28.03.2017

„Bądź moim Bogiem” Remigiusz Grzela



Kiedy przeczytałam „Złodziei koni”, wiedziałam, że niebawem sięgnę po inne książki Remigiusza Grzeli. I oto przyszła pora na „Bądź moim Bogiem”.

Narratorem jest młody dziennikarz, samotny i dość nieszczęśliwy w życiu prywatnym. Dobrze czuje się tylko w pracy. Fascynują go podstarzałe, zapomniane artystki. Wie o nich niemal wszystko i traktuje je z niesłychaną cierpliwością. Teraz postanowia poznać losy Eriki oraz Very. Ta pierwsza to wdowa po legendarnym pisarzu Borysie, druga – Żydówka niesprawiedliwie oskarżona o współpracę z gestapo.

To właśnie wątek Very stanowi „serce” tej książki. Choć od czasów wojennych minęło ponad pół wieku, choć dziś nikt staruszki o nic złego nie podejrzewa, ona wciąż czuje się zagrożona, wszędzie widzi kamery, podsłuchy, szpiegów. Zachowuje się irracjonalnie, zatyka na przykład skarpetkami krany, bo uważa, że mogą przez nie wejść wrogowie. Mania prześladowcza uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie. 

Dziennikarz odkrywa tajemnice starych artystek, a przy okazji zastanawia się nad sobą. Dlaczego jego życie przesiąknięte jest smutkiem? Skąd ta niechęć do nawiązywania bliskich relacji z innymi ludźmi? Czy to wina chłodnej atmosfery w domu i rodziców, którzy się nie lubili? Ojciec jako działacz opozycji uchodził za bohatera, mama nic, tylko czytała książki. Kiedy syn dorósł, odeszła od męża i wreszcie poweselała. Co ją gnębiło? Dlaczego ojciec trzyma w pudłach tyle dokumentów i listów Borysa? Nawiasem mówiąc, niektóre z tych listów zostały przytoczone. Zawierają wiele ciekawych porad dla początkujących autorów.  

„Bądź moim Bogiem” to powieść z kluczem. Vera ma swój pierwowzór: Wierę Gran, z którą Remigiusz Grzela przeprowadził wiele rozmów. „W kilku miejscach cytuję Jej książkę Sztafeta oszczerców (...), w kilku fabularyzuję Jej wspomnienia. Czasem odchodzę od nich daleko, ale tylko wtedy, kiedy próbuję «odrysować» Jej osobowość”* – napisał w posłowiu. Niektóre postacie wzorowane są na kimś, inne (jak choćby poetka Stanisława Zawiszanka) występują pod własnym nazwiskiem. A czy narrator powieści jest kimś w rodzaju alter ego autora? Tego nie wiem.

Prosty, niemal pozbawiony ozdobników, precyzyjny język, jakim została napisana ta książka, mocno działa na wyobraźnię. Niewielu współczesnych pisarzy umie pokazać tragizm ludzkich losów i starania o zachowanie godności z podobną wrażliwością i subtelnością co Grzela. 

---
* Remigiusz Grzela, „Bądź moim Bogiem”, W.A.B., 2007, str. 270.

12.03.2017

„Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat” Jędrzej Fijałkowski



Kiedy kilka lat temu czytałam książkę „Emil, czyli kiedy szczęśliwe są psy, szczęśliwy jest cały świat”, nie przyszło mi go głowy, że będę miała okazję poznać dalsze losy sympatycznego doga. Ale oto ukazał się „Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat”.

Dla przypomnienia: gdy Jędrzej Fijałkowski po raz pierwszy zobaczył Emila, ten ważył zaledwie czterdzieści kilogramów, choć powinien osiemdziesiąt, poza tym miał mnóstwo chorób i wyglądał odrażająco. Człowiekowi, który go przygarnął, odpłacił przeogromną miłością. Szybko stał się jego najlepszym przyjacielem, towarzyszem spacerów, a także... partnerem do rozmowy.

W książce można poczytać, w jaki sposób dog i pan spędzali razem czas. Akurat kiedy Emil skończył pięć lat, przeprowadzili się na mazowiecką wieś. Dom kupiony przez Fijałkowskiego był ogromny i zarazem bardzo zrujnowany. „Na inną drogę, nowe szukanie – życia nie starczy. Zakotwiczyć trzeba w tym, co jest”[1] – stwierdził autor i rozpoczął remont. Na szczęście we wspomnieniach nie ujawnił szczegółów urządzania się w nowym miejscu, bo to nudziłoby czytelnika.

03.03.2017

„Wełna” Lars Gustafsson


Lars Herdin jest samotny i zrezygnowany. Już jako dziecko postanowił, że kiedyś popełni samobójstwo. Nie miał ku temu żadnych szczególnych powodów, po prostu czuł nieznośną pustkę i nie potrafił nawiązać z nikim serdecznych więzi. Teraz, mając trzydzieści cztery lata, nadal uważa, że to rozsądna decyzja. Wyznaczył nawet konkretną datę i obmyślił sposób: zatrucie spalinami w garażu sąsiada.

Na co dzień pracuje w szkole centralnej w Trummelsbergu. I właśnie z nauczaniem wiąże się jeden z głównych wątków „Wełny”. Oto Herdin zauważa, że wśród uczniów znajduje się geniusz matematyczny. Widzi w tym chłopcu jakby siebie sprzed lat. Wie, że jeśli mu nie pomoże, nikt inny tego nie zrobi. Tylko co można zdziałać w szkole, której dyrektor ceni przeciętniaków, a zdolnych uczniów uważa za element demoralizujący klasę? Ciężar odpowiedzialności przygniata nauczyciela.

