25.01.2016

„Niebłahe igraszki” Hjalmar Söderberg


„Niebłahe igraszki” to przepiękna, pasjonująca powieść, której głównym wątkiem jest burzliwa miłość pomiędzy Arvidem i Lydią. Zakochali się oni w sobie, gdy byli jeszcze bardzo młodzi, ale ponieważ Arvid ociągał się z oświadczynami, niecierpliwa Lydia wyszła za innego. Z czasem i Arvid wstąpił w związek małżeński, ale nie umiał pokochać żony, coraz bardziej tęsknił za Lydią. I oto po latach spotkał Lydię ponownie. Tym razem szybko się porozumieli i zostali kochankami.

Niemal cała powieść została napisana z punktu widzenia Arvida, nie wiemy więc, co tak naprawdę myślała sobie Lydia i z czego wynikało jej dziwne zachowanie – a sami zobaczycie, że było dosyć dziwne. Lydia to zagadka, zaś o uczuciach Arvida wiemy wszystko. Arvid jest dobry, wrażliwy, łatwowierny, podatny na manipulację. Lubił zachowywać się odpowiedzialnie i uczciwie, a znalazł się w sytuacji, z której nie było dobrego wyjścia. Musiał porzucić albo żonę, albo Lydię, albo kłamać. Jego rozterki Hjalmar Söderberg przedstawił w sposób nie tylko przekonujący, ale i bardzo wzruszający.

W „Niebłahych igraszkach” nie dostrzegam żadnych niedociągnięć, mogę je tylko chwalić i z całego serca polecać. Już po przeczytaniu kilkunastu stron zorientowałam się, że mam do czynienia z powieścią nie tylko napisaną z niezwykłym kunsztem (i doskonale przetłumaczoną), ale też ogromnie ciekawą i nasyconą emocjami. Obok scen urzekająco pięknych znajdują się przejmująco smutne, a opisy spotkań kochanków przeplatają się z opisami tych partii życia Arvida, do których Lydia nie miała dostępu, czyli pracy w redakcji, kontaktów z żoną, z ojcem, z kolegami. I jeszcze mamy liryczne opisy Sztokholmu z lat 1897-1912, wzmianki o wydarzeniach, jakie pasjonowały Szwedów w tamtym okresie, ciekawe rozmowy bohaterów. Przy tym w książce nie ma dłużyzn, dobrze się ją czyta.

Dziwne tylko, że ta niezwykła powieść, zaliczana zresztą do największych dzieł klasyki światowej, w Polsce została wydana dopiero w roku 2006. Dlaczego przeoczyły ją osoby przygotowujące Serię Dzieł Pisarzy Skandynawskich? Inne utwory tego autora też zostały pominięte. Polskie wydanie jest bardzo staranne, z przypisami na końcu i z estetycznymi, nawiązującymi do treści okładkami.

Moja ocena: 6/6.

---
Hjalmar Söderberg, „Niebłahe igraszki” („Den allvarsamma leken”), tł. Paweł Pollak, Wydawnictwo Szwedzka, Wrocław, 2006.

04.01.2016

Dominique Barberis „Coś do ukrycia”


„Coś do ukrycia” Dominique Barberis to książka napisana ładnym, plastycznym językiem, ale dziwna, „bez życia”, niemal bez akcji i bez wyrazistych bohaterów, enigmatyczna, oparta na retrospekcjach i opisach spacerów narratora. Narrator to nieudacznik, który chciał zostać wielkim malarzem, ale po kilku latach z podkulonym ogonem wrócił do rodzinnego miasteczka i przyjął posadę strażnika w muzeum. Obrazy maluje tylko w weekendy. Jest samotnikiem, nie układa mu się z kobietami. W jego życiu nie ma żadnych ciekawych wydarzeń. Może dlatego obsesyjnie rozmyśla o morderstwie, do jakiego niedawno doszło w ich miasteczku. Ofiarą była piękna Marie-Hélène, którą narrator znał, będąc nastolatkiem. Wtedy często przyjeżdżała do ciotki mieszkającej w zrujnowanej rezydencji, potem zniknęła z horyzontu. Pojawiła się wiele lat potem, by sprzedać odziedziczony dom i park, i od razu została zamordowana. Przez kogo? Nie wiadomo. Dom położony był na odludziu, a feralnego wieczoru padał ulewny deszcz. Mordercą mógł być ktoś z jej dawnych wielbicieli, pracownik elektrowni, pensjonariusz położonego w pobliżu zakładu psychiatrycznego lub też jakiś gość z Paryża. Mężczyzna, którego aresztowano, nie przyznał się do winy i próbował popełnić samobójstwo. Ten czyn można interpretować jako odruch rozpaczy niewinnego człowieka. 

01.01.2016

A może by tak poczytać Balzaka? Fajny cytat


Wszystkim, którzy czasami zaglądają na ten blog, życzę mnóstwa dobrych rzeczy w 2016 roku.

Opinii o książce dziś nie będzie, bo od pół roku jakoś powoli i mało czytam, za to wkleję bardzo ciekawy cytat z Balzaka, świadczący o tym, że pisarze sprzed stu, dwustu i więcej lat byli bardzo dobrymi psychologami. W roku 1836, a więc 180 lat temu, Balzac napisał:
„Ileż niemocy i słabości cechuje sprawiedliwość ludzką! Wymierza karę tylko za przestępstwa jawne! Czemuż kara i śmierć dla mordercy, który zabija jednym ciosem, niekiedy - szlachetne to z jego strony - we śnie, usypiając cię już na zawsze, lub uderza znienacka, oszczędzając ci agonii? Czemu życie i szacunek dla zbrodniarza, co kropla po kropli sączy jad w duszę i podminowuje ciało, żeby je zniszczyć? Iluż morderców chodzi bezkarnie! Ileż pobłażliwości dla mordercy w jedwabnych rękawiczkach! Uniewinnia się zabójcę działającego za pomocą udręk moralnych”*.
Widzicie? Balzac dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, że człowieka można zabić nie tylko nożem, ale też słowem. I współczuł kobietom, które 200 lat temu były bardzo zależne od mężczyzn. W „Lilii w dolinie” pokazał właśnie taką nieszczęśliwą kobietę, nad którą znęcał się podły mąż. Przez wiele lat hrabina cierpiała w milczeniu, dla dobra dzieci, i ukrywała przed światem swoją tragedię. Pewnego razu poznała młodziutkiego hrabiego Feliksa. Zakochali się w sobie i mogliby zaznać trochę szczęścia, gdyby na przeszkodzie nie stanęły zasady moralne - kobieta nie mogła się zdobyć na zdradzenie męża. Dlatego właśnie zakochany Feliks porównuje ją do lilii, symbolu niewinności. Historia kończy się smutno. 

---
* Balzac Honore, „Lilia w dolinie” („Le Lys dans la vallée”), tł. Rogoziński Julian, Otolpress, 1992, str. 274.