27.03.2014

„Pomocnik” Bernard Malamud


Bernard Malamud to jeden z najbardziej znanych pisarzy amerykańskich, uhonorowany nagrodą Pulitzera za „Fachmana”, niesamowitą powieść o prześladowaniu Żydów w Rosji. „Pomocnik” również porusza tematykę żydowską, ale jest mniej przygnębiający. 

Akcja toczy się na początku lat pięćdziesiątych na Brooklynie, gdzie rodzina Boberów prowadzi sklepik kolonialny. Morris Bober przed wielu laty uciekł z Rosji z obawy przed pogromami. Liczył na lepsze, bezpieczniejsze życie w Ameryce, jednak rozczarował się, gdyż pomimo heroicznych wysiłków rodzina ich nadal klepie biedę. Sklepik kolonialny, który kupili, nie przynosi zysków. On i jego żona mocno chorują, córka Helena musi przerwać studia i podjąć pracę. Powinni właściwie sprzedać sklep i wyprowadzić się, ale nie potrafią, gdyż Morris boi się zmian. Zresztą nikt nie chce dać godziwej ceny za sklep. I kiedy już Morrisowi wydaje się, że sięgnął dna, pojawia się Frank Alpine, czyli tytułowy pomocnik. Proponuje, że w zamian za kąt do spania i wyżywienie poprowadzi sklep. 

25.03.2014

„Ścieżka nad drogami. Fraktale” Bohdan Urbankowski


„Ścieżka nad drogami. Fraktale” to ciekawa, obszerna książka o czasach, kiedy po każdej uczelni, każdym zakładzie pracy i urzędzie snuli się agenci SB. Bohdan Urbankowski pochodził z rodziny AK-owskiej i już od małego żył sprawami „wielkiej polityki”. Słuchał o Powstaniu Warszawskim, o ubekach, o Mickiewiczu, o prześladowaniach AK-owców. Biografia Piłsudskiego służyła mu do nauki czytania. Jako chłopiec odważnie rzucał kamieniami w posąg Świerczewskiego, wykradał i niszczył czerwone szturmówki, starał się brać udział w demonstracjach i należeć do różnych organizacji konspiracyjnych, pisał antyradzieckie wiersze, drukował i rozrzucał ulotki. W międzyczasie jeździł nad morze i w góry, bo nienawiść do komunistycznego systemu nie przeszkodziła matce chłopca wysyłać go na darmowe kolonie.

21.03.2014

Tomasz Mann „Śmierć w Wenecji”, „Mario i czarodziej”


Śmierć w Wenecji, piękna nowela Tomasza Manna, spodoba się czytelnikom przyzwyczajonym do długich opisów i tolerancyjnym, gdyż treścią jej jest miłość podstarzałego pisarza do czternastoletniego chłopca. Zaniepokojonym od razu wyjaśniam, że pięćdziesięciolatek nie dąży do nawiązania bliższego kontaktu, zadowala się śledzeniem i podziwianiem obiektu swoich uczuć, a że chłopiec często przebywa na plaży, zakochany ma całkiem sporo okazji do obserwacji.

Miłość spadła na pisarza całkiem niespodziewanie. Zaczęła się od estetycznego podziwu i nie wiadomo kiedy zmieniła w bolesne pożądanie i niszczącą namiętność. Aschenbach przez cały czas ma świadomość, że on, człowiek bardzo szanowany i sławny w swoim kraju, zachowuje się śmiesznie i natarczywie. Boi się, że jego uczucie zostanie dostrzeżone przez opiekunów chłopca. Czuje się poniżony i bezradny wobec potężnej siły namiętności. 

19.03.2014

„Łoże z baldachimem” Karel Houba


Nie skłamię, jeśli napiszę, że „Łoże z baldachimem” to najciekawsza czeska książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Długo ją omijałam, bo zniechęcało mnie to łoże w tytule – obawiałam się, że będzie to opowieść o jakiejś rozpieszczonej panience, która bez końca odpoczywa i kaprysi. Tymczasem nic z tych rzeczy. W łożu z baldachimem sypiał chłopiec, który na skutek zawirowań historii z wybrańca losu stał się człowiekiem prześladowanym, uważanym za wroga klasowego. Życie bohatera zostało przedstawione na tle historii i polityki, a czyta się to wspaniale.

Akcja „Łoża z baldachimem” toczy się na dwóch planach czasowych. Paweł, opuszczony przez żonę po piętnastu latach małżeństwa, czeka na telefon od niej. W międzyczasie próbuje zrozumieć, dlaczego ich małżeństwo się rozsypało, i dokonuje rozrachunku ze swoim życiem. Wspomina godziny spędzone na pomaganiu ojcu w prowadzeniu sklepu kolonialnego, pierwsze zauroczenia, prześladowaną Żydówkę, kolegę zesłanego do obozu koncentracyjnego... 

