23.12.2017

Patricia Highsmith „Niedołęga”

Akcja „Niedołęgi” Patricii Highsmith toczy się kilkadziesiąt lat temu w stanie Nowy Jork. Głównym bohaterem jest trzydziestoletni prawnik Walter Stackhouse. To człowiek dobroduszny i towarzyski, lubiący spotkania ze znajomymi. Tymczasem jego żona Clara obraża gości i zniechęca do kolejnych wizyt. Co więcej, niesłusznie oskarża męża o zdradę. Walter czuje się coraz bardziej nieszczęśliwy, ma wrażenie, że traci wszystkich przyjaciół. W końcu zaczyna pragnąć śmierci Clary. Mniej więcej w tym okresie natrafia na artykuł o antykwariuszu Kimmlu, którego żonę zamordowano w przydrożnym lasku. Policja umorzyła śledztwo, uznając zbrodnię za dzieło szaleńca, jednak Walter w to nie wierzy; jego zdaniem winny jest wdowiec. Myśli o tym obsesyjnie, postanawia nawet poznać antykwariusza.

14.12.2017

„Jesień młodości” Miriam Akavia


Listopad roku 1942. Siedemnastoletni Jeszajahu przyjeżdża do Lwowa, gdzie istnieje szansa, że nikt nie rozpozna w nim Żyda. Rodzice, zamknięci w krakowskim getcie, wydali mnóstwo pieniędzy na kupienie mu fałszywych dokumentów. Za kilka dni przyślą tu czternastoletnią córkę Anię, a jeśli syn znajdzie pokój do wynajęcia i pracę – resztę rodzeństwa. To ich jedyna szansa na przetrwanie. Tymczasem Lwów wcale nie jest bezpieczniejszym miejscem niż Kraków. Chłopak, w którym pokładają tak wielkie nadzieje, nie potrafi pomóc rodzinie. Całymi dniami błąka się po obcym mieście, usiłując unikać esesmanów oraz Polaków i Ukraińców urządzających polowania na Żydów. Wstydzi się swojej bezradności, ogarnia go coraz większe poczucie beznadziejności i przerażenie. 

05.12.2017

„Przekwitający mak” Josef Gabriel


Josef i Manuel poznali się „w dyskotece dla ciot”[1] i szybko zostali parą. Po dwóch latach romansu u Manuela wystąpiły objawy AIDS. Próbował leczyć się w Niemczech, a potem wraz z kochankiem wyjechał do Meksyku, by ostatnie miesiące życia spędzić w rodzinnym domu (nie zdradzam tu akcji, od początku wiadomo, jaki będzie koniec). „Przekwitający mak” jest relacją z dziejów tej miłości, walki o odzyskanie zdrowia i wreszcie umierania. 

To także opowieść o odmienności kultur niemieckiej i meksykańskiej oraz o dyskryminacji homoseksualistów. Josef długo nie mówił rodzicom prawdy, przewidując, że nie pogodzą się z nią, a nawet jeśli pogodzą, zażądają od syna, by ukrywał swoje skłonności. Tymczasem on chciał jawnie opiekować się chorym przyjacielem. Dla odmiany krewni Manuela okazywali zakochanej parze wielką życzliwość, udzielili jej nawet ślubu. Oczywiście ślubu symbolicznego, bo oficjalny nie był możliwy. Okazywali życzliwość, ale drażnili schludnego Niemca niechlujstwem. Kobiety z tej rodziny nigdy nie sprzątały mieszkania, nie przeszkadzały im nawet leżące pod kuchennymi szafkami zdechłe myszy! 

26.11.2017

„Historia leśnych kochanków” Kazimierz Orłoś


Nie od razu polubiłam opowiadania Kazimierza Orłosia. Autor ten ma tendencję do tworzenia krótkich, niemal pozbawionych zaimków zdań oraz nadużywania równoważników zdań i myślników, przez co jego język wydawał mi się nieco toporny. Dopiero kiedy natrafiłam na „Drucianego lisa”, pomyślałam: „Jaki to poruszający, znakomity tekst!” – i od tej pory już nie miałam problemu z czytaniem Orłosia. Po przewróceniu ostatniej strony „Historii leśnych kochanków” zaliczyłam go do ulubionych pisarzy.

Czym mnie tak ujął? Doborem tematów, realizmem, wrażliwością, zwróceniem uwagi na krzywdę zwierząt, i to nie tylko psa i kota, ale też tych, którym mało kto współczuje: lisa, kuny, jenota, koników polnych, a nawet dżdżownicy. W opowiadaniu „Ból” pisze właśnie o wijącej się z bólu dżdżownicy, podpalanej przez rozbawione dziecko. Czasami bohater opowiadania ogranicza się do obserwacji, innym razem – tutaj jako przykład podam nauczyciela z „Drucianego lisa” – próbuje pomóc dręczonemu zwierzakowi, jednak naraża się tylko na niezrozumienie i szyderstwa. Mieszkańcy wsi nie są zdolni do litości, a ich okrucieństwo nie zna granic. 

25.11.2017

„Chimeryczny lokator” Roland Topor


Lubię sięgać po książki podobne do „Dziecka Rosemary”, „W kleszczach lęku”, „Chimerycznego lokatora”, czyli takie, których punktem wyjścia jest przeprowadzka bohatera do nowego domu lub mieszkania, gdzie dochodzi do tajemniczych wydarzeń. Główna postać jest zdezorientowana, przerażona, a my długo nie wiemy, czy naprawdę wszyscy sprzysięgli się przeciwko niej, czy też dziwne zjawiska są jedynie wytworem jej wyobraźni. Powieść o takiej konstrukcji oferuje czytelnikowi mnóstwo emocji, o ile oczywiście autor sprawnie operuje piórem i potrafi utworzyć klimat klaustrofobii.

19.11.2017

„Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty” Katarina Bivald

Anette, bohaterka powieści Katariny Bivald pt. „Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty”, przez dziewiętnaście lat samotnie wychowywała córkę. Teraz, kiedy Emma wyjeżdża na studia, nadopiekuńcza mama nie wie, czym zapełnić puste godziny. Posprzątać w szafie? A może raz jeszcze poodkurzać? Nie ma żadnych przyjaciół, jeśli nie liczyć tych z miejsca pracy, żadnych zainteresowań i marzeń. W końcu dochodzi do wniosku, że „Życie jest za krótkie, by być nudziarą”[1]. Postanawia częściej odwiedzać matkę mieszkającą w domu opieki, pomóc w przygotowaniach do Dnia Skogahammar, zapisać się na kurs jazdy motocyklem i znaleźć kochanka.

12.11.2017

„A jej oczy były niebieskie” Lisa Hågensen


Ostatnie trzy wieczory spędziłam z książką Lisy Hågensen „A jej oczy były niebieskie”. Jest to połączenie powieści obyczajowej z thrillerem, historia o czterdziestoletniej bibliotekarce Raili, która pod wpływem okoliczności stała się detektywem. Po rozstaniu z narzeczonym kobieta kupiła domek w odludnym zakątku Szwecji, sądząc, że będzie mogła spędzać tam spokojne urlopy. Szybko jednak zauważyła, że w tym pięknym miejscu dzieje się coś niesamowitego. W zachowaniu wielu sąsiadów widać agresję albo apatię. Staffan, który zabiega o jej względy, podobno maltretował swoją poprzednią żonę, jedna z matek w ogóle nie zajmuje się dziećmi, a Olofsson utrzymuje, że od lasu nadciąga coś złego. 

