30.12.2014

Francis Clifford „Coś do kochania”


Amerykański lekarz Robert Wyman podczas wojny przez kilka dni prowadził we włoskim miasteczku prowizoryczny punkt opatrunkowy. Tamował krwotoki, wyciągał kule z ran i nawet amputował zmiażdżone kończyny. Podczas tych trudnych dni zaprzyjaźnił się ze swoimi pomocnikami – Giuseppem, jego siostrą Giną i miejscowym księdzem. Obiecał wtedy, że będzie ich odwiedzał, i oto teraz, po czternastu latach, postanawia wrócić do Stravino.

W miasteczku oczywiście nie widać już śladów wojny, wszystko zostało odbudowane. Mieszkańcy wiodą spokojne, nudne życie. Gina umarła kilka lat temu, a jej córka Rosina, wówczas sześcioletnia, wyrosła na miłą i śliczną panienkę. Giuseppe zajmuje się prowadzeniem farmy, a ksiądz Ambrogio czuwa nad religijnym wychowaniem swoich parafian. Akurat w chwili, gdy pojawia się lekarz, w kościele wydarza się coś dziwnego – z posągu Chrystusa sączy się krew. Ksiądz obawia się, że to nie cud, lecz złośliwy dowcip któregoś z mieszkańców miasteczka. Wyman wydaje mu się jedyną godną zaufania osobą, prosi go więc o zbadanie, czy czerwona substancja na pewno jest ludzką krwią. Lekarz nie wierzy w cuda, uważa, że są one wymysłem prostych ludzi ze zbyt wybujałą wyobraźnią i nadmiarem wolnego czasu, ale ze względu na dawną przyjaźń postanawia księdzu pomóc.

„Coś do kochania” to całkiem ciekawa minipowieść z Włochami w tle – jest nawet opis wycieczki do Neapolu. Akcja toczy się szybko i obfituje w różne ważne dla lekarza wydarzenia. W bardzo ładny i ciekawy sposób przedstawiony został powrót człowieka do miejsca, w którym spędził kiedyś kilka pełnych emocji dni. Niektórych pacjentów lekarz pamięta bardzo dobrze, innych nie potrafi sobie przypomnieć, choć oni pamiętają jego. Francis Clifford poruszył również temat cudów, a także pokazał, jak silne mogą być urazy psychiczne z powodu niepełnosprawności. Jeden z najciekawszych bohaterów tej książki to narzeczony Rosiny, Emilio. Chłopak stracił rękę. Jest bardzo drażliwy na tym punkcie i czuje wielką nienawiść do lekarza, który wykonał amputację. Co jakiś czas Emilio popada w depresyjny nastrój, lituje się nad sobą i wtedy Rosinie trudno z nim wytrzymać. Chłopak z pewnością potrzebuje pomocy psychologicznej, a może po prostu jakiejś próby charakteru, która pozwoliłaby mu nabrać wiary w swoją męskość.

Moja ocena: 5/6.

„Pomysł gubernatora” Pentti Haanpää


Bohaterami „Pomysłu gubernatora” są osadnicy z północnej Finlandii. Tego roku, kiedy toczy się akcja powieści, zbyt wcześnie nadszedł mróz i zniszczył plony. Poproszony o pomoc gubernator postanowił, że nie da poszkodowanym pieniędzy, bo przecież mogliby je roztrwonić na wódkę lub kawę, lecz zatrudni ich przy budowie państwowej drogi. Wkrótce do gminy Kaira pojechało trzydzieści sań wyładowanych workami mąki, a ze wszystkich stron pustkowi przybyli Fini, by wycinać drzewa i kopać rowy w zamarzniętej ziemi. Jako zapłatę dostawali mąkę, a ci, którzy nie mogli tak ciężko pracować – starzy, wdowa z malutkimi dziećmi – nadal próbowali oszukać głód papką z zamarzniętego zboża i chlebem z kory brzozowej. 

