01.08.2015

Matka i syn, czyli „Miłość” Hanne Ørstavik

Bywają trzy książki na tydzień, często cztery, pięć. Najchętniej czytałaby cały czas, siedząc w łóżku pod kołdrą, z kawą, z mnóstwem papierosów, w ciepłej koszuli nocnej*.

W taki sympatyczny sposób zaczyna się ciekawa i poruszająca powieść norweskiej pisarki Hanne Ørstavik pt. „Miłość”. To bardzo dobry, a zarazem przewrotny początek. Od razu wyobrażamy sobie bohaterkę jako inteligentną, pełną ciepła kobietę, bo czy ktoś, kto kocha literaturę, może być zły? Ale po przeczytaniu kilku kolejnych zdań nasze uczucia zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni. Urok pryska. Dostrzegamy, że ta czytelniczka jest osobą całkowicie pozbawioną uczuć, zachowującą się w sposób skrajnie zimny wobec swojego dziewięcioletniego syna. Wróciwszy z pracy do domu, w ogóle się z synem nie wita. Przebiera się, ucina sobie drzemkę, czyta, przygotowuje kolację. Przez cały ten czas mały Jon tkwi samotnie w swoim pokoju i nasłuchuje, co robi matka. Nie ma odwagi do niej wybiec i zagadać, jest przyzwyczajony do jej obojętności, zmrożony jej zachowaniem. Kocha ją, ale to, co matka do niego czuje, na pewno nie jest miłością. Tytuł książki brzmi bardzo ironicznie.

Akcja toczy się w ciągu jednego zimowego wieczoru, bardzo ważnego dla Jona, gdyż następnego dnia mają być jego urodziny. Chłopiec spodziewa się tortu i prezentu, a przede wszystkim odrobiny zainteresowania. Narracja prowadzona jest na przemian z punktu widzenia Jona i jego matki, przy tym te punkty widzenia zmieniają się bardzo szybko. Oszczędnym, ładnym językiem autorka dokładnie opisuje zimową przyrodę oraz zachowania i myśli bohaterów, ale niczego nie komentuje. Widać wielki kontrast pomiędzy uczuciami syna a uczuciami matki. Podczas gdy on rozpaczliwie do niej tęskni, ona rzadko o nim myśli. I nie tylko nie myśli, ale nawet nie zapewnia mu podstawowej opieki, nie sprawdza na przykład, czy wrócił do domu. Nie jest zdolna do kochania rzeczywistych ludzi, nawet własnego dziecka, ale książki, które pochłania, wzbudzają w niej mnóstwo emocji...

---
* Ørstavik Hanne, „Miłość” („Kjærlighet”), przeł. Sibińska Maria, Smak Słowa, 2009, str. 19.   

27 komentarzy:

  1. Pomyślałam, norweska książka, mój klimat, to może przeczytam o tej wrednej matce. Niestety nie ma w mojej bibliotece tej książki, nie ma w żadnej z dziewięciu innych w mojej dzielnicy. Podejrzewam, że tego typu książki mają małe wzięcie i przy zakupach do bibliotek nie są brane pod uwagę. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłam jeszcze, czy w ogóle są jakieś książki tej autorki, jest tylko "Pastor", czytałaś?

      Usuń
    2. "Pastora" nie czytałam, bo w mojej bibliotece jest tylko "Miłość" tej autorki. Niestety :)
      Matka bardzo dziwna, jakby pozbawiona uczuć, czyta i czyta, spotyka się z facetami, a o synu pomyśli może dwa razy na dzień :-(

      Usuń
  2. Zaciekawiłaś. Szukałam w sieci. Nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda :-(
      Bo to bardzo ciekawa książka. Sięgając po nią spodziewałam się historii z silnie zaznaczonym wątkiem matczynej miłości, tymczasem to opowieść o odrzuceniu, o ogromnej samotności dziecka.

