07.02.2014

„Czarne sekundy” Karin Fossum


Rezolutna, śliczna Ida była późnym i jedynym dzieckiem nieśmiałej Helgi. Nic dziwnego, że matka bała się o nią i rzadko pozwalała jej samotnie oddalać się od domu. Tym razem, pomimo złych przeczuć, pozwoliła. Mijały godziny, a dziewięciolatka nie wracała. Wkrótce rozpoczęły się poszukiwania na wielką skalę, a do akcji wkroczył inspektor Sejer. Policjant ten zachowuje się bardzo uprzejmie i łagodnie w stosunku do przesłuchiwanych osób, nawet do tych podejrzanych o morderstwo. Nie wywiera na nie nacisku, wierzy, że wytrwałość przyniesie efekty. Nie daje się zwieść mylnym tropom i dzięki temu odkrywa prawdę. A prowadząc śledztwo opisane w „Czarnych sekundach”, łatwo mógłby oskarżyć niewinną osobę.

Wielką wadą książki jest nieprzemyślana intryga. Skoro to kryminał, czytelnik nie powinien zbyt szybko odgadnąć, kto zabił. Tymczasem ja, choć nie należę do osób mających predyspozycje do zawodu detektywa, odgadłam od razu. Odgadłam, ale książki nie porzuciłam, nadal czytałam ją z ciekawością, bo Karin Fossum w bardzo sugestywny sposób przedstawiła uczucia matki zaginionego dziecka oraz wykreowała niebanalne, tajemnicze postacie. Jedną z takich postaci jest pięćdziesięcioletni Emil. Upośledzony w rozwoju i uważany za niemowę, nie lubi ludzi, boi się kontaktu z nimi. Wygląda dziwacznie i groźnie, jeździ trzykołowym motorem. Mieszka samotnie, ale co kilka dni odwiedza go stara matka, by posprzątać, poprać i ponarzekać na jego los. Również osiemnastoletni Tomme, wuj zaginionej Idy, wzbudza w czytelniku wielki niepokój. Chłopak zachowuje się dziwnie. Coś ukrywa, rozbija samochód, spotyka się z osobą mającą przeszłość kryminalną. 

Szkoda, że powieść została niestarannie przetłumaczona. Przykłady potknięć Marcina Kiszeli znajdziemy w bardzo ciekawej recenzji Lirael

4/6.

---
Fossum Karin, „Czarne sekundy” („Svarte sekunder”), przeł. Kiszela Marcin, Papierowy Księżyc, 2012.

24 komentarze:

  1. Bardzo nie lubię domyślać się kto zabił. Czasem to zabieg specjalny i chodzi o prześledzenie procesu, w jakim zabójca chce wyprowadzić pościg w pole, ale najczęściej jest to wada kryminału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykle rzadko udaje mi się odgadnąć, kto jest mordercą :) Jestem pewna, że w tym wypadku mamy do czynienia z błędem popełnionym przez autorkę. Niektóre tropy Fossum podrzuciła za wcześnie.

      Usuń
  2. Mnie niemalże nigdy, czytając kryminały nie próbuje na własną rękę robić śledztwa, podążam tokiem myślenia bohatera/ki ;-) Się panu tłumaczowi dostało, ajć. Ciekawe, wina to jego, czy po prostu braku korekty? Myślę, że to drugie, korekta ma wpływ na ostateczną wersję przekładu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta też się nie popisała, ale ja bym bardziej obwiniała tłumacza.
      Zazdroszczę Ci umiejętności niezastanawiania się, kto jest mordercą. Ja tak nie potrafię. Kiedy tylko wezmę do ręki kryminał, w moim mózgu uruchamia się jakiś "detektyw", który próbuje odgadnąć, kto zabił, jak i dlaczego :-)

      Usuń
  3. Bardzo podobała mi się ta książka i, według mnie, wcale nie chodziło o to, żeby ukryć tożsamość mordercy. Bo tak naprawdę ta powieść skupia się na emocjach, a głownie na emocjach matek. Właśnie to mi się podobało, to że matki których dotknęło nieszczęście jak lwice walczyły o swoje dzieci. Czyli takie studium psychologiczne matczynej miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może istotnie autorce nie chodziło o ukrycie tożsamości mordercy :)
      Karin Fossum umie opisywać emocje. Oczekiwanie i rozpacz Helgi, a także niepokój matki Toma zostały przedstawione bardzo dobrze.
      Ale muszę powiedzieć, że w porównaniu do czytanych przeze mnie wcześniej książek Fossum ta wypadła słabiej. "Oko Ewy" i "Kto się boi dzikiej bestii" uważam za pozycje o wiele lepsze.

