13.08.2015

Cuda czy oszustwa, czyli „Piąta zima magnetyzera”

Akcja „Piątej zimy magnetyzera” toczy się pod koniec osiemnastego wieku. Główny bohater nazywa się Meisner i jest wędrującym po Europie uzdrowicielem. Tego roku, który Per Olov Enquist opisał w powieści, Meisnerowi nie wiodło się dobrze. Chłopi, od których wyłudził pieniądze, uwięzili go i znęcali się nad nim. Na szczęście udało mu się uciec. Zimę spędził w dużym, postępowym jak na tamte czasy mieście o nazwie Seefond, wielbiony przez prostych ludzi i nienawidzony przez miejscowych lekarzy.

Autor przedstawił głównego bohatera w sposób niejednoznaczny, uwypuklając sprzeczności w jego charakterze. Z jednej strony Meisner na pewno chce ulżyć chorym w cierpieniu, z drugiej – jego zachowanie nie zawsze jest etyczne, bo usypia pacjentki, po czym wykorzystuje je seksualnie, oszukuje też chłopów. Poza tym lubi błyszczeć, mieć władzę nad ludźmi. Bywał na największych dworach, mieszkał w pałacach, ale po jakimś czasie zewsząd go wyganiano. Bicie znosi z pokorą, tak jakby mu się ono należało. Inną bardzo ciekawą i pełną sprzeczności postacią jest doktor Selinger. Jako lekarz nie wierzy on w znachorskie praktyki. Ale jest nie tylko lekarzem, lecz także zrozpaczonym ojcem dwudziestoletniej niewidomej Marii. Oddałby wszystko, by córka odzyskała wzrok. Enquist świetnie pokazał, jak w Selingerze walczą ze sobą dwie osobowości – nieufny wobec cudów racjonalista i zrozpaczony, pragnący cudów ojciec.

Główny temat powieści to relacje pomiędzy uzdrowicielem a resztą świata. Widzimy, że Meisnera nikt nie lubi jako człowieka, wzbudza on wyłącznie skrajne uczucia: nienawiść albo uwielbienie. Pisarz nie tylko pokazuje te sprzeczne uczucia, ale także zastanawia się, z czego one wynikają i czy ktoś taki jak Meisner to na pewno szkodnik. Przecież wobec wielu chorób lekarze są bezradni. I co ma wtedy zrobić nieszczęsny chory? Bez nadziei jest bardzo trudno żyć, toteż przerażeni ludzie szukają kontaktu z różnymi uzdrowicielami. Lubią być oszukiwani, wolą barwne kłamstwa od smutnej prawdy. Czy szczęście, które powstało na bazie oszustwa, nie jest nic warte, czy trzeba je niszczyć? Czy trzeba chorym odbierać złudzenia? I dlaczego ludzie z taką potworną nienawiścią zwracają się przeciwko uzdrowicielowi, gdy odkryją, że nie ma on żadnych nadnaturalnych mocy? 

W „Piątej zimie magnetyzera” znajduje się wiele naturalistycznych, ohydnych opisów. Mnie szczególnie mocno zbrzydziły wątki związane z panią Keiser. Pacjentka ta publicznie siadywała na nocniku, twierdząc, że zaraz wypadną z niej kosteczki jej dziecka, a kiedy wstawała, obserwatorzy gołymi rękami grzebali w zawartości tego nocnika. Ale te wstrętne opisy są potrzebne dla fabuły, bo pokazują metody uzdrawiania oraz ciemnotę ludzką. Zaskakujące, że niemal nikt nie potrafił odróżnić kości kurczęcia od kości ludzkiego płodu. A w ogóle to z książki tej można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o stanie medycyny sprzed ponad dwustu lat. Selinger na przykład leczył głównie za pomocą puszczania krwi i przystawiania pijawek. Jeżeli to nie pomagało, rozkładał ręce.

---
Per Olov Enquist, „Piąta zima magnetyzera” („Magnetisörens femte vinter”), przeł. Maria Olszańska, Wydawnictwo Poznańskie, 1977.

18 komentarzy:

  1. Muszę po to sięgnąć, brzmi ciekawie. Czytałam trochę z tej serii, ale akurat "Piątej zimy..." jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciekawa :-)
      Ta książka była jeszcze wydana w roku 1991 przez Agencję Reporter, ale niestety niestarannie, z licznymi literówkami. A serię skandynawską bardzo lubię.

