22.11.2018

„Układanka z uczuć” Małgorzata Garkowska


„Układanka z uczuć” Małgorzaty Garkowskiej powinna nosić tytuł „Płacząca Agnieszka”, gdyż główna bohaterka wciąż płacze. Płacze, kiedy kroi pomidory, kiedy wraca do domu po nocy spędzonej z kochankiem i kiedy mąż zmusza ją do zjedzenia jajecznicy. Płacze na początku książki, w środku i nawet na ostatniej stronie leje łzy. Wyjątkowo zabeczana, bezbarwna, nudna postać. Niby kocha męża, a zdradza go przy pierwszej okazji. Kiedy zostaje obrażona i zgwałcona, gniewa się (i oczywiście płacze), ale tylko do momentu, w którym dostaje od gwałciciela prezent. Prezent jest atrakcyjny, więc Agnieszka wpada w rozanielenie i natychmiast zapomina o swojej krzywdzie. Konia z rzędem temu, kto będzie umiał współczuć takiej nieszanującej się, przekupnej kobiecie, pozwalającej, by mężczyźni traktowali ją jak szmatę. Ja nie umiałam. 

Bohaterka pochodzi ze wsi. Jako dziecko stroniła od spotkań towarzyskich, wolała czytać książki i pomagać  rodzicom, którzy „odwdzięczyli się” w ten sposób, że zabronili jej iść na wymarzone studia. Wkrótce ojciec zmarł, a ona, nie czekając, aż minie okres żałoby, wzięła ślub z bogatym prawnikiem Pawłem. Urażona matka zerwała z nią kontakt. Teraz Agnieszka mieszka w Trójmieście, w willi, do której klucz ma też teściowa, i całe dnie spędza na rozmyślaniach oraz płakaniu. Mąż traktuje ją coraz bardziej przedmiotowo. 

Garkowska być może chciała pokazać, że pierwsze miesiące małżeństwa nie zawsze przypominają sielankę. Pomysł ciekawy, ale wykonanie marne. Wszystko w tej powieści szwankuje: styl, budowa postaci, logika. Autorka pisze topornie i, o zgrozo, ma taką manierę, że w jednym zdaniu nazywa daną postać po nazwisku, a w kolejnym po imieniu, i tak w kółko. Ba! Bywa, że w tym samym króciuteńkim zdaniu bohater określany jest nazwiskiem, a po chwili imieniem. Wygląda to tak: 
(...) żartuje Rajewski pomiędzy kęsami potrawki z łososia, której zapach najwyraźniej znęcił kociczkę, bo stoi u stóp Pawła i węszy zapamiętale. (s. 48)
Każdy by pomyślał, że Rajewski i Paweł to dwie różne osoby. Jednak nie – to ta sama osoba. Autorka próbuje unikać powtórzeń, ale robi to w wyjątkowo nieudolny sposób. 

Wiarygodność zachowań bohaterów leży i kwiczy. Jest w powieści taka scena: mężczyzna przyjeżdża do teściowej i krzyczy, że jej córka może umrzeć. Jak zachowuje się mama będącej w niebezpieczeństwie dziewczyny? Otóż nakłada na talerz porcję pierogów, zjada je powoli i dopiero, kiedy ma pełny brzuch, wybucha szlochem i pyta o córkę. Prawdopodobne to? Moim zdaniem nie... W innym fragmencie autorka opisuje władczego, agresywnego mężczyznę, który dowiaduje się, że jego ciężarna żona od dawna przyprawiała mu rogi i właściwie nie wiadomo, kto ją zapłodnił. Mąż przyjmuje tę wiadomość z nienaturalnym spokojem. Owszem, mógłby zaakceptować cudze dziecko i wybaczyć żonie, ale chyba po jakiejś walce wewnętrznej, po uporaniu się z uczuciami takimi jak gorycz, urażona duma itd. To, co przedstawiła Garkowska, to żart z czytelnika i dowód na jej słabą znajomość męskiej psychiki.

I kolejny przykład nielogiczności: na początku powieści powiedziane jest, że teściowa Agnieszki to kobieta zaradna, która osobiście załatwiła znajomemu kontrakt ordynatora w klinice chirurgicznej w Szwajcarii. Potem opisany zostaje wyjazd za granicę i okazuje się, że ta teściowa nie umie ani wezwać lekarza, ani porozumieć się z obsługą hotelu. „Nigdy nie nauczyła się żadnego języka obcego” – komentuje narrator. Jak wobec tego ta niezaradna, nieznająca żadnego języka obcego osoba osobiście załatwiła znajomemu stanowisko ordynatora w szwajcarskiej klinice, pozostaje słodką tajemnicą autorki. 

