11.06.2012

„Nasza szkapa” Maria Konopnicka


Nowela Marii Konopnickiej pt. „Nasza szkapa” pokazuje tragedię rodziny Mostowiaków. Ojciec stracił pracę, matka zachorowała na gruźlicę. Brakowało pieniędzy na jedzenie, a Żydzi bezlitośnie odkupowali dobre sprzęty za bezcen. Sąsiadki ze wścibstwem przyglądały się biedzie Mostowiaków, ale do pomocy się nie kwapiły. Z kolei lekarz wzywany do chorej bezdusznie wygłaszał porady, które nie mogły zostać zrealizowane. Ależ tu zimno u was. I wilgoć straszna! Powinniście się postarać o suchą i ciepłą izbę dla żony[1] - mówił do Mostowiaka, nie zastanawiając się, skąd ci biedni mieszkańcy oficyny mieliby wziąć suche i ciepłe mieszkanie.
Zaglądały czasem sąsiadki do izby dziwując się matce, że taka zmizerowana.- Żeby już albo w tę, albo w tę stronę Pan Jezus dał! - mówiła gwoździarka do ojca.- Tfu! - splunął ojciec. - Co tam pani takie rzeczy będzie gadała? Cóż to, przykrzy mi się, czy co? Czy my to tylko na zdrowe czasy przysięgali sobie, a na te chore to nie? Czy to ona przy kim, nie przy mnie, nie przy moich dzieciakach zdrowie straciła?...[2].
Pan Mostowiak zdawał sobie sprawę z tego, że żona, o ile nie zdarzy się cud, umrze. Zachowywał się wobec niej bardzo czule, udawał, że wierzy w jej wyzdrowienie, że wszystkie problemy ma pod kontrolą. Jednak, według słów narratora, jak tylko matka nie patrzyła na niego, odmieniał się na twarzy, zwieszał głowę, a oczy to mu się z siwych aż czarne robiły, taką w nich żałość miał[3]. Zrobiłby wszystko, by poprawić los żony, lecz mógł tylko sprzedawać kolejne rzeczy z oficynki. I tak w ręce handlarzy trafiły kożuch, łóżko, żelazko... W końcu nadszedł czas na sprzedanie szkapy.

Brzydka, ślepa, wynędzniała szkapa uważana była przez dzieci za najukochańszego członka rodziny. Ileż radości im dostarczała! Chłopcy potrafili oddać jej ostatni kawałek chleba. Bez protestu godzili się z tym, że nie mają ciepłej odzieży i jedzenia, lecz nie umieli wyobrazić sobie tego, że z ich życia zniknie szkapa.

Narratorem tej smutnej nowelki jest kilkunastoletni Wicek, który, posługując się warszawską gwarą, przedstawia wydarzenia ze swojego punktu widzenia. Dzielny z niego chłopak. Nie marudzi, nie dopomina się o jedzenie i o lepsze warunki, rozumie bezradność i smutek ojca. Z każdego przykrego wypadku stara się wydobyć coś dobrego, zabawnego. Taki syn to prawdziwy skarb dla rodziców.

Piękna nowelka, ale też niesamowicie przygnębiająca. Z utworów Konopnickiej najbardziej cenię właśnie „Naszą szkapę” oraz „Pannę Florentynę”, nie lubię natomiast „Mendla Gdańskiego” oraz „Miłosierdzia gminy”.

---
[1] Maria Konopnicka, „Nasza szkapa” zamieszczona w: „U źródła i inne nowele”, Nasza księgarnia, 1984, str. 150.
[2] Tamże, str. 135.
[3] Tamże, str. 134.

16 komentarzy:

  1. Czytałam i miło wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo nie, Nie lubiłam i nie lubię ani Konopnickiej ani "Naszej szkapy". Wszystkie jej nowele i książki są tak smutne, że odechciewało mi się czegokolwiek:(

    OdpowiedzUsuń
  3. z innej bajki... ponawiam zaproszenie i prośbę
    http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2012/06/wyzwanie-czy-znasz-prusa-czyli-jeszcze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wyzwaniu pamiętam i zabieram się za czytanie "Michałka" :-)