Książka ma formę notatek. Na początku Lars Gustafsson wspomina, że znał Herdina, który niedawno zmarł. Zastanawia się, jak mogło wyglądać jego życie. Po kilkunastu stronach narratorem staje się ów Herdin. Opowiada on o Szwecji z lat 1969/1970, o licznych rozczarowaniach, planach samobójczych, romansie z uczennicą, namiętności, odrzuceniu, odpowiedzialności. Wyznaje, że oszołomiony nieszczęściem, popełnił czyn bardzo nieetyczny i mocno się tego wstydzi. Opisy wydarzeń przeplata uwagami na tematy egzystencjalne. 

W „Wełnie” autor poruszył właściwie te same tematy, co w „Śmierci pszczelarza”: samotność, warunki życia w Västmanland, bliskość śmierci. Bohaterowie obu książek noszą imię Lars i są inteligentnymi, wrażliwymi mężczyznami o bardzo skomplikowanych charakterach, skłonnymi do snucia filozoficznych myśli, z zawodu nauczycielami. Obaj pragną umrzeć, z tym że pszczelarz choruje na nowotwór, Herdin jest fizycznie zdrowy, gnębi go „tylko” depresja. 

„Wełna” zanudzi czytelników lubiących szybką akcję, zachwyci tych, który cenią piękny, subtelny, zwięzły język i głęboką analizę postaci. Gustafsson z wyjątkową empatią i wnikliwością pokazał, jak wieloletnia depresja może spustoszyć życie i zmienić człowieka. Książka bardzo przygnębia. 

---
Lars Gustafsson, „Wełna”, przeł. Zygmunt Łanowski, Czytelnik, 1977. A tu kilka fragmentów z tej książki.

Kilka fragmentów z „Wełny” Larsa Gustafssona

Lars Gustafsson (1936-2016)


„Dlaczego u diabła wymaga się wciąż ode mnie, żebym się zmienił?  Dlaczego nigdy nie zdarzy się coś, co by mnie zmieniło?” (s. 84)

„Od a do zet jestem produktem zbędnym. Nikt nigdy mnie w jakiś naprawdę sensowny sposób nie potrzebował.
Sądzę, że jest to dość powszechne uczucie. Nie trzeba być wcale jakimś dziwakiem albo oryginałem, żeby je żywić. Fakt, że ludzie nie pozwalają sobie trochę częściej na luksus śmierci z własnej ręki, polega prawdopodobnie na braku technicznych umiejętności niż chęci”. (s. 57)

„Niemal przez całe życie byłem raczej nieszczęśliwy niż szczęśliwy, a przecież nie mam do tego żadnego talentu. Prędzej czy później zawsze znajdę jakieś wyjście, sposób wymknięcia się i znalezienia odrobiny szczęścia chociażby w jakimś kąciku”. (s. 22)

„Panie Boże, myślimy, że nasi bliźni są tacy przejrzyści, tacy łatwo zrozumiali, zdaje nam się, że jesteśmy tacy rozumni. A wrażenie to trwa tylko dopóty, dopóki nie zaczynają działać, nigdy dłużej”. (s. 246)

02.03.2017

„Wędrujące buciory” Pentti Haanpää



Pentti Haanpää, jeden z najwybitniejszych fińskich pisarzy, był mi już znany z powieści „Pomysł gubernatora”. „Wędrujące buciory”, które teraz przeczytałam, to dla odmiany opowiadania. Zanim je podsumuję, napiszę krótko o treści każdego z nich. 

Wędrujące buciory. Tytułową parę butów miało na nogach aż dziewięciu mężczyzn. Haanpää opisał wojenne losy każdego z nich. Dzięki takiemu ujęciu tematu pokazany został różnorodny stosunek Finów do wojny. Niektórzy walczyli na froncie, inni siedzieli bezczynnie, jeszcze inni zostali wysłani do Karelii, by na świeżo zdobytych terenach budować kościół. Bohaterowie uważali Niemców za sojuszników.

Ostatnia droga. Jeden z pracujących na pustkowiu flisaków mocno zachorował. Odwiezienie go do lekarza to trudne zadanie, bo najpierw trzeba płynąć łodzią, potem podróżować konno, czyli odbyć bardzo długą drogę z umierającym przyjacielem. Tylko czy zdrowi flisacy nadal uważają go za przyjaciela? Jęczący z bólu, majaczący człowiek napełnia ich coraz większą niechęcią. Mają uczucie, że „choroba to nie tylko zło, ale i grzech”[1]. W opowiadaniu pokazany został stosunek chłopów do choroby i śmierci. 

„Drewniaki” Maria Siedmiograj



„Drewniaki” Marii Siedmiograj to zbiorek opowiadań napisanych gwarą i ukazujących wieś z czasów PRL-u oraz smutki starych ludzi. Wiekowi bohaterowie tracą władzę w nogach, są głodzeni i wykorzystywani przez niewdzięczne dzieci, tęsknią za domem rodzinnym i zmarłym małżonkiem. Widać, że autorka rozumie staruszków i żałuje ich. I pamięta dawną wieś – tę bez telewizorów, łazienek i samochodów.