15.03.2014

„Gdy zabrakło miłości” Otylia Grot

Otylia Grot mieszkała w Nowej Kaletce (wieś w pobliżu Olsztyna) i uczyła w polskiej szkole oraz prowadziła drużynę harcerską. Miała obywatelstwo polskie i sądziła, że nic jej nie grozi ze strony zwolenników Hitlera. Niestety, myliła się. 25 sierpnia 1939 roku w jej domu pojawili się dwaj policjanci, zaaresztowali ją – i do rodziny już nie wróciła. Przebywała najpierw w więzieniu, potem w obozie Ravensbrück, gdzie otrzymała numer 3958 oraz czerwony trójkąt – oznaczenie więźniarki politycznej. 

Przeżycia z tego okresu utrwaliła w książce pt. „Gdy zabrakło miłości”. Znajdziemy w niej wspomnienia z dnia aresztowania, z pobytu w więzieniu oraz w Ravensbrück i wreszcie opis tułaczki po opuszczeniu kacetu. Nie kursowały wtedy pociągi, po Meklenburgii snuły się tłumy zmęczonych ludzi wszelkich narodowości. Większość osób uciekała na zachód, bojąc się spotkania z Armią Czerwoną, jednak Otylia Grot zdecydowała się na drogę do Polski. 

Czytając wspomnienia Otylii Grot, można odnieść wrażenie, że warunki bytowe w Ravensbrück były lepsze niż w innych obozach. Więźniarki jadły przy stołach, posiadały własne sztućce i ściereczki do naczyń, miały też własne łóżka z pościelą. Do spania musiały przebierać się w koszule nocne, a dzienną odzież zostawiały w świetlicy. Przez kilka pierwszych lat wojny więźniarki nie miały wszy.

Autorka tych wspomnień podkreśla swoją uczciwość. Podczas pobytu w obozie starała się pomagać innym, nigdy nie organizowała (czyli nie kradła), a kiedy jej towarzyszki plądrowały opuszczony przez Niemców dom, ona z wielkim wstydem wzięła tylko dwie chusteczki. Polki ukazane są jako kobiety dzielne, pracujące lepiej niż Żydówki, wzbudzające szacunek u Niemek: „Tak, wy Polacy macie sztywny kark”[1] – powiedziała z podziwem jedna z nich.

Podczas czytania zastanawiałam się, w jaki sposób udało się Otylii Grot przeżyć. Na pewno nastąpiło to dzięki protekcji, dzięki znajomym z kuchni, które przysyłały jej dodatkowe jedzenie, oraz dzięki lżejszej pracy - autorka tych wspomnień tylko przez kilka dni pracowała ciężko poza obozem, potem dostała się do szwalni, a że miała wprawę w szyciu, bez trudu wyrabiała normę. Otylia Grot chyba ani razu nie została pobita i aż do 1943 roku nie głodowała.

Wspomnienia Otylii Grot są trochę blade w porównaniu do wspomnień snutych przez innych autorów. Wzmianek o okrucieństwie esesmanów czy o muzułmankach – skrajnie wyniszczonych więźniarkach, które tylko krok dzielił od śmierci głodowej – jest w nich raczej niewiele. Polkom poddawanym eksperymentom medycznym autorka poświęciła tylko dwa krótkie akapity. Powrót do Polski też został opisany mało barwnie. Kobieta, która pieszo wracała w gronie koleżanek przez wyzwolone tereny, na pewno musiała widzieć niejedno, a jednak w książce brakuje informacji o zachowaniu czerwonoarmistów, o gwałtach i rabunkach.  

I na koniec jeden z nielicznych fragmentów o muzułmankach oraz o tym, jak wyśmiewały się z nich lepiej odżywione więźniarki:
„Po kryjomu zakradały się do łazienki, w której stała beczka na odpady i łakomie rzucały się na jej zawartość. Były to przeważnie obierki i zepsuta żywność z paczek. Inne, które obawiały się wejść do bloku, czyhały na moment, kiedy specjalna ekipa będzie wywozić zawartość beczek do świniarni, by przy tej okazji porwać co się da. Pewnego dnia stałyśmy przed naszym blokiem gotowe do wymarszu na popołudniową zmianę. Przechadzałam się obok kolumny. W tym czasie zajechano wózkiem po odpady. Natychmiast zebrała się gromadka. Rzuciły się do pojemnika, od którego odór aż w nosie kręcił. Łapczywie sięgały do beczki. Jedne wpychały do zgłodniałych ust odpadki, jakby się bały, że ktoś im je wyrwie, inne wrzucały do worka, z którym się nigdy nie rozstawały. Nie pomogły ani perswazje, ani razy policjantek. Wtedy to właśnie nastąpił moment, który mimo woli wywołał salwę śmiechu. Stojąca w kolumnie Jasia Pękalska zaczęła naśladować szczekanie psa. Zrobiła to tak doskonale, że w pierwszej chwili sama obejrzałam się za psem, a więźniarki rozpychające się przy beczce momentalnie uciekły”[2].
Moja ocena: 3/6.

---
[1] Grot Otylia, „Gdy zabrakło miłości”, Pojezierze, 1978, str. 201.
[2] Tamże, str. 196.

14 komentarzy:

  1. Trudna tematyka, więc jeszcze zastanowię się nad tą lekturą, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam kilkanaście książek o obozach i ta akurat nie wywarła na mnie tak wielkiego wrażenia jak inne. Taka trochę średnia ona jest, w dodatku nie wiadomo kiedy napisana - czy wkrótce po wojnie, czy wiele lat potem. Zabrakło na okładce tej informacji, a w necie nic nie można znaleźć na temat książki pani Grot.

