11.03.2016

„Swedenhielmowie” Hjalmar Bergman


Akcja „Swedenhielmów”, utworu dramatycznego o nieco szalonej, a zarazem sympatycznej rodzinie ze Sztokholmu, toczy się w ważnym dla niej dniu: oto ma się rozstrzygnąć, czy stary inżynier Swedenhielm otrzyma wreszcie Nagrodę Nobla. Wszelkie znaki wskazują na to, że jednak nie, ale jego dorosłe już dzieci nie tracą nadziei. Znajdują się na skraju bankructwa i pieniądze oraz sława bardzo by im się przydały. Nie przeczuwają, że nim nadejdzie wieczór, ich ojciec będzie miał większe zmartwienia niż czekanie na werdykt Komitetu Noblowskiego...

Każda postać z utworu Hjalmara Bergmana jest wyrazista i ciekawa, ale na szczególną uwagę zasługują trzy: Marta, czyli szwagierka inżyniera, dziennikarz Pedersen oraz lichwiarz. Ta pierwsza od wielu lat zajmuje się domem i zaspokajaniem wygórowanych potrzeb Swedenhielmów. Jest zgryźliwa, prostacka i na pozór mało interesująca, ale i ona ma swoje tajemnice. Pedersen wnosi do sztuki wiele komizmu. Przybywa, by przeprowadzić wywiad z wynalazcą, ale szybko okazuje się, że nie ma żadnych predyspozycji do zawodu dziennikarza, za swoje powołanie życiowe uważa pisarstwo. A lichwiarz Ericksson w dzieciństwie przyjaźnił się ze starym Swedenhielmanem, ale dopuścił się malwersacji, trafił do więzienia i znajomość się urwała. Dlaczego pojawił się w domu geniusza akurat tego dnia, kiedy ma się rozstrzygnąć sprawa nagrody? O co tak naprawdę mu chodzi?

Trudno jest napisać dobrą komedię, ale Bergmanowi to się udało. Zresztą nie tylko ja tak uważam, bo i krytycy bardzo cenią „Swedenhielmów”, a Bergmana uznają za największego po Auguście Strindbergu dramatopisarza szwedzkiego. Zaskakujące zakończenie, ciekawe dialogi, wyraziste postaci, mnóstwo sytuacji humorystycznych i kilka pełnych grozy, kiedy to czytelnikowi może się wydawać, że spokój rodziny stoi pod znakiem zapytania, sprawiają, że „Swedenhielmów” bardzo dobrze się czyta. Autor odtwarza emocje związane z oczekiwaniem na decyzję o nagrodzie, pokazuje, jak mieszka się pod jednym dachem z geniuszami i co jest dla nich najważniejsze: honor, o którym tak dużo mówią, czy też zaszczyty i pieniądze?

Świetna książka, polecam. 

---
Hjalmar Bergman, „Swedenhielmowie” (oryg. „Swedenhielms”), przeł. Paweł Pollak, Fundacja Szwedzka, Wrocław, 2003. 

22 komentarze:

  1. Dla mnie miejsce dramatów jest na scenie, bo tam mogą ukazać się w pełnej krasie - założę się jednak, że pewnie istnieje jakaś inscenizacja! Trochę żałuje, że to jednak nie powieść, bo faktycznie jej treść brzmi kusząco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet lubię, bo szybko się czyta, akcja zwykle jest bardzo zajmująca, a postacie barwne. Lubię wszystko oprócz tak zwanej literatury kobiecej i kryminałów.
      Nie mam pojęcia, czy istnieje polska inscenizacja. Wiem tylko, że na podstawie tej sztuki nakręcono film z Ingrid Bergmam w roli narzeczonej jednego z synów wynalazcy. Film jest stary, z roku 1935.

      Usuń
  2. Ach, dawno już nie czytałem porządnej komedii, dlatego z chęcią rozejrzę się za tą pozycją.

    P.S. Widzę, że cały czas sięgasz po pozycje tłumaczone przez pana P. Pollaka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj śmiało, to bardzo dobra książka.
      Istotnie. Ale już większość przekładów tego pana przeczytałam, niedużo mi zostało, bo po kryminały nie będę sięgać, nudzą mnie one. Muszę przyznać, że przekłady ma świetne, takie z najwyższej półki. Napisał na swoim blogu, że tłumaczy tylko te książki, które uważa za wartościowe. Oby wszyscy tłumacze tak się zachowywali, byłoby więcej dobrej literatury, a mniej chłamu :-)
      Do tej pory tylko jedna z przełożonych przez niego książek mi się nie podobała, „Za krawędzią nocy” Cariny Rydberg. Według mnie Rydberg przedstawia jakiś spaczony świat, wytwór chorej wyobraźni. Może to i dobra książka, ale ja nie umiem się na niej poznać, nie jest w moim guście.

