Jest to krótka powieść z roku 1796, a więc chyba najstarsza, po jaką zdarzyło mi się sięgnąć z własnej woli. Ma formę pamiętnika napisanego przez szlachciankę Zuzannę, która zostaje wtrącona do klasztoru i rozpaczliwie szuka ratunku. Jest to dziewczyna bardzo bystra, uparta, wojownicza, gotowa podjąć każdą pracę, nawet fizyczną, byle tylko zrzucić znienawidzony habit. A do klasztoru trafiła z winy matki. Od małego czuła się gorzej traktowana niż jej siostry. Gdy podrosła, odkryła, że jest dzieckiem nieślubnym. Matka wydała „lepsze” córki za mąż, natomiast dla tej z nieprawego łoża pożałowała pieniędzy na posag. Nie miała też chęci trzymać jej w domu, bo widok Zuzanny przypominał jej o grzechach młodości, wymyśliła więc klasztor. Potraktowała córkę bez litości, jak rzecz.
Ta książeczka to nie tylko dzieje pewnej nieszczęsnej szlachcianki, ale też zjadliwa krytyka Kościoła. Autor wskazuje, że kiedy mniszka złoży śluby czystości, to tak, jakby pogrzebała się żywcem. Że dostać się do klasztoru jest łatwo, a odejście z niego graniczy z cudem, podczas gdy powinno być odwrotnie. Że klasztory to siedliska nigdy niewygasającej nienawiści, despotyzmu i ataków nerwowych, a zwyczaj zamykania kobiet w tych grobowcach jest bardzo szkodliwy. Ludzie stworzeni są do życia w społeczeństwie, a nie w izolacji, złożenie ślubów czystości nie zatrzymuje potrzeb biologicznych, nic więc dziwnego, że zakonnice stają się furiatkami, wpadają w melancholię albo obłęd. W książce pojawia się przykład siostry przełożonej, która nie mogąc zaspokoić swoich popędów, traci rozum.
Autor pokazuje też, jak nieprawdziwy obraz zakonnic mają prości ludzie, uważając, że te kobiety mają rajskie życie, bo tylko jedzą i się modlą.
Kiedyś ta książka wzbudzała kontrowersje. Dziś już raczej nikogo nie zbulwersuje ani krytyka klasztorów, ani opisu seksu lesbijskiego. Szokować może zaś to, co dawniej uchodziło na normalne, a mianowicie przekonanie Zuzanny, że jest gorsza od mężczyzn. W jednym miejscu twierdzi ona: „Jestem kobietą, umysł mam słaby jak istoty mojej płci” (s. 134).
Minipowieść Diderota ma oczywiście wady – pamiętnik niekiedy zmienia się w esej i narratorka rozprawia o sprawach, o których z racji odizolowania od świata nie może mieć pojęcia, poza tym zbyt wiele zakonnic przypomina bestie sycące się widokiem czyjegoś bólu i upokorzenia, przez co książka traci na realizmie – niemniej jednak czyta się ją bardzo dobrze. Fabuła jest ciekawa, dzieje bohaterki budzą wielki sprzeciw, poruszane są ważne w osiemnastym wieku problemy społeczne, jak chociażby niedola nieślubnych dzieci, których prawo w ogóle nie chroniło i których los zależał od dobrej woli rodziców. Matce Zuzanny tej dobrej woli niestety zabrakło…
Kilka cytatów:
„Jestem odważna; ale nie ma takiej odwagi, która by ostała się wobec opuszczenia, osamotnienia i prześladowania” (s. 67).
„W zgromadzeniach zakonnych są zakute głowy, takich jest nawet większość” (s. 111).
„Klasztor to śmietnisko, gdzie wyrzuca się odpadki społeczeństwa” (s. 141).

Uwielbiam książki sprzed wieków i bardzo się cieszę, że nie tylko ja sięgam po oświecenie. :)
OdpowiedzUsuńŻe Diderot był antyklerykałem, wiedziałam nie od dzisiaj. Nie wiedziałam natomiast, że napisał "Zakonnicę" - i za to poszerzenie moich horyzontów pięknie dziękuję.
Najbardziej znana jego książka to „Kubuś Fatalista i jego pan”, ale mnie skusiła właśnie „Zakonnica”. :) Losy Zuzanny są straszne. Ciekawa rzecz, że ta dziewczyna jest mocno wierząca. Lubi się modlić, uczestniczyć w nabożeństwach, tyle że nie chce żyć w zamknięciu.
UsuńZapomniałam napomknąć, że pierwszą rzeczą, jaką sprawdziłam po przeczytaniu recenzji, było nazwisko tłumacza. Szczerze mówiąc, trochę żałuję, że nie jest to Boy... ;)
UsuńNo cóż, Boy nie mógł tłumaczyć wszystkiego, musiał coś zostawić dla innych tłumaczy. :) Ale na przekład Rogowicza nie narzekam, dobrze się go czytało.
Usuń"Jest to krótka powieść z roku 1796, a więc chyba najstarsza, po jaką zdarzyło mi się sięgnąć z własnej woli"
OdpowiedzUsuńA ja nawet po Epos o Gilgameszu sięgnąłem :D Ostatnio przeczytałem "Opowieści z dworu faraona Chufu" (bardziej znane jako "Papirus Westcar") z XVI-XVIII w. p.n.e. takie trochę prefantasy (bo to nie były teksty z mitologii czy historii, tylko typowa literatura rozrywkowa). A może coś jeszcze skrobnę na blogu.
To nie czytałaś z własnej i nieprzymuszonej woli Biblii, Odysei, Iliady, Eneidy, czy choćby Kroniki Galla Anonima?
Nie, nie czytałam... Czytałam niemało książek z dziewiętnastego wieku, ale starszych już nie. A do Biblii nie zaglądam, bo jestem niewierząca. :)
UsuńZe starszych książek - i to francuskich - wymieniłabym jeszcze "Gargantuę i Pantagruela" Rabelais'go. Rzecz to godna uwagi: jeżeli już nie ze względu na treść, to chociażby dla fenomenalnego tłumaczenia (wzmiankowanego wyżej) Boya. ;)
UsuńA to może zajrzę. Francuska literatura i skandynawska to moje najulubieńsze. :)
UsuńAgnieszka (koczowniczka)
UsuńJa też jestem niewierzący, ale przynajmniej wiem w co nie wierzę :P
No ja mniej więcej też wiem. Ale fakt, że nie należę do tych niewierzących, którzy znają Biblię dokładniej niż wierzący. :)
UsuńWidziałam ją u rodziców na półce, ale jakoś nigdy po nią nie sięgnęłam.
OdpowiedzUsuńA jest całkiem ciekawa i nieźle się ją czyta. :) Przekład, który ja czytałam, jest dość uwspółcześniony, nie ma w nim archaicznych słów.
UsuńTo ciekawa lektura i jak widać, nie jest łatwa w czytaniu, ale i w temacie.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Niełatwo jest czytać książkę o postaci, która nic złego nie zrobiła, a musi bardzo cierpieć. Okrucieństwo zakonnic, ale też i rodziców Zuzanny jest straszne.
UsuńWydaje mi się, że kiedyś omawialiśmy fragment tego utworu na zajęciach na studiach i wciąż znajdowały się oburzone osoby, które nie potrafiły oddzielić dzieła literackiego od swoich poglądów.
OdpowiedzUsuńNiestety dużo jest takich osób. Ktoś, kto nie dostrzega wad Kościoła i myśli, że życie zakonnic usłane jest różami, może źle ocenić tę książkę pomimo jej wielkiej wartości literackiej.
Usuń