„Pokusa” Jan Otčenášek



Bohater „Pokusy”, Jerzy, ma 42 lata i pochodzi z Pragi. Urlop spędza w Jugosławii, gdzie poznaje młodą Niemkę Inge. Opalają się na pięknej wyspie Katarinie i rozmawiają. Akcja toczy się w roku 1966, ważna jest więc sytuacja polityczna. Jerzy, jako człowiek zza żelaznej kurtyny, zazdrości mieszkance RFN, dostrzega swoją gorszą sytuację materialną, brak obycia i swobody, liczne kompleksy. Czuje się też zawstydzony i oburzony faktem, że Inge nie zna ani jednego czeskiego słowa, on zaś dobrze mówi po niemiecku; do nauki tego znienawidzonego języka zmuszono go za czasów protektoratu. Wypomina to dziewczynie, a po chwili czuje absurdalność swojego zachowania – Inge urodziła się przecież tuż przed wojną i nie ma nic wspólnego z polityką... 

28.12.2014

„Wawrzek, syn Wawrzyńca” Józef Morton


A u mnie znowu Józef Morton – po raz czwarty i ostatni w tym roku :-) 

„Wawrzek, syn Wawrzyńca” to opowieść o starym, schorowanym chłopie z podkieleckiej wsi. Wychował się on w nędzy, ale w wieku siedemnastu lat wyjechał do Prus i tam, ciężko pracując i oszczędzając na wszystkim, zgromadził trochę pieniędzy. A potem dniami i nocami harował na zakupionej przez siebie ziemi, by jak najwięcej z niej wydusić. Teraz rozpiera go duma, a zarazem strach, by tej ziemi nie stracić, by syn Stach, który ma już prawie trzydzieści lat i buntuje się przeciwko władzy ojca, nie wygonił go kiedyś z gospodarstwa. Wawrzek nie przeczuwa, że nieszczęście nadchodzi z zupełnie innej strony... 

Przy czytaniu „Wawrzka...” nie można się nudzić, gdyż jest to ciekawa, dobrze napisana powieść z zaskakującym, dramatycznym zakończeniem. Na głównego bohatera spada wiele nieszczęść zarówno z winy wypadków losowych, jak i zawistnych ludzi. Stary człowiek nie może spokojnie cieszyć się swoją ziemią. Akcja toczy się szybko, bohaterowie mają wiele wad i kierują się namiętnościami. Oprócz Wawrzka i jego syna na kartach powieści spotkamy pracowitą, ale niewierną Marynę, Magdę wykradającą jedzenie dla swojej głodującej rodziny, leniwego Froncka i malutką Martyś. Najładniejsze fragmenty książki to te opisujące kontakty starca z wnuczką – oczekiwanie na jej narodziny, wspólne zabawy, tęsknotę przy rozstaniu. 

W „Wawrzku...”, podobnie jak w innych powieściach Mortona, warstwa obyczajowa została bardzo dobrze rozwinięta. Autor pokazał życie na wsi przed wybuchem drugiej wojny światowej, odmalował wiejską nędzę, a także interesowność chłopów, którzy żenili się nie z tą dziewczyną, która im się podobała, lecz z tą, która posiadała najwięcej ziemi. Autor poruszył też takie tematy jak konflikt pomiędzy ojcem a synem, ogromna miłość do ziemi, namiętności, uczucie dziadka do wnuczki, a nawet... zbrodnia.

19.12.2014

„Uczciwa oszustka” Tove Jansson









Akcja „Uczciwej oszustki” toczy się w zasypanej śniegiem nadmorskiej osadzie Västerby. Mieszkają tu dwie nielubiane kobiety – Anna Aemelin oraz Katri Kling. Różni je status społeczny, stosunek do pieniędzy i wiek, gdyż Anna jest podstarzałą, bogatą właścicielką posiadłości i ilustratorką książek, zaś dwudziestopięcioletnia Katri od wielu lat musi zarabiać na utrzymanie swoje i swojego brata Matsa. Do tej pory pracowała w sklepie, teraz jednak porzuciła to zajęcie, pragnąc zdobyć majątek w szybszy sposób. Uknuła pewien plan, mający związek z osobą Anny.

