27.03.2016

Istnieją hiperaktywni grafomani...







Istnieją hiperaktywni grafomani, płodzący dwie opasłe powieści w ciągu miesiąca, i autorzy, którzy na napisanie książki przeznaczają kilka, a nawet kilkanaście lat. I jednych, i drugich spotyka ten sam los: czytelnik albo ziewa przy ich dziełach, albo z dumą mówi: pochłonąłem jednym tchem! Ciekawa jestem, czy to „jednym tchem” pisarze uważają za komplement. Bo przecież ktoś, kto poświęcił powieści zaledwie kilka godzin i natychmiast sięgnął po coś nowego, raczej jej nie przeżył i niewiele z niej zapamiętał. Może pisarze woleliby, by czytelnik podziwiał ich książkę przez wiele dni, delektował się nią, płakał przy niej?

Dawno, dawno temu dostęp do książek był ograniczony i wówczas każda wydawała się skarbem, każdą czytano wielokrotnie, z czcią. Dziś mamy ich za dużo, poza tym wmówiono nam, że przy czytaniu ważna jest nie jakość, a szybkość. Zaczyna się to już w pierwszych klasach podstawówki. Pochwały otrzymuje nie to dziecko, które czyta książki dokładnie i umie o nich opowiedzieć, tylko to, które wypożyczyło ich najwięcej. Tak samo z blogerami. Za najpopularniejszych uważa się tych, którzy codziennie publikują recenzję i zostawiają komentarze na kilkudziesięciu innych blogach. Jak najszybciej, jak najwięcej – to się najbardziej liczy.

18.03.2016

Teoretycznie miałam siedzieć w bibliotece tylko po osiem godzin, ale spędzałam tam całe dnie...


Ponieważ nie czytam tak dużo jak inni blogerzy, a nie chcę, by blog zarastał kurzem, od dziś będę na nim zamieszczała także swoje uwagi na różne tematy oraz co ciekawsze fragmenty książek. Zaczynam od „Na wysokim niebie”. Autorka, Danuta Awolusi, prowadziła kiedyś blog z recenzjami, ale rzadko na niego zaglądałam. Kiedy więc wypożyczałam z biblioteki książkę „Na wysokim niebie”, nie miałam pojęcia, że napisała ją blogerka. A książka opowiada o otyłej, bardzo samotnej dziewczynce, która z braku innych zajęć bezustannie czytała powieści. I oto podczas pewnych wakacji miła pani z biblioteki poprosiła ją o pomoc w inwentaryzacji zbiorów:
„Teoretycznie miałam siedzieć w bibliotece tylko po osiem godzin, ale spędzałam tam całe dnie, tracąc kontakt z rzeczywistością.
Moje ręce były czarne od kurzu i brudu. Skóra wyschnięta i zmęczona od gładzenia grzbietów i zapomnianych często kartek. Nie jestem w stanie powiedzieć, jakie zbiory zgromadziła nasza biblioteka, ale zapewne były to tysiące tytułów. Dla mnie jednak każda trzymana w rękach książka stawała się osobnym bytem, który zasługuje na pochwałę, uwagę, chwilę skupienia. Zachłannie podziwiałam okładki, czytałam opisy z tyłu, notki o autorach. Odginałam zagięte rogi, czasem przeglądałam fragmenty, gubiąc się w plątaninie fabuł, wydarzeń i bohaterów. 
Czułam się trochę jak kat, bowiem wiele tytułów od lat nie było wypożyczonych nawet raz, a niektóre książki okazywały się tak zniszczone, że nie nadawały się do czytania. Szybko zrozumiałam, że te porzucone piękności, czasem ułomne, dla wielu nieatrakcyjne, dla mnie są gwiazdami największego formatu. I nie miałam zamiaru nikomu ich oddawać. Pani Sabina powiedziała, że z ubytków mogę wziąć, co tylko będę chciała, więc kartonowe pudło stojące zawsze blisko mnie systematycznie wypełniało się po brzegi”.
Cytaty pochodzą z książki Danuty Awolusi „Na wysokim niebie” (Wydawnictwo Sol, 2013, str. 74-75).

11.03.2016

„Swedenhielmowie” Hjalmar Bergman


Akcja „Swedenhielmów”, utworu dramatycznego o nieco szalonej, a zarazem sympatycznej rodzinie ze Sztokholmu, toczy się w ważnym dla niej dniu: oto ma się rozstrzygnąć, czy stary inżynier Swedenhielm otrzyma wreszcie Nagrodę Nobla. Wszelkie znaki wskazują na to, że jednak nie, ale jego dorosłe już dzieci nie tracą nadziei. Znajdują się na skraju bankructwa i pieniądze oraz sława bardzo by im się przydały. Nie przeczuwają, że nim nadejdzie wieczór, ich ojciec będzie miał większe zmartwienia niż czekanie na werdykt Komitetu Noblowskiego...

