09.07.2015

Czy Paweł Pollak, z pasją krytykujący grafomanów, sam nie jest grafomanem? Kilka uwag po przeczytaniu „Kanalii”



Nie przepadam za kryminałami, a po „Kanalię” sięgnęłam tylko dlatego, że miałam ją w domu i chciałam zobaczyć, co tam wymyślił Paweł Pollak, pisarz, a zarazem bloger znany z bezlitosnego krytykowania grafomanów i blogerów, którzy mu czymś podpadli ;-)

Książka opowiada o śledztwie w sprawie trzech ofiar. Policjanci nazywają się Senik, Markowski i Lepka. Senik ugania się za kobietami. Markowski to odrażający brudas, który bije przesłuchiwanych i ciągle przeklina. A Lepka jest obowiązkowy, grzeczny i nieporadny. Jak na dwudziestopięciolatka, wielki z niego naiwniaczek: nigdy nie był w sądzie, nie wie, że zeznaje się na stojąco i że w USC trzeba zapłacić na odpisy aktów. Powinien zatrudnić się nie w policji, tylko jako bibliotekarz, tym bardziej że ciągle coś czyta – nawet podczas śledztwa.

Autorowi udało się pokazać, jak łatwo jest zniszczyć wrażliwego człowieka, jak trudno żyć bez miłości, jak boli odrzucenie i że nienawiść ogromnie pustoszy psychikę ofiary. Na pochwałę zasługują partie z dialogami i zabawne scenki (szklanka w prosektorium, Markowski w samolocie), myślę więc, że Paweł Pollak, zamiast narzekać na brudzące pieski, powinien częściej okazywać swoje poczucie humoru. Ale nie wiem – i tu taki łagodny wyrzut do autora – czy powinnam wierzyć we wszystko, co przeczytałam. Bo dlaczego polscy policjanci prowadzili śledztwo na terenie Niemiec? Dlaczego sąsiedzi z bloku nie słyszeli krzyków torturowanej Paczkowskiej? I co to znaczy, że pewien więzień zjadł metalową puszkę? Jeżeliby naprawdę zjadł puszkę, powinien mieć pokaleczony przewód pokarmowy, a o tym w książce nie wspomniano. Dobrze by było, gdyby Paweł Pollak zawsze dbał o realizm. A on, podejrzewam, od czasu do czasu tak sobie myśli: „Napiszę coś nieprawdopodobnego, bo czytelnik się nie zna i tego nie zauważy”.

„Kanalia” nie jest typowym kryminałem. Owszem, znajdują się w niej opisy tropienia przestępcy, ale są też elementy jakby przeniesione z powieści psychologicznej, a i wątek miłosny zajmuje o wiele więcej miejsca, niż bywa to w kryminałach. Autor wyszedł daleko poza ramy gatunku – i mnie to się podobało. Opisy działań policjantów przeplatają się z fragmentami wyznań jakiegoś mężczyzny, który bez końca biadoli i winą za całe zło świata obciąża kobietę. Rozumiem, że się zakochał, ale ile czasu można być zakochanym? Miesiąc, rok – w końcu trzeba otrzeźwieć i pogodzić się z faktem, że druga strona nie odwzajemnia miłości. Postać tego nieszczęśnika wywoływała we mnie sprzeczne i gwałtowne uczucia, od litości po wstręt, czyli – jest udana i wiarygodna. I jako osoba, która przy ocenianiu książek kieruje się uczciwością, a nie swoimi sympatiami lub antypatiami do pisarzy, z czystym sumieniem mogę tę „Kanalię” polecić. Dobra to powieść, z logiczną zagadką kryminalną, sprawnie napisana i intrygująca. Najciekawsza jest końcówka, bardzo poruszająca i tak mocno nasycona emocjami, że musiałam zrobić przerwę podczas czytania, żeby się nie rozpłakać z żalu nad pewną osobą :-)

No i jest czy nie jest grafomanem ten Paweł Pollak? Czy ma szansę na zdobycie sławy jako pisarz, a nie tylko jako tłumacz i bloger tworzący prowokacyjne, kąśliwe wpisy o ludziach związanych z książkami? Cóż, grafomanem z pewnością nie jest, pisać umie i ma duży talent literacki (tylko złośliwa osoba może twierdzić inaczej). Widać też, że nie jest leniwy, bo dopracowuje szczegóły, dba o poprawność języka, wymyśla ciekawe historie i do tego dobrze sobie radzi z psychologią postaci. Ale odniosłam wrażenie, że nie potrafi lub nie chce się reklamować i zdobywać sympatii czytelników. Czasem nawet zachowuje się tak, jakby pragnął czytelników i blogerów do siebie zrazić. Zaiste, osobliwa strategia. Jej skutkiem może być to, że słabszy pisarz (na przykład Aleksander Sowa) otrzyma lepsze recenzje i oceny w serwisach książkowych niż on, pisarz zdolniejszy. Nie moja to jednak sprawa. Podobno dobre książki z czasem same się wybronią, zobaczymy więc, co przyszłość przyniesie.

