10.08.2013

„Motyl na wietrze” Rei Kimura


„Motyl na wietrze”, czyli zbeletryzowana biografia Saito Okichi, to jedna z najgorszych książek, z jakimi się kiedykolwiek zetknęłam. Ale po kolei. Najpierw kilka słów o treści.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1841, kiedy to w ubogiej rodzinie na japońskiej prowincji przyszła na świat śliczna Okichi. Ojciec jej doszedł do wniosku, że taka piękność nie może zostać żoną miejscowego chłopca i postanowił przeznaczyć ją do zawodu gejszy. Wśród podpitych mężczyzn i gejsz Okichi nie czuła szczęśliwa. Wkrótce spotkało ją coś jeszcze gorszego: do miasteczka przybyli cudzoziemcy. Amerykański konsul przy pomocy japońskich władz zmusił Okichi, by zamieszkała w jego domu. Kiedy tylko dziewczyna została nałożnicą cudzoziemca, dawni sąsiedzi zaczęli nią gardzić i prześladować jej rodzinę.

Rei Kimura z pewnością nie jest mistrzynią szczegółu. Trudno wyobrazić sobie wygląd postaci i miejsc, w których dzieje się akcja. Dialogi i bohaterowie nie przekonują. Narrator wciąż wtrąca uwagi, które psują przyjemność lektury. Np. kiedy mamy opis trzynastoletniej Okichi marzącej o miłości i o dzieciach, pojawia się uwaga: „Nie wiedziała jeszcze, że nigdy nie będzie matką”[1]. W pewnym momencie narrator stwierdza, że konsul to dobry człowiek. Zupełnie tego nie rozumiem. Konsul potraktował przecież młodą Japonkę jak zabawkę, zmusił ją, by opuściła rodziców i narzeczonego, sprawił, że przylgnęła do niej etykietka kobiety niedbającej o moralność. Czy tak postępuje ktoś dobry?

Na początku książki widnieją takie oto zdania o ojcu Okichi: „Może się tylko modlić, by wszystko poszło dobrze i aby tym razem Bóg dał mu syna”, „Westchnął. Z jakichś irracjonalnych powodów Bóg nie uznał za stosowne odpowiedzieć na jego prośby” oraz: „Tym razem Bóg nie był po jego stronie”[2]. Przydałoby się wyjaśnienie, jaką religię wyznawał ojciec bohaterki, bo przecież Japończycy rzadko byli chrześcijanami. Rei Kimura jednak nie rozwinęła tego tematu.

Jako materiał na powieść historia Okichi nadaje się idealnie. Można było ukazać nietolerancję i surowość Japończyków, odmalować warunki życia w dziewiętnastowiecznej Japonii i wreszcie wzruszyć czytelnika losami niezwykłej, nieszczęśliwej kobiety. Trudno więc zrozumieć, dlaczego Rei Kimura tak zmarnowała temat. W „Motylu na wietrze” nie znalazłam ani jednej sceny, o której mogłabym powiedzieć, że została dobrze napisana, ani jednego fragmentu, który by mi się podobał.

---
[1] Kimura Rei, „Motyl na wietrze” (oryg. „Butterfly in the Wind”), tłum. Anna Bańkowska, Prószyński i S-ka, 2009, str. 14.
[2] Tamże, str. 6.

18 komentarzy:

  1. JuŻ druga TAKA NIEPOCHLEBNA RECENZJA, A JA JĄ MAM.
    I poco ją kupowałam, dobrze, że za małe pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo rozczarowana tą książką. Rei Kimura nie umie pisać powieści. Wybrała bardzo ciekawy temat, ale zmarnowała go. Dobrze, Nattanno, że nie zapłaciłaś dużo za tę książkę. Ja na szczęście miałam ją z biblioteki :)

      Usuń
  2. a ja miałam ochotę kupić, ale nie lubię zmarnowanych tematów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Rei Kimura niestety nie należy do pisarek, których utwory można by polecać. Napisała jeszcze dużo innych książek. "Motyl na wietrze" uchodzi za najlepszą z nich :)

      Usuń
  3. Okładka absolutnie magiczna, przyciąga wzrok. Póki co "Wyznania gejszy" Goldena pozostają w czołówce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka rzeczywiście jest pociągająca. "Wyznań gejszy" jeszcze nie czytałam. Sięgnęłam po "Motyla na wietrze", bo miałam chęć na japońskie klimaty i bardzo się rozczarowałam. Mój ulubiony japoński pisarz to Ōe Kenzaburō. Nie wiem, czy czytałaś. Jeśli nie, bardzo polecam :)

      Usuń
  4. Mocne pierwsze zdanie recenzji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdanie to niestety jest prawdziwe :)

      Usuń
  5. Okładka świetna, na pewno gdyby książka pojawiła się w bibliotece to bym ją wypożyczyła, dzięki Tobie wiem już jednak że nie warto. Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno są lepsze książki o gejszach :) Autorka powinna trochę popracować nad warsztatem pisarskim.

      Usuń
  6. Och, ale szkoda - bardzo się rozczarowałam, uwielbiam taką tematykę, okładka śliczna i tytuł przyciągający, aż żal.

    OdpowiedzUsuń
  7. Biografia Saito Okichi rzeczywiście idealnie nadaje się na książkę... Szkoda, że autorce nie udało się należycie wykorzystać potencjału tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama tematyka miała duży potencjał, szkoda, że autorka go nie wykorzystała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barbaro, Beato i Kasiu, zgadzam się z Wami.

      Usuń
  9. "Zbeletryzowana biografia" - ostatnio skusiła mnie okładka "Malowanego pocałunku", będącego zbeletryzowaną biografią Emilie Flöge, muzy i kochanki Gustava Klimta. Książka również okazała się niewypałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno jest natrafić na dobrą biografię. Autorzy nie trzymają się faktów i za dużo zmyślają, nie umieją dotrzeć do ciekawych informacji z życia opisywanej postaci, nie umieją pisać w ciekawy sposób...
      Od "Malowanego pocałunku" będę się trzymała z daleka :)

      Usuń
  10. Och, tak pięknie się zapowiadała. Cóż za rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozczarowanie tym większe, że książki japońskich pisarzy do tej pory zawsze mi się bardzo podobały...

      Usuń