15.07.2017

„Adam i Ewy” Monika Orłowska


Od dawna żadna bohaterka książkowa nie zirytowała mnie tak mocno, jak Ewa z powieści Moniki Orłowskiej pt. „Adam i Ewy”. To połączenie cierpiętnicy z niesamowitą kretynką, kura domowa, dająca zły przykład wychowywanym przez siebie dziewczynkom. Ale po kolei. 

Ma czterdzieści lat. Z zawodu jest tłumaczką. Zrezygnowała z pracy, by pielęgnować sparaliżowaną teściową. Całymi dniami zmienia pampersy, kąpie, przebiera, masuje, gotuje zupki, karmi. Ponieważ wszystko robi bardzo powoli, nie znajduje czasu ani na przeczytanie książki, ani na zajmowanie się czteroletnią córeczką. Ciężar opieki nad dzieckiem spycha na szesnastoletnią pasierbicę. Za swoje poświęcenie nie otrzymuje od męża dobrego słowa, przeciwnie, obrzucana jest pretensjami. Słucha ich z pokorą i nie zastanawia się, dlaczego mąż, zarabiający miesięcznie aż dwanaście tysięcy, daje jej tak mało pieniędzy, że nie starcza ani na taksówkę, ani na wynajęcie opiekunki. Sparaliżowaną staruszkę dźwiga albo sama, albo razem z pasierbicą, choć ta ma już początki skoliozy. Bałam się, czy nie zawoła do pomocy czteroletniej córeczki, bo po takiej Ewie można spodziewać się wszystkiego.

Oniemiałam, przeczytawszy, w jaki sposób nasza bohaterka uprawia seks. Otóż po północy musi iść z mężem do łazienki. Nie może liczyć na żadne normalne pieszczoty, bo Adam lubi dziwnie, od tyłu i po ciemku. Każe biednej żonie nakładać maski i peruki, leje wodę na podłogę. Traktowana w ten sposób Ewa od wielu lat nie miała orgazmu, ale nie przychodzi jej do głowy, by obwiniać męża. Po posprzątaniu łazienki potulnie wraca do pokoju teściowej i kładzie się spać na popsutym łóżku, z którego wyłażą sprężyny i kaleczą jej skórę. 

Szesnastoletnia pasierbica, najrozsądniejsza osoba z tej patchworkowej rodziny, nieraz podpowiada, że tak nie wolno się zachowywać. Zgadnijcie, czy Ewa jej słucha.

W porównaniu do innych autorek tworzących czytadła dla pań Orłowska pisze bardzo sprawnie. Próżno w jej tekście szukać niezgrabnych zdań czy kiczowatych metafor. Lecz cóż z tej rzemieślniczej doskonałości, skoro tematyka nuży, a akcji brakuje dynamiki? Całość jest nieznośnie monotonna, bo Ewa – narratorka – wciąż opowiada o pampersach, zupkach i tym podobnych sprawach. Moim zdaniem autorka przesadziła z opisami pielęgnacyjnymi, w konsekwencji czego starsza pani, zamiast wzbudzać litość, drażni. Drażni również główna bohaterka i jej dylematy w rodzaju: czy zetrzeć z głowy teściowej ciemieniuchę, czy lepiej zostawić. 

Zakończenie nawet mi się spodobało, choć niezbyt rozumiem, dlaczego pewna postać na literę J. postanowiła zadzwonić do Ewy i powiedzieć to, co powiedziała (celowo piszę w sposób niejasny, by za dużo nie zdradzić). Ta akurat osoba powinna według mnie milczeć. Ale mniejsza o to. W każdym razie nasza bohaterka odkryje wielkie rodzinne tajemnice i dowie się przeokropnych rzeczy. 

Moja ocena: 4/6.

---
Monika Orłowska, „Adam i Ewy”, Replika, 2012.

16 komentarzy:

  1. No to ciekawa książka. Może ta Ewa była brzydka i dlatego jej zakładał maski na twarz? Ale po co woda? Żeby nie śmierdziało? Zaciekawiłam się niezmiernie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skądże, wcale nie wyglądała jak Quasimodo! Tyle że mężowi się nie podobała. Powinna mieć trochę honoru i nie zgadzać się na takie traktowanie. W dodatku jej mąż nie był agresywny. Owszem, obrzucał ją wyrzutami, ale na tym się kończyło. Gdyby wytłumaczyła mu, że chce mieć więcej pieniędzy i nowe łóżko, na pewno by się zgodził.

      Do czego woda, tego Ci oczywiście nie zdradzę, bo może będziesz czytać tę książkę. :)

      Usuń
    2. TO oni nawet łóżka nie mieli?

