11.05.2024

„Galigai” François Mauriac

François Mauriac kojarzony jest jako pisarz katolicki. Ale już dawno zauważyłam, że w wielu jego utworach religia pojawia się w ilościach śladowych albo wcale, a postacie grzeszą bez opamiętania. Autor był zresztą świadomy, że bohaterowie pełni cnót mu się nie udają, przypominają kukły, za to świetnie wychodzą ci targani namiętnościami, słabi, ulegający złym podszeptom. Toteż z zapałem tworzył różne czarne charaktery, wpychał je w trudne sytuacje, osadzał w nieidealnych rodzinach, nie zapominał przy tym pogłębić tych swoich bohaterów pod względem psychologicznym. I takie właśnie niedoskonałe postacie, trochę nawet śmieszne, a trochę odrażające, spotkamy w krótkiej powieści o tytule „Galigai”. 

Ale co to właściwie znaczy Galigai? Tak w pewnym francuskim miasteczku nazywana jest pani Agata, która urodziła się w arystokratycznej rodzinie, ale nie zaznała dobrobytu, gdyż ojciec przehulał cały majątek. Zamiast płakać, wstąpić do klasztoru bądź szukać bogatego męża, jak to robiły inne kobiety w podobnej sytuacji, Galigai zakasała rękawy i poszła do pracy. Od kilku lat zajmuje się domem państwa Dubernet i wychowuje ich nastoletnią córkę Marię. Nie wstydzi się swojego marnego położenia, zresztą nikt nie spogląda na nią z góry, darzona jest raczej szacunkiem niż pogardą. Z jednej strony jest więc to osoba niezwykle silna, godna podziwu – lecz z drugiej... Otóż owa zdeklasowana dama, towarzysząc swojej podopiecznej, zauważa nieśmiałego, ubogiego nauczyciela o imieniu Mikołaj. I zaczyna pałać do niego pożądaniem, którego nawet nie stara się ukryć. Pożera go oczami, śledzi niczym stalker, nachodzi w domu. Planuje nawet ślub. 

Tymczasem biedny Mikołaj myśli o niej ze wstrętem, o innych kobietach zresztą też. Choć ma już dwadzieścia osiem lat, nigdy nie poczuł podniecenia seksualnego. Jest na etapie malutkiego chłopczyka, pragnie przebywać jedynie w towarzystwie swojego przyjaciela Gillesa. Homoseksualista? Owszem, czytelnikowi może się nasunąć takie podejrzenie, jednak Mauriac w posłowiu zapewnia, że Mikołaj wcale nie jest zboczeńcem (takiego właśnie słowa użyła tłumaczka), że to, co czuje do Gillesa, to coś pośredniego między przyjaźnią a miłością. 

Mężczyźni z tej powieści są dość niemrawi, kobiety zaś próbują kontrolować upatrzonych panów. Galigai osacza Mikołaja, nie rozumiejąc, że „Nie zmusza się do picia osła, który nie odczuwa pragnienia”[1]. Nastoletnia Maria uparcie wymyka się na spotkania z Gillesem, pozwala się obściskiwać, lekceważąc sprzeciwy matki. Matka o żadnych cielesnych przyjemnościach już nie marzy, ma jakieś problemy ginekologiczne, powiększony brzuch, nieznośne bóle, krwotoki. Nie leczy się, woli „cierpieć niż wydać na pastwę oczu i rąk mężczyzny – choćby nawet ten mężczyzna był lekarzem – wstydliwą ranę swego ciała, siedlisko wszelkich nieczystości”[2]. Ale nawet podczas choroby znajduje siłę, by tłamsić męża. Kiedy tylko ten mąż próbuje poruszyć ambitniejszy temat, pani Dubernet z władczą pewnością siebie natychmiast ucina dyskusję, pozwala mu mówić wyłącznie o trywialnych sprawach. Nic więc dziwnego, że ten niegdyś inteligentny, oczytany człowiek staje się coraz bardziej apatyczny i otępiały. 

„Galigai” to krótka książeczka, ciekawie napisana, jedna z lepszych Mauriaka i bardzo dla niego charakterystyczna. Autor wnikliwie opisuje osaczenie Mikołaja, budzenie się w nim świadomości, że matka i przyjaciel ignorują jego potrzeby, myślą jedynie o własnych korzyściach, że jest dociskany do ściany przez bezczelną, szaloną z miłości kobietę. Tęskniący za czystością cielesną nauczyciel wie, że jeśli zgodzi się na ślub, będzie musiał z żoną spać, a tego by nie zniósł. Jak sobie poradzi z tą presją, mając łagodny charakter i skłonność do poświęceń?... 


