23.08.2015

Barbara Rosiek „Życie w hospicjum”


Nie czytałam słynnego „Pamiętnika narkomanki”, bo nałogi i osoby uzależnione nigdy mnie nie ciekawiły, stąd też nie wiedziałam, kim jest Barbara Rosiek. A to kobieta-legenda: była narkomanką, trzy razy znajdowała się w stanie śmierci klinicznej, napisała wiele książek. Po przeczytaniu „Życia w hospicjum” mogę stwierdzić, że zbyt wiele (przynajmniej o tę jedną za dużo). Bo ta książka to jakaś parodia literatury, bełkot, zlepek nieuporządkowanych myśli na temat własnej twórczości, pracy w hospicjum, przeszłości, kłopotów osobistych, żałoby po bratowej, ptaków egzotycznych... Wszystko to zapisane jest wyjątkowo kulawą polszczyzną:
„Jako studentka, rodzice byli biedni, poza tym straszny kryzys, nie miałam nic fajnego do ubrania”[1],
„Marzycielstwo to taka wada, gdzie realizujesz swoje marzenia na jawie”[2],
„Nie muszę znosić tego by wydano moje wiersze zebrane. Na to już mam jakiś wpływ”[3],
„Jakbym była jedną z potencjalnych pacjentów”[4],
i tak dalej, i tak dalej. Podobnie pokracznych zdań mogłabym wypisać jeszcze mnóstwo. Dlaczego osoba z tak słabą znajomością języka bierze się za pisanie książek i nie poprawia tego, co napisała? „Piszę prawie przez cały dzień, na przykład 30 stron maszynopisu w jeden dzień. Mózg też tego nie wytrzymuje, ale jak wyhamować wenę?”[5] - wyjaśnia Rosiek. I wszystko jasne: wena. To wena zmusza Barbarę Rosiek do pisania, ale do poprawiania - niestety nie. Pomógłby dobry redaktor, ale tekst nie dostał się w ręce redaktora. I Rosiek wydała taki niedopracowany utwór, wyznając: „pragnę by to był kolejny hicior”[6]. O nie, droga autorko, przykro mi, ale TO NIE HICIOR, TYLKO GNIOT.

Ostatecznie mogłabym przymknąć oko na błędy językowe, chaotyczną narrację i liczne powtórzenia, ale nie jestem w stanie zaakceptować poglądów, jakie na kartach książki rozpowszechnia autorka. Otóż uważa ona, że chorzy psychicznie to sępy emocjonalne, wampiry, i mogliby wyzdrowieć, gdyby tylko zechcieli. Oczywiście, ma prawo tak myśleć, tylko dlaczego z takimi poglądami pchnie się na fora dla osób z depresją? Z jednego forum ją wyrzucono, z drugiego... Ale do niej nie dociera, że swoją ostrą krytyką może sprowokować jakiegoś biedaka do samobójstwa. Równie niełaskawa jest dla chorych na raka. Uważa, że nowotwór to choroba psychosomatyczna:
„Nigdy nie zdążyłam zapytać chorego, co mu daje rak. Dlaczego składa aż w ofierze swoje życie, by wzbudzić zainteresowanie innych. Tak jak ja to robiłam”[7],
„Co daje choremu na raka umieranie? Czym się kierują? Dowalić światu jak w psychozie, zyskać ludzi, którzy troskliwie się opiekowali, zaangażować cały system wychodzenia z raka. To dopiero był pępek świata. Wszystkie siły i możliwości skierowane na jedną osobę, centrum zainteresowania”[8],
„Wkurzało mnie zawsze współczucie dla chorych na raka”[9]. 
Tak, chorzy na raka, nie róbcie z siebie pokrzywdzonych, bo psycholog kliniczny Barbara Rosiek zdemaskowała was: chorujecie na własne życzenie, lubicie, gdy wasi bliscy płaczą, i umieracie z własnej woli. Tak bezduszne poglądy autorka wyraża nie w jednym, ale w wielu miejscach książki. A w hospicjum pracuje nie ze współczucia dla chorych terminalnie, tylko dlatego, że nie boi się z nimi obcować i ma obsesję na punkcie śmierci.