      Usuń
    3. Mąż spał na wygodnym łóżku w oddzielnym pokoju. Ewa kładła się w pokoju teściowej na kanapie, z której wystawała ostra sprężyna. :)
      Ta Ewa nie zadbała nawet o to, by zaszczepić własną córkę przeciwko ospie...

      Usuń
  2. Zastanawiam się czy jest sens pisać a co za tym idzie później czytać takie książki...o co Autorce chodziło...co chciała pokazać przez tę powieść.... a jeżeli chodzi o udziwnienia w seksie....cóż...różnej maści dewiantów jest całe mnóstwo, nawet byśmy może kogoś nie podejrzewały, że ma w tej materii spore odchylenia ...Tylko czy nam to coś da, że o czymś takim poczytamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszne uwagi. :) Obawiam się, że niektóre czytelniczki mogą uznać Ewę za wzór do naśladowania, osobę godną podziwu. Tymczasem nie ma czego podziwiać. Główną cechą Ewy jest głupota. Najbardziej zirytowało mnie jej zachowanie wobec dziewczynek. Kobieta ta, siedząc całymi dniami w domu, potrafi wygospodarować dla córki tylko 15 minut! I nie powinna od szesnastoletniej pasierbicy wymagać pomocy w noszeniu sparaliżowanej babci. Zniszczy dziewczynie zdrowie.

      Usuń
    2. Skonfrontowałam Agnieszko Twą opinię z tymi, które są na LC i stwierdziłam, że jednak jeżeli moja biblioteka posiada książki Pani Orłowskiej to spróbuję je przeczytać.
      Opinie na LC zachęcają do przeczytania tej
      książki uwypuklając wynikające z niej przesłanie a nie skupiając się tylko na tym co w książce zniechęca. A muszę przyznać, że opisy zachowań seksualnych mnie by najbardziej zniechęciły ...chyba, że są strawnie podane i maja istotny wpływ na główny wątek powieści.

      Usuń
    3. Słusznie zrobisz. Mnie się książka nie spodobała, Ciebie może zaciekawić, bo przecież każdy ma inny gust i na inne rzeczy zwraca uwagę. Dodam tylko, że nie skupiłam się jedynie na wadach. Napisałam przecież, że w porównaniu do innych polskich autorek Orłowska pisze bardzo sprawnie. Postawiłam „Adamowi i Ewom” ocenę 4/6, czyli wcale nie najniższą. Wspomniałam też, że zakończenie mi się podobało. Inne recenzentki narzekały na zakończenie. Będę wypatrywała Twojej recenzji. Ciekawi mnie, co pomyślisz, gdy poznasz rodzinną tajemnicę. :)

      A scena erotyczna jest tylko jedna. I jest potrzebna, bo pokazuje zachowanie męża.

      Usuń
  3. Może autorka chciała ostrzec czytelniczki, by nie zachowywały się w ten sposób, pokazując, do czego prowadzi takie podejście, pełne bierności i pokory? Przyznam jednak szczerze, że po Twojej opinii nie mam ochoty tego sprawdzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć, jakie intencje miała autorka. :) Sportretowała tu kobietę, jakich na szczęście jest coraz mniej: połączenie kury domowej z cierpiętnicą i idiotką.

      Usuń
    2. Bohaterka odrobinę przypomina Matsuko, protagonistkę "Zimowej kwatery", powieści pióra Tomojiego Abe. Tyle, że tam postawę kobiety można było wytłumaczyć specyficznym pojmowaniem chrześcijaństwa. I co ważne, wątek Matsuko był tylko jednym z kilku.

      Usuń
    3. Pamiętam „Zimową kwaterę”, to jedna z moich najulubieńszych japońskich książek. :) Zachowanie Matsuko można też było tłumaczyć strachem przed mężem. Tymczasem mąż Ewy nie jest wcale agresywny. Nie bije, nie krzyczy, jedynie marudzi. Pasierbica też jej nie dokucza, wprost przeciwnie, dużo pomaga. Bohaterka zachowuje się tak, a nie inaczej, bo bardzo przejmuje się samopoczuciem i zdrowiem teściowej, teściowa stała się dla niej najważniejszą osobą na świecie. Z tego wszystkiego zaniedbuje córkę i pasierbicę oraz marnuje wiedzę, którą zdobyła w czasie wieloletnich studiów. Gdyby choć od czasu do czasu przeczytała coś po angielsku, mogłaby zachować znajomość języka i kiedyś wrócić do pracy.

      Usuń
  4. I bez rodzinnych tajemnic książka wydaje się przeokropna. Będę ją omijać szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te rodzinne tajemnice to najlepsza rzecz w całej książce. :)

      Usuń
  5. Bohaterka nie zachwyca i całkowicie zniechęciłam się do czytania tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterkę ma się chęć kopnąć w pewną część ciała. Może inne książki Moniki Orłowskiej są ciekawsze. :)

      Usuń