31.10.2017

„Na kogo kolej?” Luigi Pirandello

W dziewiętnastym wieku dziewczyna mieszkająca na Sycylii niewiele miała do powiedzenia: ojciec mógł ją wydać za kogoś, kto jest stary, brzydki i niemiły. Taką właśnie sytuację opisał noblista Luigi Pirandello w minipowieści „Na kogo kolej?”. Osiemnastoletnia, śliczna Stelinna musi poślubić wiekowego dona Diego, który pochował już cztery żony. Nic nie pomaga bunt, płacz, odmawianie jedzenia i grożenie samobójstwem – ojciec jest nieugięty. Przy tym jego upór wynika nie z okrucieństwa, ale z przekonania, że dzięki temu mariażowi córka będzie wolna i szczęśliwa. Przecież starzec wkrótce umrze i zostawi jej cały majątek, a wtedy będzie mogła związać się z kimkolwiek. Choćby z zakochanym w niej biedakiem Pepèm.

29.10.2017

„Szara przędza” Melanii Burzyńskiej, czyli pamiętnik chłopki


Czytać bardzo lubiłam. Pożyczałam gdzie się dało i nocami, mocno skręcając lampę, by rodzice nie dojrzeli w izbie światła, czytałam długo, aż mnie czasem strach ogarniał – wtedy szłam spać. Mama niejednokrotnie pędziła mnie od książki:
– Czytaj, czytaj, będziesz gołym tyłkiem świecić![1].

A ja pasjami czytałam! Całą szkolną bibliotekę, a była dość duża, przeczytałam, niektóre pozycje nawet po kilka razy[2].

Jadwiga Burzyńska, chłopka, autorka wspomnień pt. „Szara przędza”, książki kochała równie mocno jak swoją rodzinną wieś Jaświły. Nawet kiedy dobiegała już trzydziestki i w zniszczonym gospodarstwie nie miał kto pracować, bo jej tata zmarł, a szwagier trafił do więzienia za działalność partyzancką, potrafiła odrzucić kandydata na męża tylko dlatego, że nigdy nie przeczytał żadnej powieści. Imponujące zachowanie! Lubiła też pisać; wydała kilka tomików wierszy i uchodzi za jedną z najważniejszych poetek ludowych regionu podlaskiego.

„Podróż schizofrenii” Gabriela Przystupa


Janek im dłużej myślał o Marynie, tym bardziej się uśmiechał sam do siebie. Takiego uczucia jeszcze nie znał, nie dała mu go żadna pani, przez żadną się jeszcze nie uśmiechał. (...) Wiedział też, że ślub łączy się z połączeniem rodzin, więc pomyślał, że trzeba zadzwonić do domu do matki i powiedzieć, że podoba mu się jedna dziewczyna nie na żarty”[1].  

To jest reprezentatywny cytat z „Podróży schizofrenii” Gabrieli Przystupy. Główna bohaterka ma na imię Maryna. Przed kilkoma laty zachorowała na schizofrenię, ale lekarstwa polepszyły jej stan na tyle, że mogła rozpocząć studia we Wrocławiu. Żyła w miarę szczęśliwie aż do czasu, kiedy poznała handlującego narkotykami Janka. Ten niegodziwy człowiek „okazał się bez sumienia, gdy tylko dowiedział się o Marynie. Szybko zobaczył w niej klientkę, a być może i kochankę”[2]. Chcąc zdobyć zaufanie dziewczyny, przez dwie godzinki czytał specjalistyczną literaturę, dzięki czemu stał się znawcą psychiatrii i mógł tak dobrze udawać wariata, że Maryna nie rozpoznała w nim symulanta. 

22.10.2017

„Ojciec. Opowiadania”. Wit Szostak, Jakub Małecki i inni


W zbiorku pt. „Ojciec” znajduje się dziewięć ciekawych opowiadań o ojcach i synach. Napisali je Wit Szostak, Jakub Małecki, Michał Witkowski, Łukasz Orbitowski, Ziemowit Szczerek, Jacek Dukaj, Wojciech Engelking, Michał Cichy i Andrzej Muszyński. Ojcowie z książki są najróżniejsi. Niektórzy umieją mądrze kochać swoje dziecko, inni wciąż robią błędy wychowawcze, jeszcze inni oddają się swoim pasjom i przez to są uciążliwi we współżyciu. Większość autorów zdecydowała się uczynić tatę kimś sławnym czy bogatym, mamy więc wybitnego himalaistę, szachistę, pisarza. 

Podobały mi się wszystkie opowiadania z wyjątkiem „Maczużnika” Andrzeja Muszyńskiego. Tematyka, owszem, jest ciekawa, bo ukazano tu ojca, który wyjechał za granicę i z prostaka o wsiowym wyglądzie zaczął zmieniać się w człowieka światowego, jednak autor ma problem z językiem. Zamiast napisać „własną przeszłość” albo „swoją przeszłość”, on pisze „swoją własną przeszłość” (s. 87), a zdania z błędnie zastosowanym imiesłowem, takie jak „Ojciec, stojąc w korytarzu, zatrzymał się” (s. 107), też nie dodają tekstowi urody. Dla mnie Muszyński to nie wybitny pisarz, tylko ktoś, kto musi się jeszcze dużo nauczyć.

15.10.2017

A podobno dzieci nie umierają, czyli „Camille, moja ptaszyna” Sophie Daull


Dziś Dzień Dziecka Utraconego. Z tej okazji napiszę o jednym z najbardziej poruszających pamiętników osieroconej matki, jakie zdarzyło mi się czytać, czyli o „Camille, mojej ptaszynie” Sophie Daull. Historia Camille brzmi jak zmyślona, ale to najprawdziwsza prawda: w dwudziestym pierwszym wieku, w jednej z najważniejszych europejskich stolic, Paryżu, lekarze odmówili pomocy ciężko chorej szesnastolatce. Po czterech dobach męczarni dziewczynka zmarła we własnym pokoju, mając przy sobie jedynie bezradnych rodziców. Potrzebowała morfiny, a dostawała tylko paracetamol. Powinna leżeć na oddziale intensywnej terapii i korzystać z nowoczesnych urządzeń medycznych, tymczasem nie zrobiono jej nawet morfologii. Matka Camille nie ma siły zastanawiać się, dlaczego lekarze zachowali się tak okrutnie i niekompetentnie. Nie próbuje nikogo oskarżać, chce tylko powspominać i opowiedzieć, jak to jest, gdy traci się jedyne dziecko. 

30.09.2017

Tłumacze w literaturze. Książki, których głównym bohaterem jest tłumacz

Wszystkim solidnym, utalentowanym tłumaczom składam najserdeczniejsze życzenia z okazji ich święta. Szkoda, że tak rzadko zostają oni głównymi bohaterami powieści. Bo w ilu przeczytanych w ostatnich latach książkach natrafiłam na taką postać? Tylko w czterech. Oto kilka słów o nich. 

Czasem jest tak, że tłumacz, zajmując się cudzymi dziełami, zaczyna zazdrościć ich autorom i myśleć, że gdyby dano mu szansę, napisałby powieść wcale nie gorszą, a może nawet lepszą. Z czasem nabiera odwagi i zaczyna pisać. Tak właśnie zachowuje się Aniela ze „Skrzydła sowy” Zofii Chądzyńskiej.

Kto zna wiele języków, może zostać poproszony o uczestniczenie w rozmowach pomiędzy osobami zajmującymi wysokie stanowiska i przy okazji dowiedzieć się rzeczy, o których ludzie myśleli przez dziesiątki, a nawet setki lat. To właśnie spotkało bohatera „Jezusa Barabasza” Hjalmara Söderberga. Znał aramejski, łacinę i grekę, toteż Kajfasz dołączył go do swojego orszaku, gdy szedł na spotkanie z Poncjuszem Piłatem. Piłat nie rozumiał aramejskiego i niemal wcale greki, a Kajfasz – łaciny. Tłumacz był niezbędny, by ci panowie doszli do porozumienia. 

