29.10.2017

„Szara przędza” Melanii Burzyńskiej, czyli pamiętnik chłopki


Czytać bardzo lubiłam. Pożyczałam gdzie się dało i nocami, mocno skręcając lampę, by rodzice nie dojrzeli w izbie światła, czytałam długo, aż mnie czasem strach ogarniał – wtedy szłam spać. Mama niejednokrotnie pędziła mnie od książki:
– Czytaj, czytaj, będziesz gołym tyłkiem świecić![1].

A ja pasjami czytałam! Całą szkolną bibliotekę, a była dość duża, przeczytałam, niektóre pozycje nawet po kilka razy[2].

Jadwiga Burzyńska, chłopka, autorka wspomnień pt. „Szara przędza”, książki kochała równie mocno jak swoją rodzinną wieś Jaświły. Nawet kiedy dobiegała już trzydziestki i w zniszczonym gospodarstwie nie miał kto pracować, bo jej tata zmarł, a szwagier trafił do więzienia za działalność partyzancką, potrafiła odrzucić kandydata na męża tylko dlatego, że nigdy nie przeczytał żadnej powieści. Imponujące zachowanie! Lubiła też pisać; wydała kilka tomików wierszy i uchodzi za jedną z najważniejszych poetek ludowych regionu podlaskiego.

Za najszczęśliwszy okres w życiu uważa dzieciństwo. Nie zdarzały się takie sytuacje, by z powodu prac w polu nie mogła iść do szkoły, przeciwnie, gorąco zachęcano ją do nauki. Długo nie zdawała sobie sprawy, że jej status społeczny jest wyższy niż dziewki czy parobka, bo mama z tatą odnosili się do służby tak samo życzliwie do członków rodziny. Kiedy podrosła, mogła przebierać w chłopakach; każdy chciał się ożenić z bogatą córką wójta. Sielanka skończyła się wraz z wybuchem wojny, a po wojnie Jadwiga stała się zubożałą panną z marnymi widokami na znalezienie męża, osobą zmuszoną do podjęcia decyzji, czy odbudowywać zrujnowane gospodarstwo, czy też przenieść się do miasta, gdzie łatwiej byłoby zarobić na utrzymanie. Wybrała oczywiście wieś.

Burzyńska opowiada o swoich problemach sercowych, nauczycielach ze szkoły, zajęciach w kółku teatralnym, relacjach z członkami rodziny oraz o panujących w Jaświłach zwyczajach. Jeden z nich polegał na tym, że w oknach nie wieszano firanek ani zasłon; jeśli ktoś chciał zrobić coś intymnego, zasłaniał szyby fartuchem. O zamożności rodziny świadczyła liczba świętych obrazów na ścianach. Złym zwyczajem było unikanie wydatków na leczenie. Kiedy koleżanka autorki zachorowała na tyfus, rodzice – wcale nie biedni – aż przez sześć tygodni nie wzywali doktora. Choć panowały upały, trzymali córkę w kuchni pod pierzynami... Dziewczynka zmarła. 

Miłośnicy literatury wspomnieniowej mogą przy „Szarej przędzy” spędzić kilka miłych godzin. Pani Jadwiga budzi wielką sympatię ze względu na miłość do rodzinnej wsi i czytania. Można też podziwiać jej bezkonfliktowy charakter. W przeciwieństwie do wielu innych autorów, którzy pamiętnik traktują jako miejsce do wylania żalów i oczernienia nielubianych osób, ludowa poetka o nikim nie pisała źle. Jeśli czuła do kogoś nienawiść, zostało to przemilczane. Z niektórych przeżyć najwyraźniej nie chciała zwierzać się czytelnikowi, bo na przykład o śmierci własnego dziecka napomknęła w zaledwie jednym zdaniu. 

Moja ocena: 4/6.

---
[1] Melania Burzyńska, „Szara przędza”, Pojezierze, 1977, str. 29.
[2] Tamże, str. 19.

10 komentarzy:

  1. Aj, trochę to smutne, że tak wiele interesujących postaci z naszego rodzimego artystycznego podwórka jest nieznanych, zapomnianych albo przemilczanych. O Melanii Burzyńskiej nigdy dotąd nie słyszałem, a na podstawie Twojej recenzji odnoszę wrażenie, że to artystka niezwykle intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wypowiem się o jakości jej wierszy, bo ich nie czytałam, w każdym razie Burzyńska na pewno była nietuzinkowym, silnym człowiekiem. Wzruszająca jest jej miłość do książek. Po wojnie trudno było znaleźć męża, bo mężczyzn ocalało o wiele mniej niż kobiet, a jednak pani Melania nie chciała wyjść za byle kogo. Ktoś, kto pogardzał czytaniem, nie miał u niej szans. :)

      Usuń
  2. Miłość do książek przeważyła nad wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. :) W pamiętniku jest kilka ładnych fragmentów o miłości do książek.

      Usuń
  3. Autorka pamiętnika przypomina praprapra... babkę Oriany Fallaci, która nigdy nie wyszłaby za mąż, gdyby nie to, że potrafił pisać i czytać. Przed poślubieniem go wymusiła nań obietnicę nauczenie jej czytania. Ja również nie słyszałam tego nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zachowanie bardzo mi imponuje. :) A ja usłyszałam o Melanii Burzyńskiej zaledwie kilka tygodni temu. Zaciekawił mnie pamiętnik chłopki, bo lubię książki o życiu na wsi. Chciałabym kiedyś zamieszkać na wsi i z okna domu widzieć lasy, pola, rzekę...

      Usuń
  4. Nie jestem do końca pewna, czy jest to pozycja dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego nie będę namawiać Cię do czytania. :)

      Usuń
  5. To coś dla mnie....chętnie czytam wspomnienia związane ze wsią, a te zapowiadają się bardzo ciekawie...Mam wrażenie, że spotkałam te wspomnienia już gdzieś w sieci, ale nie zwróciłam na nie specjalnej uwagi a widzę, że są tego warte.
    Ciekawe czy moja biblioteka posiada tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, bo dużo w tej książce opisów obyczajów wiejskich. Mnie bardzo zaciekawiły wspomnienia autorki związane ze szkołą. Ona uczyła się w czasach, gdy w wyższych oddziałach szkoły było zaledwie po kilkoro uczniów...

      Usuń