotę może być straszna: paraliż, który w moim odczuciu jest najgorszym rodzajem kalectwa. Z książki wynika, by nie skakać na główkę oraz byśmy my, zdrowi, mieli więcej serca dla osób niepełnosprawnych. Gdybyśmy bardziej im pomagali i nie traktowali ich jak rzeczy, być może nie myśleliby o samobójstwie.

      Co do miłości... mówisz tak samo jak rodzice bohaterki tej książki. :) Ja uważam, że pierwsza miłość może być bardzo silna i trwała. Ale nie ma reguły.

      Nie mogę się zgodzić z tym, że dotknięty kalectwem najbardziej potrzebuje rodziny i przyjaciół. Dla zakochanego nikt nie jest tak ważny jak ukochana dziewczyna. Jeśli ona go opuści, inne osoby, nawet najbardziej życzliwe, nie zapełnią pustki. Nie pogodzi się ze swoją sytuacją, jeżeli dziewczyna go zostawi.

      Te sprawy są bardzo skomplikowane.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą, że pierwsza miłość może taka być jak piszesz...,i że najbardziej osoba, która ulegnie kalectwu oczekuje reakcji ukochanej osoby a jeszcze, gdy jest się tak młodziutkim. I to bywa z pewnością w większości powodem depresji doprowadzających jednostki mało psychicznie odporne do samobójstw. Gdyż z jednej strony nie chce się obciążać sobą a z drugiej oczekuje się deklaracji. To jest straszna sytuacja dla obydwojga.
      A w takich wypadkach czas leczy, jak to zresztą ze wszystkim bywa, bo z perspektywy czasu na wszystko patrzy się inaczej. I jednak można się przekonać, że warto żyć mimo tak potwornego kalectwa. Ale oczywiście do tego potrzebni są inni ludzie, którzy z poświęceniem będą pomagać.
      Ja nie czytałam książki...czy jej wydźwięk jest taki, że jednak powinien popełnić samobójstwo?

      Usuń
    3. Nie, nie, autorka nie sugeruje, że sparaliżowany chłopak powinien popełnić samobójstwo. Przekazuje tylko jego uczucia i myśli. A myśli są pełne rozpaczy, gdyż od wypadku minęło niewiele czasu. Wraz z upływem miesięcy chłopak może pogodzi się ze swoim losem, bo ma dobrych rodziców i rodzeństwo. Zresztą tetraplegik nie może sam popełnić samobójstwa, musiałby mu ktoś pomóc. A pomocnika trudno znaleźć, bo prawo polskie mówi: kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Pomocnik spotkałby się też z ogromnym potępieniem społecznym.

      Usuń