Kiedy jest się za starym na przekładanie literatury? Krystyna Siesicka najwidoczniej uważała, że nawet wiekowy człowiek może w ten sposób pracować, bo Julian z „Kapryśnej piątkowej soboty” ma lat ponad osiemdziesiąt, a nadal przekłada angielskie książki na polski. Korzysta z przestarzałych metod, czyli wertuje papierowe słowniki i pisze na maszynie. Komputer to dla niego czarna magia. Nie nadąża za modą i często używa przestarzałych słów.

20.09.2017

Romek Pawlak: „Dziewczyna z lustra”. Recenzja oraz nieprzyjemna informacja


Zacznę od nieprzyjemnej informacji. Wbrew temu, co twierdzi Akapit Press, „Dziewczyna z lustra” Romualda Pawlaka nie jest nowością, tylko wznowieniem „Dziury w sercu”. W książce i na stronie wydawnictwa nie dostrzegłam żadnej wzmianki na ten temat. Sprzedawanie starych powieści pod zmienionym tytułem i z napisem „wydanie pierwsze” lub „nowość” uważam za jedną z najbrzydszych praktyk wydawniczych. Przecież kupujący może się nie zorientować, że nabywa odgrzewany kotlet, i zmarnować pieniądze.

14.09.2017

„Rewanż” Liza Marklund


„Rewanż” Lizy Marklund, wydany u nas także jako „Zamachowiec”, jest kryminałem z szybką akcją i rozbudowanym tłem społeczno-obyczajowym. Akcja rozgrywa się w Sztokholmie, gdzie wkrótce ma dojść do igrzysk. Odpowiedzialna za ich organizację Christina Furhage ginie w eksplozji na nowo wybudowanym stadionie. Annika Bengtzon, pracownica szwedzkiej gazety, próbuje zdobyć jak najwięcej materiałów na ten temat. Rozmawia z osobami znającymi ofiarę, bada jej przeszłość, wyciąga informacje od policjantów. Jak przystało na rasowego dziennikarza, ma swoich tajnych współpracowników, lecz musi uważać, by nie ujawnić ich nazwisk i czymś nie urazić. 

06.09.2017

„Pustynia miłości” François Mauriac


„Pustynia miłości” Françoisa Mauriaka to książka krótka, ale bardzo treściwa i ciekawa, opowiadająca o pragnieniu zemsty, namiętnościach, tęsknocie za miłością, relacjach pomiędzy ojcem a synem, pracy lekarza oraz o nietypowej kobiecie lekkich obyczajów. Akcja toczy się na początku dwudziestego wieku w paryskim barze, gdzie Rajmund – główny bohater – po wielu latach niewidzenia spotkał nieoczekiwanie Marię Cross, która kiedyś odrzuciła jego zaloty. Obserwując ją, wspomina okoliczności, w jakich się poznali.

Był wtedy niedoświadczonym, wstydliwym nastolatkiem, a ona czarną owcą Bourdeaux. Jako kochanka żonatego mężczyzny gorszyła panie z zamożnych rodzin. Matka, babka oraz siostra Rajmunda bez końca ją obgadywały, nie podejrzewając, że kocha się w niej zarówno Rajmund, jak i jego ojciec. 

27.08.2017

„Powiem Julce” Krystyna Siesicka


Teresa jako szesnastolatka straciła w powstaniu warszawskim rodziców oraz dom. To jeszcze nie koniec nieszczęść: wsadzono ją do bydlęcego wagonu i powieziono w stronę Auschwitz. Z bliżej nieokreślonych powodów Niemcy po drodze wyrzucili „ładunek”. Leżącą na łące, niemal nieżywą dziewczynę znaleźli właściciele pobliskiego majątku ziemskiego i umieścili w swoim dworku. Otoczona troską, szybko wróciła do zdrowia. Oczywiście fizycznego, bo psychiczny ból nie umilkł chyba nigdy. To tu, w Pastuszkach, po raz pierwszy się zakochała, a także zyskała przyjaciółkę na całe życie – Zofię. I tutaj doczekała nadejścia „wybawicieli” ze wschodu. 

24.08.2017

„Związek do remontu”. Czyżby Romuald Pawlak uważał, że pisząc dla kobiet, nie warto się starać?


Dopóki mężczyzna jest kawalerem, może mówić, że nie chce potomstwa. Nikt go za to nie potępi – ale niech tylko się ożeni! Wtedy, o ile nie zmieni zdania, spotka się z wielką nietolerancją. Będzie musiał patrzeć na nieszczęśliwe miny żony i wysłuchiwać, jakim to jest egoistą i dziwakiem. Taką właśnie sytuację opisał Romuald Pawlak w „Związku do remontu”. Główny bohater, Rafał, uczciwie zastrzegł, że nie planuje zostać ojcem. Iśce to odpowiadało. Jednak po kilku latach małżeństwa zmieniła poglądy i zaczęła robić mężowi pranie mózgu. Z jej ust padają m.in. takie argumenty: „Tak to jest, Rafał, kobiety chcą mieć dzieci. Ty też chcesz, tylko się boisz”[1]. Kto postawi na swoim: on czy Iśka? 

Jeśli kiedykolwiek będę robić listę najgłupszych męskich bohaterów, Rafał zajmie na niej poczesne miejsce. Umiera na przykład ze strachu, że żona bez jego zgody zajdzie w ciążę, potajemnie liczy pigułki antykoncepcyjne – i nie wpada na pomysł, by użyć prezerwatywy! Innym razem, chcąc zapobiec budowie placu zabaw, prosi o wsparcie mafię. Nie umie przewidzieć, że trudno będzie zerwać z nią kontakty, a pomoc może drogo kosztować. Kolejna sprawa: raz jeden zawiódł jako mężczyzna. Żona umawia go na wizytę w poradni seksuologicznej i on, choć bardzo się wstydzi, pokornie idzie, marnując tylko czas lekarza.

15.08.2017

„Po omacku” Guðmundur Daníelsson


„Po omacku” to jedna z najciekawszych islandzkich książek, jakie wpadły w moje ręce. Jej autor, Guðmundur Danielsson, w poruszający sposób opowiada o ważnych sprawach: o biedzie, tęsknocie za godnym życiem, buncie i namiętnościach.

Akcja toczy się w nadmorskiej wsi. Wśród rybaków znajduje się niewidomy Jon. Opiekuje się nim Birna, którą kiedyś wziął z przytułku. Ale pewnego dnia dziewczyna ucieka. Niewdzięcznica? Z początku tak pomyślałam, jednak zmieniłam zdanie, gdy poznałam powody jej odejścia. Otóż ten na pozór bezradny ślepiec bez skrupułów ją krzywdził. Opluwał, wykorzystywał seksualnie. Do pierwszego gwałtu doszło, gdy miała zaledwie dwanaście lat. Teraz czuje się na tyle silna i zdesperowana, by walczyć o swoje prawa. Najpierw chce poprosić pastora o udzielenie jej komunii, bo, jak mówi, „Nowe życie zaczyna się od wnętrza, a nie od zewnątrz”*, a potem poszukać bezpiecznego miejsca i ludzi, którzy by ją szanowali.

