04.10.2016

„Szpital Czerwonego Krzyża” Michał Choromański


Chętnie sięgam po książki napisane kilkadziesiąt lat temu, bo można wśród nich znaleźć wiele perełek. Miło jest je czytać, miło polecać czytelnikom. Dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę na taką właśnie niesłusznie zapomnianą, ciekawą, piękną i niepodobną do żadnej innej powieść, czyli na „Szpital Czerwonego Krzyża”. Jej akcja niemal w całości toczy się na terenie szpitala, a bohaterami są członkowie personelu oraz pacjenci. Nazwy ich chorób brzmią strasznie: karbunkuły, sarkoma karku, flegmona łokcia, kamica nerkową, gruźlica kości. Niektórzy są po amputacji nóg. Leżą ci nieszczęśnicy w łóżkach, dowcipkują i psocą niczym dzieci albo też jęczą, gryzą ręce z bólu, umierają...

Rzecz dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym. Opisane przez Michała Choromańskiego obyczaje i sposoby leczenia to już historia. Bohaterom robi się zastrzyki z heroiny, chronicznie chorzy przebywają w placówce latami, kobiet zgłaszających się na aborcję nikt nie nazywa zabójczyniami. Większość personelu mieszka na terenie szpitala, pielęgniarkami są siostry zakonne. Student Reinhort, u którego przed kilkoma laty zdiagnozowano gruźlicę płuc i kości, został umieszczony w gipsowym korytku, wyniesiony na werandę – i od tamtej pory leży nieruchomo na dworze. Nawet zimą, nawet nocą. W jednej ze scen przeczytamy o tym, jak potężna śnieżyca szarpie jego łóżkiem, a on, bezradny i całkowicie samotny, próbuje ocalić życie. 

Akcja toczy się bardzo wolno. Siłą tej powieści są, ciągnące się nieraz przez wiele stron, opisy stanów wewnętrznych bohaterów. Autor chorował na gruźlicę kości i płuc, wiedział więc wszystko o szpitalnej codzienności i uczuciach cierpiących ludzi. W swojej książce doskonale przedstawił lęk przed śmiercią, bunt, bezradność, różne reakcje na ból fizyczny. Pokusił się nawet o pokazanie lekarza w roli pacjenta. Człowiek ten, przedtem rozsądny, zaczyna zachowywać się dziwnie. Ukrywa przed innymi swój stan, operuje, choć niemal nic nie widzi i traci przytomność z bólu. A co, jeśli skalpel wyślizgnie mu się z ręki? Czy jest aż tak nieodpowiedzialny? Nie, wyjaśnia Choromański, to nie nieodpowiedzialność. Uruchomiły się po prostu jego mechanizmy obronne; postawił sobie diagnozę, ale że była zbyt straszna, natychmiast ją odrzucił. Uwierzył, że nic poważnego mu nie dolega.

Najciekawsza postać to według mnie Ksenio Brieg. Jest on serdeczny, łagodny, wciąż rozmyśla o pacjentach. Wydawałoby się, że taki dobry człowiek to skarb, jednak wiele osób męczy się w jego towarzystwie. Choromański wiedział, że czytelnicy lubią, by obok sympatycznych bohaterów pojawiła się czarna owca, ktoś, kto będzie wzbudzał złe emocje, wprowadził więc doktora Chwaścińskiego. Cóż to za kreatura! Bumelant, cham; im więcej wódki wypije, tym chętniej robi operacje. 

Książka została wzbogacona przemyśleniami autora na temat dobroci. Niektóre wydają mi się kontrowersyjne. Na przykład te: „Bo nauczyć kogoś postępować dobrze, to tak samo, co tego człowieka poniżyć”*. Kończąc, dodam, że pisarz posłużył się piękną, barwną polszczyzną. Czytanie napisanych przez niego zdań to ogromna przyjemność. Polecam! 

---
* Michał Choromański, „Szpital Czerwonego Krzyża”, Wydawnictwo Poznańskie, 1987, str. 276. 

10 komentarzy:

  1. Dla samych porównań z medycyną współczesną warto przeczytać tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wtedy inaczej leczono chorych. Książkę polecam, o ile oczywiście nie odstraszają Cię opisy cierpień. :)

      Usuń
  2. Akcja, która toczy się w szpitalu, a do tego w dwudziestoleciu międzywojennym? Biorę w ciemno :) Choć, trochę boję się opisów chorób, bo mam słabe nerwy na coś takiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię „szpitalne” książki, w dzieciństwie chciałam być pielęgniarką. :)
      Opisy chorób zajmują dużo miejsca. Najwięcej jest o ataku kamicy nerkowej, gruźlicy kości i dolegliwościach spowodowanych glejakiem. Jednemu z pacjentów, kolejarzowi, amputowano wszystkie kończyny... Straszne.

      Usuń
  3. Najbardziej w książkach nie lubię jak coś się ciągnie, wlecze... okropność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ta powieść może Ci się nie spodobać. :)

      Usuń
  4. Jak dla mnie jesteś chyba jasnowidzką ;-) czytam "Pokolenie Gombrowicza" i między innymi "Szpital Czerwonego Krzyża" sobie pod wpływem tej lektury zaplanowałam.Po Twoim wpisie tylko się upewniłam że warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto. To bardzo ciekawa książka o szpitalnym życiu, lekarzach i pacjentach. Nie nudziłam się przy czytaniu i na pewno sięgnę po coś jeszcze tego autora. Tylko jeszcze nie wiem, na którą książkę się zdecydować.
      PS
      Szkoda, że przestałaś pisać na swoim blogu. Lubiłam zaglądać. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa :-)

      Usuń
    3. O, widzę u Ciebie nowy wpis. Idę czytać. :)

      Usuń