Żeby nie kończyć niesympatycznie, napiszę, że szczerze podziwiam Barbarę Rosiek za wyjątkową siłę psychiczną, za to, że udało jej się wyjść z nałogu narkomanii i że chce studiować filozofię i nadal rozwijać się umysłowo, bo przecież w jej wieku, a jest już po pięćdziesiątce, takie zachowanie to rzadkość. Współczuję jej utraty zdrowia i koszmarnej przeszłości, ale cóż - z książki zadowolona nie jestem. Może Rosiek napisała ją w stanie zmęczenia życiem, może będąc pod wpływem silnych środków psychotropowych (wspominała, że ciągle przyjmuje jakieś leki), tak czy siak, „Życie w hospicjum” jest  słabe i niewarte polecenia. 

Moja ocena: 2/6.

---
[1] Barbara Rosiek, „Życie w hospicjum”, Mawit Druk, 2010, str. 21.
[2] Tamże, str. 250.
[3] Tamże, str. 292.
[4] Tamże, str. 137.
[5] Tamże, str. 35.
[6] Tamże, str. 9.
[7] Tamże, str. 237.
[8] Tamże, str. 135.
[9] Tamże, str. 48.

26 komentarzy:

  1. Przytoczone przez Ciebie fragmenty książki zszokowały mnie. Rak jako choroba psychosomatyczna??? Bez przesady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze dziwi, kiedy widzę, że osoba, która wiele przeszła, nie umie współczuć innym :-(
      „Rak jako perfekcyjna forma samozagłady. Wpuścić w ciało agresora, jakim trzeba być samotnym” (str. 79) - to jeszcze jedna odkrywcza myśl Barbary Rosiek. Ta książka nie powinna być czytana przez chorych na raka, bo ich dodatkowo przygnębi.

      Usuń
  2. Z przytoczonych przez Ciebie fragmentów tego czegoś nie dałabym nawet 1 w skali ocen. No i jeszcze przekonana byłam, że to dziewczę lat nastu, góra dziestu. Wiek nie zawsze oznacza dojrzewanie, ale jednak daje jakąś na to szansę. Nic to, grunt, że pani ma wysokie poczucie własnej wartości i w swoim przekonaniu napisała hicior :) współczuję jedynie osobom, którymi się opiekuje, bo nikt nie musi czytać jej książek, natomiast osoby w hospicjum są zdane na jej pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barbara Rosiek urodziła się w roku 1959. A poczucie własnej wartości jako pisarki i poetki ma bardzo duże. Mnie rozśmieszyło jej wyznanie, że nie czyta recenzji swoich książek, bo krytycy się nie znają :-)
      Podopiecznym hospicjum stara się nie okazywać, że uważa ich za winnych swojej choroby, ale wobec chorych psychicznie nie ma żadnych skrupułów i potrafi im wygarnąć, co o nich myśli.
      Barbara Rosiek ma ode mnie plusa za miłość do zwierząt domowych (w swoim pokoju hodowała aż 8 ptaków egzotycznych). I też było mi jej żal, bo pisała o swojej rozpaczy po śmierci bratowej.

      Usuń
  3. Istotnie ...bełkot.....ale cóż pisać każdy może...rzecz tylko w tym kto to wydaje i po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą dziwne, że osoba z tak znanym nazwiskiem jak Barbara Rosiek nie wydaje w normalnym wydawnictwie, tylko w jakimś Mawit Druk... Swoje wiersze wydaje w jeszcze innej firemce i za wydrukowanie ich płaci. Jest autorką bardzo biedną, w książce żaliła się na zły stan finansów.

      Usuń
    2. Mnie to nazwisko mówi tylko tyle co poczytałam w internecie.....

      Usuń
    3. Nazwisko jej znałam od lat, ale nie za bardzo wiedziałam, z jakiego powodu ta osoba jest znana :)
      To autorka najbardziej popularna wśród młodzieży.