      Usuń
    2. Ha, dobrze by było, gdyby do tej zasady stosowali się także wydawcy - świat byłby wtedy o wiele piękniejszy :)

      Usuń
    3. No i czytelnicy też powinni się do tej zasady stosować, czyli ignorować gnioty, a kupować dobrą literaturę :-)
      Ze szwedzkich książek próbowałam ostatnio czytać „Księgarnię spełnionych marzeń” Katariny Bivald (przeł. Ewa Chmielewska-Tomczak) i niestety, poddałam się po trzydziestu kartkach. Książka beznadziejna, infantylna i źle napisana, nie pojmuję, po co takie coś tłumaczyć i wydawać.

      Usuń
    4. Tylko skąd wiedzieć, czy to dobra literatura czy jednak chłam, dopóki się samemu nie sprawdzi? Trudno wybrać, kiedy wokół każdy się zachwyca wszystkim co przeczyta. Coraz mniej wiarygodne opinie wokół, a i gusta przecież rozbieżne. Może czytelnicy stali się mniej wybredni i wolą wybierać prostsze książki, a może autorzy chętniej piszą łatwiejsze w odbiorze lektury, pełne banalności i przewidywalności, bo takie jest zapotrzebowanie. Nie wiem, trudno mi się odnaleźć, trudno coś wybrać. A czasem trudno się nie zachwycić czymś banalnym. I nie wiadomo jakie książki wybierać, kiedy tyle ich kusi i obiecuje rozrywkę wysokich lotów. Chociaż z tym lataniem bywa różnie :) W każdym razie książka, o której piszesz, nie zaciekawiła mnie, bo nie przepadam za taka formą. Przynajmniej na razie :)
      Swoją drogą ostatnio pewien przesympatyczny człowiek, który związany jest z fantastyką, pisał o podobnych rozważaniach. Że nie ma już co czytać, nie ma co polecać, nie ma nad czym myśleć, bo coraz więcej i więcej chłamu, i jeszcze trochę i przyjdzie czas przerzucić się na książki historyczne albo podróżnicze, a fantastyka upadnie z hukiem.

      Usuń
    5. Trafne pytania. Skąd wiedzieć, czy książka jest dobra, dopóki się tego nie sprawdzi? I komu zaufać, skoro tyle osób pisze recenzje? Ja nie zaglądam na blogi osób, które tylko chwalą, bo albo te osoby przymykają oko na wady książki, albo tych wad nie dostrzegają. Tak czy siak, ich blogi są dla mnie nieprzydatne. Też lubię banalne, proste książki, ale niech będą ładnie napisane, z pomysłem :)

      Usuń
  3. Tak, jak blannche, nie lubię czytać dramatów i rzadko do nich zaglądam. A film z Ingrid Bergman z przyjemnością bym obejrzała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski tytuł filmu to „Rodzina Swedenhielmów”. Reż. Gustaf Molander. Ingrid Bergman była wtedy młodziutka, miała zaledwie 20 lat :)

      Usuń
  4. Interesujące :) Moja znajomość skandynawskiej dramaturgii sprowadza się do Ibsena, chętnie poszerzę horyzonty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swedenhielmowie są ciekawą rodzinką :)
      Ze skandynawskich dramaturgów właśnie Ibsen jest najbardziej promowany, nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o „Dzikiej kaczce” czy „Domu lalki”. Ja jeszcze mam w planach „Sceny z życia małżeńskiego” Ingmara Bergmana. Jedna osoba, której gust cenię, niedawno mi je poleciła.

