09.01.2019

„Zmarzlina” Tomasz Białkowski


Narrator „Zmarzliny” Tomasza Białkowskiego nazywa się Piotr Dębski i ma dwadzieścia jeden lat. Właśnie kupił dla niepełnosprawnej matki wózek elektryczny. Ale nie kierowała nim chęć ułatwienia jej życia, wprost przeciwnie: wózek posłuży do tego, by przetransportować ją na dworzec i tam zostawić. Panuje mróz, więc znienawidzona matka najprawdopodobniej szybko zamarznie. Mając sparaliżowane ciało, nie zdoła przecież ani wezwać pomocy, ani odjechać w cieplejsze miejsce. Z morderczymi zamiarami Piotr nosił się już od dawna, ale dopiero teraz zdobył informacje, które przelały czarę goryczy, i postanowił „parszywy węzeł wzajemnego ranienia przeciąć drastycznie”. Przeciąć drastycznie, czyli zabić rodzicielkę. Jako człowiek prymitywny i mściwy nie widzi innego sposobu na uwolnienie się od jej towarzystwa.

Zostawia więc matkę na mrozie i odchodzi, by pić, włóczyć się po Olsztynie i rozpamiętywać swoje nieudane życie. Przypomina sobie gorzkie dzieciństwo, wczesną młodość, poznane kobiety. Jedna z nich, Anna, chyba się w nim zakochała. Rozmyśla o starszym bracie Adamie, o mukowiscydozie, na którą choruje, i o wielu innych sprawach, a wszystkie bez wyjątku są smutne. Próbuje też zrekonstruować czasy sprzed swoich narodzin, kiedy to matka poznała ubeka Jana Dębskiego, zaszła w ciążę i zrozumiała, że musi pożegnać się z marzeniami o karierze naukowej.

Białkowski nie maluje ładnych obrazków. Opisywane miejsca i wydarzenia są szkaradne, a ludzie – odrażający. Dębska to jedna z najpotworniejszych matek, jakie spotkać można na kartkach książek. Bez skrupułów niszczy życie własnym synom, każdemu w inny sposób. Starszy uciekł za granicę, a młodszy – choć pieniędzy mu nie brakuje i mógłby wynająć jakiś pokój – długo mieszka razem z nią, pocieszając się myślami o morderstwie. Dziecku mającemu taką rodzinę jak on trudno jest wyrosnąć na dobrego, ufnego człowieka. Są, oczywiście, osoby, którym to się udaje, jednak narrator „Zmarzliny” do nich nie należy. Jest słaby psychicznie, nadwrażliwy, przepojony goryczą, podatny na demoralizację, mściwy. Przykro czytać, jak traktuje Annę i w jak nieuczciwy sposób zdobywa pieniądze.

Autor wysypał na głównego bohatera cały worek nieszczęść, ale zrobił to tak sprytnie, że opowiedziana historia sprawia wrażenie wiarygodnej. To przejmująca, sugestywna powieść, napisana zaskakująco ładnym, chłodnym językiem, idealnie dobranym do treści. Można podziwiać konstrukcję: ostatni wyraz każdego rozdziału jest identyczny jak pierwszy kolejnego, co na pewno wymagało od autora dużego wysiłku, poza tym nie ma w tej książce waty słownej ani nic niewnoszących wątków. Więc choć podczas czytania wpada się w przygnębiający nastrój, choć postacie i naturalistyczne opisy przerażają, warto sięgnąć po „Zmarzlinę”. Polecam.

---
Tomasz Białkowski, „Zmarzlina”, Prószyński i S-ka, 2008

12 komentarzy:

  1. Przyznam, że od dawna frapuje mnie okładka tej książki, gorzej z treścią.;( Jak będę w nastroju na ponure klimaty, to może się odważę.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Zmarzlina” wpędza w ponury nastrój, ale za to jak jest napisana! :) Z książek tego autora czytałam jeszcze „Teorię ruchów Vorbla”. Też przygnębia, choć nie tak mocno jak „Zmarzlina”.

      Usuń
    2. Chyba jeszcze nie czytałam książki, która miałaby podobną fabułę. Zaintrygowała mnie ta powieść i tytuł już zapisałam. Fajnie, że mogę u Ciebie poczytać o książkach, o których wcześniej nie słyszałam. :)

      Usuń
    3. Mnie ta powieść się bardzo podobała, więc zachęcam do przeczytania. :) A temat matkobójstwa chyba dość rzadko pojawia się w książkach. Matka bohatera to potwór w ludzkiej skórze, nic dziwnego, że syn chciał ją zabić.

      Usuń
  2. Ciekawe, mało kupuję literatury głównonurtowej, ale na to może się zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to dobra powieść. Czytałam ją dwa razy, osiem lat temu i w roku 2018. Wtedy mi się podobała i teraz też się podoba. :)

      Usuń
    2. jaka była różnica we wrażeniach?

      Usuń
  3. Ta książka daje po głowie - jak mało która - i zostaje w pamięci. Kawał rewelacyjnej prozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daje po głowie, zgadzam się. W sumie szkoda, że główny bohater nie wziął przykładu z Adama i nie wyjechał za granicę. Adam był mądrzejszy od niego. :)

      Usuń
  4. Fascynująca okładka. A książka ciekawi mnie tym bardziej, że wcześniej chyba o niej nie słyszałem. Treść trochę porażająca, ale chyba dobrze od czasu do czasu zanurzyć się w takim bagnie cierpienia - łatwiej wtedy docenić drobnostki, które otrzymuje się od losu, a które często przechodzą niezauważone.

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz chyba na ten tytuł nie jest u mnie dobry czas, ale zaintrygowałaś mnie głównym bohaterem i pomyślę kiedyś na pewno o lekturze. Tym bardziej, że wydaje się, iż całość jest bardzo przemyślana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi trochę jak proza Kenzaburo Oe, w tym sensie, że dotyka tak trudnych i często niesmacznych tematów. Ważne są takie książki.

    OdpowiedzUsuń