31.01.2015

„Otwarte drzwi” Anders Bodelsen



W czerwcu roku 1954 kilkanaścioro obywateli duńskich wyjechało do Szwecji, by tam obserwować zaćmienie Słońca. Wycieczka nie udała się, gdyż w trakcie jej trwania jedna z uczestniczek, Frida, zaginęła. Nigdy nie udało się wyjaśnić, co się z nią stało. Minęły 42 lata. Policja już dawno odłożyła akta tej sprawy do archiwum, jednak Allan, który zorganizował wyprawę, wciąż rozmyśla o zagadkowym zniknięciu Fridy. Wysyła do uczestników wycieczki listy z prośbą o opisanie, co według nich wydarzyło się feralnego dnia. Dawni znajomi nie każą się prosić i wkrótce przysyłają Allanowi obszerne wyjaśnienia.

Okazuje się, że każdy zauważył coś innego, każdy miał inne zdanie o Fridzie. Wbrew temu, co sądził Allan, nie wszyscy ją uwielbiali i podziwiali. Piękna, utalentowana dziewczyna budziła także zawiść i niechęć. Nie wszystkim zakochanym w niej chłopcom podobała się jej swoboda seksualna. Poza tym Frida ukrywała różne mroczne sekrety. Jeden z uczestników został psychiatrą i z perspektywy lat sporządził profil psychologiczny Fridy. Z listów wynika też, że tylko Allan pasjonował się zaćmieniem Słońca, pozostali wycieczkowicze chcieli po prostu przyjemnie spędzić czas i zbliżyć się do wybranych osób.

Szczerze mówiąc, „Otwarte drzwi” Andersa Bodelsena nie wzbudziły we mnie żadnych uczuć - ot, taka sobie letnia historia, która raczej szybko zniknie z mojej pamięci. Największą jej zaletą jest ciekawa kompozycja, gdyż składa się wyłącznie z listów Allana oraz jego dawnych znajomych i fragmentów pewnego pamiętnika. Listy ułożone są w ten sposób, że z każdego kolejnego dowiadujemy się nowych rzeczy mających związek z wycieczką do Szwecji, otrzymujemy nowy puzzel do układanki. Kto będzie uważnie czytał te listy, być może odgadnie, co stało się z Fridą. Osoby, które nie należą do miłośników zagadek detektywistycznych, podczas czytania mogą się nieco nudzić.

Moja ocena: 4/6.

---
Anders Bodelsen, „Otwarte drzwi” („Den åbne dør”), tł. Urszula Knuth, Prószyński i S-ka, 1999.

30.01.2015

„Oddajcie mi Świętego Mikołaja! Wspomnienia z dzieciństwa na Kresach Wschodnich w latach wojny” Wanda Kocięcka



„Oddajcie mi świętego Mikołaja” to krótka książka, napisana na początku lat dziewięćdziesiątych. Autorka wspomina w niej okres wojenny, który spędziła na Wileńszczyźnie. Dopiero po wojnie przeprowadziła się, bo jej strony rodzinne przestały należeć do Polski. W chwili wybuchu wojny miała zaledwie dziewięć lat. Nie rozumiała właściwie, dlaczego dorośli nagle zaczęli zachowywać się inaczej – popłakiwali po kątach, rozmawiali ze wzburzeniem i nie zwracali uwagi na dzieci. Dziewięciolatka uznała, że wojna jest całkiem fajna i że na wszystko można sobie teraz pozwolić:
Poczułyśmy się z siostrą nagle ważne i samodzielne. Tego dnia, bawiąc się hałaśliwie jak nigdy przedtem pod oknem jadalni, wykrzyknęłam po raz pierwszy w życiu na całe gardło i nie wstydząc się: dupa i jasna cholera, a moja siostra: gówno!” (str.17).

29.01.2015

Jurij Trifonow „Zamiana”



Starzy ludzie, zanim umrą, często długo chorują, zakłócając bieg życia swoich dzieci, które muszą zorganizować opiekę, zwalniać się z pracy, dawać pieniądze. Często dzieci udają czułość, ale w głębi duszy są złe, zmęczone i zastanawiają się, jak skorzystać na śmierci rodzica. W takiej właśnie sytuacji znalazła się rodzina Ksenii Fiodorowny. Ksenia Fiodorowna była dobrą kobietą, dbającą o dom i ciepło rodzinne, ale teraz, kiedy zachorowała, tylko córka Lora troszczy się o nią. Syn Dmitriew wprawdzie kocha matkę, ale znajduje się pod ogromnym wpływem żony Leny, a Lena myśli tylko o korzyściach materialnych. Nigdy nie chciała mieszkać razem z teściową, ale teraz postanowiła, że pokój teściowej i ich pokój w komunałce zamienią na dwupokojowe mieszkanie. Pomęczą się trochę ze starowinką, która przecież z nowotworem długo nie pożyje – i mieszkanie zostanie dla nich. I Lena nakazała mężowi, by natychmiast załatwiał formalności związane z zamianą...