Moja ocena: 5/6.

---
Paweł Pollak, „Kanalia”, Oficynka, 2013.

29 komentarzy:

  1. Jak wiesz, jestem po lekturze innego kryminału Pollaka - "Gdzie mól i rdza", mającego swoje zalety i wady (pisałem o tym więc nie widzę potrzeby ponownego odgrzewania kotletów), w sumie przeciętnej książki ale w której widać, że mimo założeń realizmu (?) ten realizm chwilami szwankuje, podobnie jak, z tego co piszesz, w "Kanalii". W każdym razie jeśli chodzi o grafomanię, to mimo kiczowatej okładki (pierwsze wydanie miało ją o niebo lepszą), moim zdaniem, proza Pollaka jest poza wszelkimi podejrzeniami :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. I w kwestii łuku i kuszy nie doszliście, panowie, do porozumienia, każdy z Was się upiera przy swojej racji :-)
      Być może Paweł Pollak wcale nie chce, by jego książki były w pełni realistyczne. A i chyba nie trzeba za dużo wymagać od kryminałów. Ja po prostu mam alergię na elementy fikcyjnie nieprawdopodobne i jeśli takowe w książce znajdę, zawsze na nie narzekam i obniżam ocenę. "Kanalia" otrzymałaby ode mnie ocenę najwyższą, gdyby nie te epizody z puszką i śledztwem prowadzonym w Niemczech.
      No właśnie widziałam gdzieś wpisy, że Pollak jest grafomanem i że sam nie umie pisać, a innych poucza. To chyba ci rozżaleni, skrytykowani grafomani tak z zemsty piszą. A ja tam uważam, że skoro umie pisać, ma prawo krytykować grafomanów :-)

      Usuń
    2. Och, żeby to tylko to było :-) Faktycznie, być może 100% realizm nie jest intencją Autora, choć po alergicznej reakcji na niektóre tylko niespójności, mam co do tego wątpliwości :-)
      Zdaje się, że odnajduje się w ogniu krytyki, bo ciężko znaleźć na jego blogu posty, w których wypowiada się pozytywnie :-)

      Usuń
    3. Widocznie uważa, że to nie były niespójności, tylko że recenzent coś sobie wymyślił albo źle zrozumiał. I w przypadku niewidomego, przyznaję to ze wstydem, miał rację. A jeśli uważa, że recenzent napisał prawdę, to przecież się nie czepia :-)

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że Paweł Pollak kiedyś pisał, że pisarz ma prawo tworzenia rzeczywistości powieściowej, co oznacza, że nie musi się trzymać rzeczywistości - chodziło tam o kompetencje policjantów, nomenklaturę, o ile się nie mylę. Podziwiam, że zdecydowałaś się na recenzję jego książki, po ostatniej słownej potyczce. No i wspaniale, że powróciłaś na bloga! Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Na pewno nie pomyliłam faktów z powieści, więc myślę, że tym razem słownej potyczki nie będzie :-)
      Czyżby Paweł Pollak uważał, że pisarz ma prawo nie przedstawiać wiernie tła obyczajowego? Trochę szkoda, bo niektórzy czytelnicy mogliby poczuć się zlekceważeni i wytykać te nierealistyczne szczegóły jako błędy. Mogliby też uważać, że pisarz jest leniwy, niesolidny, pozbawiony ambicji i że nie zebrał dobrze materiału. Pisarz powinien pisać tak, by czytelnik mógł nie tylko dobrze spędzać czas przy czytaniu książki, ale też się czegoś przy okazji dowiedzieć - takie jest moje zdanie.
      Dziękuję za pozdrowienia i pozdrawiam również :)

      Usuń
    6. Nie jestem pewna, czy dobrze zapamiętałam jego argumentację, musiałabym poszukać, ale może sam tu zajrzy i nam to wyjaśni :)

