12.06.2019

„Przypadek F.” Ingeborg Bachmann





Martin Ranner i Franciszka Jordan, bohaterowie „Przypadku F.” Ingeborg Bachmann, są rodzeństwem. Jako dzieci przepadali za sobą. Potem ona została żoną sławnego psychoanalityka i z trzpiotowatej dziewczyny zmieniła się w nieprzystępną damę. Ponieważ Martin nie potrafił znaleźć wspólnego języka z nadętym Jordanem, przestał odwiedzać ich wiedeńskie mieszkanie i nie zauważył, że siostra z winy męża stawała się coraz bardziej nieszczęśliwa. Prawda dotarła do niego dopiero wtedy, gdy Franzie uciekła z prywatnego szpitala. Zaczął jej szukać, ale bez większego zaangażowania. A kiedy stwierdził, że jest mocno rozstrojona, odczuł nawet przelotną chęć, by powiadomić Jordana i w ten sposób pozbyć się kłopotu. W końcu jednak uległ prośbom Franzie i zabrał ją ze sobą w podróż do Afryki. 

Zmiana miejsca pobytu nie poprawia nastroju chorej. Podczas gdy Martin, zapalony geolog, podziwia piramidy i świątynie, jego siostra snuje ponure rozmyślania. Analizuje, dlaczego ona, osoba inteligentna i o silnym charakterze, pozwoliła się oszukać. Dlaczego tak późno zrozumiała, że poślubiła nowoczesną wersję Sinobrodego? Najpierw dostrzegała tylko ogładę, sławę i tytuły naukowe męża. Wierzyła, że jego poprzednie żony, z których jedna przestała wychodzić z domu, a druga popełniła samobójstwo, były niespełna rozumu. Odpychała od siebie podejrzenia, a teraz, kiedy wreszcie zna prawdę, nie ma już siły na ratowanie się i pragnie nie tyle uwolnić się od prześladowcy, co umrzeć. 

Akcja toczy się na początku lat sześćdziesiątych, przy tym w retrospekcjach ukazany został okres wojny. Rodzeństwo spędza ją w rodzinnej wiosce Galicien. O dziwo, wiosnę roku tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego Franzie uważa za najpiękniejszą w swoim życiu. Straciła wtedy matkę, ale też po raz pierwszy się zakochała. Miłość do podstarzałego angielskiego kapitana przewyższała intensywnością uczucie żałoby. 

W przedmowie Bachman pisze, że mordercy są wśród nas. Jacy więc mordercy występują na kartach „Przypadku F.”? Pierwszego bohaterka spotyka w Afryce. To niemiecki lekarz pozbawiony prawa do wykonywania zawodu. Kiedyś brał udział w programie eutanazji na więźniach i bezlitośnie uśmiercał osoby pragnące żyć, a teraz, w czasach pokoju, odżegnuje się od przeszłości i nie chce pomóc odejść nawet tym, którzy o to proszą. Drugim mordercą jest profesor Jordan, umiejący w wyrafinowany sposób zadręczać swoje żony, a przy tym zadbać, by opinia publiczna była po jego stronie. Ludzie tacy jak on pozostają bezkarni, gdyż zabijają nie siekierą, lecz znacznie subtelniej – stosując przemoc psychiczną, której otoczenie bardzo często nie zauważa. Na ofiary wybierają osoby łagodne, skryte, pozbawione wsparcia rodzin. Może Jordan nie dałby rady aż tak mocno skrzywdzić Franzie, gdyby ta miała rodziców lub bardziej opiekuńczego brata?

Powieść nie została ukończona, można zauważyć w niej luki, fragmenty w formie szkicu i mało zrozumiałe zdania. Ale zarazem jest to powieść dająca dużo do myślenia, zawierająca wiele spostrzeżeń i zadziwiająco treściwa. Bachman pisze o przemocy, o próbie ucieczki od nikczemnego męża, o rozpadzie więzi pomiędzy rodzeństwem, o sytuacji mieszkaniowej w powojennym Wiedniu, o wędrowaniu po Arabii i Egipcie, o tęsknocie za śmiercią i o wielu innych sprawach. Czytelnik, który potrafi przymknąć oko na niedokończone fragmenty i któremu nie przeszkadzają niewyodrębnione dialogi oraz długie, wielokrotnie złożone zdania, na pewno będzie z lektury zadowolony. 

Kilka cytatów

Nie ma bowiem nic potworniejszego, choć może i potężniejszego, niż człowiek, jeśli wolno w tym miejscu przypomnieć państwu lekcję szkolną[1].

Jestem mordowana, pomóżcie mi. Tak powinnam była powiedzieć. Ale wyobraź to sobie w tym społeczeństwie – oto ktoś przychodzi i mówi: jestem mordowana. Proszę powiedzieć jak i przez kogo, i dlaczego, proszę podać informacje, dowody[2]. 

