31.05.2017

„Samotność” Zofia Bystrzycka


„Samotność” Zofii Bystrzyckiej w czasach PRL-u wydawana była wielokrotnie. Nic w tym dziwnego, ponieważ to mądra, ciekawa powieść. Śmiało można ją czytać i dziś, bo opowiada o sprawach, które nigdy nie stracą aktualności: o rozpaczy, samotności, miłości do dziecka, zdradzie, wyzwalaniu się spod wpływu mężczyzny, odzyskiwaniu szacunku do siebie, a także o tym, że nigdy nie jest za późno, by zmienić swoje życie. 

Bohaterka ma na imię Zuzanna. Pragnęła zostać pediatrą, ukończyła nawet odpowiednie studia, ale pracuje w biurze, bo tak nakazał pan mąż. A ona męża ubóstwia i pokornie słucha we wszystkim. Nauczyła się tłumić w sobie poczucie wstydu i żalu za porzuconymi marzeniami. I tylko kiedy widzi chore dzieci, coś w niej aż krzyczy, że marnuje życie. Pewnego razu odkrywa, że jest zdradzana...

Akcja rozgrywa się na tle odbudowywanej Warszawy, w Kielcach oraz nad morzem. Bystrzycka posługuje się plastycznym językiem, zwraca uwagę na detale i tło. Bardzo dokładnie opisuje rzeczywistość Zuzanny: ciasne mieszkanko, które w tamtych czasach uchodziło za luksus, rozmowy z biurowymi koleżankami, synkiem Dankiem i babcią Motysią, relacje z mężem. Z retrospekcji dowiemy się, w jaki sposób poznała tego „cudownego” mężczyznę i jak zgłupiała od tej znajomości. Z powodu swojego zachowania będzie denerwowała niejedną czytelniczkę. Ale spokojnie – ta kobieta potrafi się zmienić. Zuzanna z początku książki i Zuzanna z końca to jakby dwie inne osoby. Tę przemianę autorka przedstawiła bardzo wiarygodnie. 

Powieść wzbogacają wzruszające sceny szpitalne. Bystrzycka z czułością pisze o Celince z ogromnym brzuchem, niezdającej sobie sprawy ze swojej brzydoty, o Elżbietce przywiezionej w stanie agonalnym przez lekkomyślną matkę, o sparaliżowanych po polio i innych biednych maleństwach. Wiele z nich nie dość, że cierpiało fizycznie, to jeszcze traciło rodzinę. Bywało, że po wyleczone dziecko nikt miesiącami się nie zgłaszał. Wówczas pielęgniarka osobiście wiozła je do rodziców, nawet na odległą wieś. I nieraz wracała razem z nim, bo okazywało się, że w międzyczasie matka urodziła kolejne dziecko i tego już nie chce... 

Pasjonująca książka, wzbudzająca mnóstwo najrozmaitszych uczuć. Polecam.

22.05.2017

„Ocaleni” Stanisław Benski




Podczas wojny Michał i Mirełe ukrywali się w lesie oraz przebywali w lagrze. Po powrocie do rodzinnego miasteczka odkryli, że wszystko zostało zniszczone, a ich bliscy nie żyją. Postanowili więc zamieszkać w Warszawie. Chłopak sprzedaje książki, dziewczyna znajduje pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Mają pieniądze, dach nad głową i siebie. Czy są szczęśliwi?

Główny temat „Ocalenia” Stanisława Benskiego to sytuacja polskich Żydów w roku 1945, wracających z różnych kryjówek czy obozów i próbujących na nowo urządzić sobie życie. Niektórym przychodzi to bez trudu, inni nie umieją uporać się z koszmarnymi wspomnieniami. Mirełe myślami wciąż tkwi w obozie oraz w lesie, gdzie ukrywała się w czasie zimy i żywiła zdechłymi ptakami. Wygląda na pogodną, jednak to tylko maska. Marzy o tym, by stracić pamięć. Po pogromach i wielkiej nienawiści nic innego nam nie pozostaje, tylko miłość[1] – uważa. Ale czy potrafi kochać?

15.05.2017

„Moja droga Aleksandro” Krystyna Siesicka


Na miesiąc przed wybuchem Powstania Warszawskiego piętnastoletnia Luiza przyjeżdża na wieś. Mieszka w kurniku przerobionym na domek, wygrzewa się na słońcu, gra w szachy z młodziutkim księdzem, rozmawia z babcią o życiu. Cieszy się swoim rozkwitającym ciałem, pożądliwymi spojrzeniami chłopców, samodzielnością. W mieście widziała wiele okropieństw, tutaj panuje spokój, można nawet odnieść wrażenie, że trwają całkiem zwyczajne, piękne wakacje... 