      Usuń
    7. Właśnie! Przecież lubi dyskutować i polemizować, niech więc wyjaśni, jakie ma poglądy na temat rzeczywistości powieściowej i o co chodzi z tą metalową puszką, którą zjadł więzień. Bardzo mnie to ciekawi :)
      Może tym razem dyskusja będzie przebiegać w milszej atmosferze niż ostatnio :)

      Usuń
  2. Jak wiesz, współczesnych polskich książek raczej nie czytam. Tę wysoko oceniłaś, kryminały od czasu do czasu czytam, w mojej bibliotece jest, więc może się skuszę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, bo książka dobra i jest czymś więcej niż tylko kryminałem :-)
      Jeślibyś się skusiła, to wybieraj wydanie nowsze, bo w starym (takie z czarnymi okładkami) jest mnóstwo literówek i błędów. Ja jeszcze przeczytam "Gdzie mól i rdza" tego autora, ale to dopiero gdzieś za rok, gdyż znam już zakończenie.

      Usuń
    2. Wróciłam z biblioteki i mam "Kanalię". Niestety wydanie Jacka Santorskiego - 2006, czarna okładka. Może przebrnę :-)
      Jest druga w kolejce do czytania :)

      Usuń
    3. Czyli zachęciłam Cię :-)
      To koniecznie podziel się wrażeniami! Ja podczas czytania czułam się bardzo zaskoczona: przecież nie lubię kryminałów, a ten pochłonęłam. Najlepsza wydała mi się druga połowa.
      Jeśli chodzi o wydanie "Kanalii" w czarnej okładce, trzeba po prostu nie zwracać uwagi na brak przecinków i pamiętać, że nie są one winą autora, tylko wydawnictwa.

      Usuń
    4. Książka musiała trochę dłużej czekać, ale już ją przeczytałam. Bardzo mnie wciągnęła i przyznaję, że rozwiązanie zagadki całkiem mnie zaskoczyło.
      Autor zaintrygował mnie do tego stopnie, że przeczytam jeszcze "Niespokojnych" (są w mojej bibliotece).
      Dziękuję Ci za polecenie tej książki, jak zwykle nie zawiodłam się na Tobie :-)

      Usuń
    5. Ale Ty, Bogno, też polecaj mi książki :-)
      Tak, rozwiązanie zagadki jest zaskakujące. Akcja pod koniec zwalnia, ale przez to wcale nie robi się spokojnie czy nudno, wprost przeciwnie, to właśnie zakończenie jest najciekawsze. A jeszcze zapomniałam napisać, że daję autorowi plusa za tę scenę w antykwariacie, kiedy to Lepka bierze do ręki jedną z książek, zaczyna czytać i zapomina o śledztwie. Ta scena jest tak napisana, że poczułam się zachęcona do poszukania owej książki. I już ją przeczytałam (bardzo ciekawa, godna polecenia), ale nie pisałam jeszcze o niej. Są takie upały, nie chce mi się na razie pisać recenzji ani zaglądać na blogi, nic mi się nie chce. Chyba odłożę to do września.
      PS. Nie "Niespokojni", tylko "Niepełni" :-)

      Usuń
    6. Tak, tak... chyba z tego upału przekręciłam tytuł :-)

      Usuń
  3. Faktycznie, nazwisko tego pana kojarzyło mi się dotychczas z niewybrednymi komentarzami pod adresem autorów, którzy wydawali książki własnym sumptem. Trochę to dziwne, że człowiek z talentem marnuje czas na takie rzeczy - wielu desperatów wyłuskujących ostatnie grosze na swoje wypociny nie jest nawet pisarzami, a Pollak poprzez swoje zjadliwe recenzje zapewnia im szersze zainteresowanie.

    Prezentowana powieść mocno mnie zaciekawiła. Uwielbiam dzieła, które wykraczają poza ramy gatunku, do których się je przypisuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak to jest, że w blogosferze kojarzony jest bardziej jako straszny krytyk niż dobry pisarz? A pisarzem jest dobrym, muszę to uczciwie przyznać.
      Zapewnia grafomanom zainteresowanie, to prawda, poza tym całkowicie za darmo wskazuje słabe punkty w "dziełach" :-)
      I gdyby mieli w głowach trochę rozumu, mogliby skorzystać z tej krytyki (czyli poprawić błędy) i hm, sławy. A dlaczego nie poprawiają swoich książek? Tego nie rozumiem. Widocznie grafomani nie są zdolni do nauki, oni tylko piszą, piszą i nic więcej.

