05.07.2020

„Kamienna wioska” Xiaolu Guo


Narratorka powieści Xiaolu Guo ma na imię Koral i mieszka w Pekinie. Któregoś dnia otrzymuje dziwną przesyłkę – wielkiego, solonego węgorza. Od razu zgaduje, że to dar od kogoś z jej rodzinnej miejscowości. Nigdy wcześniej nie wracała pamięcią do dzieciństwa, a teraz, patrząc na rybę, zaczyna przypominać sobie Kamienną Wioskę, babcię, dziadka, mężczyznę nazywanego niemową i innych ludzi poznanych w najwcześniejszych latach życia. Niemal wszystkie jej wspomnienia są ponure, a kilka można określić jako traumatyczne. Kamienna Wioska uczyniła z niej kobietę skrytą, smutną, pozbawioną marzeń. 

Fabuła toczy się dwutorowo, opisy codzienności w Pekinie z początku dwudziestego pierwszego wieku przeplatane są retrospekcjami ukazującymi życie w osadzie rybackiej, w której panowały nędza i przesądy. Osoba urodzona poza wioską nie miała szans rozeznać się w licznych dziwnych obyczajach i wciąż popełniała gafy, co kończyło się tym, że rybacy zaczynali ją nienawidzić i obwiniać za wszelkie nieszczęścia. Miejscowa ludność żyła tylko z tego, co złowiła w morzu lub co morze wyrzuciło na brzeg. Na skalistym podłożu niemal nic nie rosło, a na dachy chat trzeba było kłaść mnóstwo kamieni. Jeśli się położyło ich za mało, nawałnica zdmuchiwała dom, a jeśli za dużo, dach ulegał zawaleniu. Ciekawa rzecz, że i w Pekinie Koral ma wrażenie, że sufit jej mieszkania jest nadmiernie obciążony. Wynika to z tego, że zajmuje lokal na parterze dwudziestopięciopiętrowego wieżowca. 

Xiaolu Gou porusza też takie tematy jak samotność, pedofilia, nienawiść w rodzinie, szkody emocjonalne. Znalazło się nawet miejsce na wątek aborcji. Śledziłam go z wielką ciekawością, bo wiadomo, Chiny to polityka jednego dziecka i przymusowe usuwanie ciąż, szczególnie wtedy, gdy delikwentka ma już potomka lub płód wykazuje oznaki kalectwa. Jednak autorka rozczarowała mnie, bo nie dość, że nie wspomniała o tragedii Chinek, to jeszcze opisała wszystko tak, że kto nie zna prawdy, odniesie wrażenie, że Chiny są krajem przyjaźnie nastawionym do potencjalnych matek: chcesz, to urodzisz dziecko, nie chcesz, to bez problemu usuniesz ciążę w szpitalu; lekarki powitają cię uśmiechem i zapytają, czy za aborcję zapłacisz z własnej kieszeni, czy może koszty pokryje pracodawca, i w zależności od odpowiedzi grzecznie zaproponują tańszą lub droższą metodę... Oczywiście zdaję sobie sprawę, że autorka mogła bać się pisać o kontrowersyjnych sprawach, jednak tu nie widać nawet żadnych aluzji.

Zaskakująco wiele postaci z tej powieści pogrążonych jest w milczeniu. Milczy więc mężczyzna nazywany niemową, milczy starzec chory na raka. Ten pierwszy potrafi wydawać z siebie jedynie nieartykułowane dźwięki, drugiemu podczas operacji uszkodzono struny głosowe.  Z kolei dziadkowie narratorki aparaty mowy mają zdrowe, ale z własnego wyboru odzywają się niezwykle rzadko, doprowadzając do tego, że wnuczka rozpaczliwie marzy o domu, w którym nie dzwoniłaby cisza. I wreszcie sama Koral nie potrafi wydobyć z siebie głosu, kiedy chodzi o przemoc seksualną. Gdyby poskarżyła się komuś dorosłemu, pedofil z pewnością zostałby poskromiony. Lecz ona nie umie mówić o swojej gehennie, paraliżuje ją wstyd. Na przykładzie zachowania ofiary autorka pokazuje, jak destrukcyjne jest to uczucie i że niektóre osoby nie potrafią powiedzieć, że ktoś je krzywdzi.

