08.10.2012

„Zapiski ze zwierzyńca” Durrell Gerald

Ach, ten Durrell! Przy jego pełnych humoru i entuzjazmu książkach o zwierzętach spędziłam wiele godzin dzieciństwa. Piękne to były godziny. Dowiadywałam się o zwyczajach zwierząt i o tym, że istnieją ludzie, którzy potrafili urzeczywistnić swoje marzenia z dzieciństwa, nawet te tak na pozór nierealne jak założenie własnego zoo.

W „Zapiskach ze zwierzyńca” Durrell opowiada o swojej wczesnej młodości i o tym, jak udało mu się znaleźć pracę w wielkim, nowoczesnym zoo w Whipsnade. Po raz pierwszy zetknął się wówczas z tak egzotycznymi zwierzętami jak lwy, tygrysy, wielbłądy, niedźwiedzie. Opiekował się nimi, sprzątał wybiegi, karmił, poznawał ich zwyczaje, a w międzyczasie czytywał książki dawnych przyrodników i konfrontował wiedzę z tych książek z własnymi obserwacjami.

Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” pisał kiedyś tak: Jedyny lew spośród wszystkich dzikich bestii jest łagodny dla tych, którzy oddadzą mu należny hołd i nie tknie ich, póki są mu posłuszni, a oszczędzi też każde stworzenie, które przyjdzie do niego pogrążone w rozpaczy.

Lew oszczędzi stworzenie pogrążone w rozpaczy?! Już po pierwszym dniu pracy Durrell doszedł do wniosku, że to pogląd bardzo nieprawdziwy i że lwa w ogóle nie obchodzi, kto jest w rozpaczy, a kto nie. Książkom starych przyrodników nie zawsze warto ufać.

Dopóki nie zacząłem pracować w Whipsnade, nie zdawałem sobie sprawy, jak znikomą wiedzę na temat zwierząt i ich życia posiadają ludzie. Za to my, pracownicy, musieliśmy znać odpowiedź na wszystkie, najdziwniejsze nawet pytania. Czy tygrysy rodzą się z pręgami? Czy pogryzłyby nas, gdybyśmy weszli do nich do klatki? Dlaczego tygrys ma pręgi, a lew nie? Czemu lew ma grzywę, a tygrys nie? (...) Wielu zwiedzających, z którymi wdawałem się w rozmowy, zaskakiwał, a nawet rozczarowywał fakt, że nie żyjemy w napięciu, każdego dnia narażeni na śmierć w pazurach lwa czy niedźwiedzia. Nie mogłem się pochwalić straszliwymi bliznami, co czyniło mnie w ich oczach mało wiarygodnym, wręcz szarlatanem* – wspomina autor.

Durrell pisze nie tylko o miłych, zabawnych wydarzeniach. Opowiada na przykład o członkach japońskiego plemienia Ajnów, którzy co roku obchodzili festyn niedźwiedzia. Łapali małego misia, rozpieszczali go, tuczyli, a potem zamykali w klatce na kilka lat. W dniu festynu związywali zwierzę, wyprowadzali z klatki, strzelali w niego strzałami o tępych ostrzach, a potem związywali mu pysk i dusili. I kto powie, że ten sam niedźwiedź, przebywając w zoo, nie miałby milszego życia?

Czy zwierzętom lepiej jest w nowoczesnym zoo, czy na wolności? W przeciwieństwie do wielu przyrodników Durrell uważał, że jednak lepiej w zoo, bo mają pod dostatkiem pożywienia, opiekę weterynaryjną i bezpieczeństwo. Ludzie, którzy uważają, że zwierzęta są niezadowolone, niech pomyślą o tysiącach robotników i urzędników, zmuszanych przez warunki życiowe do wielogodzinnej pracy. Kto jest bardziej niewolony - dzikie zwierzęta czy ci nieszczęśni biedni ludzie?

Zwierzętami w Whipsnade Durrell opiekował się przez rok, potem postanowił odejść i zorganizować własną ekspedycję.

---
* Durrell Gerard, „Zapiski ze zwierzyńca”, przeł. Fabianowska Maria, Prószyński i S-ka, 1996, str. 163.

13 komentarzy:

  1. Jestem zagorzałą wielbicielką Durrella. A szczególnie jesgo książek o swoim dziecińswie i rodzinie. Też bym chciała mieszkać na Korfu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto by nie chciał? :)
      O Korfu pisał chyba w książkach "Moja rodzina i inne zwierzęta" oraz "Moje ptaki, zwierzaki i krewni". Muszę je sobie odświeżyć, bo niewiele pamiętam.

      Usuń
    2. Tak, dokładnie w tych książkach. To moje ulubione :)

      Usuń
  2. Ja Durella czytałam tylko Moja rodzina i inne zwierzęta i bardzo mi się ksiażka podobała. Zapomniałam zupełnie o tym pisarzu, dziękuję, ze mi przypomnialaś, musze pogrzebać w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ proszę :) Do "Zapisków ze zwierzyńca" wróciłam dzięki Sardegnie i jej wyzwaniu.
      Co ciekawe, ta książka dobrze wytrzymała próbę czasu i można ją podsunąć współczesnym kilkunastolatkom. Mam zamiar kupić kilka powieści Durrella. Liczę na to, że moje dzieciaki zechcą je w przyszłości przeczytać.
      W mojej rodzinie wszyscy lubią zwierzęta, ale ponieważ mamy alergię na sierść kotów i psów, trzymamy tylko chomika :)

      Usuń
  3. Uwielbiam tego autora, zwłaszcza jego książki o rodzinie. Ale Zapiski ze zwierzyńca też czytałam, najbardziej zapadł mi w pamięć fragment o tygrysach i ich szorstkim języku. - nie przypuszczałam, że liźnięcie przez tygrysa może skończyć się rozległymi ranami... (co innego pazury, zęby, ale język?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłam czytając fragment o tygrysim języku :) Z książek Durrella można dowiedzieć się o wielu takich szczegółach.