      Usuń
  2. Czytając Twoją recenzję tej książki od razu przypomniałam sobie opowiadania Tadeusza Borowskiego, które porządnie zmełły mnie mentalnie. Chętnie zapoznałabym się z nieco mniej ,,klasyczną" pozycją, która również traktuje o obozach koncentracyjnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Borowski był niezrównany, pani Otylii Grot daleko jest do Borowskiego... A w ogóle najwięcej książek obozowych opowiada o Oświęcimiu, pozycji o innych obozach jest o wiele mniej.
      Wspomnienia z Ravensbrück zajmują największą część książki, ale jest też trochę wspomnień o okresie przedwojennym :)

      Usuń
  3. Może autorka starała się wyprzeć z pamięci wszystkie bardziej traumatyczne doświadczenia czy obserwacje. A może tak bardzo chciała uwierzyć, że teraz, po oswobodzeniu już będzie inaczej, normalniej. A może autorka naprawdę miała niesamowite szczęście, a do tego zamknęła się w swoim świecie. Do tej pory nie przypominam sobie książki o tej tematyce, która by nie poruszała, wstrząsała, przejmowała, a ta się takową wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też porusza, ale w porównaniu z innymi o wiele mniej... Autorka na pewno miała szczęście i miała też znajomych zajmujących wysokie pozycje w hierarchii obozowej. Kiedy np. chorowała na żołądek, pielęgniarka wypisała jej dietę, na którą zwykle czekało się dłużej niż pół roku. Jakaś dobra dusza sprawiła, że pani Grot otrzymała tę dietę natychmiast. Kiedy kazano jej stanąć w szeregu przeznaczonym do transportu, podszedł do niej znany z okrucieństwa kierownik obozowego biura pracy Hans Pflaum i powiedział, by wracała do baraku. Takich szczęśliwych trafów było wiele.

      W książce znalazłam notkę o tym, że Otylia Grot po wojnie pełniła różne funkcje w organizacjach społeczno-politycznych, otrzymała też różne odznaczenia, np. Order Budowniczego Polski Ludowej.

      Usuń
  4. Czytałam ostatnio "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa" i wydarzenia tamtych lat uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Nie czytałam nigdy "Gdy zabrakło miłości", choć mam za sobą wiele lektur na temat wojny. Ale zawsze uważałam, że trzeba czytać wszelkie świadectwa tamtych lat, żeby pamiętać do czego ludzkość jest zdolna, więc poszukam tej książki w bibliotece. Miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam jeszcze "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa". Jaki piękny tytuł! Poszukam tej książki.
      "Gdy zabrakło miłości" należy do tych najmniej znanych relacji obozowych. Rozumiem to, bo wspomnienia pani Otylii Grotowej nie budzą aż takich emocji jak inne, w dodatku zostały po raz pierwszy wydane dosyć późno, bo w roku 1978, kiedy już większość książek obozowych była czytelnikom znana i rynek wydawniczy był nasycony takimi pozycjami.
      Zgadzam się z Tobą, że każde świadectwo tamtych lat, nawet te słabiej napisane, powinno być czytane. W każdym można znaleźć coś innego, każde jest zapisem czyjejś męczarni.
      Ja również życzę Ci miłej niedzieli :)

      Usuń
  5. Chętnie bym przeczytała. Jak zwykle interesująca historia. Cytat? Śmiech przez łzy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Mnie ten cytat nie rozśmieszył, odebrałam go bardzo źle - jako naśmiewanie się tych lepiej odżywionych z umierających z głodu...
      Przeczytać warto, wszystkie wspomnienia są warte przeczytania.

      Usuń
    2. Masz rację, ten cytat jest wymowny... przykład koleżanki ani szlachetny, ani śmieszny - nie godzien nawet umieszczania w literaturze...

      Usuń
    3. Fragment o muzułmankach zirytował mnie, tym bardziej, że był to jedyny dłuższy fragment o nich.

      Usuń
  6. Witam, ta recenzja, jak każda, jest bardzo subiektywna. Otylia Grot była bratową mojej babci - żoną Józefa była krótko bo tylko ok pół roku bo właśnie zaraz na początku wojny zostali rozdzieleni. Czytałam tą książkę już jakiś czas temu i na mnie wywarła ogromne wrażenie - już sam fakt że przez całą wojnę była w obozie jest przerażający! W czasie tej wojny straciła też męża... Kilka razy uniknęła śmierci ale nie poddawała się. Wróciła do Polski, zmieniła nazwisko z Groth na Grot, spolszczoną wersję. Studiowałam w Olsztynie i cieszę się że w tym okresie mogłam odwiedzać jej grób (aleja zasłużonych) ku jej pamięci moja córeczka otrzymała na drugie imię Otylia właśnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, recenzja jest subiektywna, czytelnik, który dla autora książki jest obcą osobą, siłą rzeczy zaczyna oceniać, porównywać jedną książkę z drugą... Tak to jest. Ale z drugiej strony każda recenzja, nawet ta troszeczkę krytyczna, jest lepsza niż milczenie, zapomnienie. Z książką Pani Otylii Grot spędziłam trzy wieczory. Muszę powiedzieć, że zaimponowała mi uczciwość Autorki książki w kwestii nieprzywłaszczania sobie cudzych rzeczy w okresie powrotu do Polski. Kiedy czytam w innych książkach, jak ludzie plądrowali, brali, co tylko mogli, coś się we mnie burzy.

      Bardzo dziękuję za wpis :)

      Usuń