09.08.2017

„Chłopiec z lodu” Guido Sgardoli


Doktor Warren, fizyk jądrowy, brał udział w konstrukcji bomby atomowej. Gdy dowiedział się, że użyto jej do uśmiercenia ludzi i że zginął jego jedyny syn, wpadł w depresję. Po wojnie znalazł pracę na stacji meteorologicznej na Grenlandii. Któregoś bardzo mroźnego dnia postanowił usiąść na brzegu oceanu, zamknąć oczy i pozwolić, by natura zrobiła swoje. I kiedy szukał dogodnego miejsca do popełnienia samobójstwa, zauważył coś dziwnego – w jednej z brył lodu tkwiło dziecięce ciało. Zdumienie doktora wzrosło, gdy okazało się, że chłopiec żyje.

08.08.2017

„Święto rodzinne” Lars Gustafsson


Lars Troäng, bohater niedawnego skandalu, zostaje zaproszony na wesele kuzynów. Przyjeżdża z niechęcią, bo obawia się wyrazów potępienia i wścibskich pytań. Wie, że historia, jaką by opowiedział, zostałaby przez słuchaczy uznana za nieprawdopodobną. Zresztą sam nie ma pewności, czy wydarzenia sprzed kilku miesięcy nie były snem i czy naprawdę awansowano go na dyrektora tajnej komisji zapobiegającej katastrofom w środowisku naturalnym. Miał odkryć, skąd wzięły się liczne przypadki zachorowań na leukemię i dlaczego niektóre zwierzęta zachowują się w nietypowy sposób. Czy to skutek przełomu genetycznego, wirusa, a może nieznanej trucizny? W takim razie gdzie leży źródło zakażeń? Próbując to wyjaśnić, wpadł w sytuację, z której nie było dobrego wyjścia, i zrozumiał, że zwierzchnicy przeznaczyli mu rolę kozła ofiarnego. 

01.08.2017

„Wrogowie” Isaac Bashevis Singer


Herman Broder, bohater powieści „Wrogowie” Isaaka Bashevisa Singera, okupację hitlerowską przetrwał dzięki Jadwidze, Polce, która go ukrywała. Po wyzwoleniu ożenił się z nią i wyemigrował do Nowego Jorku. Nie utrzymuje kontaktów ze środowiskiem uchodźców. Czas dzieli między pracę u rabina a spotkania z trzema kobietami. Ma skłonność do filozofowania, wpadania w melancholię i kłamania. Kieruje się chłodną kalkulacją, a nie uczuciami. 

Każda z kobiet daje Hermanowi co innego i czym innym go drażni. Inteligentna Masza jest tak świetną kochanką, że potrafi „na pewien czas zatrzymać krwawienie w czasie miesiączki”[1], ale przesadnie dużo mówi i okazuje zazdrość. Jadwiga zdobyła się dla niego na wielkie poświęcenie, jednak nie umie czytać i przyzwyczaić się do wielkiego miasta. W jej towarzystwie Herman szybko zaczyna odczuwać nudę. Z Tamarą łączą go wspomnienia. I tak biega od jednej pani do drugiej, nie mogąc zdecydować się na porzucenie żadnej z nich. 

25.07.2017

„Zapach rumianku” Krystyna Siesicka


Podczas wakacji aktorka Zuzanna wraz z szesnastoletnią córką Kasią odwiedza przyjaciółkę Klarę, mieszkającą na wsi w domu przepojonym „zapachem siana za dnia, maciejki wieczorem i rumianku zawsze”. Czterdziestolatki rozmawiają o dawnym i obecnym życiu, zaś Kasia poznaje sąsiada Klary, Rafała, który zostaje jej chłopakiem. Pikanterii ich związkowi dodaje fakt, że matka dziewczyny chodziła kiedyś z ojcem Rafała, Pawłem, i bezlitośnie go porzuciła, czego ten nie może przeboleć. 

„Zapach rumianku” Krystyny Siesickiej, bo o nim tu mowa, składa się z dwóch części. Narratorem pierwszej jest Zuzanna, drugiej – Rafał. Oboje są niesympatyczni i przekonani o swoich racjach. Zuzanna z wyższością spogląda na Klarę i nie może zrozumieć, dlaczego zrezygnowała ona z marzeń i osiadła na wsi. Z kolei Rafał uważa dziewczyny za istoty głupsze od siebie i autorytatywnie wypowiada się o sprawach, o których nie może mieć bladego pojęcia. Przekonany jest mianowicie, że osoby płci żeńskiej – nawet te nieletnie – to chodzące inkubatory, i odmawia im prawa do decydowania o własnym brzuchu.

22.07.2017

„Miasteczko w Islandii” Guðmundur Andri Thorsson


„Miasteczko w Islandii” jest książką nietypową, ponieważ jej akcja toczy się w ciągu... kilku minut. Ale o bohaterach dowiadujemy się wiele z retrospekcji. Tych bohaterów jest kilkunastu. Oto parę informacji o niektórych z nich.

Svenni mieszka samotnie. Jest pedantyczny i obowiązkowy, jednak czasami zamyka się w domu i raczy alkoholem, wspominając traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa. Również pastor, mający poczucie, że rozminął się z powołaniem, lubi potajemnie wypić. Jósa, elegancka starsza pani, samotnie obchodzi swoje urodziny. Małżeństwo wspomina syna, który na oczach własnego dziecka popełnił samobójstwo. Poeta Smiryll spogląda przez kuchenne okno i męczy się, daremnie próbując napisać wiersz, bo natchnienie miewa tylko podczas nocy spędzanych na plaży. Andrés, pracownik muzeum, zna każdy kamień w miasteczku i wie wszystko o jego dawnych i obecnych mieszkańcach. Kata objeździła cały świat, a teraz zajmuje się prowadzeniem chóru. Roztargniony staruszek Lalli, syn człowieka, który w młodości odebrał dziewczynę przyjacielowi umierającemu na gruźlicę, spotyka swoją niewidzianą od dwudziestu lat siostrę.

15.07.2017

„Adam i Ewy” Monika Orłowska


Od dawna żadna bohaterka książkowa nie zirytowała mnie tak mocno, jak Ewa z powieści Moniki Orłowskiej pt. „Adam i Ewy”. To połączenie cierpiętnicy z niesamowitą kretynką, kura domowa, dająca zły przykład wychowywanym przez siebie dziewczynkom. Ale po kolei. 

05.07.2017

„Zimowe królestwo” Philip Larkin


Któż z nas jako nastolatek nie marzył, by wymieniać się listami z osobą mieszkającą w innym kraju i nieznającą nas osobiście? Taką właśnie korespondencję prowadzili szesnastolatkowie Katherine Lind i Robin Fennel. Dziewczyna została nawet zaproszona na wakacje do rodziny chłopaka. Po sześciu latach, akurat w trakcie drugiej wojny światowej, ponownie przyjechała do Anglii, tym razem bez zaproszenia, apatyczna i zagubiona. Minęło kilkanaście miesięcy, nim postanowiła przypomnieć Fennelom o sobie. W pewną styczniową sobotę dostała list od Robina. Ten właśnie dzień, przerywający monotonię jej życia, oraz pamiętne wakacje zostały szczegółowo opisane przez Philipa Larkina w pięknej powieści pt. „Zimowe królestwo”. 

25.06.2017

„Wodne strachy” Brenda Bellingham


Szesnastoletnia Chloe, mieszkająca z ojcem i macochą, chce wreszcie nawiązać kontakt z rodziną swojej nieżyjącej matki. Podczas wakacji przyjeżdża więc do kanadyjskiego miasteczka Salmon Arm, gdzie poznaje ciocię Annę, na pół sparaliżowaną babcię oraz rówieśnika z sąsiedztwa. W okolicy znajdują się piękne lasy, wodospad, plaże, jezioro. Jednak dziewczyna, zamiast odpoczywać, czuje coraz większy niepokój. Nabiera podejrzeń, że ciocia ją oszukuje, a mama wcale nie zginęła w wypadku. Może popełniła samobójstwo albo została zamordowana? I dlaczego nie wolno zbliżać się do domku wynajmowanego przez nietowarzyską rzeźbiarkę?