Po latach, już jako żona i matka, znowu odwiedza Świętą Magdalenę. Ale nie potrafi opowiedzieć córce o przeszłości. Chce jak najszybciej wrócić do domu i w samotności wspominać. Odczytuje listy, które babcia wtenczas pisała, i w myślach tworzy do nich komentarz. I te listy oraz komentarze składają się na bardzo wzruszającą powieść pt. „Moja droga Aleksandro”.

14.05.2017

Seks w obecności dwuletniego, nieśpiącego dziecka, czyli fragment z książki „Dwie kochanki” Marka Harnego

Do sięgnięcia po „Dwie kochanki” zachęciła mnie recenzja, w której napisano m.in., że książka zawiera wiele scen erotycznych przedstawionych z umiarem i niepozostawiających niesmaku. Cóż, najwidoczniej ja mam inny gust, bo jedna z tych scen wydała mi się wyjątkowo niesmaczna. Autor opisał w niej uprawianie miłości na oczach dziecka. I to nie śpiącego niemowlęcia, tylko przytomnego dwulatka. Rzecz działa się w wielkiej willi, kochankowie mogli więc bez problemu zaprowadzić dziecko do innego pokoju. Ale nie dbali o taki „drobiazg”. 

13.05.2017

„Noc nad Jeruzalem” Sven Delblanc

„Noc nad Jeruzalem” Svena Delblanca to ciekawa powiastka filozoficzna ilustrująca tezę, że rozum zawsze przegra z przesądami. Narrator nazywa się Filemon z Megary. Jest greckim filozofem służącym Tytusowi Flawiuszowi. Najchętniej zajmowałby się astronomią oraz badaniem przyrody, ale musi brać udział w wojnach żydowsko-rzymskich i już piąty rok koczować w namiocie wokół Jerozolimy, czekając na przegraną Żydów. Ci jednak, choć puchną z głodu, nadal się bronią. Nieliczni próbują uciec. Najczęściej zostają złapani i po przesłuchaniu przybici do krzyży. Wokół obozowiska wciąż unoszą się krzyki torturowanych i umierających, co denerwuje nielubiącego przemocy filozofa.

Życie Filemona nie jest łatwe. Pogardza prymitywnymi Rzymianami, a ci odpłacają mu tym samym. W dniu, który został opisany w książce, staje przed trudnym zadaniem. Oto nad Jerozolimą zapadają całkowite ciemności. Z jednej strony czuje zadowolenie, bo przewidział, że dojdzie do zaćmienia Słońca, z drugiej – musi zapanować nad przerażeniem Rzymian, którzy żądają, by złożyć ofiarę z człowieka. Akurat wtedy zostaje pochwycony kolejny Żyd – stary, zniedołężniały, wycieńczony Eleazar. Utrzymuje on, że jest prorokiem i widział twarz boga. Doprowadzony do namiotu imperatora, opowiada o pierwszych chrześcijanach, znajomości z Jezusem, swoim rozgoryczeniu i pojmowaniu religii. Czy w zamian za fascynującą historię barbarzyńcy pozwolą mu ocalić życie?

07.05.2017

„W poszukiwaniu ducha” Barbara Rosiek




Marzy mi się wielkie obżarstwo, dobry seks, spacer plażą w letnim słońcu. Czy tak wiele pragnę?”[1].

Pisząc „W poszukiwaniu ducha”, Barbara Rosiek miała czterdzieści sześć lat i przeczucie, że niedługo umrze. Bolał ją kręgosłup, brzuch, przeszła kilka operacji i długo leżała na oddziale reanimacyjnym. A potem zaraziła się wirusem HIV i... zmarła. Tak napisano na końcu książki. Jak mam to rozumieć, nie wiem, bowiem osoba ta wciąż żyje. Wniosek z tego taki, że choć jej książki określane są jako autobiograficzne, w rzeczywistości zawierają wiele konfabulacji i nie warto traktować ich poważnie. 

Autorka nie tylko zmyśla, ale i często przeczy sama sobie. Raz twierdzi, że tajemniczy głos kazał jej wjechać rowerem pod samochód[2], a raz – że to nie była próba samobójcza, tylko wypadek z winy taksówkarza, który wymusił pierwszeństwo[3]. Gdzie leży prawda? Nie wiadomo. 

Kolejna denerwująca sprawa to pisanie zagadkami. „Stanęłam w obronie Mamy, w rodzinie. Po prostu wycięłam wrzód na dupie, który ją zamęczał”[4]. Co właściwie zrobiła i kto zamęczał jej matkę, tego nie raczy wyjaśnić. Niech się czytelnik gubi w domysłach.