      Usuń
  5. Znam niemal wszystkie sztuki, przełożone na polski. Lecz tą przegapiłam! Teatr jest moją pasją. Każdego sezonu przygotowujemy z moja grupką spektakl wystawiany narazie w szkole ale kto wie kto wie czy nie podbijemy świata? Sztuka z opisu mnie ogromnie zaciekawiła o ile recenzja wiernie oddaje treść? Pomyślałam o wystawieniu jej z moimi licealistami chciałabym tylko wiedzieć czy nie ma w niej scen rozbieranych, wyuzdanych, wulgarnych bo takich bym się nie podjęła? Oglądając nas potem babcie aktorów i rodzice należy rozważyć wcześniej czy nie naruszamy prawideł moralności. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W „Swedenhielmach” nie ma scen rozbieranych, wulgarnych ani niczego, co mogłoby gorszyć normalnego człowieka. W pewnym momencie młody Bo Swedenhielm całuje swoją narzeczoną w rękę, nogę i usta. Jeżeli obawiasz się, że jakaś pruderyjna babcia mogłaby się tym zaniepokoić, można by przecież zrezygnować z pokazywania pocałunków. W żaden sposób nie zaszkodziłoby to sztuce :)
      Starałam się przedstawić tematykę wiernie, nie zdradzając oczywiście zakończenia, a czy mi się to udało, nie mnie oceniać. Ocenić mógłby ktoś, kto zna treść.

      Usuń
  6. Komedia? Chcę komedii, chcę odmiany. Sprawdzę, czy moja biblioteka ją ma w swoich zbiorach.I zrobię to zaraz, bo przy mojej niepamięci mogłabym za chwilę zapomnieć:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Szkoda... Biblioteki są zwykle źle zaopatrzone w utwory dramatyczne.

      Usuń
  8. Przeczytałam "Swedenhielmów" jakiś czas temu i w końcu się zebrałam, żeby napisać kilka zdań.
    Książka bardzo mi się podobała. Ostatnio i skandynawska literatura mnie kręci i lubię takie książki "na raz". Grube tomy to nie dla mnie (obecnie, nie przekreślam ich na zawsze).
    Nie wiem dlaczego, ale ciągle dziwi mnie, że ludzie kiedyś mieli poczucie humoru. Może dlatego, że wszyscy dawniej na zdjęciach wyglądali tak poważnie, ale z przyjemnością przekonałam się, że bohaterowie Swedenhielmów mają całkiem rozwinięte poczucie humoru. Naprawdę nie wiem ilu współczesnych pisarzy potrafiłoby napisać swoim bohaterom takie kwestie.

    Wcześniej przeczytałam też "Młodość Martina Bircka". Do kunsztu literackiego nie mam się o co przyczepić, ale jednak historia była dla mnie trochę zbyt przygnębiająca. Do Soderberga jeszcze wrócę, ale muszę odpocząć od tego smutku.

    To tyle. Wpadłam tylko na chwilę, żeby napisać, że twoje rekomendacje okazują się trafione!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :)

      Dzisiejszy humor często jest prymitywny. Podczas oglądania filmów ludzie śmieją się z byle czego, na przykład z tego, że ktoś kogoś oblał zupą. A w „Swedenhielmanach” mamy humor na bardzo wysokim poziomie. Mnie najbardziej rozbawił pisarz. Jejku, jak on zabawnie się wyrażał, w jak karykaturalny sposób przeprowadzał wywiad. Coś wspaniałego :)

      Chętnie przeczytałabym i inne utwory Bergmana, ale na polski oprócz tej komedii przełożono tylko nowelę pt. „Czy może mnie pan wyleczyć, doktorze?”. Znajduje się ona w antologii nowel szwedzkich „Losy ludzkie”. Jest w niej też opowiadanie „Krowy duszpasterza” Söderberga, więc będę chciała tę analogię przeczytać.

      Usuń
    2. A co do „Martina”, to tak, jest on bardzo smutny. Ale „Niebłahe igraszki” odebrałam jako jeszcze smutniejsze. Ja akurat lubuję się w smutnych książkach, u mnie co druga jest smutna.

      Usuń
    3. Ja też mało czytam książek, które by można nazwać wesołymi, ale "Młodość ..." jakoś szczególnie mnie dotknęła. Chyba poruszyła jakieś czułe struny.

      A tak z innej beczki, to właśnie dowiedziałam się, że wczoraj zmarł Lars Gustafsson. A w marcu przyznano mu nagrodę Herberta, którą miał odebrać w maju w dniu swoich osiemdziesiątych urodzin. Wielka szkoda.

      Usuń
    4. Ależ smutna wiadomość... Nie wiedziałam o tym. W Biblionetce, do której niemal codziennie zaglądam, jest tylko informacja o śmierci Kertesza.

      Usuń