Narratorka „Góry Prawdy”, Hanna, dorastała w Kolmården. Kiedy miała dwanaście lat, jej brat Eric, wówczas piętnastoletni, w Wielką Sobotę wybrał się z kolegami na nabożeństwo, a potem do lasu na tytułową Górę Prawdy. I już nie wrócił. Jego dalsze losy nie są znane. Może poszedł na północ i zgubił się w lesie? Może wpadł do jeziora Bråviken? A może leży gdzieś we wnętrzu góry, bo ratownicy nie szukali zbyt dokładnie? I czy na pewno koledzy nie zrobili mu jakiejś krzywdy? A może Eric czuł się tak samotny i prześladowany, że postanowił popełnić samobójstwo?...
„Rodzicom też pewnie przyszło to do głowy, choć mi o tym nie wspomnieli, bo byłam dzieckiem, a może nawet o tym ze sobą nie rozmawiali z powodu odczuwanego wstydu, którym nie chcieli mnie zarazić: chodziło o wstyd posiadania brata, który się zabił, bo był homoseksualistą. I jeszcze ich własny wstyd, że go nie rozumieli albo że przeoczyli szansę, żeby mu pomóc. Kilka warstw wstydu, jak słoje roczne drzewa” (s. 181).
Hanna nie sprawia wrażenie aż tak załamanej jak rodzice, ale i na niej zniknięcie Erika wycisnęło piętno. Nie może na przykład pozbyć się myśli, że skoro jej brat umarł, a ona nie, powinna być bardziej wdzięczna losowi, bardziej korzystać z życia. Być może to właśnie zaginięcie brata uczyniło z niej szanowaną malarkę, bo przecież w świecie sztuki inaczej patrzy się na kogoś, kto przeżył coś tragicznego. Ludzie mają tendencję, by dzieła artysty pokrzywdzonego przez los uważać za głębsze i więcej warte niż te stworzone przez kogoś, kto nigdy nie cierpiał. I czyż to nie wpływ brata, że ona wręcz obsesyjnie maluje góry? O swoim stosunku do malarstwa narratorka pisze dużo i całkiem ciekawie. Pasja tworzenia owładnęła nią nagle i tak mocno, że Hanna odsunęła na bok wszystkie inne zainteresowania, takie jak na przykład jogging i spotkania towarzyskie, by nie tracić energii na coś, co nie jest najważniejsze. Malując, ma wrażenie, że nawiązuje kontakt z czymś prastarym, archaicznym.
Narratorką nie streszcza całego swojego życia, wybiera z niego jedynie kilka krótkich okresów, które opisuje dokładnie, z detalami. Ukazuje siebie w wieku nastoletnim, jako studentkę, jako czterdziestolatkę. Zawsze towarzyszą jej myśli utraconym bracie, ale też o Markusie, przystojnym rówieśniku poznanym w dzieciństwie.
Powieść jest krótka, spokojna, refleksyjna i melancholijna, w formie wspomnień, a rozważania bohaterki zajmują więcej miejsca niż konkretne wydarzenia. Mnie się podobała. Można by ponarzekać jedynie na polskiego wydawcę, który w opisie książki podał, że w dniu zaginięcia Eric miał dwanaście lat. A to nieprawda, miał lat piętnaście, co jest wyraźnie napisane w kilku miejscach tekstu. Poza tym zdarzają się pokręcone, dziwaczne zdania i błędy gramatyczne.
Kilka cytatów:
„Wielkanoc zdążyła ułożyć nad nami swój ciężar, nasycenie, powolność” (s. 11).
„Z perspektywy czasu zdaje się, że życie ma jakąś opowieść. Posiada kontury, coś, co je podtrzymuje” (s. 184).
„Sama od czasu do czasu wracałam z kimś do domu, bez przekonania, bez myślenia o tym, że mogłoby to wygenerować coś innego niż chwilowa bliskość czy doprowadzić do czegoś więcej” (s. 74).
„można się było przesiąść w autobus” (s. 78).
„W drodze do zoo las był ciemny” (s. 61).
-––
Therese Bohman, „Góra Prawdy”, przeł. Justyna Czechowska, Pauza, 2025

Jestem ciekawa czy mi również książka by się spodobała. Chciałabym ją przeczytać.
OdpowiedzUsuńZachęcam więc do przeczytania. To nie jest zła książka. Lubię tę autorkę. :)
UsuńZastanowiło mnie przekonanie, iż na artystę, który przeżył jakąś tragedię patrzy się inaczej, że ta tragedia go jakby naznacza i predestynuje do bycia lepszym, wrażliwszym. Ale zapewne tak jest, choć dla mnie to rzecz mało istotna, bo rzadko znam życiorysy artystów (może poza tymi którzy już przeszli do historii) i rzadko się nimi kieruję przy ocenie swoich wrażeń wizualnych. Ale rzeczywiście w naszym świecie liczy się skandal, coś co przyciągnie uwagę do osoby, coś co pozwoli lepiej sprzedać jego dzieła. Smutne, ale prawdziwe
OdpowiedzUsuńTeż staram przy ocenie książki, obrazu czy utworu muzycznego nie patrzeć na życiorys twórcy, oceniać jedynie dzieło. :) Ale zauważyłam, że wielu czytelników nie ośmiela się krytykować autobiograficznej książki o chorym dziecku, o śmierci kogoś bliskiego czy wspomnień obozowych, nawet jeśli ta książka jest bardzo źle napisana lub nie w pełni wiarygodna.
UsuńMam na półce, ale jak to ja, jeszcze nie zdążyłam przeczytać.
OdpowiedzUsuńTo będę wypatrywała Twoich wrażeń. :) Bohman to jedna z ciekawszych współczesnych autorek.
UsuńJestem ciekawa tej opowieści.
OdpowiedzUsuńZachęcam więc do przeczytania. :)
Usuń