Tak, on jest zły, choć dzisiaj nie wolno mówić zły, tylko chory, ale cóż to za choroba, co przysparza cierpień innym, a nie choremu. On musi być szalony. A jednocześnie trudno znaleźć kogoś, kto zdawałby się rozsądniejszy[3]. 

---
[1] Ingeborg Bachmann, „Przypadek F.” („Der Fall Franza”), przeł. Krzysztof Jakimczak, Wydawnictwo Literackie, 1997, przedmowa, s. 6.
[2] Tamże, s. 65.
[3] Tamże, s. 62.

11 komentarzy:

  1. O proszę, tak jak pisałaś "Przypadek F." ma sporo wspólnego z opowiadaniem "Szczekanie" ze zbioru "Symultanka", który czytałem w tym roku (dr Jordan przez pryzmat relacji z matką ukazany jest jako b. nieprzyjemny typ). Przyznaję, że proza Bachmann mocno mnie zaintrygowała. Nie tak dawno udało mi się nawet natrafić na "Malinę" w jednym z antykwariatów. Za "Przypadkiem F." także będę się rozglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, to ten sam Jordan! W „Przypadku F.” jego matka się nie pojawia. Jeśli w „Symultance” ukazany był jako nieprzyjemny typ, to tu jest pokazany o wiele gorzej, jako morderca niszczący swoje żony. Zachęcam do przeczytania, luki w tekście nie będą Ci przeszkadzać, zresztą nie ma ich aż tak wiele. Powieść jest gorzka – tak jak wszystkie powieści o przemocy. Jordan wpędził bohaterkę w taki stan, że ta marzy o śmierci.

      „Malinę” mam w domu, ale jeszcze jej nie czytałam. Kiedyś kupiłam sto powieści z serii Nike za siedemdziesiąt złotych. Niestety „Symultanki” wśród nich nie było. :)

      Usuń
    2. Teraz przypomniało mi się, że w "Szczekaniu" pojawia się tylko sugestia, że poprzednie małżonki dr Jordana zniknęły w dziwnych okolicznościach. I w sumie obecna (w trakcie opowiadania) żona również znika, co wywołuje spory smutek u staruszki matki.

      100 książek! No to masz niezły zapas. Ja od czasu do czasu skuszę się na jakąś "Nike" z antykwariatu, ale całkiem regularnie wypożyczam dzieła z tej serii z okolicznych bibliotek :)

      Usuń
    3. Ta żona ucieka z kliniki, w której umieścił ją mąż, i szuka pomocy u brata. Co do poprzednich żon, nie jest szczegółowo opisane, w jaki sposób Jordan się nad nimi znęcał. Podczas czytania miałam wrażenie, że gdyby autorka ukończyła powieść, o poprzednich żonach byłoby coś więcej. I na pewno wspomniałaby o matce.

      W sumie mam sto dziesięć książek z serii Nike, bo dziesięć miałam przedtem. Do tej serii niemal zawsze wybierano wartościowe książki, więc cieszę się z takiego zapasu. :)

      Usuń
    4. Ja właśnie czytam 36. (dzięki ci LC!) książkę z serii Nike i przyznaję, że jak dotąd również nie natknąłem się na jakiś wyraźnie słabszy tytuł. Bardzo często miałem za to okazję zapoznać się z prozą artystów bądź artystek, o których obecnie niewiele się pisze i o których niewielu już pamięta.

      Usuń
    5. O, to przeczytałeś ich o wiele więcej niż ja. :) Mnie raz rozczarowała książka z tej serii: chodzi o „Niewiarygodną i smutną historię niewinnej Erendiry i jej niegodziwej babki” Marqueza.

      Usuń
  2. Treść bardzo mnie zainteresowała, będę miała książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treść jest ciekawa, ale mocno przygnębiająca. Szkoda, że autorka nie ukończyła tej książki. :)

      Usuń
  3. Ten niemiecki lekarz skojarzył mi się od razu z naszym rodzimym Chazanem :/ Książka niedokończona, mówisz? Z jednej strony chciałabym przeczytać, a z drugiej to niedokończenie trochę mnie odstręcza. No bo jak czytać, skoro to urwana myśl autorki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafna obserwacja, między zachowaniem Chazana a niemieckiego lekarza z powieści widać podobieństwo. :) Ten pierwszy zmienił swój stosunek do aborcji, a drugi do eutanazji. Aby czytać niedokończoną książkę, trzeba mieć wiele cierpliwości i lubić autora, więc nie będę Cię namawiała do sięgnięcia po powieść Bachmann. :)

      Usuń
    2. Ale, nieco paradoksalnie, w niektórych sytuacjach takie niedokończenie, urwanie się fabuły może prowadzić do zwiększenia pojemności interpretacyjnej dzieła - zakończenie jest otwarte, co stwarza większe możliwości do popisu dla wyobraźni czytelnika ;)

      Usuń