      Usuń
  4. Ulala, ostro! Dawno temu czytałem "Pamiętnik narkomanki" i wtedy lektura wydawała mi się dość mocna. Ale nie wiem jak oceniłbym ją teraz :)

    A jeśli szukasz porządnej prozy poświęconej tematyce hospicyjnej, to serdecznie polecam "Zimne wody Styksu" Tomasza Dzierżanowskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pamiętnik narkomanki" zapewne jest lepszy, bo gdyby był taki jak "Życie w hospicjum", nikt by go nie dał rady czytać. I ciągle jest wydawany, nowe pokolenia po niego sięgają. Jest obecnie lekturą w niektórych gimnazjach :-)
      "Zimnych wód Styksu" nie znam, dzięki za tytuł.

      Usuń
  5. ,,Pamiętnik narkomanki" czytałam jeszcze w liceum i wtedy był mocną lekturą. Książka Rosiek, której fragmenty przytoczyłaś bardzo mnie zaskoczyła i nie mam ochoty po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam :-) Jestem bardzo rozczarowana i stylem pisarskim Rosiek, i jej poglądami. Ponadto ona ma bardzo wysokie mniemanie o swojej twórczości.

      Usuń
  6. Ależ Ci się trafił skarb! Wpadłam złożyć szczere kondolencje. Brrrr... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż trudno uwierzyć w to, że pisarka nie umie budować prawidłowych zdań. A pisze, bo czuje przymus wewnętrzny, by zapełniać kartki literkami. Trzydzieści stron maszynopisu w jeden dzień - przecież to ogromna ilość! A na str. 95 przyznała się do tego, że w ciągu jednej nocy napisała cały tomik wierszy :-)

      Usuń
    2. Ja bym jej - patrząc na te cytaty - pisarką nie nazwała. To się chyba raczej nazywa... grafomania? Mnie się w głowie nie mieści, że ktoś to wydaje... Całe szczęście świetnych polskich pisarzy nam nie brak. Pozostanę przy tych sprawdzonych.

      Usuń
    3. Istotnie, nadzwyczaj słaba znajomość polszczyzny, szybkość, z jaką Rosiek zapisywała kolejne strony oraz niechęć do poprawek wskazywałaby na grafomanię. Ale ja mam czasem opory, by nazwać kogoś grafomanem, bo wiem, że grafomani często są bardzo wrażliwi i mocno przeżywają krytykę :-)
      Rosiek płaciła za wydanie swoich wierszy. Nie udało mi się ustalić, czy dopłacała do wydania "Życia w hospicjum", bo napisała o tym w sposób bardzo niejasny.

      Usuń
  7. Ja też, jak wiele innych osób czytałam "Pamiętnik narkomanki" jeszcze w liceum... Teraz z chęcią przeczytałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś się nie rozczarowała tak jak ja :-)

      Usuń
  8. Podobały mi się "Pamiętnik narkomanki" i "Ćpunka". Choć ta druga mniej od tej pierwszej. Rozumiem, że to totalnie nie twoja bajka. Ta książka również mnie rozczarowała - delikatnie mówiąc i z wieloma przemyśleniami w niej się nie zgadzam. Cenię sobie Rosiek za odwagę i szczerość. Przepraszam, że piszę tak dziwnie, ale nie umiem normalnie pisać na telefonie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, autorka ma bardzo dziwne przemyślenia. Jeśli przeczytałby je ktoś chory na raka, byłoby mu bardzo przykro. Ci chorzy mają tak ciężko, po co im jeszcze dowalać twierdzeniem, że chorują z własnej woli... To głupie i bardzo bezduszne :-(
      Rosiek jest bardzo odważna i szczera - w tym się z Tobą całkowicie zgadzam. Napisała, co myśli, nie dbając o to, że czytelnicy mogą się do niej zrazić :-)

