29.07.2014

„Znaleziony” Nadine Gordimer


W książce pt. „Znaleziony” Nadine Gordimer opowiada o związku dwojga ludzi: Julii – córki bogatego angielskiego imigranta i Araba Ibrahima, pochodzącego z prymitywnej pustynnej wioski. Młodzi poznali się w RPA, gdzie Julie prowadziła beztroskie życie wśród przyjaciół, a on pod fałszywym nazwiskiem pracował nielegalnie w warsztacie samochodowym. Zaledwie zaczęli się ze sobą spotykać, Ibrahim otrzymał nakaz opuszczenia Republiki.

27.07.2014

„Weź moją duszę” Yrsa Sigurdardóttir


Zbieg okoliczności sprawia, że Thora, pracująca na co dzień w agencji prawniczej, staje się detektywem. Jonas, któremu pomogła kupić działkę na półwyspie Snæfellsnes, skarży się, że na terenie posiadłości pokazują się duchy oraz słychać płacz dziecka. Thora w duchy nie wierzy, ale czuje się odpowiedzialna za problemy Jonasa, jedzie więc na półwysep. Zostaje na nim dłużej, niż pierwotnie planowała, gdyż okazuje się, że istotnie dzieją się tam dziwne rzeczy, ponadto zostaje popełnione morderstwo.

23.07.2014

„Zła córka” Justine Lévy

Zła córka Justine Lévy to książka o młodej Louise, która akurat wtedy, gdy jej matka umiera na nowotwór, odkrywa, że jest w ciąży. Chora bardzo potrzebuje jej obecności i pomocy, ale ona niewiele może z siebie dać. Mama znosi udręki, a ja mam ochotę na pomidory, na coś w occie[1] – stwierdza ze wstydem. Czuje, że powinna mniej przejmować się własnym brzuchem, a więcej stanem matki, jednak dziecko staje się dla niej najważniejsze.

Czy bohaterka tej powieści jest złą córką? Każdy czytelnik sam odpowie sobie na to pytanie. Moim zdaniem łatwo zrozumieć jej zachowanie. Jako ciężarna musi unikać nerwowych sytuacji, poza tym w dzieciństwie nie doświadczyła ze strony matki troskliwości. Często nie miała co jeść, uczestniczyła w pijackich zabawach, dopijała alkohol z kieliszków gości matki. Będąc nastolatką, kradła z butików drogie ubrania i dawała je matce: Początkowo udawała skrępowanie, potem troskę, a jeśli cię przyłapią? Później uznawała to za normalne, już nie przywiązywała wagi do pochodzenia prezentów[2]. 

14.07.2014

„Tak wyszło” i „Kwas siarkowy” Amélie Nothomb

Amélie Nothomb staje się pisarką coraz bardziej znaną, postanowiłam więc zapoznać się z kilkoma jej książkami. Na pierwszy ogień poszedł „Kwas siarkowy”. W jakimś bliżej nieokreślonym czasie powstaje reality-show o tytule „Witajcie za drutami”. Uczestnicy tego programu łapani są wprost z ulicy i wtrącani do obozu koncentracyjnego, zorganizowanego na wzór tych z czasów Hitlera. Bije się ich, poniża, głodzi, aż w końcu - ku zadowoleniu widzów - umierają. Więźniowie zachowują się wobec siebie grzecznie i lojalnie, a piękna Pannonigue jest wzorem dla wszystkich. Tę właśnie Pannonique upatrzyła sobie na ofiarę brutalna kapo Zdena. 

W „Kwasie siarkowym” nie znalazłam ani jednego elementu, który by mi się podobał. Pannonique wciąż wygłasza banalne hasła, więźniowie zachowują się sztucznie. Największe ich zmartwienie to nie tortury, głód i bliskość śmierci, lecz świadomość, że każdy ich ruch śledzi kamera. Nie trafiło też do mnie przeświadczenie autorki, że zabijanie przypadkowych ludzi stanie się legalne i że prawie wszyscy będą się podniecać widokiem tortur i śmierci. Nieprzekonująca opowieść została ozdobiona jeszcze bardziej nieprzekonującym, idiotycznym zakończeniem. 

