24.04.2012

„Dziecko Rosemary” Ira Levin



Rosemary i Guy, młodzi małżonkowie, wprowadzają się do nowego mieszkania w kamienicy o nazwie Bramford na Manhattanie. Kamienica ta ma bardzo złą reputację. Kiedyś mieszkały w niej kobiety zajmujące się kanibalizmem, a także sławny Adrian Marcato, który za pomocą czarów podobno wywołał żywego szatana. Wielu mieszkańców tego budynku popełniło samobójstwo, a w piwnicy znaleziono zwłoki noworodka...

Hutch, opiekun i przyjaciel Rosemary, ostrzega przed wprowadzeniem się do miejsca otoczonego tak złą sławą. Lecz młoda kobieta nie słucha przestróg. Według niej nowe mieszkanie ma cudownie staroświecką atmosferę, jest w nim i kominek, i przestrzeń, a Rosemary za nic nie chciałaby mieszkać w nowoczesnym mieszkaniu pozbawionym duszy.
Kadr z filmu

Rosemary urządza się, poznaje nowych sąsiadów. W pralni spotyka Terry, byłą narkomankę, która obecnie mieszka u państwa Casteved w lokalu 7A, Minnie oraz Romana. Ci starsi, zamożni ludzie pomagają zbłąkanej dziewczynie od nowa ułożyć sobie życie. Po kilku dniach Rosemary ze zdumieniem dowiaduje się, że Terry popełniła samobójstwo, rzucając się z okna. Jest to pierwsze z serii niezwykłych, pełnych grozy wydarzeń, jakie zaobserwuje Rosemary.

Mąż Rosemary, Guy, pracuje jako aktor. Lubi pochwały, jest człowiekiem nieco próżnym i budzi mniej sympatii niż jego żona. Rosemary zaś chciałaby być matką. Gdy zachodzi w ciążę, czuje ogromną radość. Odwiedza doktora Hilla, wybiera imię dla dziecka. Jednak jej szczęście szybko się ulatnia, a pojawia się niepokój, przekonanie, że wokół dzieje się coś złego, że dziecku grozi nieokreślone niebezpieczeństwo...

„Dziecko Rosemary” Iry Levina to klasyczny horror. Książka ukazała się w roku 1967. Myślę, że byłaby chętniej czytana, gdyby nie fakt, że Roman Polański nakręcił na jej podstawie bardzo znany film, który oglądali niemal wszyscy. Osoby, które znają zakończenie tej historii, nie chcą sięgać po książkowy pierwowzór. A szkoda, bo powieść jest bardzo dobrze napisana, wciągająca, panuje w niej atmosfera grozy i tajemniczości.

Polecam czytelnikom, którzy chcą „najeść się strachu”.

13 komentarzy:

  1. Faktycznie, ja też lata temu oglądałam film, mimo że horrorów i tym podobnych historii nie lubię. I na książkę rzeczywiście nie mam ochoty, ale myślę, że byłoby tak samo, gdybym filmu nie znała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czytałabym więcej horrorów, gdyby ktoś polecił mi jakieś dobre tutuły. Bo kiedy wybieram przypadkowo, natrafiam na jakieś źle napisane koszmarki. Niedawno przyniosłam z biblioteki "Śmiertelny lot" Smitha i nie dałam rady przez niego przebrnąć, miałam wrażenie, że to takie słabe, kiczowate, beznadziejne. Odrzuciłam po około trzydziestu kartkach.

      Usuń
  2. Wspaniała klasyka. Ja oglądałam lata świetlne temu, ale się bałam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam obejrzeć film, ale nie miałam pojęcia, że jest też książka. Muszę jej poszukać w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam książki, ale film bardzo lubię. Jest dobrze zrobiony, dobrze zagrany i jeszcze ten motyw muzyczny, które na trwałe zapadł mi w pamięć :-) Na horrorach ogólnie znam się bardzo słabo - zarówno nie czytam ich zbyt wiele, jak i nie oglądam. Może kiedyś przyjdzie czas na pogłębienie mojej wiedzy o tym gatunku...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakiś czas temu przeczytałam "Dziecko Rosemary" i "Żony ze Stepford".
    Jednego dnia.
    Nie wpłynęło to dobrze na moje postrzeganie Levina, bo obie powieści są do siebie tak podobne i tak w gruncie rzeczy schematyczne, że zniechęciłam się na lata.
    Co innego film Romana Polańskiego - ten był znakomity.
    Jak się teraz nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że pomysły Levin miewał dobre, ale z realizacją bywało gorzej. Nie wiem, może to problem warsztatu autora, ale przecież z "Dziecka Rosemary" można by stworzyć wciągającą, kilkusetstronicową powieść psychologiczną ze skłonnościami do straszenia czytelnika. ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie, jak Karolina oglądałam film z dużą przyjemnością. Horrorów w życiu nie czytałam- jakoś mnie nie ciągnęło. Też myślałam o tej pozycji w ramach wyzwania u Sardegny, ale nie dostałam w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię "Dziecko Rosemary". Czytałam ją kilka razy. Film też oglądałam kilkakrotnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. to jedna z moich ulubionych książek, czytałam ją nie wiedzieć, ile razy, lubię też film, który uważam za jedną z najlepszych książkowych ekranizacji.
    chiara76

    OdpowiedzUsuń
  9. Film był znakomity. Ta upiorna melodia (nie nazwę jej piękną), ten przerażający, niesamowity klimat, ta czarna kołyska...
    Mila - istotnie, w dzisiejszych czasach taka książka jak "Dziecko Rosemary" może się wydawać schematyczna, ale w latach sześćdziesiątych, kiedy się ukazała, była czymś nowym, oryginalnym. Przecież dopiero wtedy powstawał ruch satanistyczny. "Dziecko Rosemary" znalazło wielu naśladowców, stąd wrażenie wtórności.
    "Żon ze Stepford" jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar. Levin zaciekawił mnie, nie zaznam spokoju, dopóki nie przeczytam jeszcze jakiejś jego książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mam dobre skojarzenia z filmem, choc to horror i podobno ocierajacy się o satanizm. Ksiązki nie czytałem, ale jak będzie okazja - zrobię to. Dzięki za przypomnienie tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie książka jest znakomita. Film się przy niej chowa! W prawdzie klimat filmu i genialna oprawa muzyczna robi wielkie wrażenie, ale nie oddaje to tego, co zawarł Leving w powieści.
    Książkę gorąco polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, książka jest bardzo dobra!
      Tym postem przypomniałaś mi, że planowałam przeczytać inną jeszcze powieść Levina. Przy najbliższej okazji wypożyczę z biblioteki :)

      Usuń