      Usuń
  3. Lektura sprawia wrażenie dość mocnej, wstrząsającej. Bardzo ciekawy wydaje się zabieg z wprowadzeniem 2 perspektyw. Czy w powieści zostało może wyjaśnione, dlaczego kobieta aż tak namiętnie czyta? Czy to jakaś forma samoobrony - ucieczka przed rzeczywistością, przed problemami, itd.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, książka jest wstrząsająca. Narrator ukazuje nam zachowania i myśli bohaterów, ale nie ujawnia ich przeszłości ani niczego nie komentuje, nie wiadomo więc, dlaczego Vibeke ucieka w książkową rzeczywistość. Jest zdrowa, ma dom, pracę, brakuje jej tylko mężczyzny.
      O konstrukcji książki i zabiegu dwóch perspektyw ciekawie napisała tłumaczka Anna Sibińska:
      "Ørstavik ucieka się do techniki narracyjnej przypominającej filmowy montaż równoległy - czyli stosuje ostre przejścia między dwoma punktami widzenia. Tworzy pozbawioną autorytatywnego komentarza opowieść, w której matka i syn żyją w dwóch odrębnych światach. Jednak czytelnik z łatwością dostrzega związki między światem Vibeke a światem Jona: nakładające się na siebie sytuacje, paralelne sformułowania, gesty będące lustrzanym odbiciem gestów tej drugiej osoby".
      "Autorka bawi się konwencją thrillera, dozując informacje, wprowadzając tradycyjne złowieszcze epizody".
      Autorka trochę eksperymentuje z formą, ale w sposób dosyć łagodny. Mnie się to podobało :-)

      Usuń
  4. Niestety w mojej bibliotece też nie ma. Wydaje mi się ciekawa i wstrząsająca. Miałam podobny przypadek w dalszej rodzinie (o matce mówiło się, że leniwa i dlatego całe dnie czytała książki zostawiając dom i dzieci na pastwę losu i też nie wiemy dlaczego tak się działo). A tak poza tematem, miałam przerwę w zaglądaniu do blogosfery, więc dopiero dziś zauważyłam zmiany na blogu, podoba mi się wyraźna informacja dla potencjalnych reklamodawców, choć nie wiem, czy dla nich jest rzeczywiście wyraźna. U mnie stoi jak byk info o braku zainteresowania reklamami, a na skrzynkę pocztową co chwila zgłasza się potencjalny reklamodawca, zupełnie, jakby nie czytali strony, z której chcieliby zrobić sobie tablicę reklamową :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa, wstrząsająca i taka prawdziwa, życiowa, choć z drugiej strony trudno mi sobie wyobrazić, by u nas nikt nie zwrócił uwagi na aż tak zaniedbywane dziecko. A w "Miłości" właśnie tak jest - noc, mróz, a dziecko idzie sobie samotnie po ulicy. Widocznie w Norwegii panują inne obyczaje.
      Może takie zachowanie matki to oznaka depresji? Trudno powiedzieć...
      Ja też w ciągu ostatnich dwóch miesięcy rzadziej zaglądałam do blogosfery, bo i czasu miałam mało, a i jakieś zniechęcenie mnie naszło. Ale ten zły stan już mija :)
      Mnie najbardziej irytują propozycje grafomanów, by recenzować ich książki.

      Usuń
  5. Kolejna książka podejmująca ciężki temat relacji rodzinnych... zapamiętam tytuł, ale sięgnę może później :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To bolesna powieść. Zapiszę tytuł, ale przeczytam za jakiś czas, bo wczoraj skończyłam czytać opowiadania o dzieciach w Afryce Uwem Akpena i muszę po nich przeczytać coś lżejszego, aby otrząsnąć się z szoku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka lekka nie jest, nie nadaje się jako odtrutka po smutnych lekturach. A ja z kolei poczekam z czytaniem tej książki, o której piszesz.

      Usuń
  7. Już kilkakrotnie zetknęłam się z bardzo pokręconymi skandynawskimi filmami i książkami. I chyba wszystkie mi się podobały. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć gdzieś ten tytuł, bo narobiłaś mi na niego ochoty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do książek skandynawskich mam wielką słabość. Rzadko trafia w moje ręce taka, która by mi się nie podobała :)