Główna bohaterka „Wodnych strachów” to osóbka interesująca i budząca sympatię. Z pozoru jest pewna siebie, w środku – wrażliwa, przekonana, że dzieje się z nią coś złego. To przecież nienormalne, by dziewczynę w jej wieku męczyły ataki paniki i koszmarne sny. Dziwne też, że w ogóle nie pamięta matki i nie tęskni do niej. Determinacja, z jaką dąży do poznania prawdy, zasługuje na wielki podziw.

Anna i Roz (matka Chloe) urodziły się jako bliźniaczki. Stanowiły swoje lustrzane odbicia, czyli jedna posługiwała się lewą ręką, druga prawą. Na pozór tylko po tym można je było odróżnić. Jednak kiedy dorosły, okazało się, że późniejszy ojciec Chloe wcale nie musiał patrzeć im na ręce, by wiedzieć, z którą z sióstr ma do czynienia. Pokochał Roz, a zapytany, dlaczego po jej śmierci nie poślubił identycznie wyglądającej Anny, wyjaśnił: „Bliźniaczki jednojajowe nie są klonami. Są odrębnymi jednostkami. Nie pytaj mnie, dlaczego pokochałem jedną bliźniaczkę, a nie drugą. Nie wiem tego”*.

Czytając tę powieść, można najeść się dużo strachu, gdyż Brenda Bellingham umiejętnie tworzy klimat narastającego zagrożenia. Kilka scen wręcz mrozi krew w żyłach. Można też porozmyślać, czy ojciec, ukrywając przed Chloe bolesne fakty z przeszłości, postąpił mądrze. Moim zdaniem źle, bo doprowadził do tego, że córka zaczęła obwiniać się o śmierć matki. Dobrze, że za wszelką cenę postanowiła odkryć prawdę.

Trochę szkoda, że tłumaczka niekiedy przesadza z liczbą powtórzeń (vide zdjęcie pod recenzją), poza tym słowa „przybrany” i „przyrodni” traktuje jak synonimy. Bracia przyrodni to nie to samo co przybrani. Chloe miała akurat przyrodnich, bo ona oraz Matthew i Jason pochodzili od tego samego ojca. Ale to będzie przeszkadzało tylko bardziej wymagającym czytelnikom. Młodzież śmiało może po „Wodne strachy” sięgać. 

---
* Brenda Bellingham, „Wodne strachy” („Drowning in secrets”), przeł. Monika Tietze, C&T, 2005, str. 123.


Taki krótki fragment (ze str. 94), a słowo „woda” powtarza się pięć razy, „jej”– cztery, „twarz” – trzy, „fala” również trzy... Czyżby tłumaczka Monika Tietze chciała zostać rekordzistką powtórzeń?

19.06.2017

„Gra w śmierć” Stefan Casta


Kim wyjechał na biwak z rówieśnikami, których, jak sądził, dobrze znał. Kiedy nastolatkowie rozbili namioty w lesie i wypili alkohol, stali się agresywni. Kim został okrutnie okaleczony i ledwo uszedł z życiem. O tym akcie agresji, walce o przetrwanie oraz zachowaniu ofiary po powrocie do domu opowiada „Gra w śmierć” Stefana Casty.

Przez powieść przewijają się wątki miłosny oraz wietnamski. Jim, opiekun Kima, jest Amerykaninem. Podczas wojny z Wietnamem kazano mu latać samolotem i zrzucać bomby na wioski. W końcu, nie mogąc tego wytrzymać, zdezerterował i osiadł w Sztokholmie. Potem na krótko wrócił do Azji, by załatwić adopcję kilku sierotom i przynajmniej w ten sposób odkupić swoje winy. Kim często opowiada koleżance o cierpieniach dzieci z zaatakowanych krajów, a idąc lasem, ma wrażenie, jakby wędrował przez dżunglę. Te nawiązania do Wietnamu nie są przypadkowe, w zakończeniu zostaje wyjaśnione, skąd się wzięły.

Casta używa prostego, potocznego języka, niekiedy stosuje dziwne metafory. Na przykład palec Kima „zanurza się w jej wilgotnym ptasim gnieździe, gdzie są tylko niektóre ptaki: mały perkoz, sieweczka i słonka”[1]. Sądzę, że tak pruderyjne opisy pasowałyby do romansu dla zakonnic, w książce dla młodzieży – śmieszą. Autor nieumiejący swobodnie opowiadać o erotyce w ogóle nie powinien poruszać tego tematu. 

11.06.2017

„Beethoven i dżinsy” Krystyna Siesicka



„Beethoven i dżinsy” Krystyny Siesickiej to opowieść o rodzinie Lenkiewiczów – Miśce, Alku, Asi i Stefanie. Ten ostatni zajmuje się badaniami ślimaków i zachowuje równie flegmatycznie jak te zwierzątka. Nie stara się rządzić w domu, a w gniew wpada jedynie wtedy, gdy ktoś sprawi przykrość Asi, w której po dwudziestu latach małżeństwa nadal jest zakochany. 

Asia pracuje jako stomalog. Lubi obserwować swoje dzieci i wiedzieć o nich wszystko. Niestety, dorastają i już nie mają chęci zwierzać się matce, tym bardziej, że ona nie akceptuje ich wyborów. Przeszkada jej, że syn nawiązał znajomość z młodzieżą z półświatka, a córka zakochała się w niewidomym. 

07.06.2017

„Gobseck” Honore de Balzac


Hrabina de Grandieu z niepokojem obserwuje sympatię swojej siedemnastoletniej córki Kamili do Ernesta de Restaud. Młodzieniec jest zacny, ale najprawdopodobniej zrujnowany z winy matki, Anastazji de Restaud, nie nadaje się więc na męża. Wówczas przyjaciel rodziny, prawnik Derville, opowiada historię, po usłyszeniu której hrabina będzie mogła spojrzeć na Ernesta łaskawszym okiem. 

„Gobseck” to utwór o wielkim skąpstwie, zachłanności na pieniądze, okrucieństwie i głupocie. Balzac wprowadził zarówno postacie dobre (Kamila, Deville, Ernest i jego ojciec), jak i nikczemne (Maksym, Anastazja). Tytułowy Gobseck jest na swój sposób uczciwy, bo nigdy nie popełnia czynów niezgodnych z prawem, ale pozbawiony ludzkich uczuć. Nie rozczula go nawet najsmutniejsza historia, martwi się jedynie tym, że ktoś kiedyś odziedziczy jego majątek. A majątek to pokaźny, bowiem Gobseck zajmuje się lichwą i za bezcen odkupuje kosztowności od zdesperowanych arystokratów.

Według Balzaka profesja lichwiarza daje wielką władzę nad ludźmi. Gobseck zna wszystkie tajemnice paryskiej śmietanki towarzyskiej i umie je wykorzystać. Klękają przed nim nawet najbardziej krewcy mężczyźni, a najpiękniejsze kobiety chętnie by mu się oddały w zamian za umorzenie długów. Widzi tyle nikczemności i nędzy ludzkiej, że z czasem zaczyna reagować na wszystko ze stoickim spokojem. Staje się cyniczny, odporny na próby manipulacji, prośby i groźby. Ceni tylko pieniądz.