      Usuń
  4. Nieprzemyślana intryga.. to dla mnie już odpada.

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie, raczej nie bardzo dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety chyba to nie jest powieść dla mnie. Nie należe do osób które od razu odgaduja kto zabił/ kto porwał a moje podjerzenia padają na osoby które są w sprawę najmniej zamieszane. Jednak gdy czytam że ktoś od razu odgadł kto jest zabójcą odrzuca mnie. W takich książkach nie ma dreszczyka, zaskoczenia, oczekiwania i nie potrafią wciągnąć. kryminały mają to do siebie że nie mogę się od nich oderwać i bardzo nie lubię gdy ktoś mi zdardza zakończenie. Jednak okładka jest piękna! Gdyby nie Twoja recenzja pewnie bym się na książkę skusiła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dopisac że skoro autorkatak dobrze opisuje emocje to może... Ale jednak nie potrafiłabym czytać kryminału gdybym od początku wiedziała kto jest mordercą. Chyba że byłaby to powieść napisana podbnie do "Granicy" Nałkowskiej :-)

      Usuń
    2. Ta powieść nie jest napisana podobnie do "Granicy" Nałkowskiej :)
      Mnie akurat okładka się nie podoba. Po co te nogi na okładce? Poza tym czytelnik już po przeczytaniu kilku kartek książki domyśli się, czyje to nogi.
      Można powiedzieć, że "Czarne sekundy" to nie kryminał, lecz powieść psychologiczna z wątkiem kryminalnym. Moim zdaniem warto się na nią skusić, choćby po to, by dowiedzieć się, jakimi pobudkami kierował się sprawca :)

      Usuń
  7. A ja w sumie czuję się zachęcona, może mi przypadłaby ona bardziej do gustu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zła korekta, tłumacz, który nie przyłożył się do swojej pracy, zbyt łatwa zagadka... to wszystko nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam pisarki. Może kiedyś się mi uda coś jej przeczytać.
    Ksiżka interesująco się zapowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chciałabyś zapoznać się z twórczością Karin Fossum, zacznij może od "Utraconej" albo "Oka Ewy". "Czarne sekundy" radziłabym zostawić na potem :)

      Usuń
    2. Dziękuję za radę. mam je wszystkie zapisane na LC.

      Usuń
  10. Ha, ja natomiast nie przepadam za kryminałami, które sprowadzają się do zgadywanki "kto zabił". Wydaje się, że powieść ratuje wątek z niepełnosprawnym chłopcem, którego ludzie nie lubią, czy też boją się go głównie ze względu na jego odmienność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładny mi chłopiec... To pięćdziesięciolatek :)
      Wątki z osobami upośledzonymi często zdarzają się w twórczości Fossum. W "Kto się boi dzikiej bestiii" występuje chory psychicznie Erkki. Pisarka pokazuje, w jakiej izolacji żyją tacy ludzie.

      Usuń
    2. Ha, rzeczywiście, trochę odmłodziłem pana Emila. Pardon za nieuwagę. Ale może chociaż na poziomie rozwoju umysłowego ten zamknięty w sobie człowiek mógłby uchodzić za piętnastolatka (bo pewnie właśnie za piętnastolatka wziąłem mylnie tego pięćdziesięciolatka)?

      Usuń
    3. Pod względem rozwoju umysłowego Emil istotnie nie dorósł do swojego wieku. Piętnastolatek zachowywałby się dojrzalej i rozumniej niż on.
      Drobna nieuwaga może zdarzyć się każdemu :)

      Usuń
  11. Nie przepadam za kryminałami, a dodatkowo czeka na mnie naprawdę pokaźny stos książek, więc... chyba się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czarne sekundy" nie należą do najlepszych książek Karin Fossum, więc niewiele stracisz :)

      Usuń
  12. Wprawdzie wolałabym niemal do ostatnich stron nie wiedzieć kto zabił i dać się zaskoczyć, ale tutaj bardziej kusi mnie warstwa psychologiczna niż sam wątek kryminalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książkach Fossum warstwa psychologiczna zawsze jest mocno rozwinięta i marzy mi się, by ta autorka napisała kiedyś powieść obyczajowo-psychologiczną bez wątku kryminalnego :)

      Usuń