Kiedyś nazwiska tłumaczy niemal nigdy nie trafiały na okładki publikowanych w Polsce książek. Od kilku lat ten zwyczaj się zmienia i coraz więcej wydawców decyduje się umieścić je na honorowym miejscu, czyli na okładce tuż pod nazwiskiem autora. Tymczasem wydawnictwo Stara Szkoła poszło o krok… nie, nie do przodu, lecz o krok do tyłu i na egzemplarzach „Pętli” Józefa Kariki informacji o tłumaczu nie podało w ogóle. Ani na okładce, ani na stronie redakcyjnej, ani nigdzie indziej. Na stronie wydawnictwa też poszukiwanego nazwiska nie znalazłam. Może więc książkę przełożył duch?...
A teraz kilka słów o treści „Pętli”. Jest to horror. Akcja rozpoczyna się na początku pandemii, kiedy to młodzi Słowacy Ryszard i Anna wracają lotem repatriacyjnym z wycieczki do Edynburga. Dziewczyna jest wniebowzięta, wciąż dotyka pierścionka zaręczynowego otrzymanego od Ryszarda i myśli tylko o swoim szczęściu. Tymczasem, choć samolot jest prawie pusty, tuż obok nich siada obcy mężczyzna. Wygląda na bardzo natrętnego, a przy tym zdesperowanego. Trzyma w rękach dziwny przedmiot i namawia Annę, by zajrzała do środka.