Balzac pisze w sposób dosadny i ukazuje wady ludzkie w bardzo ostrym świetle. W treść wplata wiele długich opisów wnętrz i wyglądu oraz spostrzeżeń świadczących o tym, że jest przenikliwym obserwatorem i psychologiem. Buduje zdania wielokrotnie złożone. Postacie często scharakteryzowane są z humorem, a te negatywne – ze złośliwością. Gobseck ma na przykład „bladą twarz cuchnącą pieniądzem”[1]. Rozbawiło mnie stwierdzenie, że jeśli „był rad ze swojego dnia, zacierał ręce wypuszczając przez popękane szczeliny twarzy dym wesołości”[2].

Przeczytałam już chyba osiem opowieści Balzaka i tę zaliczam do lepszych. Początek nie wciąga, ale kiedy na scenie pojawia się Anastazja, robi się ciekawie i przerażająco. Ta kobieta nie cofa się przed żadnym występkiem, nie umie nawet uszanować umierającego męża. Jej podłość nie ma granic. Straszna postać, przy tym bardzo wiarygodna. 

Kilka cytatów świadczących o wielkiej inteligencji i spostrzegawczości Balzaka:
„Życie to jest praca, rzemiosło, którego trzeba się nauczyć. Kiedy człowiek, przebywszy wszystkie bóle życia, nauczył się go wreszcie, fibry jego hartują się i nabywają pewnej wrażliwości, która pozwala im panować nad swą wrażliwością; zmienia swoje nerwy w stalowe sprężyny, które poddają się nie pękając”[3]. 
„Przed trzydziestką uczciwość i talent są jeszcze jakąś hipoteką. Później nie można już polegać na człowieku”[4].
„Wdzięczność to jest dług, który dzieci nie zawsze przejmują w spadku”[5].
„Czy sądzisz, że poetami są tylko ci, którzy pisują wiersze”[6].
„Nie ma nieznośniejszej rzeczy niż człowiek szczęśliwy”[7].
„Jakież straszliwe obrazy ujrzelibyśmy w duszach tych, którzy otaczają umierających, gdyby można zajrzeć do ich wnętrza! I zawsze majątek jest sprężyną intryg, które się obmyśla, planów, które się knuje!”[8].
---
[1] Honoriusz Balzac, „Gobseck”, w tegoż „Czerwona oberża”, Książka i Wiedza, 1953, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, s. 18.
[2] Tamże, s. 8.
[3] Tamże, s. 36.
[4] Tamże, s. 23.
[5] Tamże, s. 7.
[6] Tamże, s. 11.
[7] Tamże, s. 23.
[8] Tamże, s. 41. 

31.05.2017

„Samotność” Zofia Bystrzycka


„Samotność” Zofii Bystrzyckiej w czasach PRL-u wydawana była wielokrotnie. Nic w tym dziwnego, ponieważ to mądra, ciekawa powieść. Śmiało można ją czytać i dziś, bo opowiada o sprawach, które nigdy nie stracą aktualności: o rozpaczy, samotności, miłości do dziecka, zdradzie, wyzwalaniu się spod wpływu mężczyzny, odzyskiwaniu szacunku do siebie, a także o tym, że nigdy nie jest za późno, by zmienić swoje życie. 

22.05.2017

„Ocaleni” Stanisław Benski




Podczas wojny Michał i Mirełe ukrywali się w lesie oraz przebywali w lagrze. Po powrocie do rodzinnego miasteczka odkryli, że wszystko zostało zniszczone, a ich bliscy nie żyją. Postanowili więc zamieszkać w Warszawie. Chłopak sprzedaje książki, dziewczyna znajduje pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Mają pieniądze, dach nad głową i siebie. Czy są szczęśliwi?

Główny temat „Ocalenia” Stanisława Benskiego to sytuacja polskich Żydów w roku 1945, wracających z różnych kryjówek czy obozów i próbujących na nowo urządzić sobie życie. Niektórym przychodzi to bez trudu, inni nie umieją uporać się z koszmarnymi wspomnieniami. Mirełe myślami wciąż tkwi w obozie oraz w lesie, gdzie ukrywała się w czasie zimy i żywiła zdechłymi ptakami. Wygląda na pogodną, jednak to tylko maska. Marzy o tym, by stracić pamięć. Po pogromach i wielkiej nienawiści nic innego nam nie pozostaje, tylko miłość[1] – uważa. Ale czy potrafi kochać?

15.05.2017

„Moja droga Aleksandro” Krystyna Siesicka


Na miesiąc przed wybuchem Powstania Warszawskiego piętnastoletnia Luiza przyjeżdża na wieś. Mieszka w kurniku przerobionym na domek, wygrzewa się na słońcu, gra w szachy z młodziutkim księdzem, rozmawia z babcią o życiu. Cieszy się swoim rozkwitającym ciałem, pożądliwymi spojrzeniami chłopców, samodzielnością. W mieście widziała wiele okropieństw, tutaj panuje spokój, można nawet odnieść wrażenie, że trwają całkiem zwyczajne, piękne wakacje... 

Po latach, już jako żona i matka, znowu odwiedza Świętą Magdalenę. Ale nie potrafi opowiedzieć córce o przeszłości. Chce jak najszybciej wrócić do domu i w samotności wspominać. Odczytuje listy, które babcia wtenczas pisała, i w myślach tworzy do nich komentarz. I te listy oraz komentarze składają się na bardzo wzruszającą powieść pt. „Moja droga Aleksandro”.

14.05.2017

Seks w obecności dwuletniego, nieśpiącego dziecka, czyli fragment z książki „Dwie kochanki” Marka Harnego

Do sięgnięcia po „Dwie kochanki” zachęciła mnie recenzja, w której napisano m.in., że książka zawiera wiele scen erotycznych przedstawionych z umiarem i niepozostawiających niesmaku. Cóż, najwidoczniej ja mam inny gust, bo jedna z tych scen wydała mi się wyjątkowo niesmaczna. Autor opisał w niej uprawianie miłości na oczach dziecka. I to nie śpiącego niemowlęcia, tylko przytomnego dwulatka. Rzecz działa się w wielkiej willi, kochankowie mogli więc bez problemu zaprowadzić dziecko do innego pokoju. Ale nie dbali o taki „drobiazg”. 

13.05.2017

„Noc nad Jeruzalem” Sven Delblanc

„Noc nad Jeruzalem” Svena Delblanca to ciekawa powiastka filozoficzna ilustrująca tezę, że rozum zawsze przegra z przesądami. Narrator nazywa się Filemon z Megary. Jest greckim filozofem służącym Tytusowi Flawiuszowi. Najchętniej zajmowałby się astronomią oraz badaniem przyrody, ale musi brać udział w wojnach żydowsko-rzymskich i już piąty rok koczować w namiocie wokół Jerozolimy, czekając na przegraną Żydów. Ci jednak, choć puchną z głodu, nadal się bronią. Nieliczni próbują uciec. Najczęściej zostają złapani i po przesłuchaniu przybici do krzyży. Wokół obozowiska wciąż unoszą się krzyki torturowanych i umierających, co denerwuje nielubiącego przemocy filozofa.

Życie Filemona nie jest łatwe. Pogardza prymitywnymi Rzymianami, a ci odpłacają mu tym samym. W dniu, który został opisany w książce, staje przed trudnym zadaniem. Oto nad Jerozolimą zapadają całkowite ciemności. Z jednej strony czuje zadowolenie, bo przewidział, że dojdzie do zaćmienia Słońca, z drugiej – musi zapanować nad przerażeniem Rzymian, którzy żądają, by złożyć ofiarę z człowieka. Akurat wtedy zostaje pochwycony kolejny Żyd – stary, zniedołężniały, wycieńczony Eleazar. Utrzymuje on, że jest prorokiem i widział twarz boga. Doprowadzony do namiotu imperatora, opowiada o pierwszych chrześcijanach, znajomości z Jezusem, swoim rozgoryczeniu i pojmowaniu religii. Czy w zamian za fascynującą historię barbarzyńcy pozwolą mu ocalić życie?

