02.03.2012

„Tristan 1946” Maria Kuncewiczowa


W „Tristanie 1946” Marii Kuncewiczowej występują elementy powieści psychologicznej, wielkiej miłosnej historii oraz mitu. Rok 1946. Do Anglii przybywa młody Polak, Michał, który zamiast bagażu przywozi ze sobą słoik z ludzkim językiem. Język ten Michał odciął Niemcowi, spotkanemu już po ukończeniu wojny w lesie. Zrobił to z zemsty, gdyż w czasie okupacji wiele wycierpiał, zabito jego ojca, a także kobietę, z którą ojciec mieszkał.

Podczas gdy Michał przeżywał piekło, jego matka, Wanda Gaszyńska, wiodła bezpieczny żywot w Anglii. Związała się z mężczyzną o imieniu Freddie i uchodziła za jego żonę, a także za kobietę bezdzietną. Chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co dzieje się w okupowanej Polsce. Nie dowiadywała się o losy syna, bo czuła do niego urazę za to, że w chwili wybuchu wojny nie uciekł wraz z nią za granicę. A gdy w roku 1946 Michał przyjechał do Anglii, nie spieszyła się, by go zobaczyć - umieściła go u londyńskiego przyjaciela i ostrożnie przyzwyczajała się do myśli, że wkrótce się spotkają.

Swoją ukochaną Kathleen Michał poznał w londyńskim szpitalu, gdzie leczył chory kręgosłup, a ona pracowała jako laborantka. Chciała jak najszybciej wyprowadzić się z domu, uciec od despotycznego, skąpego ojca. Gdy Michał zaproponował, że załatwi jej pracę u „króla psychologów”, Bradley'a, chętnie się zgodziła. Miała zostać sekretarką tego bogatego starca, jednak szybko wzięła z nim ślub, co nie przeszkodziło jej w nawiązaniu romansu z Michałem.

Ważnym bohaterem powieści jest siedemdziesięcioletni profesor Bradley. Człowiek ten poślubił młodziutką Kathleen. Od początku nie darzyłam go sympatią, ponieważ nie popieram małżeństw z tak wielką różnicą wieku. Starość i świeżutka młodość? Brr. Być może się ze mną nie zgodzicie, ale ja ten rodzaj związków uważam za ohydny. Czego Bradley się spodziewał, żeniąc się z Kathleen? Miłości? Wierności? Był znawcą psychologii, powinien więc przewidzieć, że młodziutka dziewczyna nie poczuje się w tym małżeństwie szczęśliwa, a on sam stanie się obiektem żarcików i niezdrowej ciekawości otoczenia. Jego zachowanie źle świadczy o psychologach. Twierdzą, że znają tajniki ludzkiej psychiki, a sami robią podstawowe życiowe błędy.

Narracja prowadzona jest z punktu widzenia kilku osób. Każda z postaci inaczej patrzy na świat i inaczej ocenia sytuację kochanków. Najbardziej zaciekawiły mnie wypowiedzi Wandy oraz starego kawalera Franciszka. Natomiast partie tekstu, których narratorką była Kathleen, wydały mi się mało inteligentne i denerwujące. Nie rozumiem, dlaczego studentka nie dzieli swojej wypowiedzi na zdania. Potok słów, który płynie z jej ust, kojarzy mi się z bełkotem osoby chorej psychicznie. Oto przykłady jej mowy: „Nie wiedziałam że może być jeszcze większe szczęście można być razem całą noc kochać się bez pośpiechu kochać ręce i nogi i plecy i piersi i nos i usta i milczenie moje kochane milczenie i razem czekać bez pośpiechu kiedy się świat zawali i będzie wieczność”[1], „nie ma nikogo nie ma tylko my”[2]. Ta studentka psychofizjologii posługuje się też dziwnymi metaforami, mówi na przykład, że jej mąż pod figowym listkiem ukrywa „brzydką narośl”.

Autorka tak skonstruowała powieść, by losy kochanków w Anglii były powtórzeniem losów Tristana i Izoldy. Bradley to odpowiednik króla Marka, Kathleen to Izolda, Michał to Tristan. Jednak partie tekstu, w których Kuncewiczowa nawiązuje do celtyckiej legendy, rażą sztucznością. W książce znajduje się na przykład taka oto scena: Wanda dowiaduje się, że jej syn odciął człowiekowi język. Reaguje w sposób osobliwy: sięga po „Tristana i Izoldę” i szuka w tekście fragmentu, w którym opisane jest, jak Tristan odcina smokowi język. Sztuczne to bardzo, prawda?

Bohaterowie są indywidualistami, gorszą spokojnych Anglików, nie dostosowują się do norm społecznych. Bardzo dotkliwie odczuwają samotność. Często zachowują się też niemoralnie - Michał zabija człowieka, podnosi rękę na kobietę, Kathleen wychodzi za mąż dla pieniędzy i bez skrupułów zdradza męża. Matce syn wydaje się obcy, syn chętniej spędza czas ze swoim psem niż z matką. Uczucia Wandy do syna wydają są chłodne, więcej jest w nich przyjaźni niż gorącej matczynej miłości.