28.01.2015

„Zabójstwo” Kåre Holt




Pewnej burzliwej nocy w roku 1859 młody Haldor, pracownik zajazdu pocztowego, wiózł podróżnego. Zamiast jechać nową drogą, wybrał tę zabronioną, bo w jej pobliżu znajdowała się chata dziewczyny, którą chciał odwiedzić. Był tak podniecony myślą o spotkaniu z Haldis, że nie myślał o niebezpieczeństwie. Na skutek jego lekkomyślności doszło do dramatu...

W swoim krótkim życiu Haldis doświadczyła wiele złego. Ojca nie znała, a matka, nazywana pogardliwie Dziką Gęsią, w ogóle się nią nie zajmowała. Jako nieślubne dziecko Haldis była wyszydzana i odrzucana przez szkolne koleżanki. Wyrosła na dumną, piękną dziewczynę, mającą tylko jedno marzenie – zabrać kaleką siostrzyczkę i opuścić chatę matki.

23.01.2015

„Doktor Pascal” Emil Zola



„Doktor Pascal” należy do moich ulubionych części cyklu Rougon-Macquartowie. Główni bohaterowie – stary doktor Pascal i młodziutka, nieśmiała Klotylda – to najmilsi członkowie rodu. Są naiwni, ale pełni godności, zdolni do wyrzeczeń i mają dobre serca. Chodzą na przykład piechotą, by nie męczyć swojego schorowanego konia. Doktor leczy za darmo, ponadto pracuje nad różnymi specyfikami mającymi przywracać zdrowie. Do rozpaczy doprowadza go świadomość, że wobec wielu chorób medycyna jest bezsilna i że ludzie muszą bardzo cierpieć, zanim umrą.

Zola utkał bardzo ciekawą fabułę i poruszył kontrowersyjny temat miłości kazirodczej, przy tym miłość ta została pokazana jako piękna i wzbogacająca życie zakochanych. Dokładnie opisał też przypadek samozapłonu – zjawiska, którego do dziś naukowcy nie wyjaśnili i nie odtworzyli w warunkach laboratoryjnych. Jeden z bohaterów książki spalił się w tak dziwny sposób, że nie została z niego ani jedna kosteczka, ani jeden ząb, natomiast meble w pokoju nie uległy zniszczeniu. Świadek zdarzenia widział na ciele ofiary błękitny płomyk i wytapiający się tłuszcz. 

21.01.2015

„Za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć” Julia Kłusek


Młodość spędzona na Wołyniu, tragedia Polaków zamieszkujących kresy, pobyt z dziećmi w łagrze, tułaczka po Azji – takie właśnie tematy poruszyła Julia Kłusek w swoich niezwykle ciekawych i zarazem wstrząsających wspomnieniach zatytułowanych Za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć. Spisała je dopiero pod koniec życia i nie liczyła na to, że zostaną wydane – ofiary stalinizmu nie miały przecież prawa się skarżyć. 

Na Wołyń Julia Kłusek przybyła wraz z mężem Franciszkiem w roku 1921 w ramach akcji zasiedlania – osadnikom obiecywano po 15 hektarów. Dziewczynie pochodzącej z biednej, wielodzietnej rodziny posiadanie takiej ilości ziemi wydawało się szczytem marzeń. Jednak wkrótce okazało się, że w osadzie wcale nie mieszka się dobrze – pierwsze dziecko Julii zmarło z nędzy, drugie wychowywała w ziemiance, w której nie było ani okien, ani drzwi, ani pieca. A działo się to zimą... 

17.01.2015

„Honor biedaka” Hedin Brú


Tę ciekawą książkę poleciła mi Bogna – dziękuję!

Akcja „Honoru biedaka” toczy się na Wyspach Owczych. To tam mieszka siedemdziesięcioletni rybak Ketil wraz z żoną i synem. Są bardzo biedni, ale uczciwi i honorowi. Uważają, że posiadanie długów to hańba dla człowieka, i szczycą się tym, że nigdy nie byli nikomu nic winni. Jednak pewnego razu w chwili słabości Ketil dokonuje drogiego zakupu i musi oddać prawie trzysta koron, czyli sumę dla niego nieosiągalną. Jak z tego wybrnie?