07.05.2017

„W poszukiwaniu ducha” Barbara Rosiek




Marzy mi się wielkie obżarstwo, dobry seks, spacer plażą w letnim słońcu. Czy tak wiele pragnę?”[1].

Pisząc „W poszukiwaniu ducha”, Barbara Rosiek miała czterdzieści sześć lat i przeczucie, że niedługo umrze. Bolał ją kręgosłup, brzuch, przeszła kilka operacji i długo leżała na oddziale reanimacyjnym. A potem zaraziła się wirusem HIV i... zmarła. Tak napisano na końcu książki. Jak mam to rozumieć, nie wiem, bowiem osoba ta wciąż żyje. Wniosek z tego taki, że choć jej książki określane są jako autobiograficzne, w rzeczywistości zawierają wiele konfabulacji i nie warto traktować ich poważnie. 

Autorka nie tylko zmyśla, ale i często przeczy sama sobie. Raz twierdzi, że tajemniczy głos kazał jej wjechać rowerem pod samochód[2], a raz – że to nie była próba samobójcza, tylko wypadek z winy taksówkarza, który wymusił pierwszeństwo[3]. Gdzie leży prawda? Nie wiadomo. 

Kolejna denerwująca sprawa to pisanie zagadkami. „Stanęłam w obronie Mamy, w rodzinie. Po prostu wycięłam wrzód na dupie, który ją zamęczał”[4]. Co właściwie zrobiła i kto zamęczał jej matkę, tego nie raczy wyjaśnić. Niech się czytelnik gubi w domysłach. 

29.04.2017

„Ta najważniejsza cząsteczka” Stanisław Benski


W warszawskim domu opieki mieszkają niewidomy Abram, hipochondryk Szmul, niespełniona poetka Salomea, schizofrenik Chaim, niedorozwinięty Lejzor, garbaty Chaskiel, umierająca Helena i Rywka, która utraciła nogę, wyskakując z pociągu jadącego do Treblinki. To właśnie oni są bohaterami większości opowiadań zawartych w tomiku „Ta najważniejsza cząsteczka” Stanisława Benskiego.

13.04.2017

„Pożegnania” Juan Carlos Onetti


Do brazylijskiej miejscowości, w której znajduje się sanatorium dla gruźlików, przyjeżdża koszykarz. Jest skryty, małomówny i nie chce dołączyć do wspólnoty chorych, toteż szybko zaczyna drażnić wścibskich mieszkańców, a szczególnie felczera, pokojówkę i właściciela gospody. Niemal wszyscy próbują odgadnąć, w jakim celu wynajął willę, skąd ma tyle pieniędzy i kim są odwiedzające go dwie kobiety. Uważają, że starsza to jego żona, a młodsza – kochanka, i okazują tej drugiej potępienie. A koszykarz nie chce lub nie potrafi poradzić sobie z plotkami.

11.04.2017

„Ulica Świętego Wawrzyńca” Krystyna Siesicka

Ostatnio z powodu wyjazdu mam utrudniony dostęp do netu, stąd opóźnienie w pisaniu opinii o książkach. W marcu przeczytałam ich całkiem sporo, głównie polskich. Wszystkie – z dwoma wyjątkami – okazały się dobre lub bardzo dobre. Dziś kilka zdań o jednej z tych uznanych za nieciekawe, czyli o „Ulicy Świętego Wawrzyńca” Krystyny Siesickiej. 

Trwają wakacje. Nastoletni Wojtek Jary spędza czas ze stryjecznym bratem Ludwiczkiem, odwiedza wikarego i codziennie zachodzi na stację, bo ma nadzieję, że zobaczy Wiankę – dziewczynę, w której się zakochał. W międzyczasie próbuje pisać wiersze. Jego ojciec, burmistrz, zachorował na świnkę, mama porządkuje dom, a dziadka śledzi dziwny starszy pan...

28.03.2017

„Bądź moim Bogiem” Remigiusz Grzela





Kiedy przeczytałam „Złodziei koni”, wiedziałam, że niebawem sięgnę po inne książki Remigiusza Grzeli. I oto przyszła pora na „Bądź moim Bogiem”.

Narratorem jest młody dziennikarz, samotny i dość nieszczęśliwy w życiu prywatnym. Dobrze czuje się tylko w pracy. Fascynują go podstarzałe, zapomniane artystki. Wie o nich niemal wszystko i traktuje je z niesłychaną cierpliwością. Teraz postanawia poznać losy Eriki oraz Very. Ta pierwsza to wdowa po legendarnym pisarzu Borysie, druga – Żydówka niesprawiedliwie oskarżona o współpracę z gestapo.

12.03.2017

„Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat” Jędrzej Fijałkowski



Kiedy kilka lat temu czytałam książkę „Emil, czyli kiedy szczęśliwe są psy, szczęśliwy jest cały świat”, nie przyszło mi go głowy, że będę miała okazję poznać dalsze losy sympatycznego doga. Ale oto ukazał się „Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat”.

Dla przypomnienia: gdy Jędrzej Fijałkowski po raz pierwszy zobaczył Emila, ten ważył zaledwie czterdzieści kilogramów, choć powinien osiemdziesiąt, poza tym miał mnóstwo chorób i wyglądał odrażająco. Człowiekowi, który go przygarnął, odpłacił przeogromną miłością. Szybko stał się jego najlepszym przyjacielem, towarzyszem spacerów, a także... partnerem do rozmowy.

W książce można poczytać, w jaki sposób dog i pan spędzali razem czas. Akurat kiedy Emil skończył pięć lat, przeprowadzili się na mazowiecką wieś. Dom kupiony przez Fijałkowskiego był ogromny i zarazem bardzo zrujnowany. „Na inną drogę, nowe szukanie – życia nie starczy. Zakotwiczyć trzeba w tym, co jest”[1] – stwierdził autor i rozpoczął remont. Na szczęście we wspomnieniach nie ujawnił szczegółów urządzania się w nowym miejscu, bo to nudziłoby czytelnika.

03.03.2017

„Wełna” Lars Gustafsson


Lars Herdin jest samotny i zrezygnowany. Już jako dziecko postanowił, że kiedyś popełni samobójstwo. Nie miał ku temu żadnych szczególnych powodów, po prostu czuł nieznośną pustkę i nie potrafił nawiązać z nikim serdecznych więzi. Teraz, mając trzydzieści cztery lata, nadal uważa, że to rozsądna decyzja. Wyznaczył nawet konkretną datę i obmyślił sposób: zatrucie spalinami w garażu sąsiada.