Każda postać z utworu Hjalmara Bergmana jest wyrazista i ciekawa, ale na szczególną uwagę zasługują trzy: Marta, czyli szwagierka inżyniera, dziennikarz Pedersen oraz lichwiarz. Ta pierwsza od wielu lat zajmuje się domem i zaspokajaniem wygórowanych potrzeb Swedenhielmów. Jest zgryźliwa, prostacka i na pozór mało interesująca, ale i ona ma swoje tajemnice. Pedersen wnosi do sztuki wiele komizmu. Przybywa, by przeprowadzić wywiad z wynalazcą, ale szybko okazuje się, że nie ma żadnych predyspozycji do zawodu dziennikarza, za swoje powołanie życiowe uważa pisarstwo. A lichwiarz Ericksson w dzieciństwie przyjaźnił się ze starym Swedenhielmanem, ale dopuścił się malwersacji, trafił do więzienia i znajomość się urwała. Dlaczego pojawił się w domu geniusza akurat tego dnia, kiedy ma się rozstrzygnąć sprawa nagrody? O co tak naprawdę mu chodzi?

Trudno jest napisać dobrą komedię, ale Bergmanowi to się udało. Zresztą nie tylko ja tak uważam, bo i krytycy bardzo cenią „Swedenhielmów”, a Bergmana uznają za największego po Auguście Strindbergu dramatopisarza szwedzkiego. Zaskakujące zakończenie, ciekawe dialogi, wyraziste postaci, mnóstwo sytuacji humorystycznych i kilka pełnych grozy, kiedy to czytelnikowi może się wydawać, że spokój rodziny stoi pod znakiem zapytania, sprawiają, że „Swedenhielmów” bardzo dobrze się czyta. Autor odtwarza emocje związane z oczekiwaniem na decyzję o nagrodzie, pokazuje, jak mieszka się pod jednym dachem z geniuszami i co jest dla nich najważniejsze: honor, o którym tak dużo mówią, czy też zaszczyty i pieniądze?

Świetna książka, polecam. 

---
Hjalmar Bergman, „Swedenhielmowie” (oryg. „Swedenhielms”), przeł. Paweł Pollak, Fundacja Szwedzka, Wrocław, 2003. 

„Wróg ludu” Henrik Ibsen


„Wróg ludu” to jeden z najbardziej znanych dramatów Henrika Ibsena. Główny bohater nazywa się Stockmann. Przez wiele lat z trudnością utrzymywał żonę i dzieci. Brat, który jest burmistrzem, często mu pomagał finansowo, a w końcu załatwił mu dobrze płatną posadę lekarza w Zakładzie Hydropatycznym. Stockmann z zapałem wziął się do pracy i wkrótce dokonał straszliwego odkrycia: woda doprowadzana do uzdrowiska jest skażona, kuracjusze nie są leczeni, tylko podtruwani. Przygotował więc raport, który chce wysłać do gazet oraz członkom Zarządu. I zaczyna się...

07.03.2016

Tarjei Vesaas „Koń z Hogget”


Akcja opowiadań ze zbiorku pt. „Koń z Hogget” toczy się w wiejskiej scenerii, a bohaterami są mieszkańcy wsi, nie tylko dorośli, ale też dzieci oraz zwierzęta. Tarjei Vesaas przedstawia ważne wydarzenia z życia tych postaci, a przy okazji dużo pisze o ich uczuciach, o przyrodzie, o pracach w polu i w lesie. Kilka opowiadań kończy się dramatycznie.

Największe wrażenie wywarły na mnie „Dziki jeździec” oraz „Koń z Hogget”. W tym pierwszym Vesaas pokazuje ubogą rodzinę farmerów. Mężczyzna jest pisarzem, ale nie przychodzą mu do głowy żadne ciekawe pomysły. Na domiar złego jego jedyny syn mocno choruje, trzeba go zawieźć do szpitala. I autor dokładnie opisuje podróż do miasta, kontrastując radość naiwnego dziecka z rozpaczą ojca, zdziwionego, że wokół trwa dzień jak co dzień, podczas gdy jego syn musi mieć operację... W drugim z opowiadań została opisana dramatyczna walka, jaką stoczyli dwaj dorastający chłopcy, próbując wyciągnąć z bagna tonącego konia. Nikt nie mógł im pomóc, gdyż znajdowali się na pustkowiu, a sytuację pogarszał panujący mróz.