W tej krótkiej książeczce Hedin Brú opisał surowe życie rybaków, połowy, sposoby radzenia sobie z nędzą, przemierzanie wielu kilometrów w poszukiwaniu zdechłej ryby, torfowej darni, drewna. W wiosce mieszkają ludzie jeszcze biedniejsi niż Ketil. Niektórzy nie potrafią głodować z honorem i posuwają się do kradzieży albo do żebraniny, tak jak stary Klavus. Jeśli chodzi o Ketila, ten wyznaje zasadę, że żadna praca nie hańbi i w wolnych chwilach przędzie wełnę, nie bacząc na to, że inni uważają to zajęcie za kobiece. Każdą chwilę stara się wykorzystać na zrobienie czegoś pożytecznego. Jego syn Kalv jest o wiele bardziej leniwy i mniej zaradny. Oto fragment pokazujący jego zachowanie:
„Kalv zanosił się płaczem.
– Słuchaj, chłopcze, czyś ty chory?
– Nie, ale strasznie się boję – szlochał.
– Z ciebie prawdziwy tchórz, poleć się Bogu i uspokój się.
– W spodniach znalazłem pięć pcheł czy inne jakieś żyjątka, jest ich tam jeszcze wiele i wszędzie gryzą – łkał Kalv.
– Cicho bądź! Kto to słyszał, żeby rybacy płakali z powodu pcheł w spodniach?”*
Właśnie, czy to nie dziwne, że dwudziestoczterolatek drży z lęku na widok pchły? A nie jest to jedyna rzecz, której boi się Kalv. Gdy obudziwszy się, nie dostrzega w izbie rodziców, zaczyna lamentować, zagrzebuje się pod kołdrą i przysięga, że nie będzie więcej grzeszył. Jest nie tylko tchórzliwy, ale też słabszy fizycznie od starców. Kalv chce się żenić, głównie z powodu zamiłowania do igraszek pod kołdrą, ale wątpię w to, czy poradziłby sobie z utrzymaniem żony i dzieci w miejscu, gdzie zdobycie nawet kęsa jedzenia wymaga wielkiego wysiłku.  

Starzy rybacy z tej powieści bardzo boją się nowoczesności i ulepszeń. Ketil nie chce słyszeć o mocniejszym dachu, o jedzeniu widelcem i denerwuje się, gdy ktoś włączy latarkę. Boi się odwiedzić większą wieś, bo nie wie, jak radzić sobie z załatwianiem potrzeb fizjologicznych w miejscu, gdzie mieszka dużo ludzi. Jego żona krytykuje synowe, które dbają o ład i porządek w domach. Zarówno Ketil, jak i jego żona troszczą się o Kalva, ale do usamodzielnionych dzieci i wnucząt odnoszą się oschle. Pierwszą ich reakcją na widok wnuków zawsze jest niechęć. Czasami miałam wrażenie, że za rodzinę uważają tylko Kalva i swoją krowę.

W porównaniu do innych książek z Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich ta nie wyróżnia się szczególnie pięknym językiem. Jej zalety to odmalowanie warunków życia mieszkańców mało znanego zakątka świata, ciekawa fabuła i przykuwające uwagę, sympatyczne postacie. Autor potraktował bohaterów z lekkim przymrużeniem oka i wyposażył w różne, często budzące śmiech wady. Również opis chatki Ketila wydaje się tragiczny, a zarazem zabawny: do izby, w której przechowuje się jedzenie, zagląda rozpieszczana i traktowana jak członek rodziny krowa, a na belkach pod dachem urzędują kury. Gospodarzom nie przeszkadza brud. Biedacy z powieści nie rozpaczają, a więc i czytelnik nie będzie się zbytnio smucił ich losem. Najbardziej przejmujące sceny znajdują się na początku książki i przedstawiają tradycyjne polowanie Farerczyków na delfiny zagonione w głąb zatoki.

Moja ocena: 5/6.

---
* Hedin Brú (prawdziwe nazwisko Hans Jacob Jacobsen), „Honor biedaka” („Feðgar á Ferð”), przeł. Henryk Anders i Maria Krysztofiak, Wydawnictwo Poznańskie, 1970, str. 99.