15.03.2014

„Gdy zabrakło miłości” Otylia Grot

Otylia Grot mieszkała w Nowej Kaletce (wieś w pobliżu Olsztyna) i uczyła w polskiej szkole oraz prowadziła drużynę harcerską. Miała obywatelstwo polskie i sądziła, że nic jej nie grozi ze strony zwolenników Hitlera. Niestety, myliła się. 25 sierpnia 1939 roku w jej domu pojawili się dwaj policjanci, zaaresztowali ją – i do rodziny już nie wróciła. Przebywała najpierw w więzieniu, potem w obozie Ravensbrück, gdzie otrzymała numer 3958 oraz czerwony trójkąt – oznaczenie więźniarki politycznej. 

Przeżycia z tego okresu utrwaliła w książce pt. „Gdy zabrakło miłości”. Znajdziemy w niej wspomnienia z dnia aresztowania, z pobytu w więzieniu oraz w Ravensbrück i wreszcie opis tułaczki po opuszczeniu kacetu. Nie kursowały wtedy pociągi, po Meklenburgii snuły się tłumy zmęczonych ludzi wszelkich narodowości. Większość osób uciekała na zachód, bojąc się spotkania z Armią Czerwoną, jednak Otylia Grot zdecydowała się na drogę do Polski. 

11.03.2014

„Aby zbawił, co było zginęło” François Mauriac




„Aby zbawił co było zginęło” to krótka powieść napisana przez noblistę Françoisa Mauriaka. Akcja jej toczy się w okresie międzywojennym w Paryżu, a głównymi bohaterami są małżonkowie Hervé i Irena, Marcel i Tota oraz młodziutki brat Toty, Alain. 

Hervé i Marcel przyjaźnili się kiedyś ze sobą, ale ostatnio ich kontakty mocno się rozluźniły. Doszło do tego, że Marcel zataił wiadomość o swoim ślubie. Hervé nie umie się z tym pogodzić, ma żal do Marcela i usilnie pragnie poznać jego sekrety. Przepełnia go zawiść i brzydka radość z niepowodzeń byłego przyjaciela. Jest nieszczery i małoduszny. W sumie łatwo zrozumieć, dlaczego Marcel się od niego odsunął. 

Podobnie jak w innych książkach Mauriaka, także i w tej nie ma szczęśliwych rodzin. Pomiędzy małżonkami panuje wrogość. Irena, która choruje na nieokreśloną chorobę i rzadko wstaje z łóżka, pragnie czułości, tymczasem mąż nie przejmuje się jej stanem i znika na całe noce. Przy chorej często siedzi teściowa, ale ona zachowuje się jak żandarm, bez odrobiny współczucia pilnuje, by synowa nie popełniła samobójstwa. Z kolei Tota nie kocha Marcela, wyszła za niego tylko po to, by uciec z domu, w którym jej ojciec znęcał się nad rodziną. Marcel w zażyłości Alaina i Toty widzi coś zdrożnego, nie rozumie miłości łączącej brata i siostrę. 

Podczas czytania „Aby zbawił, co było zginęło” spotkały mnie dwie niespodzianki. Pierwsza to taka, że akcja toczy się nie w Bourdeaux i nie na prowincji, tak jak to było w innych książkach Mauriaka, ale w Paryżu. Drugie zaskoczenie to pojawienie się trucicielki Teresy Desqueyroux, bohaterki innej książki tego autora (nawiasem mówiąc, o wiele ciekawszej). Jednak z wątku tego nic nie wynikło, Teresa pojawiła się tylko przelotnie, a szkoda, bo bardzo chciałam poznać jej dalsze losy. 

Znajomości z twórczością noblisty nie trzeba rozpoczynać od „Aby zbawił...”, lepiej sięgnąć po „Genitrix”, „Młodzieńca z dawnych lat” czy „Kłębowisko żmij”. W tej znajduje się za dużo opisów rozterek religijnych, bohaterowie są mało interesujący i z wyjątkiem Alaina, który zachowuje się bardzo tajemniczo, nie budzą sympatii. Odniosłam też wrażenie, że pisząc tę książkę, Mauriac nie ujawnił swoich talentów psychologicznych.

---
Mauriac François, „Aby zbawił co było zginęło” („Ce qui était perdu”), tł. Hłasko Beata.

08.03.2014

„Podróż wokół mojej czaszki” Frigyes Karinthy


Podróż wokół mojej czaszki to bardzo specyficzna książka, bo prawie w całości opowiada o chorowaniu i o wrażeniach z operacji. Frigyes Karinthy – znany węgierski autor – pewnego dnia zauważył u siebie pogorszenie wzroku, wymioty, zaburzenia równowagi i halucynacje słuchowe. Od razu zaczął szukać pomocy, jednak lekarze nie potraktowali go poważnie. Nie zlecili badań, a jeden z nich zdiagnozował zatrucie nikotyną. Nawet żona pisarza, która była lekarką, zlekceważyła objawy choroby. Przestań się wygłupiać, powinieneś się wstydzić. Jesteś całkiem jak student pierwszego roku medycyny[1] – powiedziała. Tymczasem guz rósł... W roku 1936 Karinthy przeszedł w Sztokholmie operację mózgu. Opis tej operacji, wykonanej tylko w znieczuleniu miejscowym, jest kulminacyjnym punktem książki. 

