19.11.2017

„Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty” Katarina Bivald


Anette, bohaterka powieści Katariny Bivald pt. „Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty”, przez dziewiętnaście lat samotnie wychowywała córkę. Teraz, kiedy Emma wyjeżdża na studia, nadopiekuńcza mama nie wie, czym zapełnić puste godziny. Posprzątać w szafie? A może raz jeszcze poodkurzać? Nie ma żadnych przyjaciół, jeśli nie liczyć tych z miejsca pracy, żadnych zainteresowań i marzeń. W końcu dochodzi do wniosku, że „Życie jest za krótkie, by być nudziarą”[1]. Postanawia częściej odwiedzać matkę mieszkającą w domu opieki, pomóc w przygotowaniach do Dnia Skogahammar, zapisać się na kurs jazdy motocyklem i znaleźć kochanka.

Jak w takich oderwanych od życia czytadełkach bywa, pierwszy spotkany mężczyzna okazuje się być tym wymarzonym. Jest o dziewięć lat młodszy od bohaterki, przystojny i z racji wykonywanego zawodu oblegany przez nastolatki, a mimo to od razu ulega urokowi czterdziestolatki ze sporą nadwagą, z zainteresowaniem wysłuchuje jej paplaniny i nawet chce być ojcem dla jej córki. W realnym życiu kwestia dużej różnicy wieku stanowiłaby przeszkodę, w książce Katariny Bivald nikt – ani siostry, ani koledzy – nie mówią Lukasowi, że Anette jest dla niego za stara. Wszyscy witają ją z otwartymi ramionami, jakby była królową angielską. Sama Anette też nie ma kompleksów na tle wieku i zbędnych kilogramów (a tych musi być niemało, skoro żadne dżinsy z butiku na nią nie pasują).

Katarina Bivald chciała zapewne pokazać czytelniczkom, jak radzić sobie z syndromem pustego gniazda, i zachęcić je do realizowania marzeń. Niestety, nie umiała nadać postaciom głębi i sprawić, by wydawały się interesujące. Język jest poprawny, ale pozbawiony polotu i mdły, a cała powieść – optymistyczna, a zarazem bardzo przewidywalna i przesłodzona. Maksymy w rodzaju „Przypuszczalnie życie byłoby o wiele prostsze, gdyby dało się całkowicie wyłączyć mózg”[2] czy „życie to ocean wolnego czasu”[3] też nie dodają jej wartości. Książka nadaje się tylko dla osób, które potrafią przez cały dzień jeść cukierki, popijając je coca-colą. Ja do takich osób nie należę, więc ogromnie się wynudziłam. 

Moja ocena: 3/6.

---
[1] Katarina Bivald, „Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty” („Livet, motorcyklar och andra omöjliga projekt”), przeł. Patrycja Włóczyk, Sonia Draga, 2017, s 458.
[2] Tamże, s. 27.
[3] Tamże, s. 26.

14 komentarzy:

  1. To chyba niekoniecznie książka dla mnie. Póki co odpuszczę ją sobie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie okropnie wynudziła, toteż nie będę zachęcać Cię do czytania. :)

      Usuń
  2. Według mnie takie książki są bardzo niebezpieczne, bo dają złudną nadzieje. Uważam, że taka literatura powinna być czytana przez osoby o dużym dystansie to siebie.

    Pozdrawiam
    Kasia z mowmikate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. :) Ja nie potrafiłam uwierzyć autorce.

      Usuń
  3. Czterdziestoletnie panie z dużą nadwagą i syndromem pustego gniazda pewnie są dobrym targetem dla tego typu powieścideł. Mnie jednak one strasznie nudzą i irytują i od jakiegoś czasu chyba intuicyjnie wyczuwam je na odległość i nie biorę do ręki. Mają albo coś takiego w okładce, albo tytule, albo na skrzydełku w opisie, co pozwala uniknąć niechcianego spotkania. Choć pewnie czasami potrafią się nieźle maskować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też takie przesłodzone czytadła bardzo nudzą. Po „Życie, motocykle...” sięgnęłam tylko dlatego, że autorka pochodzi ze Skandynawii, a ja mam wielką słabość do literatury skandynawskiej. Po przeczytaniu tej książki stwierdzam, że nie pojmuję, dlaczego przełożono ją na polski.

      Usuń
  4. Jeśli tak jak piszesz, autorka chciała zaprezentować jak radzić sobie z syndromem pustego gniazda, to pozycję należy uznać za wysoce szkodliwą :) Ze statystycznego punktu widzenia zawsze znajdzie się ktoś, kto uwierzy w podobne bzdury, i kiedy dojdzie do konfrontacji z realnym życiem, rozczarowanie może być ogromne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, rozczarowanie może być wielkie. Bohaterka na początku nie ma żadnych zainteresowań, nie ma pojęcia, co zrobić z czasem. Potem przypomina sobie, że jej pierwszy chłopak był motocyklistą, i postanawia nauczyć się jeździć motorem. Od chwili, gdy podejmuje taką decyzję, jej życie nabiera sensu. Motory bynajmniej nie są jej pasją – kobieta podczas jazdy boi się, przewraca na ziemię – ale nie rezygnuje. :)

      Usuń
  5. Przyznam, że też bardzo wynudziłabym się przy tej książce, nie przepadam za książkami, które nie wnoszą przesłań, owszem lubię optymizm i radość, ale w ciekawej odsłonie. :) Dziękuję za spisanie szczerych wrażeń. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie dosyć, że historia jest nierealistyczna, to jeszcze napisana w niesłychanie nudny sposób. Książka usypia. :)

      Usuń
  6. Lubię cukierki! :)) A tak poważnie, to od czasu od czasu sięgam po lekkie powieści, ale nawet lekkie powieści muszą mieć jakąś głębię i coś ciekawego wnosić. Tutaj widzę, że nie mam co na to liczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja lubię lżejsze powieści, ale wymagam, by były ciekawie napisane. Katarina Bivald, niestety, mocno przynudza. :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. O ile znam Twój gust, znudziłaby Cię. To już nasze polskie czytadła dla pań są lepsze. Nie wiem, czym kierowała się osoba podejmująca decyzję o przełożeniu tej książki na polski.

      Usuń