12.01.2015

„Pierwszy krok w chmurach” Marek Hłasko




Wreszcie mam nowiutkie, piękne wydanie opowiadań Marka Hłaski, w szaro-zielonej kolorystyce, z twardymi okładkami – takie, jakie zawsze chciałam mieć. Znajdują się w nim utwory, które znałam już wcześniej – „Odlatujemy w niebo”, „Dom mojej matki”, „List”, „Okno”, „Żołnierz”, „Pierwszy krok w chmurach”, „Śliczna dziewczyna”, „Najświętsze słowa naszego życia”, „Lombard złudzeń”, „Baza sokołowska”, „Pętla” – oraz takie, które teraz przeczytałam po raz pierwszy: „Dwaj mężczyźni na drodze”, „Finis perfectus”, „Robotnicy”, „Pijany o dwunastej w południe”, „Kancik, czyli wszystko się zmienia”.

Jak kiedyś, tak i teraz największe wrażenie wywarła na mnie „Pętla” (na dłuższą recenzję zapraszam tutaj). Jest to najlepszy utwór o alkoholiku, jaki kiedykolwiek czytałam. Hłasko w genialny sposób pokazał zmienne nastroje alkoholika – mieszaninę agresji, wylewności, wstydu i strachu. Dzięki „Pętli” zrozumiałam, jak trudna jest walka z nałogiem oraz że kobieta nie powinna wiązać się z alkoholikiem i wierzyć, że on się zmieni. Bo Krystyna wierzy, że Kuba dotrzyma słowa, że nie będzie już pił, że stworzą szczęśliwą rodzinę. Tymczasem Kuba, zamiast grzecznie czekać, aż Krystyna do niego przyjdzie i zaprowadzi go do przychodni, odwiedza warszawskie knajpy. Łatwo przewidzieć, w jakim stanie wróci. A jak się zachowa, gdy nadejdzie chwila spotkania z Krystyną?

Kolejne bardzo ciekawe opowiadanie nosi tytuł „Najświętsze słowa naszego życia”. Widzimy w nim chłopaka, który po raz pierwszy spędził noc z ukochaną dziewczyną. Wymieniają czułości – on mówi o swoim szczęściu, ona nazywa go małym, pachnącym mlekiem pieskiem. Wysłuchawszy tylu pięknych słów, młodzieniec nie je nawet śniadania i jak na skrzydłach pędzi do pracy. Po drodze spotyka kolegów, którzy mają mu do powiedzenia coś ważnego o jego dziewczynie...

Opowiadania z tego zbioru są raczej pesymistyczne. W zakończeniach „Listu” i „Kancika” pojawiają się ślady ponurej komedii. Hłasko opisuje zarówno brzydkie miejsca - knajpy, łąki zapaskudzone butelkami po wódce i sylwetkami pijaków, przedmieścia pełne znudzonych gapiów, jak i brzydkie zachowania ludzi. Postacie z opowiadań często wyrażają się ordynarnie, nadużywają alkoholu i są skłonne do przemocy. Jeśli spotkają naiwną osobę, jak na przykład bohater „Okna” albo mężczyźni z „Najświętszych słów naszego życia”, chętnie niszczą jej złudzenia. Przygnębiające jest również to, że zakochani z opowiadań Hłaski prawie nigdy nie walczą o swoją miłość, przy pierwszej konfrontacji z wrogością postronnych osób - kolegów, męża ukochanej lub żony ukochanego – rezygnują, porzucają bez słowa wyjaśnienia osobę, którą rzekomo tak mocno kochali. Wobec tego czy to, co czuli, było miłością? Chyba raczej nie.

Opowiadania zostały napisane typowym dla Marka Hłaski, bardzo lapidarnym stylem. Zdania są krótkie i zawierają niewiele przymiotników. Dialogi pojawiają się często i dobrze charakteryzują postać, sprawiają wrażenie jakby wziętych z życia. Opowiadania często kończą się mniejszym lub większym dramatem bohaterów. Akcja toczy się szybko, nie ma dłużyzn, autor umiał dotrzeć do sedna rzeczy. Spostrzeżenia Hłaski można określić jako bardzo trafne. Szczególnie podoba mi się fragment o obserwatorach – starszych ludziach, których ulubionym zajęciem jest podglądanie i plotkowanie. Tacy obserwatorzy cieszą się, kiedy ktoś upadnie, i potrafią bez skrupułów zniszczyć czyjeś szczęście, co znakomicie zostało przedstawione w „Pierwszym kroku w chmurach”.

Miły i pełen emocji był ten mój powrót do opowiadań Marka Hłaski. Rozczarowała mnie tylko „Baza sokołowska” ze względu socrealistyczne elementy, a „Pętlę”, „Najświętsze słowa naszego życia” i kilka innych doceniłam po raz kolejny.

Moja ocena: 5/6.

---
Marek Hłasko, „Pierwszy krok w chmurach”, Agora, 2014.