Jacy są główni bohaterowie tej powieści? Katri ma psa, którego nigdy nie głaszcze i któremu nie nadała nawet imienia. W kontaktach z innymi ludźmi jest bardzo zimna, każdemu mówi prawdę w oczy, nigdy nie używa pochlebstw. Choć jest pożyteczna, bo pomaga sąsiadom wypełniać różne dokumenty i przeliczać rachunki, sieje wokół siebie niepokój, bo uświadamia ludziom, że są przez innych oszukiwani. Z kolei Anna patrzy na świat jakby przez różowe okulary. Chce myśleć o wszystkich ludziach dobrze, woli nie dostrzegać oszustw i intryg. Zimą nigdy nie opuszcza swojej willi. Z pasją czytuje powieści przygodowe, takie, jakie podobałyby się nastoletniemu Matsowi. A Mats? To chłopak milczący, poważny, kochający wszystko, co związane z morzem. Jak na swoje piętnaście lat bardzo dużo potrafi – nie dosyć, że projektuje i buduje łodzie, to jeszcze umie rąbać drwa, naprawiać zatkane zlewy i niedomykające się okna. 

16.12.2014

„Opactwo Northanger” Jane Austen



Niektórzy twierdzą, że „Opactwo Northanger” jest najsłabszą książką Jane Austen, ja jednak uważam, że nie tyle najsłabszą, co po prostu inną. Skonstruowana jako parodia powieści gotyckich, zawiera wiele dygresji, zabawnych scen i na pewno jest lżejsza w czytaniu niż „Duma i uprzedzenie”, ale czy to wady? Chyba nie. Ja w każdym razie podczas czytania „Opactwa...” bardzo dobrze się bawiłam. 

O czym jest „Opactwo...”? W powieści tej Austen pokazała „wchodzenie w świat” pochodzącej z wielodzietnej rodziny, siedemnastoletniej Katarzyny Morland. Rodzice jej mieszkali na wsi, nie znali prawie żadnych młodych osób, toteż z chęcią przyjęli propozycję poczciwej sąsiadki, która chciała, by Katarzyna towarzyszyła jej w wyprawie do uzdrowiska w Bath. Wkrótce Katarzyna, pełna nadziei na poznanie nowych przyjaciół, wyruszyła w swoją pierwszą w życiu podróż. Odwiedziła nie tylko Bath, ale też Opactwo Northanger. Podczas tych wyjazdów doznała mnóstwa wrażeń, przekonała się, jakie niebezpieczeństwa czyhają na niedoświadczoną osobę i poznała zarówno ludzi dobrych, jak i złych.

09.12.2014

Ladislav Grosman „Sklep przy głównej ulicy”



„Sklep przy głównej ulicy” to rozbudowana nowela z akcją rozgrywającą się w czasie drugiej wojny światowej na terenie Republiki Słowackiej. Główny bohater nazywa się Tono Brtko i uważany jest przez swoją żonę Ewelinę za niedojdę. Za przykład do naśladowania Ewelina stawia mu swojego szwagra Markusa, który umie wykorzystać wojnę jako okazję do wzbogacenia się i zajęcia zaszczytnego w tamtych czasach stanowiska. Został on faszystowskim komendantem, co bardzo Ewelinie imponuje.

Gdy zaczyna się akcja noweli, po dłuższym okresie nieodwiedzania się z powodu jakichś sporów o podział majątku komendant przychodzi do domu Antoniego i Eweliny. Nie robi tego całkiem bezinteresownie, gdyż chce wciągnąć szwagra w działalność antyżydowską – niezdeklarowany politycznie Tono zagraża jego karierze. Obdarowuje krewniaków prezentami oraz daje im zaświadczenie o przejęciu sklepu od Żydówki Lautmanowej. Następnego dnia Tono z ciężkim sercem idzie do sklepu...

Tono nie został pokazany jako człowiek nieskazitelnie moralny. Widać, że nie jest zdolny do zabijania, ale skusiłby się na żydowskie mienie, by zdobyć uznanie żony, której się boi. Dużo w nim tchórzostwa, chwiejności, niezdecydowania. Postacią bardzo ciekawie wykreowaną jest również stara, głucha właścicielka sklepu. Żyje ona jakby w innej, przedwojennej rzeczywistości i nie ma pojęcia o tym, co się dokoła niej dzieje. Nie zna ona treści takiego słowa jak „eryzator”, a Słowaka, który przybył do jej sklepu, uważa po prostu za subiekta i traktuje serdecznie, po matczynemu.