      Usuń
  2. Literatura skandynawska znowu gości na Twoim blogu :) Wspomniana pozycja sprawia wrażenie b. interesującej - tło akcji, a w szczególności postać głównego bohatera. Te wszystkie okropności i obrzydliwości, o których piszesz kojarzą mi się z prozą Kenzaburō Ōe (moja mama kojarzy tego pisarza za sprawą bohatera, którego przyjaciel powiesił się z ogórkiem w odbycie) oraz utworami Louisa Ferdinanda Céline'a - tego drugiego pana właśnie przerabiam, ale stwierdzam, że muszę sobie nieco odpocząć od takiej mrocznej, brudnej prozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobał mi się sposób pisania Enquista i zapewne sięgnę jeszcze po kolejną jego książkę. Przed chwilą wyczytałam, że istnieje też film pt."Piąta zima magnetyzera" (reż. Morten Henriksen). Ale z opisu wynika, że nie jest on wierną adaptacją, bo akcja książki toczy się w dużym mieście, a filmu - w malutkim, poza tym nie zgadza się czas akcji - w filmie jest to początek 18 wieku, w książce - koniec. Ale mimo to chętnie bym film obejrzała :)

      Usuń
  3. Mnie nie przypadła do gustu ta książka. Nic właściwie w niej nie wyniosłam, poza ciekawostkami medycznymi może, ale to mnie nie satysfakcjonuje. Szkoda, bo "Opowieść o Blanche i Marie" baaaardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, znowu znamy tę samą książkę :)
      Z tego, co wyczytałam, to nie jest najlepsza powieść Enquista. Mnie właśnie najbardziej ciekawiły szczegóły medyczne, tło historyczne oraz wątek odzyskującej wzrok Marii. W najbliższym czasie poszukam "Opowieści o Blanche...".

      Usuń
    2. Szkoda, że mało jego książek zostało przetłumaczonych, a jeszcze mniej jest dostępnych. W bibliotekach właściwie trafiałam tylko na trzy, dwie już wymienione plus "Wizytę królewskiego konsyliarza", ale że widziałam film, to stwierdziłam, że sobie odpuszczę. A film (Kochanek królowej) bardzo polecam.

      Usuń
    3. Ja mam w tej chwili dostęp jedynie do "Opowieści o Blanche...", więc od niej zacznę, potem - jeśli nadal będę zainteresowana tym pisarzem - poszukam innych jego książek :-)

      Usuń
  4. Czytam Twoje wrażenia i czytam, i myślę sobie, że kurczę, trzeba będzie kiedyś sięgnąć, bo temat i realizacja wydają się ciekawe, a potem doszło do obrzydliwych opisów i mój zapał troszeczkę się przestudził. Ale będę miała na uwadze, jak się kiedyś nawinie pod rękę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis pacjentki siedzącej publicznie na nocniku napełnił mnie takim wstrętem, że straciłam apetyt na kilka godzin ;-)
      Ale te ohydne opisy były potrzebne po to, by pokazać, jacy pacjenci przychodzili do magnetyzera i jak łatwo było manipulować prostymi ludźmi. Oni nie mieli elementarnej wiedzy, można było im różne rzeczy wmówić.

      Usuń
  5. Przeczytałam tę książkę z dwóch powodów. Bardzo lubię literaturę skandynawską, staram się też czytać książki, w których autor sporo treści poświęca starym metodom leczenia.
    Nic nie jest mnie już w stanie zdziwić.
    Teraz czekam na książkę (rezerwacja w bibliotece - jestem piąta w kolejce) - "Jak dawniej leczono, czyli Plomby z mchu i inne historie" (Nathan Belofsky).
    Jak przeczytam, to Ci napiszę, czy warto czytać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam na wiadomość, bo książkę, o której piszesz, miałam nawet w ręku i zastanawiałam się: wziąć czy nie wziąć. W końcu zostawiłam :-)
      Ze skandynawskich książek z wątkiem medycznym bardzo dobry jest "Dom Babel" Jersilda. Prawie cała akcja tej książki toczy się w szpitalu.

      Usuń
  6. Nie lubię czytać książek zbyt naturalistycznych.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię, byle nie nazbyt często. Po książce naturalistycznej zawsze biorę jakąś łagodniejszą :-)

      Usuń
  7. Skojarzyło mi się z pewnym filmem Bergmana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, z jakim. Rzadko oglądam filmy. Dla mnie telewizja mogłaby nie istnieć :-)

      Usuń
  8. Książki naturalistyczne z jednej strony totalnie mnie odpychają, ale z drugiej w jakiś chory sposób mnie pociągają (chyba jak każdego). To dobra literatura, żeby ukazać coś w sposób mocny, dosadny, uwypuklony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie same wrażenia. W sumie wolę książkę z wątkami naturalistycznymi niż taką, której autor o wszystkim pisze w sposób ogólny, niejasny, delikatny :)

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.