Kilka fragmentów z „Wełny” Larsa Gustafssona

Lars Gustafsson (1936-2016)


„Dlaczego u diabła wymaga się wciąż ode mnie, żebym się zmienił?  Dlaczego nigdy nie zdarzy się coś, co by mnie zmieniło?” (s. 84)

„Od a do zet jestem produktem zbędnym. Nikt nigdy mnie w jakiś naprawdę sensowny sposób nie potrzebował.
Sądzę, że jest to dość powszechne uczucie. Nie trzeba być wcale jakimś dziwakiem albo oryginałem, żeby je żywić. Fakt, że ludzie nie pozwalają sobie trochę częściej na luksus śmierci z własnej ręki, polega prawdopodobnie na braku technicznych umiejętności niż chęci”. (s. 57)

„Niemal przez całe życie byłem raczej nieszczęśliwy niż szczęśliwy, a przecież nie mam do tego żadnego talentu. Prędzej czy później zawsze znajdę jakieś wyjście, sposób wymknięcia się i znalezienia odrobiny szczęścia chociażby w jakimś kąciku”. (s. 22)

„Panie Boże, myślimy, że nasi bliźni są tacy przejrzyści, tacy łatwo zrozumiali, zdaje nam się, że jesteśmy tacy rozumni. A wrażenie to trwa tylko dopóty, dopóki nie zaczynają działać, nigdy dłużej”. (s. 246)

02.03.2017

„Wędrujące buciory” Pentti Haanpää



Pentti Haanpää, jeden z najwybitniejszych fińskich pisarzy, był mi już znany z powieści „Pomysł gubernatora”. „Wędrujące buciory”, które teraz przeczytałam, to dla odmiany opowiadania. Zanim je podsumuję, napiszę krótko o treści każdego z nich. 

Wędrujące buciory. Tytułową parę butów miało na nogach aż dziewięciu mężczyzn. Haanpää opisał wojenne losy każdego z nich. Dzięki takiemu ujęciu tematu pokazany został różnorodny stosunek Finów do wojny. Niektórzy walczyli na froncie, inni siedzieli bezczynnie, jeszcze inni zostali wysłani do Karelii, by na świeżo zdobytych terenach budować kościół. Bohaterowie uważali Niemców za sojuszników.

Ostatnia droga. Jeden z pracujących na pustkowiu flisaków mocno zachorował. Odwiezienie go do lekarza to trudne zadanie, bo najpierw trzeba płynąć łodzią, potem podróżować konno, czyli odbyć bardzo długą drogę z umierającym przyjacielem. Tylko czy zdrowi flisacy nadal uważają go za przyjaciela? Jęczący z bólu, majaczący człowiek napełnia ich coraz większą niechęcią. Mają uczucie, że „choroba to nie tylko zło, ale i grzech”[1]. W opowiadaniu pokazany został stosunek chłopów do choroby i śmierci. 

„Drewniaki” Maria Siedmiograj



„Drewniaki” Marii Siedmiograj to zbiorek opowiadań napisanych gwarą i ukazujących wieś z czasów PRL-u oraz smutki starych ludzi. Wiekowi bohaterowie tracą władzę w nogach, są głodzeni i wykorzystywani przez niewdzięczne dzieci, tęsknią za domem rodzinnym i zmarłym małżonkiem. Widać, że autorka rozumie staruszków i żałuje ich. I pamięta dawną wieś – tę bez telewizorów, łazienek i samochodów.

17.02.2017

„Geniusz i bogini” Aldous Huxley





Jest wieczór wigilijny. Fizyk Rivers dogląda wnuka i opowiada swojemu przyjacielowi pisarzowi historię z czasów, kiedy miał zaledwie dwadzieścia osiem lat i przez kilkanaście miesięcy mieszkał w domu genialnego fizyka Maartensa. Był wtedy zauroczony wszystkimi członkami tej familii: małym Timem, piętnastoletnią Ruth, piękną Katy i oczywiście samym geniuszem. Po raz pierwszy w życiu czuł się szczęśliwy. Sielankę przerwało pewne dramatyczne wydarzenie...

Przed zetknięciem się z Maartensami Rivers mieszkał z despotyczną matką, która pilnowała, by nie zawarł bliższej znajomości z żadną osobą płci żeńskiej. Wmówiła mu, że „ludzie przyzwoici uprawiają miłość jedynie w wypadku płodzenia dzieci”[1]. Wychowany w ten sposób młodzieniec był niesłychanie naiwny i mylił się w wielu sprawach. Nie przyszło mu na przykład do głowy, że Katy ma cielesne pragnienia. Zakochał się w niej, ale w sposób platoniczny. W jego oczach była niedostępną boginią, a nie kobietą z krwi i kości.

09.02.2017

„Najpiękniejsza na niebie” Małgorzata Warda


Kiedyś czytałam kilka wczesnych książek Małgorzaty Wardy. Nie przypadły mi do gustu, więc przestałam interesować się twórczością tej autorki. Wczoraj, zobaczywszy na bibliotecznym regale „Najpiękniejszą na niebie”, postanowiłam raz jeszcze zaryzykować. I nie żałuję. Jest to powieść dojrzała, dopracowana, nastrojowa i bardzo poruszająca. Nie żadne czytadło, tylko rzecz z wyższej półki. Warda nadzwyczajnie poprawiła swój styl pisania.

02.02.2017

„–?... – Zapytał czas” Krystyna Siesicka


Weterynarz Fabian bez porozumienia z trzema Juliami, które kocha, czyli żoną, matką i szesnastoletnią córką, kupił starą plebanię w małym mieście. Dwie młodsze panie przeprowadzają się z przyjemnością. Zajęte poznawaniem otoczenia i ludzi, nie od razu zauważają, co dzieje się z babcią. A ona przeżywa wielką burzę uczuciową. To miasteczko i dom pamięta z młodych lat. Ukrywała przed rodziną fakty ze swojej przeszłości i oto przypadek sprawił, że znowu znalazła się w tym miejscu. Teraz intensywnie wspomina, a zarazem boi się, by prawda nie wyszła na jaw – wnuczka jest przecież bystrą, wścibską osóbką, zainteresowaną historią domu...

Rodzina z powieści bardzo się kocha. W jej skład, poza trzema Juliami i Fabianem, wchodzi dużo zwierząt. Babcia to istny pirat drogowy; powinna stracić prawo jazdy. Jej wnuczka jest na pozór zwyczajną nastolatką, ale w głębi duszy ogromnie tęskni do wszystkiego, co staroświeckie. Z uporem odwiedza sklep należący do ekscentrycznej Yolandy i ogląda używane sprzęty. A Fabian posunął się do tego, że wbrew woli żony zmienił córce imię z Moniki na Julia. Jak mówi żartem, potrafi kochać tylko Julie. 

26.01.2017

Islandczycy i Prince Polo


Ostatnio przeczytałam dwie książki z akcją na Islandii: „Duszpasterstwo koło Lodowca” i „Kopciuszka, który zjadł wilka”. W obu zauważyłam fragmenty mówiące o wielkiej miłości Islandczyków do produkowanych w Polsce wafelków Prince Polo. Halldór Laxness, noblista, pisze o nich tak:
„Pewna wielka nowość: zagraniczne wafelki oblewane czekoladą, usunęła w cień torty wojenne: był to ten sam gatunek wafelków Prince Polo, produkowanych w Polsce specjalnie dla Islandczyków. (...) Zasadniczo jest to niemała pochwała moralności naszego narodu, jeśli się tylko zważy, że kiedy stał się bogaty i nie mógł już zliczyć swoich pieniędzy, to nie brał przykładu z bogatych nacji, spożywających na co dzień różnorakie pieczyste i pasztety, w niedzielę zaś pieprznie przyrządzone pawie, zapijane winem z korzeniami, lecz właśnie wafelkami Prince Polo postanowił powetować sobie wielowiekowe spożywanie «czarnego fiuta» i mięsa z wielorybów”[1].
Laxness bardzo często wspomina nie tylko o wafelkach, ale też o wojennych tortach i rozmaitych ciasteczkach. Bohater książki przybył na kilka dni w okolice Lodowca Snæfellsjökull. I jak go ugościli tamtejsi mieszkańcy? Natrętnie, wręcz agresywnie częstowali tymi „przysmakami”, nie dając mu tego, o czym rozpaczliwie marzył – zwykłego, taniego posiłku...