Nowela jest bardzo treściwa i wzbudza wiele emocji. Widzimy złych Słowaków, takich jak Ewelina, jej siostra i szwagier, obojętnych na tragedię Żydów, dbających tylko o własne korzyści. Widzimy też takich, którzy nie chcą popierać faszyzmu, ale brakuje im odwagi na otwarty bunt, starają się więc nie szkodzić nikomu i jednocześnie nie podpaść nikomu. Ale na dłuższą metę taktyka ta okazuje się nieskuteczna, rodacy zmuszają ich od określenia swojego stanowiska. Przed podobnym wyborem stanął Tono, człowiek, który najchętniej zająłby się stolarką i nie mieszał w takie sprawy jak odbieranie majątków Żydom...

Im bliżej końca, tym usilniej zastanawiałam się, co się stanie ze starą Lautmanową i jak zachowa się Tono. Ale nie odgadłam, Grosman rozwiązał akcję w bardzo zaskakujący i dramatyczny sposób. 

---
Grosman Ladislav, „Sklep przy głównej ulicy” („Obchod na korze”), tł. Dmochowska Cecylia.

08.12.2014

„Ostatni pokłon” Wiktor Astafiew





Wspomnienia pisarzy należą do utworów, które lubię czytać najbardziej, nic więc dziwnego, że skusiłam się na autobiografię Wiktora Astafiewa pt. „Ostatni pokłon”. Pióro Astafiewa znałam już zresztą z Kradzieży – powieści, w której przedstawiał losy bezprizornych, czyli osieroconych dzieci w ZSRR. Teraz już wiem, dlaczego pisarz interesował się taką tematyką: kiedy miał kilkanaście lat, rozłączono go z ukochaną babcią i na własnej skórze doświadczył okrutnej nędzy i bezdomności.

03.12.2014

Zabawa blogowa, odpowiadam na pytania Paren



Za zaproszenie do udziału w zabawie Liebster Blog Award dziękuję Paren z bloga O muzyce – słowem i obrazem. Paren zadała jedenaście pytań, na które z przyjemnością odpowiadam:

1. Czy, mając do wyboru różne wydania tej samej książki, kierujesz się osobą tłumacza?

Tak. Nie sięgnę po Dostojewskiego w tłumaczeniu Barbary Beaupre. Mam swoją prywatną czarną listę tłumaczy, którzy mi podpadli. Ostatnio na tej liście znalazł się Wiktor Dłuski za to, że fatalnie przetłumaczył „Zagubioną dzielnicę” Modiano. Unikam książek, które zostały przetłumaczone przez osoby z tej mojej listy.

2. Czy słuchasz audiobooków? Może masz swojego ulubionego lektora? Czy sądzisz, że lektor ma wpływ na nasz odbiór książki?

Najczęściej  korzystam z książki tradycyjnej, po ebooki i audiobooki sięgam rzadko. Nie kojarzę nazwisk lektorów. Jeżeli lektor mi nie odpowiada, rezygnuję ze słuchania, bo nie jestem w stanie skupić się na treści.

3. Książka czy film? A jeżeli oba, to w jakiej kolejności? Czy masz i możesz polecić ulubioną ekranizację (adaptację)?

Książka, ale czasami zdarza się odwrotnie. Mogę polecić „Lot nad kukułczym gniazdem” zarówno jako książkę, jak i film. 

4. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa muzyka? Wolisz muzykę na żywo czy nagrania studyjne?

Kiedyś odgrywała dużą rolę, teraz mniejszą. Wolę nagrania studyjne, przy muzyce na żywo trudno mi się skupić, bo zwykle ktoś chrząka, szeleści torebką z chipsami albo po cichu gada.

5. Jakiego muzyka z „największej orkiestry świata” najbardziej chciałabyś posłuchać na żywo, gdyby to było możliwe?

Posłuchałabym Lennona. I Beethovena. Krążą legendy o tym, że pomimo całkowitej głuchoty był cudownym wirtuozem. Chciałabym to usłyszeć. A z muzyków żyjących chciałabym posłuchać gry niejakiego Rexa Lewisa. Jest to młodzieniec bardzo głęboko upośledzony i na dodatek niewidomy. Nie widzi nut ani fortepianu, nie umie wykonać wielu prostych rzeczy, a mimo to genialnie gra. Jego niezwykły talent został odkryty we wczesnym dzieciństwie. Spójrzcie na Rexa:


6. Zbliżają się święta... O jaką książkę (dzieło sztuki, płytę CD lub DVD...) poprosiłabyś w liście do Mikołaja?

Trudno wybrać, bo w księgarniach jest mnóstwo ciekawych rzeczy. Może „Zabliźnione serca” Maxa Blechera z serii Nowy Kanon?