      Usuń
  8. Widzę po komentarzach, że książka jest mało dostępna. Całe szczęście ja znalazłam ją jakiś czas temu w bibliotece. Skandynawia mnie fascynuje, więc często sięgam po książki z tej części Europy. "Miłość" bardzo mi się podobała. To raczej szybka lektura, ale pozostaje w pamięci na długo. Forma narracji była świetna moim zdaniem, bardzo dobrze się sprawdziła. I sama historia też potwornie smutna, ale zaliczam lekturę do udanych. "Pastor" Ostavik jakoś mało mnie pociąga, ale może kiedyś się skuszę. Wpadła mi w oko natomiast inna powieściopisarka, tym razem ze Szwecji - Kerstin Ekman. Czytałaś może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo się cieszę, że odezwała się osoba, która czytała tę książkę i że książka się podobała :)
      Tak, to jest szybka lektura, Ørstavik pisze bardzo zwięźle i na niewielu stronach potrafi zmieścić ogrom treści. Bardzo podziwiam autorkę za sprawny i bardzo udany początek oraz za zakończenie. I za tak przejmujące pokazanie samotności dziecka. Masz rację, sposób narracji jest bardzo dobrze dopasowany do tej książki.
      A Kerstin Ekman jeszcze nie znam.

      Usuń
  9. Jeeezu, niesamowita. Moi znajomi mają córkę - teraz nastolatka. Ona nie potrafi kochać, nie ma empatii, t po prostu choroba, bo jest wychowana w kochającym domu, a jej dwójka rodzeństwa jest "normalna". Ona nie rozumie miłości, może bez niej żyć. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie mieć męża i dzieci, bo to zniszczy rodzinę od środka. Książkę muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowita książka, a zachowanie Vibeke jest dla mnie niezrozumiałe. Ja lubię czytać książki, ale nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że wchodzę do domu, nie zaglądam do pokoju dziecka, tylko siadam w fotelu i czytam. Zawsze najpierw muszę się przywitać, choćbyśmy rozstali się zaledwie godzinę wcześniej. I chyba wszystkie normalne matki tak robią :)
      Może córka Twoich znajomych się jeszcze zmieni... Oby.

      Usuń
    2. To już trwa kilkanaście lat... Chyba się nie zmieni, ale miejmy ogromną nadzieję, że TAK.

      Znam jedną osobę dla której najważniejsze są książki, syn w tym czasie (ciągle, w każdej wolnej chwili od szkoły) ma sobie pograć na komputerze, byle jej nie przeszkadzał. Przerażające...

      Usuń
    3. Przerażające i dla mnie całkowicie niezrozumiałe. A jeśli chodzi o tę nastolatkę, córkę Twoich znajomych, może ona się zmieni, gdy sama zostanie matką.

      Usuń
  10. Jest coś nieprzyjemnego, odpychającego nawet w tym, co piszesz o matce, a zarazem chce się to przeczytać. Kiedy odzyskam dostęp do katalogu bibliotecznego, sprawdzę na pewno czy da się to u nas dorwać. Będę donosić z placu boju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo książka niebanalna i wstrząsająca. Długo będę o niej pamiętać. A postać matki jest świetnym przykładem na to, że miłość do czytania nie zawsze idzie w parze z dobrocią charakteru...

      Usuń
  11. Odnoszę wrażenie, że takie zimne traktowanie dzieci na północy a i w Anglii chyba nie jest czymś niezwyczajnym. Im bardziej na południe ludzie stają się ogólnie bardziej uczuciowi więc i dzieci są lepiej traktowane.....ma to nierozłączny związek z klimatem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak... Chociaż u bohaterki niedbałość o dziecko była przesadna, skrajna. To już nie był "zimny wychów", tylko coś więcej. Poza tym ona nie bała się żadnych konsekwencji prawnych, nie liczyła się z tym, że zaniedbanemu dziecku coś się stanie i ona będzie pociągnięta do odpowiedzialności.
      A książkę bardzo polecam :-)

      Usuń
    2. Nawet chętnie bym przeczytała...chociaż czasu mam niewiele na te co ma a i z oczami mam ostatnio coraz większe problemy. Obawiam się też, że moja biblioteka takiej literatury mieć nie będzie, bo jest za mała, ale sprawdzę. Temat jest interesujący. Pozbawionych uczuć macierzyńskich kobiet jest w dzisiejszym świecie coraz więcej.....a poza tym dzieci w wielu sytuacjach są przeszkodą a nawet zawadą.....

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że zapisałaś się do dobrego okulisty. Chociaż o dobrych lekarzy coraz trudniej...
      Takie kobiety zawsze były, są i będą. Dziś może jest ich mniej niż kiedyś, bo w naszych czasach jeśli kobieta nie chce rodzić dziecka, to nie rodzi, a kiedyś poddawana była wielkiej presji pod tym względem.

      Usuń