[1] François Mauriac, „Galigai”, przeł. Jadwiga Nałęcz, PAX, 1959, s. 87. 
[2] Tamże, s. 31.

19 komentarzy:

  1. Chyba mnie by irytowała ta historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się ta historia podobała, ale fakt, że może irytować. Szczególnie irytującymi postaciami są zaborcza Galigai i jej głupia pracodawczyni. :)

      Usuń
  2. Może Mikołaj dzisiaj uznałby siebie za osobę aseksualną.
    Poszukam tej książki, zwłaszcza, że piszesz, że to jedno z lepszych dzieł Mauriaka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tak. Na końcu się wyjaśnia, o czym tak naprawdę marzył Mikołaj. :) Owszem, „Galigai” to jedna z lepszych książek, ale jeszcze lepsze są „Młodzieniec z dawnych lat”, „Kłębowisko żmij” i „Genitrix”.

      Usuń
    2. Ciekawe jest takie odczytywanie starszych pozycji przez pryzmat współczesnej kultury ;) Ileż ludzkich żyć było koszmarem, tylko dlatego, że taka homoseksualność czy właśnie aseksualność były tematami tabu czy w ogóle nie istniały w powszechnej świadomości.

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi nazwisko autora, który jest kolejnym wyrzutem sumienia, bo kompletnie nieznany. Sprawdziłam w bibliotece, że nie ma tej pozycji, ale zarezerwowałam Kłębowisko żmij.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciamal, to bardzo dobry autor, namawiam do zapoznania się z jego utworami. „Kłębowisko żmij” to jedna z najlepszych jego książek. Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń. :) Ja po raz pierwszy zetknęłam się z Mauriakiem wieki temu, sięgając po „Młodzieńca z dawnych lat”, i już od pierwszych stron poczułam się zauroczona.

      Usuń
    2. Z przyjemnością odkryję kolejnego dobrego pisarza, bo mam przeczucie, że to będzie taki strzał, jak np. Marai :) A fajnie jest trafić na pisarza, którego książki nie zawodzą.

      Usuń
    3. Pisarz jest bardzo dobry, ale muszę przyznać, że nie wszystkie jego książki mnie zachwyciły – w „Aby zbawił co było zginęło” nie znalazłam dla siebie nic ciekawego. :)

      Usuń
  4. To chyba nie do końca mój typ literatury, ale ogólnie opowieść wydaje się interesująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest specyficzna książka, staroświecka. Ja akurat lubię co jakiś czas sięgnąć po coś starego. :)

      Usuń
  5. Zaciekawiłaś mnie, choć przypuszczam, że niektóre postacie by mnie mocno drażniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postacie nie są wyidealizowane, więc mogą drażnić. Mnie irytowały Galigai i jej pracodawczyni, z kolei Mikołaj mnie trochę śmieszył, choć właściwie powinnam mu współczuć. :)

      Usuń
  6. Dotąd autor był mi znany jedynie dzięki "Kłębowisku żmij" (które czytałam lata temu i które przypadło mi do gustu), ale po lekturze recenzji mam ochotę pogłębić tę znajomość. Dziękuję za bardzo ciekawy trop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Kłębowisko żmij” to bardzo ciekawa powieść. Do dziś pamiętam Ludwika i jego rodzinę. :) Mauriaka coraz mniej osób zna, jego książki nie są w Polsce wznawiane. Szkoda, bo wiele z nich to perełki. Te powieści zawsze są bardzo krótkie, zwięzłe, a ile w nich treści, ile dramatów ludzkich, ile prawd psychologicznych...

      Bardzo dobrą książką jest też „Teresa Desqueyroux”. :)

      Usuń
    2. Tak jest w istocie, a Twoje słowa potwierdza szybkie wejrzenie do katalogu pobliskich bibliotek - książek Mauriaka (jeśli nie liczyć kilku egzemplarzy "Kłębowiska") tam jak na lekarstwo... Niemniej jednak, poszukam "Teresy Desqueyroux". Raz jeszcze dziękuję za radę i oczywiście gratuluję recenzji.

      Usuń
    3. Dziękuję za miłe słowo. Będę wypatrywała Twojej recenzji. :) „Teresa Desqueyroux” to piękna książka. A ja mam w planach „Jagnię” tego autora.

      Usuń
  7. Fabuła wydaje się całkiem interesująca. Jestem ciekawa, jak odebrałabym bohaterów

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam jeszcze o tym autorze. Możliwe, że kiedyś sięgnę po coś jego autorstwa. Jednak na razie wyczytuje to co już mam na regałach.

    OdpowiedzUsuń