Przekaz książki jest pozytywny – koszmarne dzieciństwo nie determinuje całego życia, człowiek porównujący się do kraba pustelnika może pokochać kogoś, założyć rodzinę. W zakończeniu brzmi więc nutka optymizmu, co różni tę powieść od większości innych opowiadających o wykorzystywanych seksualnie dzieciach. Chińska autorka sygnalizuje też, że spychanie traum w niepamięć nie prowadzi do niczego dobrego. Warto powspominać złe chwile i wrogów, wybaczyć im, a przynajmniej postarać się zrozumieć, że i oni nie byli szczęśliwi. Pod względem literackim, psychologicznym i obyczajowym, szczególnie jeśli chodzi o chińskie wierzenia i życie w rybackiej wiosce, powieść jest bardzo dobra. Zabrakło mi jednak szczypty polityki.

---
Guo Xiaolu, „Kamienna Wioska” („Village of Stone”), przeł. z angielskiego Katarzyna Ciążyńska, Muza, 2006 

9 komentarzy:

  1. To powieść, którą czytam. Treść jest bardzo dobra. Bardzo mi się podoba. Nie mogę jej przeczytać, gdy jest to najlepszy blog.pgslot

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio trochę częściej goszczę literacko w Państwie Środka, dlatego ta pozycja wydaje mi się bardzo ciekawa. No i faktycznie, interesujący jest ten wydźwięk, że krzywda zaznana w dzieciństwie nie musi przekreślać całego dorosłego życia - z chęcią poczytałbym jak bohaterka przezwycięża i oswaja przeżyte traumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa, warto przeczytać. Dla zachęty dodam, że w „Kamiennej Wiosce”, podobnie jak w wielu azjatyckich książkach, pojawia się motyw dołu w ziemi. Bohaterka spędza w tym dole trochę czasu. Ile i z jakiego powodu, tego nie napiszę, by nie zdradzać zbyt wiele z treści. :)

      Usuń
  3. Chiny zawsze mnie ciekawiły. Zwłaszcza te z początku XX wieku. To tak odmienny kulturowo zakątek świata... No i lubię książki problemowe, z przesłaniem, zmuszające do refleksji. Muszę koniecznie dać szansę tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odmienny, a Kamienna Wioska to miejsce bardzo egzotyczne, w którym panują dziwne zwyczaje. Najbardziej zdziwił mnie zwyczaj wykopywania noworodkom grobów. Mieszkańcy osady wierzyli, że posiadanie grobu przynosi dzieciom szczęście. :)

      Usuń
  4. Chiny w 2012 roku złagodziły, a w 2015 odeszły od polityki jednego dziecka.

    Owszem, była to bardzo drastyczna polityka, ale z drugiej strony bez niej dziś w Chinach żyłoby nie 1,42 miliarda ludzi, a pewnie koło 4 miliardów. A na Ziemi nie koło 7,5, a koło 10 miliardów. Więc choć metody szokują, to liczby też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odeszły od tej polityki, teraz można mieć więcej dzieci. Ale młode Chinki chyba już nie chcą tych dzieci, wolą robić karierę i oddawać się rozrywkom. Wskaźnik urodzeń nadal jest niewysoki. Państwo Środka ma wielki problem ze starzejącym się społeczeństwem i znacznie większą liczbą młodych mężczyzn niż kobiet.

      W „Kamiennej Wiosce” mamy Chiny jeszcze sprzed roku 2012.

      Usuń
  5. Lubię takie książki, chociaż rzadko po nie sięgam (w końcu jest tyle rzeczy to przeczytania, nieprawdaż?;)). Póki co dopisuję tą książkę do czytelniczej listy i mam nadzieję, że będzie mi dane znaleźć na nią czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest dosyć krótka, szybko się ją czyta. :)

      Usuń