Również „Tak wyszło” nie przypadło mi do gustu. Jest to opowieść pozbawiona prawdopodobieństwa, jeszcze bardziej infantylna niż „Kwas siarkowy”. Główny bohater wpuszcza do swojego mieszkania nieznajomego mężczyznę. Nieznajomy nieoczekiwanie umiera, a główny bohater, zamiast wezwać karetkę pogotowia, postanawia podrzucić obcemu swoje dokumenty i przywłaszczyć sobie nazwisko i tożsamość zmarłego. W ogóle nie martwi się tym, że żona zmarłego lub ktoś z jego znajomych odkryje mistyfikację. 

Fabuła jest nieprawdopodobna, a zakończenie bezsensowne i niewyjaśniające niczego. Ciekawa jestem, czy Nothomb była kiedykolwiek w banku? Bo w jej książeczce postronni ludzie bez problemu dostają się do bankowego skarbca, w którym nie ma kamer, czujników ruchu ani żadnych innych zabezpieczeń. W innej scence widzimy osobę, która przychodzi do banku z dużą ilością banknotów i chęcią założenia konta. Pracownicy banku liczą pieniądze ręcznie i, co najdziwniejsze, nie na oczach klienta, tylko w innej sali. A akcja toczy się w roku 2006...

Obie te książeczki czytałam z narastającą niechęcią, z uczuciem, że marnuję czas. Sposób pisania Amélii Nothomb zupełnie do mnie nie trafił. Te naiwne opowiastki, pełne niewiarygodnych sytuacji i infantylnych pomysłów, kojarzą mi się z twórczością dwunastolatka, któremu wydaje się, że wszystko jest możliwe. Wiem, że belgijska autorka ma wielu wielbicieli, ja jednak nie dołączę do ich grona. 

12.07.2014

„Gilead” Marilynne Robinson


Za „Gilead” Marilynne Robinson otrzymała w roku 2005 nagrodę Pulitzera. Powieść ta napisana została w formie listu. John Ames, nieuleczalnie chory pastor, składa w nim sprawozdanie ze swojego długiego, bo prawie osiemdziesięcioletniego życia. Wspomina zdziwaczałego dziadka, rodziców i starszego brata, opisuje codzienność swojego rodzinnego miasteczka Gilead, dzieli się też refleksjami na tematy religijne. Kiedy syn – obecnie sześcioletni – dorośnie, przeczyta ten list i w ten sposób pozna życie ojca.

06.07.2014

„Za kwietnymi polami” Jun'ichi Watanabe


„Za kwietnymi polami” to zbeletryzowana biografia Ginko Ogino (1851-1913), pierwszej Japonki, której udało się uzyskać dyplom lekarza. Z książki dowiemy się, jak doszło do tego, że kobieta z szanowanej japońskiej rodziny postanowiła studiować medycynę, ile wysiłku musiała włożyć w to, by osiągnąć cel, poznamy też warunki życia kobiet w tamtych czasach.

02.07.2014

„Piętnaście lat tułaczki 1940-1955; Syberyjskie notatki” Edward Kołpak, Jadwiga Mielżyńska





W książce tej znajdują się dwie autentyczne historie Polaków wywiezionych na Syberię podczas drugiej wojny światowej. W roku 1940 Edward Kołpak – młodziutki, naiwny mężczyzna ze wsi – bez powodu został aresztowany przez NKWD. Wierzył w to, co pisali w gazetach, toteż bardzo dziwiło go zachowanie enkawudzistów:

„Niemożliwe, żeby przedstawiciele władzy tak wulgarnie się wyrażali, bo przecież sam kiedyś czytałem w sowieckiej gazecie, że w ZSRR podlega się karze więzienia za jedno wulgarne słowo”[1].

Ponieważ Kołpak nie chciał podpisać dokumentu z przyznaniem się do winy, torturowano go bestialsko, a potem zesłano do łagru. W „Piętnastu latach tułaczki” opisał tortury, tragiczny kilkudniowy marsz ze Starej Wilejki w spiekocie, bez wody, jedzenia i odpoczynku, a także wrażenia z Gułagu. Nie cierpiał tak mocno jak inni więźniowie, bo pomagali mu lekarze: „przepisywali mi różne choroby, na które ja nigdy nie chorowałem”[2], udało mu się też otrzymać dobrą pracę na stanowisku kucharza.