      Usuń
  9. Czytałam trzy książki pani Rosiek. W trzeciej cos mi zaczęło grubo "nie grać". Ponoć są to przeżycia autentyczne a w trzech książkach rodzice mają różne zawody, raz ojciec jest wrogiem innym razem kocha ją i jest jak anioł prawie. W jednej książce pisze, ze chciałaby miec przyjaciela by kilka razy później pisać" z przyjaciółmi", moja przyjaciółka itp. Raz, ze ojciec byl jedynym mężczyzną, którego kochała a w dalszej części że "kocham brata", "kocham ludzi" "kochałam męża". W innej książce, ze męża nie miała i żadnego ślubu. W jednej byla narkomanką która uniknęła prostytucji, w drugiej, w tym samym wieku byla zaawansowaną dziwką w zbiorowych orgiach. Myślę, ze to wszystko fantazja. Fikcja na potrzeby czytelnika. Realność czyli biograficzność przeżyć jest ogromnie niewiarygodna. Troche przeżyła i spodobała jej się sława. Im dalej czyta. Tym większy żen. Ona jest uzależniona od poświęcania jej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Niedawno przeczytałam kolejną książkę Rosiek, „Ankę Pióro”. Była o wiele lepsza od tej i nawet mi się podobała. Ale czytając ją, szczególnie końcówkę, też odnosiłam wrażenie, że autorka trochę zmyśla, ubarwia rzeczywistość, przeczy sama sobie. Zakończenie historii z matką Anki wydało mi się mało wiarygodne.

      Rosiek w wielu miejscach pisała z czułością o tej Ance, ale kiedy poproszono ją o odwiedzenie umierającej Anki, nie chciała pojechać. I tego nie rozumiem, bo jeśli ta dziewczyna była dla niej jak córka, to dlaczego nie pojechała się z nią zobaczyć?

      Wspominała o jakimś Tadeuszu, którego kochała. Ale nie wiadomo, czy był to jej mąż, czy chłopak. Ona raz pisze kompletnie bez sensu, tak jakby nałykała się czegoś i nie umiała myśleć logicznie, innym razem bardzo ciekawie i niegłupio. :)

      Usuń
    2. Przeczytałam Ankę Pióro i jestem zdegustowana. "Ćpunka" i "Skazana" były dziennikami nastoletniej narkomanki. Ten produkt, jak już wiadomo po "Pamiętniku narkomanki" i "Dzieciach z dworca Zoo" sprzedaje se dobrze. Czytało mi sie bardzo dobrze. Ale to nie B. Rosiek to pisała tylko Anka Pióro. Barbara wydala tylko jej zapiski. Z emocją sięgnęłam po rzekomą "kontynuację" "Skazanej". Chciałam wiedzieć co stało się dalej z tą dziewczyną. I myślę, że właśnie o to chodziło. Nie tylko ja się złapałam na ten chwyt marketingowy. Tekst jest już niestety B.Rosiek. Po 33 stronach zachwycania się sobą bezkrytycznie oraz krytykowania tych ktorym jej "poezja" się nie podoba pojawiło się wreszcie zdanie o Ance P. Potem co jakiś czas pojawiało się zdanie, że autorka tęskni za Anką lub jakieś porównanie do niej (by dalej pisać o sobie) lub przemyślenie: Co też z Anką może się dziać?. Na 114 pojawiła sie wzmianka o tym, ze Anka ponoć żyje,chyba tylko po to by następne dziesięć bylo rozterek co z tym zrobić. Anka była tylko pretekstem, by przykuć uwagę do siebie. Juz w Skazanej było sporo wtrętów autoreklamy z samouwielbieniem. Wykorzystała sukces Skazanej i Ćpunki by z rozpędu ludzie kupili jeszcze jedną książkę. Może jest tam sporo przemyśleń na temat roli rodziców niekochanych dzieci i skutkach tego niekochania ale - na bogów! - to nie kontynuacja historii Anki Pióro jak wszędzie piszą. Czuję sie jakby oszukana. A to samouwielbienie autorki jest formą uczenia się" własnej wartości" lecz musi chyba jeszcze opanować co to jest pycha. Kolejna książka powinna mieć tytuł "Baśka Rosiek -Pępek świata" ;) Ćpunkę i Skazaną polecam wielbicielom gatunku do studiów nad motywami destrukcji młodych uzależnionych.

      Usuń
    3. A więc przeczytałaś. Dziękuję za podzielenie się wrażeniami. :)

      Usuń
  10. Rosiek pisze specyficznie. Z jej książek wynika obraz skupionej na sobie indywidualności, która lubi oceniać innych i posługiwać się uproszczeniami.

    Fajna opinia, pani Agnieszko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. :) Tak, lubi oceniać innych i moim zdaniem ocenia zbyt surowo i często niesprawiedliwie. Chciałabym wybrać się na spotkanie z nią i zadać kilka pytań.

      Usuń