W Podróży wokół mojej czaszki niewiele jest tła obyczajowego, co wcale mnie nie dziwi, gdyż chory autor skoncentrowany był na swojej chorobie i dostrzegał tylko to, co z nią związane. Wyznał, że bardzo się bał, że w pewnym momencie tak mocno bolała go głowa, że chciał rzucić się pod tramwaj. I oczywiście uważał, że żaden chory nie cierpiał tak mocno jak on. Wszystkie objawy choroby i wrażenia z operacji opisał bardzo dokładnie i wnikliwie, widać, że był człowiekiem obdarzonym wielką pamięcią, umiejętnością obserwowania siebie i interesującym się medycyną. 

Jak w każdym pamiętniku chorego, tak i w tym znajdują się wzmianki o bezduszności personelu medycznego. Kiedy lekarz stwierdził, że Karinthy ma guza mózgu, od razu przestał widzieć w nim człowieka. Zaaferowany zwołał innych lekarzy, a ci zaczęli cieszyć się z odkrycia niezwykłego przypadku medycznego. Wszystko to odbywało się w obecności pacjenta, który słyszał, widział, czuł. 

W książce znalazłam jedno zdanie, które budzi moją niechęć do węgierskiego pisarza. To zdanie brzmi następująco: Z protekcjonalną grzecznością gawędzę ze stolarzem, używając pospolitego języka, jak zwykłem rozmawiać z prostymi ludźmi[2]. Oj, jakie brzydkie poczucie wyższości...

---
[1] Karinthy Frigyes, Podróż wokół mojej czaszki (Utazas a koponyam körül), przeł. Górecka Anna, PIW, 2008, str. 47.
[2] Tamże, str. 16.

07.03.2014

„Powróć do nas, sowo...” Olga Czajkowska


Jako miłośniczka książkowych staroci chętnie sięgam po utwory wydane w serii KIK. Niedawno przeczytałam „Powróć do nas, sowo” radzieckiej pisarki Olgi Czajkowskiej. Jest to króciutka opowieść z rodzaju tych, które kończą się, zanim dobrze poznamy bohaterów i ich problemy. Akcja toczy się w Moskwie w latach siedemdziesiątych i skupia wokół członków rodziny sławnego pianisty Suszylina oraz osób odwiedzających jego dom.

Suszylin wybiera się na tournée do USA i do Anglii, a jego córka Inga poznaje Piotra. Rodzice jej oraz przyjaciele uważają, że to mężczyzna nieodpowiedni dla niej – nie zawsze umie zachować się przy stole, jest nieokrzesany, niewykształcony i pracuje jako kierowca. Szczególne niezadowolenie okazuje matka Ingi, snobka dumna z tego, że pochodzi ze starego szlacheckiego rodu. Indze jest przykro, ale nie przejmuje się tym, bo czuje się zauroczona Piotrem, który jest inny od jej znajomych: romantyczny, lubiący przyrodę. Pewnego razu zakochani wybierają się na spacer do lasu i niechcący budzą sowę, która z gniewem odlatuje. Wówczas to Piotr recytuje Indze wierszyk, którego refren stanowi tytuł tej powieści. Nie przeczuwają, że wkrótce Piotr, jak ta sowa z lasu, rozzłości się i „odfrunie”...

Obok wątku romantycznego mamy też kryminalny. Wśród przyjaciół Suszylinów znajduje się oficer śledczy Wsiewołod. Otrzymuje on sprawę samobójstwa kobiety, która pozostawiła po sobie rozżalonego męża oraz pamiętnik. Czytając pamiętnik, Wsiewołod zaczyna podejrzewać, że wbrew temu, co twierdzi mąż, między nimi wcale nie było miłości i być może okoliczności śmierci kobiety są bardziej złożone, niż to wygląda na pierwszy rzut oka. A potem odkrywa, że znał denatkę, widywał ją w domu pianisty Suszylina.

Wątki kryminalny i romansowy zajęły tak dużo miejsca, że zabrakło go na rozwinięcie warstwy obyczajowej. I z tym wiąże się mój główny zarzut wobec tej książki. Gdyby było mniej opisów śledztwa, a więcej innych smaczków, czytałabym z większą przyjemnością.

---
Czajkowska Olga, „Powróć do nas, sowo...”, („Оглянись, моя совушка...”), tł. Irena Lewandowska, PIW, 1977. 

Wyzwanie Rosyjsko mi.

05.03.2014

„Wyorane kamienie” Gustaw Morcinek


„Wyorane kamienie” Gustawa Morcinka to powieść o pełnym zapału nauczycielu, który tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej przybył do górniczej osady, by uczyć i cywilizować małych Ślązaków. Dzieci, którymi miał się opiekować, sprawiały wielkie trudności wychowawcze. Miały lekceważący stosunek do nauki, przychodziły do szkoły głodne, obdarte i zawszone, zimą z kolei nie pojawiały się, bo nie miały butów i ciepłej odzieży. Często zamiast na lekcje szły do biedaszybów lub na przemyt. Niektórzy rodzice wmawiali dzieciom, że nauka nie jest do niczego potrzebna i że lepiej spędzać czas na żebraniu, kradzieży węgla albo na innym zajęciu, które przyniesie korzyści materialne.