7. Czy pora roku (lub pogoda) ma jakiś wpływ na dobór Twoich lektur?

Raczej nie, ale czasem w środku upalnego lata sięgam po powieść, której akcja toczy się zimą. Od razu robi się chłodniej :-)

8. Czy dajesz drugą szansę pisarzowi, jeżeli pierwsze z nim spotkanie uznałaś za nieudane?

Daję. Czasami nawet i trzecią. Najczęściej spotyka mnie rozczarowanie, tak jak przy książkach Michalak, ale bywa, że zaczynam lubić pisarza. Za przykład mogę podać książki Iris Murdoch. Najpierw czytałam „W sieci” i „Machinę miłości czystej i wszetecznej”. Nie podobały mi się, ale sięgnęłam jeszcze po „Morze, morze” i  „Henryka i Katona”... i był zachwyt!Teraz zaliczam Murdoch do swoich ulubionych pisarek.

9. Czy lubisz podążać tropami znalezionymi w czytanych książkach (nie tylko esejach także powieściach, w których bohaterowie coś czytają)?

Lubię i to nawet bardzo. Bohater „Dziwnego spotkania” Susan Hill czytał „W kleszczach lęku” Jamesa, więc i ja sięgnęłam po „W kleszczach lęku”. Lubię, kiedy autor informuje mnie, co bohaterowie czytają i jakie książki mają w domu. 

10. Twój ulubiony pisarz prosi Cię o podpowiedź w sprawie książki, którą dopiero ma zacząć pisać. Masz wszechstronne możliwości współdecydowania nie tylko o tematyce, ale i miejscu i czasie akcji. Co byś mu podpowiedział(a)?

Że podpowiem mu pod warunkiem, że będę figurowała jako współautor i podzielimy się zyskiem z książki :)

Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Wierzę w to, że książki – przynajmniej częściowo – powstają pod wpływem natchnienia, a do pisarza temat sam przychodzi. Autor, który pisuje na zamówienie i pozwala czytelnikom decydować o elementach książki, to według mnie rzemieślnik, a nie artysta. A rzemieślników nie umiem cenić. Przyznaję, że podczas czytania „Pamiętnika rzemieślnika” Kinga moja sympatia do Kinga osłabła. Denerwują mnie też pisarze, którzy proszą, by czytelnicy podpowiedzieli, jakie mają być dalsze losy bohaterów serii. Wolę autorów, którzy nie słuchają czytelników, piszą, co chcą, a redaktorom nie pozwalają wykreślić żadnej sceny :)

11. Jedziesz tramwajem, autobusem, pociągiem... obok Ciebie jedzie osoba w zbliżonym wieku, zaczytana tak, że świata dookoła siebie nie widzi... Czy spróbujesz podejrzeć (lub spytać wprost), co takiego czyta, widząc w tym zaczytaniu jakąś podpowiedź lektury dla siebie? Czy zdarza Ci się rozmawiać o książkach z całkiem obcymi, przypadkowymi osobami?

A pewnie, że zajrzałabym! Zajrzałabym, ale nie pytała, co czyta, bo czy ten ktoś ucieszyłby się z tego, że obca osoba przerywa mu lekturę? Utkwiła mi w głowie wypowiedź Juliena Greena: „Ktoś, komu nawet nie przyszłoby na myśl, żeby zbudzić mnie ze snu, nie waha się mącić moich lektur. Wstrząs jest identyczny. Lektura to rodzaj pracowitych marzeń – nie życzymy sobie, żeby przerywano je nam niespodziewanie”. Ja w każdym razie bardzo nie lubię, gdy ktoś bez ważnego powodu mi przerywa.

Na ostatnie pytanie odpowiedź brzmi: nie, raczej nie, za to chętnie „rozmawiam” za pośrednictwem internetu. A w ogóle to zazdroszczę osobom, które w miejscu publicznym potrafią tak się zaczytać, że nie widzą świata. Mnie to się nie udaje, źle mi się czyta w sytuacji, gdy ktoś mnie obserwuje. Wolę zacisze domowe.

Dziękuję Paren za zaproszenie do zabawy.