Wątpliwą ozdobą „Układanki z uczuć” są sprzeczne informacje. Na str. 10 przeczytałam, że ojciec Agnieszki „zmarł 21 września 2005 r., żył lat 63”, a na str. 19, że urodził się rok po wybuchu wojny. 2005 minus 63 daje nam 1942. A rok po wybuchu wojny to 1940. Albo więc Małgorzata Garkowska nie umie odejmować, albo nie zna daty wybuchu wojny. Na str. 10 przeczytałam, że ojciec zmarł we wrześniu, tymczasem w rozmowie z Piotrem Agnieszka twierdzi, że... w październiku. 

„Układankę z uczuć” uważam za naiwny harlequin z cudacznym zakończeniem. Postacie nie są pogłębione psychologicznie, zachowują się dziwacznie. Autorka wymyśliła sobie, że okrutny bohater zmieni się w dobrego, ale ta przemiana została pokazana tak nieudolnie, że nie sposób w nią uwierzyć. Za dużo jest w tej książce zdrobnień – od tych Aguś, Agnieś, Isi, Isiulek, Pawełków, Piotrusiów robiło mi się mdło. Na domiar złego Garkowska używa szkolnego, monotonnego stylu, działającego na czytelnika niczym kołysanka. Próbuje uatrakcyjnić tekst licznymi scenami erotycznymi, jednak nawet one nie ożywiają akcji, bo zostały napisane z podobnym rozmamłaniem jak reszta powieści.  

Moja ocena: 3/6.

---
Małgorzata Garkowska, „Układanka z uczuć”, Zysk i S-ka, 2016

16 komentarzy:

  1. Widzę, że nie ma po co sięgać, więc tego nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to nudna i słabo napisana książka. Może następne tej autorki będą lepsze. Wydała już w sumie trzy. :)

      Usuń
  2. Podziwiam Cię, że dobrnęłaś do końca tej książki. Serio. Nie wiem jak można takie gnioty wypuszczać w świat. Rozumiem, że wiele autorów nie zwraca za bardzo uwagi na realizm postaci, sytuacji, nie dbają o logiczne aspekty swoich fabuł, ale kurczę ktoś to redaguje, są korektorzy, wydawca i puszczają takie koszmarki w świat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka przed wysłaniem tekstu do wydawnictwa powinna dać go do przeczytania komuś rozsądnemu, komuś, kto nie zachwyca się byle czym i umie wskazać nielogiczności. Też nie rozumiem, po co wydawać takie słabe, niedopracowane książki. Podoba mi się nazwa „koszmarek”. Pasuje do tej powieści. :)

      Usuń
  3. Reasumując, omijać z daleka. B. dziękuję za ostrzeżenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym podziękowała po kilku stronach, zresztą to w ogóle nie moje klimaty. Ty przeczytałaś, napisałaś jeszcze tekst o książce, dla której raczej szkoda czasu, wow...
    PS. A autorka pisze pewnie już kolejną powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka w roku 2018 wydała już dwie powieści, widać więc, że tworzy w tempie ekspresowym i żałuje czasu na dopracowanie tekstu. Czasami mam chęć na przeczytanie jakiejś książki o problemach współczesnych polskich kobiet, jednak trudno jest znaleźć coś ciekawego i dobrze napisanego. :)

      Usuń
  5. Raczej uciekam od tego typu książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze robisz. :) Ja czasem kuszę się na czytadło niskich lotów, ale potem żałuję straconego czasu.

      Usuń
  6. Szkoda, że książka nie okazała się lepsza i że są w niej takie błędy. Może kiedyś z ciekawości jednak po nią sięgnę, ale teraz mam w planach inne książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kolejne są lepsze. Tej nie można nazwać dobrą. :)

      Usuń
  7. Czuję się skutecznie odstraszona. W zasadzie już ciągły płacz głównej bohaterki byłby wystarczającym powodem, żeby nie czytać tej książki. A cała reszta... No cóż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze w żadnej książce nie natrafiłam na tak zapłakaną postać. Okropna jest ta bohaterka.

      Usuń