      Usuń
  4. Z piórem pani Konopnickiej nie było, nie jest i raczej już nie będzie mi po drodze. "Naszą szkapę" czytałam gdzieś tam w podstawówce, ale nie odczuwam potrzeby sięgania po nią ponownie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obawiam się, że w dzisiejszych czasach nazwisko Mostowiak bardziej kojarzy się z M jak miłośc :-) niż z Konopnicką a tym bardziej "Naszą szkapą" ale jakie społeczeństwo tacy i Mostowiakowie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Nadzwyczaj trafna obserwacja :-)

      Usuń
  6. Przyznam się, że poza naszą szkapą chyba nie czytałam nic Konopnickiej (no oczywiście Rota jest mi znana), albo nie pamiętam cobym czytała. Smutne to takie okrutnie. I jakem wielbicielka klasyki to do pani Marii mnie nie ciągnie. No alec Mendel gdański to chyba wypada mi przeczytać. Ale właśnie się dopatrzyła, że była współautorką przekładu Cyrano de Bergerac Rostanda, którego nadal poszukuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym Ci poleciła do przeczytania Pannę Florentynę, wzruszającą opowieść o matce i córce, które się mocno kochają, ale nie umieją się porozumieć i mieszkać razem. Po przeczytaniu tej nowelki na pewno nabierzesz chęci na inne utwory Konopnickiej :-)

      Usuń
  7. I żeby to chociaż fikcja literacka była, ale Konopnicka naprawdę taki orszak pogrzebowy ze szkapą i skromniutką trumną zobaczyła, zatrzymała się, porozmawiała chwilę, a potem nowelkę napisała.
    Ja panią Marię bardzo cenię i próbowałam ją w pracy przywrócić pamięci. Nawet dla jednego z wydawnictw opracowałam scenariusz do "Krasnoludków i sierotki Marysi", gdy jedyny normalny minister edukacji uczynił książkę lekturą. Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez tej najpiękniejszej polskiej baśni, bez bajania o krasnoludkach, bez tych lirycznych rymów... "Bo w dobroci i miłosierdziu największa moc się kryje". Kto dzisiaj dzieciom o tym w ten sposób mówi? Dziś to nazywa się smrodkiem dydaktycznym, a dziatwa dobra od zła nie odróżnia. Oj, trafiłaś na czułą strunę tym przywołaniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenię Konopnicką, aczkolwiek w wielu jej utworach pojawia się niepotrzebny patos. Z twórców tamtego okresu na pierwszym miejscu stawiam Prusa. Za Lalkę, najwspanialszą moim zdaniem polską powieść, za Emancypantki...
      "O krasnoludkach i sierotce Marysi" bardzo lubiłam w dzieciństwie.
      Konopnicka to dosyć tajemnicza postać, są w jej życiu niewyjaśnione zagadki i luki w biografii. Fałszowała swój wiek (podawała się za osobę o 4 lata młodszą i swojego młodszego brata przedstawiała jako starszego), nie zadbała o to, by jej dzieci miały metryki urodzenia, co było zachowaniem bardzo niefrasobliwym i dziwnym. Miała problemy z córką Heleną, w końcu odwróciła się od córki.
      A nie wiedziałam, że sytuacja opisana w "Naszej szkapie" wzięła się z rzeczywistości, sądziłam, że to fikcja :-)

      Usuń
    2. Trochę ją znam, a i Żarnowiec mam pod ręką. Chyba niektóre środowiska chciały ją zawłaszczyć i tyle opinii, na ile komu była potrzebna. Nawet w "Homobiografiach" ma rozdział. Nie mogłam jej tylko darować, że zostawiła dzieci i wojażowała po Europie. Ale też zostawiła męża i sama walczyła o rodzinę. Trudno dziś oceniać, gdy realia epoki były inne. Bardzo barwna postać i zasługuje na więcej uwagi, a nie tylko zbywanie etykietkami. Co do metryki, to przyznawałam się chętnie... no, może do 30-tki. Dzięki za przypomnienie. Może kiedyś się zajmę tematem.:)

      Usuń
  8. Na pewno przeczytam! Dziękuję Ci, że przeczytałaś i polecasz tę książkę. Myślę, że to może być coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam, bo musiałam :-) To była lektura w podstawówce. Nie podobała mi się wtedy. Po raz drugi przeczytałam z własnej woli i odbiór był zupełnie inny. Nowelka wydała mi się cudna, dobrze napisana, bez patosu, który razi w innych utworach Konopnickiej.

      Usuń
  9. A ja właśnie dzisiaj miałam zajęcia z prawnuczką Mari Konopnickiej :)

    OdpowiedzUsuń