29.10.2017

„Podróż schizofrenii” Gabriela Przystupa


Janek im dłużej myślał o Marynie, tym bardziej się uśmiechał sam do siebie. Takiego uczucia jeszcze nie znał, nie dała mu go żadna pani, przez żadną się jeszcze nie uśmiechał. (...) Wiedział też, że ślub łączy się z połączeniem rodzin, więc pomyślał, że trzeba zadzwonić do domu do matki i powiedzieć, że podoba mu się jedna dziewczyna nie na żarty”[1].  

To jest reprezentatywny cytat z „Podróży schizofrenii” Gabrieli Przystupy. Główna bohaterka ma na imię Maryna. Przed kilkoma laty zachorowała na schizofrenię, ale lekarstwa polepszyły jej stan na tyle, że mogła rozpocząć studia we Wrocławiu. Żyła w miarę szczęśliwie aż do czasu, kiedy poznała handlującego narkotykami Janka. Ten niegodziwy człowiek „okazał się bez sumienia, gdy tylko dowiedział się o Marynie. Szybko zobaczył w niej klientkę, a być może i kochankę”[2]. Chcąc zdobyć zaufanie dziewczyny, przez dwie godzinki czytał specjalistyczną literaturę, dzięki czemu stał się znawcą psychiatrii i mógł tak dobrze udawać wariata, że Maryna nie rozpoznała w nim symulanta. 

Autorka najprawdopodobniej postąpiła w ten sam sposób, co niecny Janek: przez dwie godziny czytała odpowiednie artykuły w Wikipedii i uznała to za wystarczający research. W efekcie postacie z powieści to jakieś kukły, nieprzypominające prawdziwych chorych (mam w rodzinie schizofrenika, więc wiem, jak oni się zachowują). Poza tym Gabriela Przystupa uważa najwidoczniej, że schizofrenik może wyzdrowieć dzięki modlitwom. Główna bohaterka bardzo cierpiała z powodu natrętnych myśli, ale kiedy zaczęła czytać „Objawienia św. Brygidy” i prosić siły pozaziemskie o pomoc, dolegliwości zniknęły.

Błędy ortograficzne nie umilają lektury...
Fabuła jest naiwna, i to nie tylko w kwestii chorób psychicznych. Wątek romansowy sprawia wrażenie wymyślonego przez gimnazjalistkę. Ale dopóki Janek próbuje uzależnić od siebie Marynę, przynajmniej coś się dzieje. Potem można umrzeć z nudów, bo autorka przytacza długaśne rozmowy bohaterki z nieistniejącym mężczyzną.

I tyle o postaciach, fabule i poruszonych tematach, bo nie widzę sensu w rozpisywaniu się o książce, która nie zasługuje na ujrzenie światła dziennego, a już na pewno nie powinna trafić do bibliotek. Bo znalazłam ją właśnie w osiedlowej bibliotece. Stała na półce obok powieści Pawła Pollaka, który jako przeciwnik wydawania grafomanii raczej nie ucieszyłby się z takiego sąsiedztwa. Autorka ma elementarne problemy z polszczyzną (vide pierwszy cytat), nie panuje nad powtórzeniami, w jedno zdanie potrafi aż trzy razy wbić ten sam wyraz: „Choć miała już swoje lata, nie miała jeszcze nikogo, ale wkrótce – jak mówiła o sobie – miała to zmienić”[3]. Narracja przypomina nieudolne sprawozdanie i nie ma nic wspólnego z literaturą. Na domiar złego novaeresowy redaktor nie poradził sobie z poprawianiem błędów, nawet tych ortograficznych. Najbardziej drażniło mnie nazywanie remisji, czyli okresu zahamowania objawów chorobowych, „reemisją”. 

Autorka nie grzeszy skromnością. W filmiku promującym swoje dzieło stwierdza: „Ta książka jest naprawdę bardzo fascynująca. Opowiada o losach jednej z najciekawszych chorób współczesności i tego, jak się choruje, jakie to jest przykre.  (...). Myślę, że stojąc na półce i po przeczytaniu jej na pewno bardzo ubogaci każdego człowieka”[4]. No cóż, zupełnie się z tym nie zgadzam. 

Moja ocena: 1/6.

---
[1] Gabriela Przystupa, „Podróż schizofrenii”, Novae Res, 2015, str. 43.
[2] Tamże, str. 41.
[3] Tamże, str. 33.
[4]. https://wspieram.to/projekt/2525/podroz-schizofrenii

2 komentarze:

  1. A już myślałam, że będzie to coś tak ciekawego, jak na przykład "Pomóc Jani" (pamiętam, że też ją czytałaś). Szkoda, bo temat interesujący, o ile oczywiście nie traktuje go po macoszemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam, ale srodze się zawiodłam. To jedna z najgorszych książek, jakie czytałam. Przykre, że stoi na półce w mojej osiedlowej bibliotece, podczas gdy nie ma nowszych powieści Myśliwskiego i innych dobrych autorów...

      Usuń