26.08.2013

„Aż do trzewi” Christa Wolf



Zachciało mi się przeczytać coś z niemieckiej literatury współczesnej. Wybrałam „Aż do trzewi” - jedną z książek zmarłej niedawno Christy Wolf. I lekko się rozczarowałam, bo to bardzo trudna powieść. Autorka zrobiła wszystko, by zmęczyć czytelnika: nie wyróżniła dialogów, w tych samych zdaniach zastosowała zarówno narrację pierwszoosobową, jak i trzecioosobową. Przykładowe zdanie wygląda tak:

Jedzenie to tortura, z wolna muszę działać na nerwy nawet ludziom gołębiego serca, ale komu ma ona powiedzieć, jak męczące jest powracanie do zdrowia*.

Akcja powieści toczy się tuż przed zlikwidowaniem NRD. Bohaterką jest niemłoda już mieszkanka Berlina, komunistka. Kiedy rozbolał ją brzuch, próbowała leczyć się rumiankiem i bagatelizowała objawy choroby. A to był ropień, który wkrótce pękł, doprowadzając do zakażenia organizmu. Gdy wreszcie kobieta znalazła się w szpitalu, lekarze określili jej stan jako bardzo ciężki. Miejsce akcji książki to właśnie szpital - sale badań, oddział intensywnej terapii. 

Niemka na przemian bredzi w gorączce, rozmyśla o Urbanie, w którym podkochiwała się w młodości, i obserwuje szpitalne życie. Boi się badań oraz nieostrożnych, niedbałych osób z personelu. Jedna z pielęgniarek, Evelyn, filiżankę z herbatą stawia na nocnym stoliku i odchodzi, nie przejmując się tym, że spragniona pacjentka nie jest w stanie unieść głowy i samodzielnie się napić. Kiedy wiezie obolałą bohaterkę na badanie, uderza jej łóżkiem we wszystkie framugi i ściany. Ale w szpitalu pracują też osoby takie jak Kora - dobre i delikatne. 

„Aż do trzewi” to książka niegłupia, ale przypadnie do gustu tylko osobom, które lubią eksperymenty językowe i zawiłą narrację. Moja ocena: 3/6.

---
*Wolf Christa, „Aż do trzewi” („Leibhaftig”), tł. Błaut Sławomir, Czytelnik, 2006, str. 118.

27 komentarzy:

  1. Nie jestem fanką takich eksperymentów narracyjnych. Zazwyczaj nie służą one niczemu innemu, jak próbom "intelektualizowania" książki - na zasadzie im bardziej nawydziwiane, tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Blanką. Małgosia trafiła w sedno :-)
      To próba intelektualizowania, niepotrzebne wydziwianie. Takie książki mają niewielkie szanse na trafienie do serc czytelników i źle się starzeją. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach prawie nikt nie będzie chciał ich czytać.
      Nie wiem, czy sięgnę po kolejną książkę Christy Wolf :)

      Usuń
  2. Kiedyś zachciało mi sie literatury niemieckiej i sięgnęłam po książki Herty Mueller. Bardzo przygnębiająca, ale wiem, że jeszcze coś przeczytam. Próbowałam znaleźć sens w cytacie, który przytoczyłaś. Nie jest to zdanie na zaspany poniedziałek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przytoczonym zdaniu narratorka najpierw mówi o sobie w pierwszej osobie, a potem w trzeciej. Nie mam pojęcia, dlaczego :-)
      Książek Herty Muller jeszcze nie znam. Z chęcią coś przeczytam. Przygnębiająca tematyka mnie nie odstrasza, lubię takie :)

      Usuń
  3. Nie wiem sama, czasami lubię jakieś zawiłości. Być może z czystej ciekawości sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas poświęcony na czytanie na pewno nie będzie czasem straconym, bo z książki można dowiedzieć się, jak czuje się człowiek niesamodzielny, obolały, tracący przytomność.
      Ciekawa jestem, czy inne książki autorki są napisane w równie zagmatwany sposób :-)

      Usuń
  4. Opis fabuły bardzo ciekawy, ale jeśli wszystkie zdania wyglądają tak, jak to przykładowe, to podziękuję :) Rozumiem, że to miało być przelanie na papier tego majaczenia w gorączce? Idea szczytna, ale chyba nawet najmniej utalentowani, rodzimi grafomani zaszczycający nas swoim pisarstwem w necie piszą bardziej zrozumiale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pewnie autorka chciała odtworzyć tok myślenia osoby zawieszonej pomiędzy życiem a śmiercią. W książce zdarzają się zdania normalne, ale większość to właśnie zdania zagmatwane, dziwne. Łatwiej czyta się fragmenty z akcją w szpitalu, przeszłość bohaterki opisana została bardzo niejasno.
      Zgadzam się ze zdaniem o rodzimych grafomanach :)

      Usuń
    2. Tak sobie myślę, że wystarczyłoby powstawiać zamiast przecinków kropki i już przy zachowaniu majaczenia mamy tekst dużo bardziej zrozumiały :P

      Usuń
    3. Hihihi :) Trochę zmian i milej by się czytało tę książkę.

      Usuń
  5. Nie znam jeszcze tej autorki. Nie jestem raczej fanką niemieckiej literatury, a z tego co widzę, chyba nie byłabym w stanie przeczytać tej ksiązki, nawet mimo ciekawej fabuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno, trudno czyta się tę książkę. Wiele zdań trzeba czytać po kilka razy, by zrozumieć ich sens :)

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że takie eksperymenty byłyby strawniejsze w krótkiej formie, na przykład w opowiadaniu, ale perspektywa przeczytania powieści w stylu zacytowanego przez Ciebie fragmentu jeży mi włos na głowie. :) Podziwiam, że przebrnęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lirael, masz rację, na pewno byłoby lepiej, gdyby pisarze mający chęć na eksperymentowanie wybierali krótsze formy. Ta książka liczy około 130 stron. Najgorsze było czytanie początkowych kartek, potem trochę się przyzwyczaiłam do stylu pani Wolf.
      S.Błaut podczas tłumaczenia tej książki musiał się namęczyć :)

      Usuń
  7. Oj nie, oporne książki nie dla mnie. Językowe i stylistyczne eksperymenty też nie, więc sobie daruję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet lubię trudniejsze książki, nie odstrasza mnie klasyka, ale przy czytaniu "Aż do trzewi" zmęczyłam się. Nie będę więc specjalnie zachęcać do czytania :)

      Usuń
  8. Oj, nie lubię się tak męczyć! Więc raczej sobie daruję, a może to tłumacz tak zachachmęcił? Eksperymentowanie językiem jest ciekawe, jak np. : w "Morfinie" Twardocha, która również męczy doszczętnie, ale tam byłam zachwycona tą trudnością. Tutaj po przeczytaniu tego jednego zdania jakoś mnie odpycha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tłumacz nie pozwoliłby sobie na aż tak wielkie zmiany. "Morfiny" jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar :)

      Usuń
    2. To jak tylko będziesz miała możliwość, to przeczytaj - ja byłam zachwycona. Przeczytaj moją recenzję, zakochałam się w Twardochu:)

      Usuń
    3. Twoją recenzję czytałam już wcześniej :) I od razu wpisałam "Morfinę" na listę książek do przeczytania.

      Usuń
  9. jestem setnym obserwatorem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe czemu ma służyć taki zabieg ze zmianą narracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia... Jest to dziwaczne i męczące. Szkoda.

      Usuń
  11. Hmm... Jestem zdania, że wszystkiego warto spróbować ;)
    Zapraszam: http://klamczuchyoceniaja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Urozmaicenie dobrze robi ;)

      Usuń