      Usuń
  4. Kryminały czytam rzadko, ale skoro nie jest to typowy kryminał, a do tego nie czytałam nic tego autora, to skłania mnie do sięgnięcia po lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, bardzo nietypowy. Nietypowy ze względu na ukazanie psychiki mordercy, rozbudowany wątek miłosny, a także ze względu na czas akcji :-)

      Usuń
  5. Nie lubię kryminałów - z reguły - i na swoim koncie mam tylko kilka, ale ten wątek psychologiczny, jak również miłosny, zainteresowały mnie. Oficynka... Gdzieś czytałam, że to wydawnictwo publikuje debiuty.
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Oficynce właściwie nic nie wiem, nie czytałam wiele książek przez nią wydanych. A o miłości autor pisze w sposób bardzo interesujący, z tym że nie jest to szczęśliwa miłość :)

      Usuń
  6. Autorowi blogerzy podpadli?:) A to niewdzięcznik. Mimo to książkę z checią bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zauważyłam, że niektórzy autorzy wkładają mnóstwo pracy w promocję swoich dzieł. Z taką postawą, o jakiej piszesz, jeszcze się nie spotkałam. :)
    Książkę chętnie poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kanalię" polecam. Sięgając po nią, nie spodziewałam się, że to taka dobra książka :)
      A zachowanie tego pisarza jest bardzo zagadkowe. W dodatku ma on chorą psychicznie wielbicielkę, która w komentarzach zdradza zakończenia jego książek.

      Usuń
  8. Pawła Pollaka znam tylko z jego wpisów na blogu i w przeciwieństwie do dużej liczby blogerów zazwyczaj przyznaję mu rację. Pollak nie uderza we wszystkich selfpublisherów, tylko w tych wybitnie złych (inną sprawą jest to, że wśód osób płacących za wydanie swoich książek jest podejrzanie dużo grafomanów...). Jego krytyka jest dobrze uargumentowana i celna, choć, piszę to bez kurtuazji, bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że całkiem niedawno zaatakował Ciebie. Niestety nie czytałam jeszcze żadnej z jego książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie wpisy na jego blogu są ciekawe oprócz jednego, który powinien zostać skasowany :D
      Też uważam, że ma dużo racji w swoich krytykach. Istnieje mnóstwo blogów, na których chwalone są gnioty, a jego blog jest całkowicie odmienny, tyle że hulają na nim hejterzy, którzy niewybrednym słownictwem atakują i autora bloga, i gości.
      Mnie dostało się za to, że źle zrozumiałam niektóre rzeczy z "Niepełnych" i napisałam w recenzji, że czasami zapominał o ślepocie bohatera, a tak naprawdę wątek tego niewidomego był poprowadzony perfekcyjnie, co stwierdziłam przy powtórnym czytaniu. Nic więc dziwnego, że poczuł się urażony... Ja to rozumiem i nie mam żalu. Wszystko już z panem Pawłem wyjaśniliśmy, przeprosiłam go i napisał, że się nie gniewa. Głupio mi jest z powodu tego przekręcenia, ale cóż zrobić, błąd jest rzeczą ludzką i każdemu może się zdarzyć. Będę teraz uważała. W dodatku sama nie lubię, gdy inni blogerzy wymyślają w recenzjach. Tyle że inni mają więcej szczęścia niż ja i nie trafiają na tak bezlitosnego krytyka :)

      Usuń
    2. O koczowniczko nie wiedziałam, że aż tak pozytywnie załatwiliście z panem Pawłem tę srpawę. Cieszę się, że udało się wam dojść do konsensusu.

      Usuń
    3. Tak, Anno, wyjaśniliśmy sprawę :-) Autor napisał na swoim blogu, że poczuł się zaatakowany przez blogerów i dlatego tak gwałtownie zareagował. Ja z kolei nie uważam, bym go zaatakowała, po prostu nie zrozumiałam dobrze książki. A kiedy przeczytałam ją drugi raz (to żaden problem, bo lubię wracać do książek), uczciwie musiałam przyznać, że niewidomy został przedstawiony bardzo prawdziwie i bezbłędnie. Pan Paweł nie zgrywał urażonego autora i przyjął wyjaśnienia.

      Usuń