Wątek profanacji zwłok wzbudził mój sprzeciw. Wiem, że tuż po ukończeniu wojny ofiary mściły się na przedstawicielach znienawidzonego narodu, ale nie słyszałam nigdy o przypadku, by Polacy - niczym Aztekowie - odcinali trupom części ciała i nosili je ze sobą (dobrze jeszcze, że Michał nie powiesił sobie tego jęzora na szyi).

Czas na podsumowanie. Nie umiałam polubić ani barbarzyńskiego Michała, ani jego chłodnej w uczuciach matki, ani dziewczyny wychodzącej za mąż dla pieniędzy za starca, ani też samego starca. Najsympatyczniejszym bohaterem wydał mi się Franciszek. Za największy atut „Tristana 1946” uważam piękny język. Bardzo podobały mi się opisy Kornwalii. Powieść jest trochę kontrowersyjna, ale warta przeczytania.

---
[1] Maria Kuncewiczowa, „Tristan 1946”, Czytelnik, 1967, str. 172.
[2] Tamże, str. 174.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Marzec z Marią.

18 komentarzy:

  1. Mocne, ale chyba rzeczywiście trochę udziwnione:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że gdyby nie te analogie do mitu, gdyby nie wątek odcinania języka i gdyby nie dziwna mowa Kathleen, książka byłaby lepsza.

      Usuń
    2. Mnie się wydaje, że powieść nie jest udziwniona.

      Odcięcie języka było dla Michała aktem zemsty za to, co Niemcy zrobili jego narzeczonej. Trzeba wziąć również pod uwagę, że chłopak nawet po wojnie jest rozchwiany psychicznie (dzisiaj pewnie zdiagnozowano by u niego syndrom stresu pourazowego).

      Co do Kathleen - myślę, że autorka chciała zróżnicować bohaterów, a więc ich charakter i język, stąd ten - jak piszesz - bełkot.

      Dla mnie bohaterowie Tristana 1946 są b. ludzcy.

      Usuń
    3. Michał rzeczywiście był bardzo rozchwiany psychicznie. Zastanawiam się, czy on w ogóle potrafił kochać. Postąpił z Kathleen dosyć nieładnie (bił ją, zdradził itp).

      Usuń
    4. Myślę, że potrafił, tylko był trudny.;)

      Usuń
  2. Yyy, slupialam co chwile, czytajac recenzje, ale chyba kusi mnie, zeby przeczytac ;-))))))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytać warto:-) W przeciwieństwie do "Przymierza z dzieckiem" ta książka jest łatwa w czytaniu (z wyjątkiem partii, w których narratorką jest Kathleen, bo przy tych fragmentach męczyłam się). W biblionetce oceniłam tę książkę na 5.

      Usuń
    2. O,to na pewno przeczytam, ide spojrzec, czy maja ja w mojej bibliotece :-).

      Usuń
  3. Ja mam ochotę przeczytać. Zaczęłam Marzec z Marią od "Leśnika", który nie do końca jednak trafił w moje gusta. Myślę że mimo wszystko "Tristan..." mógłby mi się spodobać bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Leśnika" kiedyś czytałam i podobał mi się bardziej niż "Tristan".

      Usuń
  4. "Tristana" czytałam jeszcze w liceum, więc nie wypowiem się na temat samego tekstu. Twoja recenzja, mocna i dosyć surowa sprawiła, że mam ochotę powrócić do tego tekstu i zobaczyć, jak teraz go odczytam. Bo pierwsza lektura (o ile dobrze pamiętam) podobała mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zbyt surowo oceniłam "Tristana", ale cóż... taka jestem. Kocham książki, nie mogę bez nich żyć, a jednak rzadko doznaję wielkiego zachwytu. Uważam, że Kuncewiczowa mogła sobie darować ten wątek z odcinaniem języka.

      Usuń
  5. Cieszę się, że mimo kontrowersyjnych fragmentów oceniłaś tę książkę na biblionetkową 5, co wyraźnie sugeruje, że nie uważasz czasu jej poświęconego za stracony. Mnie nawiązania do mitu bardzo intrygują, ciekawa jestem, jak autorka to rozegrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie, czasu spędzonego z książką pani Marii nie uważam za stracony, doceniam jej kunszt pisarski. Niektóre fragmenty "Tristana" są bardzo piękne i wzruszające.
      Oceny 5 i 6 dostają u mnie te książki, do których chciałabym kiedyś wrócić :-)

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że nie oceniłaś książki zbyt surowo, raczej nie zaakceptowałaś bohaterów i ich postępowania i to ich surowo oceniasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istotnie, czasami trudno było mi zaakceptować zachowanie bohaterów. Szczególnie Michał-Tristan często mnie drażnił. Jakże on traktował tę swoją Izoldę w dalszej części książki...

      Usuń
  7. Mam tę książkę na półce, ale bardziej chcę przeczytać "Przymierze z dzieckiem" w ramach wyzwania. Jeśli zdążę to tę też przeczytam, bo w zasadzie mnie zainteresowałaś :) Ciekawa jestem, czy będę podobnie odbierać bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to będę do Ciebie zaglądać :-) A bohaterowie "Tristana" przynajmniej nie są nudni.
      A ja teraz sięgnęłam po "Naturę", ale jakoś nie umiem się wciągnąć...

      Usuń