      Usuń
  4. Ale miło :) Fajnie czasem wrócić do czasów dzieciństwa :) Dzięki za link

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest wrócić do książek kochanych w dzieciństwie, szkoda tylko, że nie wszystkie wytrzymują próbę czasu :)

      Usuń
  5. "Kto jest bardziej niewolony - dzikie zwierzęta czy ci nieszczęśni biedni ludzie?"

    Nie do końca zgadzam się z tym punktem widzenia. W końcu człowiek sam pakuje się w cywilizacyjną klatkę, próbując grać w reguły, które ustaliła ludzkość: kariera, sukces, pieniądze. Dzisiaj niestety te rzeczy są wyznacznikiem "udanego" życia, ale przecież nikt nie każe nam brnąć w tym kierunku. Wiem, że to brzmi trochę nienaturalnie i sztucznie, ale przecież możemy zwolnić i odciąć się od tego wyścigu szczurów - zdarzają się przecież ludzie, którzy świadomie odsuwają się od społeczeństwa, skupiając się na rozwoju własnej osobowości, duchowości, etc.

    A wracając do rozpoczętej wypowiedzi, zwierzęta raczej nie spędzają w klatce życia dobrowolnie. Ktoś po prostu podjął za nie decyzję, nie pozostawiając im prawa wyboru (chociaż w tym miejscu rodzi się pytanie, jak taki wybór miałby właściwie wyglądać?). W ogóle budzi się tu temat na długą i ciekawą dyskusję dotyczącą relacji człowiek-zwierzę. Dlaczego uważamy się za lepszych, dajemy sobie prawo do dominacji, decydowania o losach innych zwierząt, etc.

    Krótko reasumując, książka wydaje się bardzo ciekawa. Szczególnie dlatego, że pana Durrella Geralda nie mogę jakoś w ogóle skojarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale niektórzy siedzą przez wiele godzin w urzędzie dla pieniędzy i kariery, inni po to, by zarobić na chleb i buciki dla dzieci, bo przecież nie dla wszystkich ludzi dostępna jest dobrze płatna praca. Niektórzy nie mają wyboru :)

      Durrell był przeciwny trzymaniu zwierząt w klatkach, jemu chodziło o nowoczesne zoo, zajmujące ogromny teren, w którym zwierzęta nie siedzą w klatkach, lecz poruszają się na otwartych przestrzeniach. Ogrody zoologiczne są bardzo różne. Są takie, w których zwierzęta głodują i są zaczepiane przez natrętnych odwiedzających (sama byłam kiedyś świadkiem, jak chuligani rzucali w sowę kasztanami i sowa nie miała gdzie się schować), są wielkie i nowoczesne.

      Na wolności dobrze jest tygrysowi, ale królikowi i foce? Chyba raczej nie. Zwierzęta te nie mogą ani przez chwilę odpoczywać w spokoju, bez końca są narażone na ataki drapieżników, przez cały czas żyją w stresie i lęku. U niektórych gatunków zwierząt w ciągu pierwszych sześciu miesięcy życia ginie aż 50 % potomstwa. Foka jest łapana przez myśliwych i na żywca zdziera się z niej futro. Więc myślę, że lepiej jest jej w zoo.

      Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. "(...) niektórzy siedzą przez wiele godzin w urzędzie dla pieniędzy i kariery, inni po to, by zarobić na chleb i buciki dla dzieci, bo przecież nie dla wszystkich ludzi dostępna jest dobrze płatna praca. Niektórzy nie mają wyboru :) "

    Fakt i to też mi się nie podoba. Nasza cywilizacja ponoć tak mocno rozwinęła się na przestrzeni tych kilkunastu wieków, że sami zaczynamy bić przed sobą pokłony, a tymczasem miliony ludzi wciąż musi parać się pracą, na którą w normalnych okolicznościach nigdy by się nie zdecydowali.

    "Durrell był przeciwny trzymaniu zwierząt w klatkach, jemu chodziło o nowoczesne zoo, zajmujące ogromny teren, w którym zwierzęta nie siedzą w klatkach, lecz poruszają się na otwartych przestrzeniach."

    O widzisz - wyszło bardzo wyraźnie, że za grosz nie znam twórczości pana Durella, bo nie miałem zielonego pojęcia, że właśnie w taki sposób jawi się koncepcja jego ogrodu zoologicznego.

    "Na wolności dobrze jest tygrysowi, ale królikowi i foce? Chyba raczej nie."

    Tu sobie trochę poględzę - ale co by się stało, jeśli umieścilibyśmy wszystkie foki i króliki w bezpiecznych miejscach? Skazalibyśmy tygrysy i innych mięsożerców na wymarcie z głodu, albo zamienilibyśmy je w potulne, domowe kociaki, faszerując je gotową karmą, zabijając w nich pierwotny i naturalny instynkt drapieżcy - chociaż dla wielu pewnie byłaby to nie mała frajda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skazanie tygrysów na wyginięcie z powodu braku pokarmu na pewno nie byłoby sprawiedliwe, bo drapieżniki mają takie organizmy, że nie trawią liści ani orzechów, potrzebują mięsa. Jeżeli byłoby to możliwe, to może karmić je sztucznie?
      Jak tu zadowolić wszystkich, by i wilk był syty, i owca cała? Trudny problem :)

      Usuń